wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 23.

Spoglądałam to na Harry'ego, to na pierścionek na moim palcu.
- Harry, ja... - głos uwiązł mi w gardle.
- Nie mówię, że teraz - powiedział, łapiąc mnie w dole moich pleców. - Za kilka lat, jak będziesz dorosła i gotowa. Chcę po prostu już teraz wiedzieć, że się zgodzisz. Chcę wiedzieć, że mnie kochasz i jesteś skłonna być ze mną do końca życia. Bo ja jestem, kochanie.
Stoję w ciszy, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Jestem - mówię i opieram swoje dłonie na jego ramionach. On pocałował mnie z pasją.
- Mam wrażenie, że znamy się dużo dłużej niż miesiąc - mruknęłam.
- Ja też - odpowiedział z chrypką. W tym momencie piekarnik oznajmił, że babeczki są gotowe. Wzięłam od Harry'ego rękawicę i wyciągnęłam gorącą blachę z ciastkami. Odstawiłam, żeby się schłodziły. Położyliśmy je razem na talerz i usiedliśmy po przeciwnych stronach. Teraz znalazłam chwilę, żeby przyjrzeć się pierścionkowi. Nie wyglądał jak z filmów, nie miał dużego diamentu czy innego gówna na górze. Był to prosty, srebrny pierścionek, który przypominał mi jeden z jego sygnetów. Kiedy zdjęłam go z palca, zobaczyłam w środku wygrawerowany napis.
Jestem cały twój.
- Dużo masz jeszcze takiej wygrawerowanej biżuterii? - mruknęłam, wsuwając z powrotem pierścionek i patrząc na mojego... chłopaka, narzeczonego?
- Trochę się znajdzie. Mam jeszcze naszyjnik, ale to kiedy indziej - mrugnął do mnie, a ja podniosłam się na oparciu.
- Jak już o niej wiem, to możesz mi ją dać - uśmiechnęłam się wesoło.
- Lubisz dostawać biżuterię?
- Lubię napisy, jakimi je ozdabiasz - siedzę i czekam. Harry wzdycha ciężko i wstaje z krzesła. Zniknął za drzwiami garderoby i zaraz potem pojawił się z pudełkiem.
- Możemy uznać, że to prezent z okazji miesiąca naszej znajomości - uśmiechnął się.
- Myślałam, że żartujesz z tym naszyjnikiem - powiedziałam. Harry objął mnie od tyłu, czekając, aż otworzę.
Kolejna srebrna biżuteria, doskonale dopasowana do bransoletki i pierścionka. Wyjmuję go delikatnie z zamszowego pudełka i obracam w palcach. Znowu widzę nawiązanie do naszyjnika Harry'ego. Obracam się i rozchylam jego koszulę, a potem delikatnie biorę w palce biżuterię zdobiącą jego pierś. Potem sięgam do jego dłoni i dostrzegam sygnet podobny do mojego "zaręczynowego" pierścionka. Jego są czarne, mocniejsze niż moje, ale widać między nimi wyraźne podobieństwo.
- A bransoletka?
- Nie noszę bransoletek - uśmiechnął się zadziornie.
Wziął mnie za rękę.
- Chcesz iść do Starbucksa? - zapytał nagle. Jestem pewna, że oczy mi się zaświeciły, bo Harry bez odpowiedzi wyciągnął mnie z domu. Cały czas mieliśmy splecione dłonie, kiedy wyszliśmy z apartamentu, a następnie z bloku. Pod domem zobaczyłam Jake'a z jego ponadczasowymi bransoletami na przedramieniu, oraz Molly.
- Czemu oblegają cię sami faceci? - mruknął mi Harry do ucha. Wyrwałam się z jego uścisku i podeszłam wolnym krokiem do stojących tyłem przyjaciół. Założyłam dziewczynie dłonie na oczy, a Jake odwrócił się przestraszony.
- O! Han, co tu robisz?
- Mieszkam - zachichotałam i przytuliłam blondyna, a następnie Molly.
- A co wy tu robicie? - wskazałam na parę.
- Czekamy na Michaela - powiedziała Molly, a Jake pokazał kciukiem na dom za sobą.
- Ale ta pinda musi się ogarnąć.
- Mój Mikey? - wypalam.
- Mikey? - pytają równocześnie, a wtedy widzimy Michaela w drzwiach.
- Hej Mikey, co tak długo? - woła Jake, a kuzyn morduje mnie spojrzeniem.
- To ja się ulatniam - śmieję się, ale zanim udaje mi się odejść, Jake całuje mnie w policzek, niebezpiecznie blisko ust. Zaskoczona jego ruchem, szybko żegnam się z resztą znajomych i odchodzę szybkim krokiem. Za rogiem dostrzegam wysoką postać opartą o drzewo. Podchodzę do Stylesa i całuję go prosto w jego malinowe usta. Ponownie splata nasze palce i idziemy w stronę parku, kilka przecznic dalej. Idziemy w ciszy, ale nie tej z typu niekomfortowych. Po prostu podziwiamy to, co dzieje się wokół nas, w tym siebie nawzajem.
- Tutaj - mówi Harry i zatrzymuje mnie szarpnięciem ręki. Zachwiałam się niebezpiecznie i jak to ja - straciłam równowagę i spadłam niezbyt wdzięcznie na tyłek. Harry zaczął się śmiać, a ja podniosłam się z ziemi i otrzepałam się z pyłu.
- Zabawne - burknęłam. - Co tutaj się stało?
- Tutaj - złapał mnie za dłonie  - pierwszy raz się spotkaliśmy.
Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie.

Kilka dni później

Harry.

- Wiedziałam, że tak skończy się świętowanie naszej miesięcznicy - wydyszała, sięgając po moją koszulę, leżącą niedbale na ziemi, ale skutecznie zablokowałem jej ruchy. Kilka sekund później wisiałem nad nią, opierając się jednym kolanem między jej nogami. Uśmiechałem się zadziornie, a ona wydęła swoją dolną wargę. Chryste, uwielbiałem, kiedy to robiła. Wpiłem się w jej usta, a ona uśmiechnęła się przez pocałunek.
- Nago wyglądasz tak seksownie - przyznałem, gryząc skórę jej szyi.
- Harry - jęknęła i zepchnęła mnie z swojego ciała. Usiadła na brzegu łóżka, ubierając swój stanik w koronkę. Widząc ją teraz, miałem znowu ochotę ją pieprzyć. Bez końca, bez końca. Co do chuja, jest ze mną nie tak? Han wstała, prezentując swój boski tyłek i zaczęła wciągać na siebie szorty. Stała teraz w samym staniku i szortach. Samym staniku i szortach, których miałem ochotę się znowu pozbyć. Złapała moją niebieską koszulę, którą miałem w czasie naszego pierwszego pocałunku i narzuciła na ramiona. Zaczęła powoli zapinać guziki. Potem przeczesała i ułożyła swoje brązowe włosy. Na pewno robi to specjalnie.
- Jak wyglądam? - spytała uwodzicielskim głosem.
- Jak po ostrym seksie - droczyłem się.
- Nie, żebym właśnie taki miała - wystawiła język. Wyobraziłem sobie, jak owija go wokół mojej męskości. Już byłem na nią gotowy, zawsze byłem na nią gotowy. Jezusie przenajsłodszy, już zaczynał twardnieć...
- Wiesz - zaczęła, wskakując na łóżko i siadając na mnie okrakiem - to strasznie dołujące, że masz dłuższe włosy ode mnie...
Odgarnęła kilka kosmyków z mojej szyi i pocałowała w obojczyk. Starałem się ukryć dolną strefę. Boże, była taka gorąca. Przygryzła mi skórę, ssąc ją lekko. NA PEWNO robi to specjalnie...
- Do tego są gęstsze, piękniejsze... czuję się zazdrosna - szepnęła, liżąc nowo powstałą malinkę na mojej szyi. Złapałem ją w talii i przekręciłem tak, że teraz to ja byłem na górze, ja dominowałem...
- Już mam na ciebie ochotę - warknąłem, pokazując spore wybrzuszenie na bokserkach. Oczy jej się rozszerzyły z podniecenia, ale wyślizgnęła się spod mojego ciała.
- No to będziesz musiał zaspokoić się sam - przygryzła wargę i wyszła z pokoju. Nie wiem, jak to się działo, ale wyszedłem za nią jak potulny piesek. Tak na mnie działała, zabrała mi wolę wraz z sercem. Jak zakochany gówniarz poszedłem za nią do kuchni, gdzie włączyła radio. Oczywiście, z naszą nową płytą. Naprawdę ją polubiła, a dla mnie to jest wspaniałe. Nieważne, czy płyta się sprzeda, ważne, że ona ją pokochała. Leciało właśnie "Wolves", do którego ona zaczęła cicho nucić. Dźwięk jej głosu to wspaniały narkotyk, mógłbym żyć tylko z miękkością jej tonu w uszach.
- I hear them calling for you - śpiewała i podała mi telefon z uśmiechem. Otworzyłem nową wiadomość.

Od: Ferras
Wiem, że za mną tęsknisz.

Zmarszczyłem brwi i wyłączyłem telefon. Schowałem go do tylnej kieszeni spodni.
- Mogę porobić ci zdjęcia?
- Jakbyś tego nie robił - parsknęła.
- Nie, nie takie. Chodzi mi o... no wiesz, sesję - potarłem się dłonią o kark. Hannah odwróciła się do mnie z pytającym wyrazem twarzy.
- Nie jestem fotogeniczna - mówi. Prycham na jej kłamstwo.
- Nie, Harry, mówię serio - jej piękną twarz wykrzywił grymas. - Żadna ze mnie modelka, nie umiem ustawiać się do zdjęć i ogólnie jestem trudna.
- Lubię wyzwania - powiedziałem i objąłem ją w talii. Ona uśmiechnęła się zadziornie i zaczęła się namyślać.
- No to leć po aparat, tylko żeby nie było, że nie ostrzegałam - powiedziała w końcu.

Han.

- Chodź, kochanie - objął mnie w talii. Pozwoliłam mu się prowadzić. Byłam onieśmielona, bo nie wychodzę dobrze na zdjęciach i nie chciałam za bardzo tej sesji. Bałam się, że Harry podczas niej odkryje moje liczne wady. Westchnęłam, kiedy sadzał mnie na kanapie, w miejscu, gdzie kiedyś się kochaliśmy. Harry usiadł naprzeciwko mnie, na podłodze. Zasłonił swoją twarz lustrzanką i wyglądał na bardzo skupionego. Wpatrywałam się w miejsce, gdzie normalnie byłyby jego oczy - teraz widziałam jedynie obiektyw.
- To tobie można by robić teraz zdjęcia - mruknęłam, co spotkało się z jego śmiechem. Na ten dźwięk moje usta samoczynnie rozciągnęły się w promiennym uśmiechu. Usłyszałam pstryk.
- Harry - fuknęłam, na co odpowiedziały mi dwa kliknięcia.
- Mów, co mam robić - jęknęłam, przewracając oczami.
- Tak jest dobrze - szepnął, wykonując następne zdjęcie. Zerknął zza aparatu, świdrując mnie swoimi zielonymi oczami.
- Naprawdę, nawet nie wiesz, jak wspaniale wychodzisz na zdjęciach, gdy jesteś naturalna. Nie skupiaj się na obiektywie, po prostu się baw - powiedział i wrócił do robienia zdjęć.
- To musisz mnie trochę rozluźnić - mrugnęłam z uśmiechem. Pstryk!
- Mmm, wiesz, co chętnie bym zrobił - zaśmiałam się na jego wyznanie. Śmiałam się, odchylając głowę do tyłu. Kiedy skończyłam, przeczesałam luźno włosy. Zaczęłam bardziej zwracać uwagę na drobne ruchy, jakie wykonywałam. Przygryzanie wargi, odruchowe sięganie po miętówkę do kieszeni, czy nawet drapanie się po nosie. Harry robił zdjęcia praktycznie co chwila, a ja z każdą chwilą zapominałam o aparacie, jaki zasłaniał jego piękną twarz. Zorientowałam się, że robiliśmy zdjęcia aż trzy godziny, kiedy Harry musiał zacząć korzystać z flesza. Sztuczne światło szybko sprawiło, że moje oczy stawały się coraz bardziej zmęczone, więc odmówiłam kontynuowania sesji.
- Zgram je do komputera i zobaczymy, jak wyszły, co? - powiedział, całując mnie w policzek.
- Poczekaj - zatrzymałam go. Zdjęłam mu ostrożnie lustrzankę z szyi i odwróciłam obiektyw w stronę naszych twarzy. Trzymając aparat w górze, zrobiłam pierwsze zdjęcie. Nie patrząc, jak wyszło, przywarłam wargami do policzka chłopaka i kontynuowałam wykonywanie prowizorycznych fotek. W końcu moje usta doszukały się miętowych warg Harry'ego. Pocałował mnie, co ja wykorzystałam jako okazję i pstryknęłam kolejne zdjęcie. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, znowu nacisnęłam guzik. Dobrze mi się dokumentowało nasz pocałunek, ale pospiesznie oddałam Stylesowi lustrzankę.
- Idę po jabłko. Przynieść ci coś? - zapytałam, kierując się do kuchni.
- Piwo? Jeśli ci to nie przeszkadza - skrzywił się.
- Nie, nie ma sprawy - wzruszyłam ramionami i poszłam do pomieszczenia obok.
Naprawdę nie miałam za złe Harry'emu picia. Jeszcze niedawno wlewałam w siebie hektolitry alkoholu. Styles pił nieczęsto, głównie dla samego smaku, a nie tak jak ja - połykanie coraz to kolejnych szotów, żeby być zalaną w trupa. Zresztą, piwo? To żaden alkohol. Był dorosły, i tak zachowywał się bardzo dojrzale, nie pijąc za często.
Sięgnęłam do górnej półki i wyjęłam butelkę. Obracałam w ręce jabłko, czytając etykietkę.
- Otworzyć ci? - zawołałam.
- Jeśli to nie problem - odkrzyknął.
Wzięłam w ręce otwieracz i sprawnie otworzyłam butelkę. Do moich nozdrzy dotarł charakterystyczny zapach.
Tylko łyczek pomyślałam i pociągnęłam z butelki. Poczułam delikatne pieczenie w gardle. Zagryzłam piwo jabłkiem i skierowałam się w stronę salonu.
Harry siedział tyłem do mnie, skupiony na ekranie laptopa. Podałam mu piwo do ręki, a sama usadowiłam się na jego kolanach, opierając się delikatnie na jego torsie. Harry wyjął kartę z komputera, włożył z powrotem do aparatu i otworzył bibliotekę zdjęć. Po tym jednym łyku piwa miałam ochotę na więcej, więc, kiedy Harry upił trochę alkoholu, szybko pocałowałam go w usta.
- Oglądamy - mruknął mi w usta. Przesiedliśmy się z fotela na kanapę. Oparłam głowę na ramieniu chłopaka i podciągnęłam nogi, żeby być jeszcze bliżej niego. Chwilę wpatrywałam się tęsknie w butelkę, ale zaraz potem skupiłam całą swoją uwagę na Harrym i zdjęciach.
To ja? Z niedowierzaniem wpatrywałam się w swój uśmiech i świecące, czekoladowe oczy. Włosy miękko układały się na mojej twarzy i szyi. Przeglądaliśmy zdjęcia, a ja z każdym następnym trudniej wierzyłam, że tak mogę wyglądać na co dzień.
- Jesteś świetnym fotografem - mruknęłam, mocniej wtulając się w jego klatkę piersiową.
- Zasługa modelki - pocałował mnie w czubek głowy.
Nadszedł czas na moje zdjęcia. Nie były profesjonalnie wykonane, jak w przypadku Harry'ego, ale i tak rozmarzyłam się na widok Harry'ego. Na pierwszym zdjęciu śmialiśmy się razem do obiektywu. Harry przygryzał swój język, mrużąc oczy. Na drugim zdjęciu moja twarz została przysłonięta nieco przez włosy, kiedy całowałam Harry'ego w policzek. Na jego oczach cały czas widniał uśmiech. Niecierpliwie siedziałam, aż chłopak dotrze do zdjęcia, na które czekałam. I doczekałam się.
Moje włosy były delikatnie założone za ucho. Kości policzkowe zostały uwydatnione, a oczy miałam zamknięte. Mój nos stykał się z nosem Harry'ego, który odwzajemniał pocałunek z kilkoma kosmykami włosów na twarzy. Jego oczy były tylko przymrużone. Patrzył na moje powieki. Jego dłoń spoczywała na mojej szyi. Poczułam, jak Harry mocniej mnie obejmuje.
- To chyba moje ulubione - przyznałam.
W odpowiedzi znowu pocałował mnie w czubek głowy.
Na kolejnych zdjęciach patrzyliśmy sobie w oczy. Nie wiedziałam, że między nami jest taka chemia, dopóki nie zobaczyłam, jak na siebie spoglądamy, jak się całujemy i jak razem się śmiejemy do zdjęć. Patrząc na te zdjęcia, miałam wrażenie, że nie widzimy świata poza sobą. Może tak właśnie było. Podniosłam głowę i zobaczyłam profil Harry'ego, jak jeszcze raz oglądał zdjęcia. Jego oczy uważnie oceniały każde ujęcie. Patrzyłam, jak reagował na każde zdjęcie. Czasem jego usta rozciągały się w lekkim, nieopanowanym uśmiechu, czasem przygryzał wargę. Cholera, kochałam tego człowieka, kochałam nad życie. Pamiętam, jak ojciec powiedział mi kiedyś, że na świecie jest mnóstwo ludzi, ale niewielu z nich jest w stanie znaleźć tego drugiego, wybranego specjalnie dla nich. Że niektórzy myślą, że są zakochani, żenią się z kimś i umierają, nigdy nie doświadczywszy prawdziwej odsłony tego uczucia. Że na świecie jest tylko jedna, jedyna osoba, która jest naszą miłością, najtrudniejsze to ją odnaleźć w tym niebezpiecznym chaosie. Pamiętam, jak powiedział, że wierzy we mnie, że w jakiś sposób wie, że mi uda się odnaleźć tą jedną duszę, która będzie pasowała do mojej jak dwie połówki jabłka. Do końca jego życia nie wierzyłam w jego słowa. Po jego śmierci zaczęłam słuchać pewnego zespołu, w którego muzyce się zakochałam. Nie wierzyłam w słowa ich piosenek, o miłości, ale dodawali mi otuchy. Nie wierzyłam w słowa mojego ojca przez następne trzy lata, nie wierzyłam, że dla mnie też na tym świecie przeznaczona jest odwzajemniona miłość.
Aż poznałam Harry'ego.
*****

Hej
Po pierwsze, przepraszam, że tak często przesuwam się o kilka dni do przodu, ale 
muszę dotrzeć do końca wakacji, bo wtedy będzie drama :C 
No nic, żegnam czule 
xxx
PS. Jakby co, w opowiadaniu jest teraz 11 sierpnia

piątek, 18 marca 2016

Rozdział 22.

Dwa dni później

Kolejny poranek. Siedziałam wtulona w Harry'ego na kanapie w jego apartamencie, oglądając film. Masował moje podbrzusze, przez co na chwilę zapominałam o bólu. Jednak to cholerstwo powróciło, kiedy zadzwonił mój telefon. Popatrzyłam na powiadomienie, które otrzymałam i moje serce na chwilę zaczęło bić szybciej z ukłuciem bólu. Harry chyba to zauważył, bo poprawił się na kanapie i zatrzymał odtwarzanie pilotem. Chciał spojrzeć na ekran, ale szybko go zablokowałam.
- Han? - popatrzył na mnie groźnie.
- Nic się nie stało, oglądajmy dalej - pisnęłam.
- Hannah, nie okłamuj mnie - wycedził.
Z głębokim westchnięciem podałam mu telefon.

Przypomnienie!
Urodziny taty

Po moim policzku spłynęła łza, a w gardle rosła gula. Chwilę zajęło, aż Harry przetłumaczył, co było napisane na ekranie. Popatrzył na mnie z żalem w oczach i złapał mnie za rękę. Ścisnęłam ją lekko.
Powoli zbliżyłam się do chłopaka i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Kiedy czułam zapach jego perfum wymieszanych z miętą, ból stopniowo się zmniejszał. Odchrząknęłam cicho.
- Pamiętam, jak świętowaliśmy jego urodziny, kiedy żył - wyszeptałam. Harry objął mnie mocniej na znak, żebym mówiła dalej. - Wszyscy rano wstawaliśmy i spędzaliśmy cały czas w kuchni, gotując. Ja i tata zawsze zajmowaliśmy się deserem. To on nauczył mnie robić bananowe babeczki. Potem wieczorem jedliśmy te góry jedzenia. Kiedy zmarł - kolejna niechciana łza spłynęła po moim policzku - upiekłam tysiące babeczek. Nie wiem, dlaczego, to jakby dodawało mi otuchy - uśmiechnęłam się nieśmiało. Siedzieliśmy w ciszy. Harry bał się coś powiedzieć, ale rozmyślał nad czymś.
- O czym myślisz?
- Zastanawiałem się, czy może... czy chcesz to powtórzyć? - zapytał ostrożnie, głaszcząc moje plecy. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Harry patrzył mi prosto w oczy z głębokim poczuciem winy. Przytuliłam go i wzięłam go pod rękę. Humor nieco mi się poprawił, kiedy przypomniałam sobie wydarzenie sprzed dokładnie ośmiu lat.
- Kochanie - usłyszała mała dziewczynka za swoimi plecami. Odwróciła się i spojrzała w przyjazne, czekoladowe oczy mężczyzny przed nią. Zamrugała swoimi oczami o tym samym odcieniu.
- Sto lat! - wrzasnęła i rzuciła się ojcu na szyję. Kobieta wraz z synem zachichotali na gest małej dziewczynki. Ona potrząsnęła włosami, rozwalając włosy na wszystkie strony i poprawiła rękawy swojej niebieskiej piżamy. Matka kroiła warzywa, a syn wrzucał je do garnka. Z radia sączyła się cicho jazzowa muzyka. Ojciec chwilę tulił do siebie dziecko, a potem puścił je i klęknął przed tym rozanielonym maleństwem. 
- Jesteś już dużą dziewczynką - powiedział poważnym tonem.
- Prawda, tato - pisnęło dziecko, uśmiechając się promiennie. 
- Więc - ściszył głos - myślę, że jesteś na tyle duża, żebyś poznała mój przepis na moje tajne babeczki.
Ona pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Bananowe?
- Tak - oznajmił ojciec.
Dziecko pisnęło z radości i wskoczyło na blat. Popatrzyła na ojca poważnie.
- Jesteś już dużym chłopcem - powiedziała, a ojciec podniósł się i stanął na baczność.
- Prawda, córko.
- Więc - dziewczynka ściszyła głos, tak jak mężczyzna wcześniej - myślę, że jesteś na tyle duży, żebyś poznał mój przepis na MOJE tajne babeczki. 
- Czekoladowe? - popatrzył na córkę z uśmiechem.
- Tak, te.
Ojciec pisnął z radości.
- A może połączymy nasze przepisy? - zapytała dziewczynka. Ojciec patrzył na nią z miłością.
- To będzie ściśle tajne - powiedział i podniósł córkę.
- Najściślejsze pod słońcem - szepnęła, wydymając usta.
- Nasz wspólny przepis na babeczki czekoladowo-bananowe. 
- Albo bananowo-czekoladowe - krzyknął tata.
- Więc czas zakasać rękawy - dziecko podwinęło jeszcze bardziej rękawy i uwolniło się z uścisku ojca. Ten pokręcił burzą swoich brązowych włosów, tak jak jego córka. Uśmiechnął się jej uśmiechem i wyjął mąkę z górnej szuflady.
Wróciłam do rzeczywistości. Stałam wtulona w Harry'ego, lekko łkając. Powróciło kolejne wspomnienie, tym razem sprzed trzech lat.
- Tato?
Młoda dziewczyna zapukała do drzwi swojego ojca w zimny, jesienny poranek. Leżał, a jego klatka piersiowa ciężko podnosiła się i opadała. W jego ramię płakała szczupła blondynka, a syn stał w kącie pokoju, patrząc na ojca z bólem. Mała, trzyletnia dziewczynka spała na krzesełku, nie wiedząc, że za chwilę straci ojca. On spojrzał na nią czekoladowymi oczyma, w których był nieco przygaszony blask. Zawsze powtarzał swojej dwunastoletniej córeczce, że póki w jego oczach będzie bił blask, on będzie żyć. Teraz, kiedy zobaczyła tylko jedną, samotną, ledwo tlącą iskierkę, serce się jej skurczyło. Podeszła do ojca i usiadła na krześle obok szpitalnego łóżka. 
- Kochanie - wychrypiał słabym głosem.
- Tak, tato?
- Pamiętasz, jak stworzyliśmy nasz tajny przepisz na babeczki?
Dziewczyna potrząsnęła głową nieznacznie, powstrzymując łzy.
- Od teraz to będzie twój tajny przepis.
- Nie... tato - ścisnęła jego rękę, ale on kontynuował słabym głosem:
- Ale moją ostatnią wolą jest, kochanie, żebyś podzieliła się swoim przepisem. Znajdź mężczyznę, którego będziesz kochać, który będzie kochać ciebie i powiedz mu tajny przepis. Żyj ze świadomością, że ten przepis będą znać tylko osoby, które kochasz, te dwie osoby, które kochasz. Chcę, żebyś mogła mówić o waszym tajnym przepisie. Chcę, żebyś pokochała kogoś tak mocno, żebyś mogła spełnić moją ostatnią wolę z tym szczęściarzem, z którym będziesz. Kocham cię, Han i chcę, żeby ten mężczyzna też mówił ci te słowa tak szczerze i do końca życia, jak ja to uczyniłem. Kocham cię, córeczko.
Z tymi słowami na ustach wyzionął ducha. Umarł, jak żył, z miłością na ustach. Dziewczyna spuściła wzrok i ledwo słyszalnie złożyła ojcu obietnicę, że spełni jego ostatnie życzenie, choć nie wierzyła, że kiedyś spotka takiego mężczyznę.
Znowu przytłoczyła mnie rzeczywistość. Stałam w objęciach Harry'ego, ale ten patrzył na mnie ze zmartwieniem w oczach. Ścierał łzy z mojego policzka, nic nie mówiąc. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Rozchyliłam usta.
- Jesteś już... dużym chłopcem - powstrzymałam łzy.
- Jestem, Han - nawet nie wiedział, ile dla mnie znaczyły jego słowa. Nie wiedział, że odtwarzam scenę z dzieciństwa. Złapałam jego dłonie i zdobyłam się na uśmiech.
- Więc myślę, że jesteś wystarczająco duży, żebym zdradziła ci mój tajny przepis na babeczki.
On nie wiedział, o co chodzi. Nie wiedział, że dla mnie to jeden z najważniejszych momentów mojego życia, że jest to więcej niż wyznanie miłości, jest to obietnica wieczności, jaka przed nami stoi. Znam go tak cholernie krótko, znam go miesiąc, ale wiem, że kocham tego człowieka nad życie i nie jestem w stanie przestać. Mam całą wieczność, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że jesteśmy dla siebie stworzeni, całe swoje przyszłe życie. Całe swoje przyszłe życie z Harrym.
- Okej - powiedział zdziwiony. Pociągnęłam go w stronę blatu.
- Ale musisz mi przysiąc, że to będzie ściśle tajne - wskazałam na niego palcem. On podniósł rękę i przyłożył ją do piersi, aby następnie powiedzieć:
- Obiecuję, że nikomu nie zdradzę tajnego przepisu.
- Jak możesz to udowodnić? - Harry przez chwilę na mnie patrzył, jakby zastanawiał się, co może być dostatecznym dowodem. Dla mnie starczyłoby zwykłe 'bo cię kocham', ale jego obietnica była nieporównywalnie piękniejsza.
- Póki moje serce bije dla ciebie, nikt nie dowie się o przepisie. Póki kochasz mnie tak mocno, jak ja ciebie, póki gwiazdy świecą na niebie, przepis będzie uwięziony w moim sercu, niezdolny do zdradzenia go nikomu.
- Zatem od dzisiaj to jest nasz wspólny tajny przepis - powiedziałam i połączyłam nasze usta. Ból w piersi zniknął, za sprawą jednego człowieka, jego pocałunku i błysku w jego szmaragdowych oczach. Jednak ból w podbrzuszu dalej domagał się uwagi, więc z grymasem chwycił za bolące miejsce.
- Nic ci nie jest? - spytał. Spojrzałam na niego.
- Póki w moich oczach będzie bić blask, dotąd będę żyła - zacytowałam słowa mojego zmarłego ojca.
- Na szczęście jeszcze bije - westchnął z ulgą. Nie powiedziałam mu tego, ale teraz głównie bił dla niego. Odsunęłam się od niego i zaczęłam buszować po szafkach w poszukiwaniu odpowiednich składników. Kiedy poukładałam wszystko na blacie, odwróciłam się przodem do chłopaka.
Pocałowałam go w usta i przeczesałam jego loki. Harry objął mnie w talii i odwzajemnił pocałunek.
- No dobra - mruknęłam w jego usta i odsunęłam się od niego. Wzięłam głęboki oddech.
- Ty zajmij się pokrojeniem bananów w kostkę, a potem starciem czekolady - powiedziałam z uśmiechem. Harry wziął deskę do krojenia i grzecznie zaczął rozkrajać owoc. Ja zajęłam się przygotowywaniem masy. Harry co jakiś czas pytał, czy dobrze robi, lub dociekiwał sekretów mojego sekretu. Ja odpowiadałam na wszystkie pytania. Widziałam, jak mu zależy i to sprawiało, że wierzyłam w tego człowieka i siebie za kilka lat. Styles przyłapał mnie, jak zlizywałam z palca masę na ciastka.
- Niezbyt higieniczne - mruknął.
- Nieważne, masa jest pyszna - powiedziałam, po czym zatopiłam palec w cieście ponownie. Podeszłam do Harry'ego, chcąc nałożyć mu trochę masy na usta, żeby sam spróbował, ale ten złapał mój palec delikatnie zębami. Zaczął zlizywać masę, a ja poczułam, jak czerwień oblewa moje policzki. Wiedziałam, że już jedzenia na moim palcu wskazującym już dawno nie ma, ale nie wyjęłam go spomiędzy ust Harry'ego. Jeżeli tak czują się faceci w czasie loda, to rozumiem, dlaczego Harry tak to lubi. Patrzył na mnie swoimi dużymi oczami, a jego język muskał moją skórę. Przygryzłam wargę, powstrzymując jęk. Opamiętałam się dopiero po dłuższej chwili.
- Już - pisnęłam i wyjęłam palec z jego ust. On uśmiechnął się nikczemnie. Odwróciłam się i zaczęłam mieszać energicznie masę, z rumieńcami na twarzy. Harry podszedł i objął mnie od tyłu. Powoli zatopił swój długi palec w masie. Zanim zdążył zjeść to, co na nim było, odwróciłam się i szybko zlizałam językiem całą długość jego palce. Zauważyłam cień pożądania w jego oczach.
- O czym myślisz? - spytałam.
- O pieprzeniu się z tobą.
Otworzyłam szeroko oczy, ale potem pocałowałam go.
- Może później - szepnęłam mu prosto w usta i zlizałam resztki masy z kącika jego ust. Ponownie odwróciłam się do ciasta.
- Podaj banany i czekoladę - nakazałam. Poczułam, jak jego ramiona znikają, a po chwili zobaczyłam, jak trzyma deskę do krojenia z składnikami.
- Wrzuć - powiedziałam miękkim głosem. Wykonał moje polecenie, a kawałki owoców zniknęły w otchłani jasnej masy.
Poszłam po foremki i zaczęłam rozlewać do nich masę. Harry ścisnął moje biodra dłoni i zaczął całować mnie w szyję w miejscu, gdzie została blizna. Składał niedbałe pocałunki wzdłuż niej. Wsadziłam babeczki do rozgrzanego piekarnika, a potem odwróciłam się do równie rozgrzanego Harry'ego. O Jezusie przenajsłodszy, wyglądał jak pieprzony bóg seksu. Telefon zaczął dzwonić na blacie.
- Co oni tak masowo do ciebie dzwonią? - jęknął Harry i odsunął ode mnie urządzenie.
- Harry, daj mi to - zaśmiałam się, ale on podniósł telefon, wyciągając rękę. Zapomniał jednak, że nie jestem od niego dużo niższa, więc po kilku skokach wyrwałam mu urządzenie z ręki. Warknął na mnie, a ja pocałowałam go krótko w usta, zanim nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Obiecałaś, że się zgadamy - usłyszałam znajomy, męski głos.
- Will! - zawołałam, co spotkało się z podejrzliwym wzrokiem Harry'ego. - Co u ciebie i twojego chłopaka? - dałam nacisk na dwa ostatnie słowa z nadzieją, że już ostatecznie zamknęłam sprawę dotyczącą orientacji Willa.
- Dobrze, doskonale nam się układa. A co u ciebie?
Spojrzałam na Harry'ego,
- Powiedzmy, że podobnie - uśmiechnęłam się.
- Nasze maleństwo się ustatkowało?
- Bez przesady - zaśmiałam się.
- Um... Will - zaczęłam - słuchaj, ale teraz nie mogę rozmawiać. Mogę zadzwonić później?
- Jasne, kochana - usłyszałam.
- To do usłyszenia - powiedziałam i się rozłączyłam, kładąc telefon na blacie.
- Myślałaś kiedyś o ślubie?
Podskoczyłam na pytanie Harry'ego. Wzruszyłam ramionami.
- Nie bardzo.
Popatrzył na mnie, unosząc brew.
- Po prostu uważam, że umowy między ludźmi nie są potrzebne, jeśli naprawdę się kochają. Oczywiście bardzo chętnie wzięłabym ślub, ale bez nacisku - rozwijam wypowiedź.
- A myślałaś kiedyś o ślubie ze mną? - zapytał, oplatając mnie ramionami.
- A co ty taki hop do przodu? - zachichotałam.
- Bo chciałbym, żebyś za mnie wyszła - wzruszył ramionami z wzrokiem utkwionym we mnie.
- Naprawdę? - pytam z uśmiechem.
- Jak najbardziej. Mam już nawet pierścionek - wypalił, a jego policzki zaczerwieniły się.
- Tak? - unoszę brew. Harry potakuje i wyjmuje coś z tylnej kieszeni. Przewracał pierścionkiem między palcami.
- A chciałabyś za mnie wyjść?
- Na pewno - powiedziałam i pocałowałam go w usta. Poczułam, jak wsuwa mi pierścionek na palec.
- Więc to zrób - wyszeptał w moje usta.
*****

Hej
Ja wiem, że oni działają bardzo szybko, ale w następnym rozdziale 
rozluźnię atmosferę, bo to nie będą takie typowe, oficjalne oświadczyny.
Mogę zdradzić, że przez dłuższy czas zakochani będą żyli z utopijnej bańce mydlanej. Zdradzę też,
że ona pryśnie. 
Ups ^^
xxx

wtorek, 15 marca 2016

Rozdział 21.

Uwaga!
Dla jasności, ten rozdział będzie się trochę różnić, bo opiszę tę samą sytuację 
z perspektywy trzech (wow!). Standardowo, będzie Harry i Han, ale 
chciałam jakby przedstawić ich relację bez tego, co czują oni sami, tylko osoby
wokół nich. 
Tak więc, swój pogląd na ich związek przedstawi jeszcze Michael <3
Zapraszam
PS. Cała ta notka była dla tych, którzy pogubiliby się, o co chodzi i dlaczego ta sama
sytuacja powtarza się trzykrotnie



Harry.

Następnego dnia miałem dwa wywiady - jeden o 12 a.m., drugi o 8 p.m. u Jamesa. Wydarzenia  z ostatniego miesiąca wywołały niemałą burzę. Przerwa, płyta, mój tajemniczy związek. Siedzimy teraz w czwórkę u mnie na kanapie, choć jest dopiero ósma rano. Musiałem odwołać nasze ranne spotkanie z Han. W myślach przywołuję wspomnienia z wczorajszego dnia, z miejsca, na którym siedzi Lou. Och, gdyby wiedział, co się tam działo, to wolałby siedzieć na podłodze. Znowu przypominałem sobie, jak owinęła swoje pełne usta wokół mojego...
- Harry? Co z tobą? - Liam machał mi przed twarzą. - Ktoś dzwoni do drzwi.
Reszta zespołu się zaśmiała, ale co poradzę, że jestem zakochany? Pokazuję im środkowy palec ze śmiechem i idę otworzyć. Widzę w drzwiach Han z pudełkiem w rękach.
- Twoje babeczki - mówi oschle i wciska mi śniadanie do rąk i obraca się na pięcie. Widzę, jak rozdrażniona jest.
- Han?
- Czego? - rzuca szorstko.
Kiedy patrzy mi w oczy, trochę łagodnieje. Łapię ją za nadgarstek.
- Co się stało?
- Nic - mówi ostro, ale całuje mnie w usta. Dopiero potem odchodzi, sama zamykając za sobą drzwi. Wbiegam do kuchni i patrzę, jak przechodzi na drugą stronę ulicy, trzymając się za brzuch. Wchodzi powoli po schodach do swojego domu i zatrzaskuje za sobą drzwi. O co chodzi? Otwieram pudełko i patrzę na sześć równiutko ułożonych babeczek. Biorę jedno i wracam do przyjaciół. Siadam na kanapie i jem ciastko w zamyśleniu.
- Harry? - czuję, jak Louis kładzie mi rękę na plecach. Patrzę na niego i rzucam mu niewyraźny uśmiech. Niall i Liam rozmawiają o wieczornym spotkaniu z Jamesem, więc mam chwilę na rozmowę z Lou.
- Han jest na mnie wkurzona - wzdycham, biorąc kęs bananowej babeczki.
- Za co?
- No właśnie nie wiem - opadam na oparcie kanapy. Chwilę później czuję wibrację w tylnej kieszeni spodni. Wyjmuję telefon i odblokowuje.

Od: Księżniczka
Przepraszam, mam okres, i wszystko mnie boli.

Uśmiech wkrada się na moją twarz. Już bałem się, że zrobiłem coś złego, albo naczytała się jakichś kłamstw w gazecie. Odpisuję.

Do: Księżniczka
Będę za chwilę.

- Słuchajcie, chłopcy, będę za piętnaście minut z powrotem.
- Harry - jęczy Liam.
- No co? Nie spóźnimy się - macham ręką i uśmiecham się do chłopaków, po czym zakładam buty i z wychodzę z mieszkania.
W tej krótkiej drodze zastanawiam się, jak wielkie mam szczęście. Mam wspaniałą dziewczynę, z którą chcę spędzić życie i przyjaciół, z którymi jeżdżę po świecie, robiąc to, co kocham.
- Harry? - słyszę irytujący, kobiecy głos zza pleców.
- Skąd wiesz, że tu mieszkam? - obracam się z jękiem. Emily patrzy na mnie z pseudo-uwodzicielskim uśmiechem.
- Jak komuś zależy, to potrafi wszystko - mówi, mrugając oczami.
- Daj spokój, Harry, dajmy sobie szansę - dodaje, podchodząc do mnie, ale odskakuję.
- Nie, Ferras. Nie chcę dawać nam szansy, bo kocham kogoś innego.
- Tą małolatę ze szpitala? - parska śmiechem. - Daj spokój, nią można co najwyżej wycierać podłogi.
Podchodzę do niej i patrzę na nią groźnie.
- Nie waż się tak o niej mówić - syczę. - Jest milion razy lepsza od ciebie.
To powiedziawszy, obracam się na pięcie i bez dzwonienia wchodzę do domu mojej ukochanej. Wbiegam po schodach, zaskakując jej ciocię i kuzyna, siedzących w kuchni. Kiedy stoję pod jej pokojem, cicho uchylam drzwi.
- Pisałam ci, żebyś nie przychodził - jęczy, z poduszką na głowie.
- Mam tylko dziesięć minut, więc za chwilę dam ci spokój - podchodzę i całuję ją w czubek głowy.
- Jak zacznę cię wyzywać, to się nie obraź. To właśnie ja z okresem - parska. Bez słowa kładę się obok niej, obejmując ją od tyłu i zaczynam masować jej podbrzusze. Całuję ją miękko w szyję.
- Moja mała kobietka - mruczę.
Ona odsuwa się do tyłu, żeby mocniej do mnie przywrzeć. Leżymy w ciemnym pokoju z zasłoniętymi oknami i zamkniętymi drzwiami, a ja ledwo powściąguję pożądanie. Zwija się w kłębek, a ja cały czas masuję jej brzuch.
- Ile trwa?
- Około cztery dni. Chociaż tyle - wzdycha i odwraca się przodem do mnie. Odgarniam kilka kosmyków z jej twarzy i zagarniam za ucho. Moja dłoń spoczywa na jej policzku. Han pochyla się wolno i miękko całuje mnie w usta, bez żadnego pośpiechu i erotyzmu, ale jest w nim tak potężne uczucie, że naprawdę nie chcę się oderwać. I jak tu nie kochać takiej kobiety?
Odsuwa się i ponownie spoczywa na poduszce. Patrzy na mnie z miłością, jakiej jeszcze u niej nie widziałem. Uśmiecham się, a ona dotyka mojego lewego dołeczka wskazującym palcem.
- Hej, aniele* - mówię. Kąciki jej ust powoli się podnoszą, ale zaraz potem się skrzywia, wydymając usta. Mocno przywiera do mnie, z głową przy mojej klatce piersiowej.
- Zimno mi - mamrocze. Sięgam za nią po kołdrę i nas przykrywam. Han splata nasze nogi i tylko mocniej przywiera. Czuję, jak sięgamy na nowy stopień bliskości. Głaszczę jej włosy w milczeniu.
- Masz świadomość, że siedzisz tu dłużej niż dziesięć minut? - pyta po chwili. Śmieję się i opieram podbródek na jej włosach.
- Mam.
- Więc wypad z mojego pokoju, zanim oskarżą mnie o rozpad zespołu - mówi i niechętnie się ode mnie odsuwa.
- Naprawdę tego chcesz?
- Nie, ale chcę zobaczyć cię w telewizji - uśmiecha się słodko. Całuję ją krótko.
- No to idę - oznajmiam.
- Pa, kochanie - mówi, aż mi serce podskakuje.
- Pa, skarbie - całuję ją w czoło i wstaję z łóżka. Cicho zamykam drzwi od pokoju i napotykam Michaela na korytarzu.
- Jesteście tacy uroczy - orzeka. Przewracam oczami, ale myślami wracam do Han. Chwilę rozmawiamy, ale przeszkadza nam jej głos z pokoju.
- Michael?
On przewraca oczami i odpowiada, a mnie aż dziwi, że po angielsku. Oni ze sobą rozmawiają po polsku.
- Co, kuzyneczko? - pyta.
- Jest jeszcze Harry? - serce mi podskakuje. Kręcę przecząco głową na pytające spojrzenie. Chcę ją usłyszeć, jak się zachowuje beze mnie.
- Nie, wyszedł przed chwilą.
- Szkoda, więc to ty dostąpisz zaszczytu przyniesienia mi wody - mówi, a ja oczami wyobraźni widzę, jak się uśmiecha.
- Mała rozpieszczona dziewucha - jęczy.
- Stary, wygadany dziad - kwituje.
Ten przewraca oczami i wskazuje palcem, żebym zszedł z nim do kuchni. Nalewa wody do szklanki i wchodzimy z powrotem na górę.
- Spytaj, czy mnie kocha - mówię bezgłośnie, a ten potakuje i wchodzi do jej pokoju.
- Szkoda, że nie jesteś Harrym - wzdycha.
- Kochasz go, co?
Długi czas jest cisza. Czuję rosnące rozczarowanie i ból, aż w końcu słyszę.
- Będę go kochać do końca naszych dni.
Opadam na podłogę i opieram się plecami o ścianę z uśmiechem. Michael wychodzi z pokoju i zamyka za sobą drzwi, a gdy patrzy na mnie, kręci głową z rozbawieniem. Podaje mi rękę i pomaga wstać. Idziemy w stronę drzwi wyjściowych.

Han.

Wstałam o siódmej, czując rozrywający ból w dole brzucha. Wczoraj okazało się, że Harry nie może się dzisiaj ze mną spotkać. Uczucia mieszają się we mnie, i prawie przewracam się na schodach, kiedy widzę Michaela krzątającego się po kuchni. Odwraca się do mnie i posyła mi wesoły, zaspany uśmiech. Jak można być tak wesołym? Nawet pogoda dzisiaj odmówiła posłuszeństwa, a ten idiota się uśmiecha.
- Dzień doberek - mówi.
- Mhm  - mruknęłam i zaczęłam przygotowywać babeczki.
Zapukałam do drzwi jego mieszkania. Otworzył mi, ubrany w prostą, białą koszulę i czarne spodnie. Wyciągnęłam ręce z babeczkami w jego kierunku, a on odebrał je z zadowoleniem, ale kiedy mnie wpuścił i pocałował na przywitanie, powiedział:
- Wiesz, że jak nie chcesz, to nie musisz mi ich robić, co nie?
- Od kiedy umowa nie obowiązuje? - zdziwiłam się, a on krótko mnie pocałował.
- Od kiedy dałaś mi siebie, kochanie - powiedział i poprowadził mnie do kuchni.
- Dlaczego kroisz banany w kostkę?
- Cholera, Mike, możesz się zamknąć? - jęknęłam i wróciłam do przygotowywania ciastek.
---
Dzwonię do drzwi jego mieszkania. Jestem wściekła, bo boli mnie brzuch. Przestępuję z nogi na nogę, a Harry otwiera mi dopiero po dłuższej chwili. Aha, koledzy ważniejsi, no jasne.
- Twoje babeczki - rzucam mu ciastka i odchodzę, ale zatrzymuje mnie, mówiąc moje imię.
- Czego? - odwracam się, ale napotykam zieleń jego oczu i nieco się uspokajam. Chwyta mój nadgarstek.
- Co się stało? - pyta miękkim głosem. O nie, nie dostaniesz się dzisiaj do moich majtek, choćbyś mówił najsłodszym tonem na świecie. Moja odpowiedź to "Nic" i pocałunek w usta na rozluźnienie. Przyznam, że działa. Dopiero teraz udaje mi się spokojnie odejść.
Kiedy leżę już w swoim ciepłym łóżeczku, piszę sms'a do Harry'ego.

Do: Najwspanialszy chłopak na świecie
Przepraszam, mam okres, i wszystko mnie boli.

Odpisuje, że będzie za chwilę. Cholera. Piszę, żeby nie przychodził, ale on mnie nie słucha, jak zawsze. Trzy minuty i dwanaście sekund później słyszę, jak ktoś otwiera drzwi od mojego pokoju.
- Pisałam ci, żebyś nie przychodził - mamroczę w poduszkę. Brzuch zaczyna mnie boleć coraz bardziej.
- Mam tylko dziesięć minut, więc za chwilę dam ci spokój - podchodzi i całuje mnie w czubek głowy.
- Jak zacznę cię wyzywać, to się nie obraź. To właśnie ja z okresem - parskam. Czuję, jak materac pod nim się ugina i jego opiekuńcze ramiona owijają się wokół mnie. Jego ręka zaczyna zjeżdżać w dół. Już mam na niego wrzasnąć, ale zatrzymuje się tuż nad moimi majtkami i zaczyna kręcić kółka swoją ciepłą dłonią. Jego masaż sprawia, że ból słabnie. Pochyla się nade mną i zaczyna składać miękkie pocałunki na mojej szyi
- Moja mała kobietka - mruczy swoim seksownym głosem.
Tego mi było trzeba, mojego gorącego Stylesa. Przytulam się do niego mocniej, czuję lekkie wybrzuszenie na jego spodniach, ale nie mam ochoty na seks, więc po prostu zwijam się w kłębek. Harry nie przerywa masażu.
- Ile trwa? - pyta zza moich pleców. Chcę zobaczyć jego twarz.
- Około cztery dni. Chociaż tyle - wzdycham i odwracam się do niego. On odgarnia włosy z mojej twarzy i zagarnia za ucho. Jego dłoń spoczywa na policzku. Pochylam się wolno i miękko wpijam się w jego usta, kochając go całą sobą. Zawsze wie, jak sprawić, żebym kochała go mocniej. Nie mogę mu się jednak oddać w pełni, więc odsuwam się i wpatruję się w jego zielone oczy. Kiedy się uśmiecha, nie mogę nie dotknąć jego dołeczka, więc powoli zatapiam w nim palec.
- Hej, aniele - mówi. Kąciki ust powoli mi się podnoszą, ale zaraz potem czuję ostry sztylet wbity w moje podbrzusze. Znika tak szybko, jak się pojawił, ale zamiast niego czuję, jak zimno mi się robi. Jakby całe ciepło z mojego ciała zniknęło. Przywieram do Harry'ego. Mój chodzący kaloryfer.
- Zimno mi - mamroczę. On zaczyna wyciągać rękę do mojego tyłka, a ja naprawdę nie mam ochoty na zabawy. Jednak po chwili czuję kołdrę na wzdłuż mojego ciała. Tak naprawdę niepotrzebna mi ona, bo Harry jest tak rozgrzany, że spokojnie mi starcza, ale nic nie mówię. Zaczyna lekko głaskać moje włosy, a ja splatam nasze nogi.
- Masz świadomość, że siedzisz tu dłużej niż dziesięć minut? - pytam po chwili. Harry śmieje się i opiera podbródek na mojej głowie
- Mam.
- Więc wypad z mojego pokoju, zanim oskarżą mnie o rozpad zespołu - mówię i niechętnie się od niego odsuwam, czując nagły przypływ zimna.
- Naprawdę tego chcesz?
- Nie, ale chcę zobaczyć cię w telewizji - uśmiecham się słodko. On łączy nasze usta.
- No to idę - oznajmia.
- Pa, kochanie - mówię z satysfakcją, że się nie kłócił.
- Pa, skarbie - całuje mnie w czoło i wychodzi z pokoju. Ból wraca, więc sięgam po szklankę i leki przeciwbólowe na szafce. Leki są, ale kubek jest pusty.\
- Michael? - wołam
- Co, kuzyneczko? - pyta po angielsku.
- Jest jeszcze Harry? - zostaje powitane dłuższe milczenie, jakby mój Mikey się zastanawiał na odpowiedzią.
- Nie, wyszedł przed chwilą - oznajmia w końcu. Nieco markotnieję.
- Szkoda, więc to ty dostąpisz zaszczytu przyniesienia mi wody.
- Mała rozpieszczona dziewucha - syczy.
- Stary, wygadany dziad - odpowiadam.
Jednak chwilę później drzwi się otwierają i widzę w nich Michaela z szklanką wody w ręku.
- Szkoda, że nie jesteś Harrym - wzdycham z rozmarzeniem.
- Kochasz go, co?
Oczywiście, że kocham. Chcę od razu odpowiedzieć, ale najpierw muszę popić tabletki. Zastanawiam się nad pytaniem kuzyna, kiedy przełykam leki. Kocham go, to chyba jasne.
- Będę go kochać do końca naszych dni.
Słyszę, jak coś opada wolno na korytarzu. Nie dane jest mi jednak spytać Michaela, co to było, bo zamyka drzwi, a ja zwijam się w kokon z kołdry i zasypiam.

Michael.

- Dzień doberek - uśmiecham się szeroko do ślicznej kuzyneczki na schodach. Ona jednak tylko pomrukuje i idzie przygotowywać babeczki - to tradycja jej i Harry'ego. Cicho wzdycha.
Długo myślałem o niej i tym chłopaku. Czytałem o nim w internecie i naprawdę średnio go polubiłem. Jednak wtedy, w szpitalu, jakby odsłonił twarz i już wiedziałem, jak mu na niej zależy. Boję się tylko, że on ją zrani, bo jeśli wierzyć artykułom, to "Harry Styles lubi pobaraszkować sobie z dwiema naraz".
- Dlaczego kroisz banany w kostkę? - pytam, patrząc na pocięty owoc.
- Cholera, Mike, zamknij się - warczy. Chcę się zaśmiać na to, jak urocze jest to dziecko, ale nic w końcu nie mówię. Wczoraj wieczorem popłakała się z powodu bólu brzucha, a z mojego związku z Sophie wiem, jakie to potrafi być straszne. Nic nie mówię, tylko siedzę i pilnuję, żeby Han nic sobie nie zrobiła.
---
Trzask drzwi frontowych i wchodzi nie kto inny jak Harry. Mama patrzy na niego z głębokim zdziwieniem i chce coś powiedzieć, ale chłopak wbiega na górę.
- Odpuść, mamo - mówię.
- Ale on ją skrzywdzi, wiem to - fuka.
- Jeśli nie odpuścisz, to ty ją skrzywdzisz - odwarkuję. Że też dla Han kłócę się z mamą, tego nie rozumiem. Wstaję od stołu, odkładam talerz i idę pod pokój mojej małej kuzyneczki, żeby pilnować, żeby chociaż w naszym domu nie robili niczego niedozwolonego.
- Naprawdę tego chcesz? - pyta, a w jego głosie mogę dostrzec rozczarowanie.
- Nie, ale chcę zobaczyć cię w telewizji - mówi Han. Ah, wywiad, wspominała o nim. Następuje chwila ciszy, potem długie cmoknięcie i głos Stylesa:
- No to idę.
Zaciskam pięści. On naprawdę jest fajnym gościem, bo stara się, dba o Han i ją kocha, ale nie mogę powstrzymać myśli, że kiedyś będzie przez niego ryczeć w poduszkę. Chciałbym ją ochronić od całego gówna na tym świecie, ale nie mogę przeszkodzić jej kochać. Sam mam Sophie i wiem, jakie to szczęście.
- Pa, kochanie.
- Pa, skarbie.
Rozluźniam się nieco na ich słodką wymianę zdań. Jak to możliwe, że ten facet jest starszy od niej o sześć lat, a ode mnie o dwa? Jest dla niej tak zajebiście dobry, dlaczego daty urodzenia muszą to wszystko psuć? Widzę, jak wychodzi z pokoju i cicho zamyka za sobą drzwi.
- Jesteście tacy uroczy - mówię, a on przewraca oczami, ale odpływa gdzieś myślami.
Rozmawiamy chwilę o jakichś duperelach, aż słyszę zmęczony, ale szczęśliwy głos Han, jak mnie woła.
- Co, kuzyneczko?
- Jest jeszcze Harry?
Chcę odpowiedzieć, że tak, ale widzę, jak Harry trzęsie tym swoim gniazdem na głowie. Nie?
- Nie, wyszedł przed chwilą - mówię w końcu podejrzliwie.
- Szkoda, więc to ty dostąpisz zaszczytu przyniesienia mi wody.
- Mała rozpieszczona dziewucha - wycedziłem, a Harry spoważniał.
- Stary, wygadany dziad - odrzuca Han, a oczy Stylesa jakby złagodniały.
Pokazuję gestem, żeby zszedł na dół. Kiedy stoimy w kuchni, pytam.
- Co, do cholery? Czemu chciałeś, żebym skłamał? - syczę.
- Proszę, spytaj się jej, czy mnie kocha - patrzy na mnie błagalnie.
- Czemu miałbym to zrobić? - ściszam głos, żeby nie usłyszała nas moja matka. On bierze głęboki oddech.
- Bo ja ją kocham. Bo jestem egoistycznym dupkiem, i chcę, żeby powiedziała to komuś innemu. Bo chcę za kilka lat ożenić się z nią i mieć z nią dzieci, bo ją kocham, ale cały czas boję się. Boję się, bo ktoś może mi ją odebrać, a nie chcę tego, za nic w świecie. Bo chcę mieć pewność.
Patrzę z niedowierzaniem na gościa przede mną i zastanawiam się, co on właśnie powiedział. Nie widzę tego słynnego kobieciarza, który zmienia laski co noc i ocenia w notatniku, która była lepsza. Widzę mężczyznę, który boi się, że może stracić miłość swojego życia.
- Okej - wyduszam, po czym biorę szklankę z wodą i wchodzę po schodach.
- Spytaj, czy mnie kocha - prosi ponownie, a ja z wstrzymywanym oddechem wchodzę do pokoju.
- Szkoda, że nie jesteś Harrym - wzdycha. Cóż za wspaniały zbieg tematów.
- Kochasz go, co? - pytam, kiedy popija tabletki. Kiedy przełyka wodę, patrzy na mnie jak najszczęśliwsza istota pod słońcem.
- Będę go kochać do końca naszych dni.
Ledwo powstrzymuję łzy cisnące mi się do oczu, kiedy wychodzę z pokoju i widzę uradowanego Harry'ego na podłodze, jak oddycha z ulgą.
*****
Najciekawiej pisało mi się z perspektywy Michaela, i (co nietypowe) strasznie trudno
z perspektywy Han, której humor zmieniał się co dziesięć sekund.
Dziękuję,
xxx

*nawiązanie do piosenki "Hey Angel"








piątek, 11 marca 2016

Rozdział 20.

Uwaga! Rozdział zawiera sceny +18. Czytasz na własną odpowiedzialność,
lub omijasz tekst oddzielony znakiem "~~~~"
Zapraszam do czytania!

Czuję, jak Styles obejmuje mnie w pasie i przyciąga do siebie. Odwracam się twarzą do niego.
- Co się dzieje? - pyta zaniepokojony. 
- Nic ważnego - wzdycham i przeczesuje jego włosy. 
- Powiedz - naciska, opierając swoje czoło o moje. 
- Chodzi o panią Ferras - mówię. 
- Co z nią? - pyta obojętnie.
- Jestem zazdrosna.
Odsuwa się od mojej twarzy i przygląda mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nic już mnie z nią nie łączy, przysięgam - zaczyna się tłumaczyć.
- Wiem - mówię, nie utrzymując kontaktu wzrokowego, skupiając się na moich palcach czeszących jego gęste loki. - Ale ona jest taka piękna i nie mogę wyzbyć się myśli, że mnie dla niej zostawisz.
Teraz dokładnie widzę niedowierzanie na jego twarzy, ale kontynuuję:
- Kiedy ją zobaczyłam i uświadomiłam sobie, że miałeś taką dziewczynę, zrobiło mi się głupio. Miałam wrażenie, że jesteś ze mną z jakiejś łaski, albo poczucia winy, bo skoro możesz mieć każdą piękność na tym świecie, to po co ci ktoś taki jak ja? Nic nie warta, nijaka nastolatka? Ja - spuszczam wzrok - czułam się przy tobie jak śmieć, i kiedy w końcu udało mi się tego choć częściowo wyzbyć, teraz czuję się jak śmieć, nic nie warta dziwka przy tych wszystkich kobietach...
- Nie mogę tego słuchać.
Unosi mój podbródek tak, że jestem zmuszona na niego spojrzeć.
- Tak się czuję, cały czas - mówię i wzruszam ramionami. Harry przyciąga mnie bliżej siebie.
- Zabraniam ci - szepcze, wpatrzony w moje oczy. - Zabraniam ci tak myśleć, bo to nie jest prawda.
- To jest prawda, Harry - krzywię się.
- Nie, nie jest. Jesteś dużo piękniejsza od tych wypełnionych silikonem tapeciar. Jesteś piękniejsza niż ktokolwiek inny na świecie. Emily, przyznaje, podobała mi się, ale odkąd zobaczyłem cię cztery dni temu na chodniku, zrozumiałem, że za nic w świecie nie mogłem jej kochać. Kochałem i kocham tylko jedną osobę, a jesteś to ty. Nigdy nie czułem takiego uczucia do nikogo, i może jesteśmy sobie przeznaczeni, ale mi to nie przeszkadza, bo kocham cię nad życie. Wolałbym zginąć, niż pozwolić ci umrzeć bez świadomości, jak bardzo ważna dla mnie jesteś. Kocham cię.
- Do końca naszych dni? - spytałam cicho.
- Do końca istnienia tego świata - odpowiedział.
Staliśmy chwilę w milczeniu, kiedy podniósł rękę i starł nią łzę z mojego policzka. Nie mogłam dłużej wytrzymać, więc pocałowałam go prosto w usta. 
~~~
Oddał pocałunek, wciąż z dłonią na moim policzku. Przejechał językiem po moich wargach. Rozchyliłam je lekko, a on wsunął się do środka. Serce biło mi w piersi, a brzuchu trzepotały mi motyle, kiedy muskał swoim językiem moje podniebienie. Pogłębiłam pocałunek jeszcze bardziej, opierając się o blat, bo czułam, jak moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Harry odsunął się ode mnie. Złapałam go za rąbek koszuli i przyciągnęłam. Powoli, w milczeniu, wpatrzeni w swoje oczy i ledwo mogący złapać oddech, kierowaliśmy się do salonu. Harry usiadł na kanapie, a ja okrakiem usadowiłam się na jego udach. 
- Nie chcę cię skrzywdzić.
- Myślałam, że etap "Jesteś pewna?" mamy za sobą - uśmiechnęłam się, co on od razu odwzajemnił. Sięgnął ręką do tylnej kieszeni spodni, i wyjął portfel. Zastanawiałam się, co on robi, kiedy położył to wszystko obok na poduszce i przyciągnął mnie do swoich warg. Zaczęłam poruszać biodrami na wybrzuszeniu na jego spodniach, co spotkało się z jego cichym jękiem. Ponowiłam czynność kilkakrotnie.
- Han, nie baw się tak ze mną, bo dojdę w spodniach - warknął, a ja zachichotałam lekko i zaczęłam powoli rozpinać guziki jego koszuli. Moje opuszki błądziły po jego ciele, kiedy zsuwałam mu materiał z ramion i rzuciłam go na ziemię. Ręce zacisnęłam na jego ramionach. Delikatnie zsunął mi bluzkę, tak, żeby nie dotknąć mnie w zranioną szyję. Patrzył na moje ciało, jeszcze posiniaczone, którego w tamtym momencie zaczęłam się jeszcze bardziej wstydzić. Harry zaczął mnie całować, centymetr po centymetrze, a ja jęknęłam. Powrócił do moich ust, ściskając w dłoniach moje piersi, przykryte koronkowym materiałem. Zeszłam z niego, żebyśmy mogli zdjąć spodnie. Zsunął swoje bokserki, ukazując swojego penisa, który pulsował w wzwodzie. Usiadłam na nim i znowu zaczęłam kręcić kółka, bo wiedziałam, że doprowadza go to do obłędu. Syknął i zatrzymał moje ruchy dłońmi. Pocałowałam go w szyję i złapał jego męskość do ręki. Nieco zażenowana, zaczęłam nią poruszać w górę i w dół. To był intymny moment, a moje niedoświadczenie chyba tylko bardziej podbudzało Harry'ego.
- Nie.. ma szans... że masz...pię-piętnaście lat - wydyszał. Mój kciuk zaczepił o główkę, i to był strzał w dziesiątkę. Zaczął kurczowo trzymać się brzegów kanapy, a jego oddech przyspieszył. Dawało mi to nieopisaną satysfakcję. Znowu dotknęłam jego czułego miejsca, na co on krzyknął. 
- Możesz - syknął - chcesz go może...
Nie dokończył, ale ja wiedziałam, o co mu chodzi.
- Nigdy tego nie robiłam - szepnęłam mu zażenowana. On położył swoje dłonie na moich biodrach, a ja zaczęłam się powoli zsuwać.

Harry.

Patrzyłem zdezorientowany, jak ze mnie schodziła. Powoli uklękła między moimi nogami, a mój oddech gwałtownie przyspieszył. Odkąd tylko ją zobaczyłem, fantazjowałem, jak owija swoje usta wokół mnie, a teraz to się stanie i nie mogę uspokoić mojego podekscytowania. Chwilę patrzy na mnie, jakby upokorzona, i już chce zaprotestować, wziąć na kolana i pieprzyć, ale ona powoli wkłada mnie do swoich ust. 
Jęk wydobywa się z moich ust. Wiem, że to, co robimy, jest zakazane, jest chore, ale nie potrafię przestać jej kochać. Próbowałem, ale po prostu się nie da. Hannah zaczyna poruszać głową w górę i w dół, łapiąc prawie całą moją długość, jak żadna inna dziewczyna. Wyjmuje go z buzi i przejeżdża językiem po całej długości, co doprowadza mnie do szaleństwa. 
- Popatrz na mnie - syczę przez zaciśnięte zęby. Ona unosi swój wzrok na mnie, trzepocze swoimi rzęsami i znowu przejeżdża językiem po całej długości. Jakby wiedziała, co robić. Bierze go ponownie do ust i porusza rytmicznie. 
- Han - szepczę, blisko orgazmu.
- Dojdź dla mnie, kochanie - mówi. Dźwięk słowa "kochanie" sprawia, że nie jestem w stanie przetrzymywać uniesienia. Spuszczam się prosto do jej ust. Ona wylizuje mojego kutasa i podnosi się na wysokość mojej twarzy. Przekręcam nią tak, że teraz to ja jestem na górze. Całuję ją namiętnie, a moje ręce odnajdują miejsce między jej udami. Jęczy, gdy zatapiam w nią dwa swoje palce.
- Harry - jęczy, gryząc moją wargę. Kocham jej dotyk. Powoli zaczynam wprawiać palce w ruch.
- Szybciej, Harry, proszę - dusi, oddychając szybko.
- Chce to zrobić, jak należy - szepczę w jej usta. Zaciska swoje dłonie na moich ramionach. Przyspieszam tempo. Powoli zniżam się i wkładam swój język, doprowadzając ją do szaleństwa.
- Harry - jęczy, powtarza moje imię. Jest już bardzo blisko, więc szybko odsuwam się od niej.
- Dlaczego? - wydusiła. Uśmiechnąłem się zadziornie.
- Dlaczego przestałeś? - dyszy, więc szybko przybliżam swoje usta do niej. Zaczynam lizać, całować, gryźć jej kobiecość. Znowu, gdy wiem, jak blisko jest, przestaje.
- Harry, kurwa mać - warczy z rękoma na kanapie. Znowu szybko się do niej przybliżam i tym razem daje jej to, czego chce.Wygina się w łuk, krzycząc moje imię i opada bezsilnie na kanapę, Biorę ją na ręce i niosę do sypialni. Ledwo żywa, wczepia się w mój tors. Kładę ją na łóżku i całuję czule w usta.
Kiedy chcę ją przykryć kołdrą, mruczy:
- Jest dwunasta, Harry, na pewno nie pójdę spać.
To powiedziawszy, podciągnęła się na łóżku i spojrzała na mnie swoimi czekoladowymi oczami.
- Przyniesiesz mi coś do ubrania?
Uśmiecham się lekko i wstaję z łóżka, wychodząc.
~~~
Han.

Wtulam się w kołdrę, wdychając zapach perfum Harry'ego. Po chwili słyszę dźwięk otwieranych drzwi, więc ponownie siadam na łóżku. Harry ubrał swoje nieodłączne dresy, które luźno wisiały na jego biodrach. Popchnął mnie tak, że położyłam się na łóżku, a on usiadł na mnie okrakiem.
- Lubię cię ubierać - mruknął. Przeciągnął mi swoją koszulkę przez głowę. Wstaję z jego pomocą i wygładzam materiał na biodrach.
- Lubię nosić twoje rzeczy - oznajmiłam. On popatrzył na mnie z rozbawieniem i wziął mnie na ręce tak, że oplotłam swoje nogi w jego pasie. Pocałowałam go w czubek nosa - tak dawno tego nie robiłam.
- Tęskniłem za tym - powiedział, więc jeszcze raz pocałowałam go w to miejsce.
- Jesteś głodna? - spytał, kiedy posadził mnie na blacie w kuchni.
- Nie bardzo, najadłam się - powiedziałam słodko i oblizałam usta. Harry zaśmiał się.
- No, rzeczywiście nim można się najeść - powiedział, wskazując na swoje krocze.
- Czy dobrze to zrobiłam? - zapytałam, rzeczywiście ciekawa odpowiedzi.
- Wspaniale - powiedział i stanął między moimi nogami.
- Co ty ze mną robisz? - westchnęłam i przeczesałam jego włosy.
W odpowiedzi pocałował mnie w usta.
- W sumie, to trudno mi uwierzyć, że byłem twoim pierwszym - powiedział i podszedł do szafki, wyjmując z niej butelkę piwa. Popatrzyłam tęsknie na alkohol, ale ze zdziwieniem  odkryłam, że nie ciągnie mnie do niego tak bardzo, jak przed poznaniem Harry'ego.
To dziwne uczucie, patrzeć, jak ktoś pije i nie mieć nieodpartej ochoty wyrwać mu butelki, żeby się dołączyć. Dużo lepsze dla mnie jest teraz patrzenie, jak oblizuje językiem swoje usta po wypiciu łyka. Jak jego powieki się przymykają, a potem otwierają i mogę patrzeć w czysty szmaragd jego oczu. Na malinowe usta, ułożone na szyjce butelki. Ja jabłko Adama, które porusza się za każdym razem, gdy przełyka napój. Na linię szczęki, idealnie zarysowaną, odznaczającą jego piękną twarz od reszty jego ciała. Na mocne ramiona, na ruchy mięśni i tatuaże zdobiące jego ciało o wspaniałym odcieniu.
On stał się moim nowym uzależnieniem.

*****

Hej
Przepraszam, że krótszy niż zwykle, wena mnie dzisiaj nie odwiedziła.
Dziękuję
xxx

wtorek, 8 marca 2016

Rozdział 19.

- Han, co tu się dzieje?
Przekręcam głowę w kierunku rozbawionego Michaela.
- Daj mi spokój.
Chce ponownie zakryć głowę kołdrą, ale czyjeś ciało obok mnie mi to uniemożliwia. Wtedy wszystko do mnie powraca, oprócz bólu z wczoraj. Patrzę na Harry'ego, włosy zasłaniają jego piękną twarz. Śpi z lekko rozchylonymi ustami.
- Nie, żebym miał problem, ale ciocia Iza z Sarą przyjadą tu za dziesięć minut.
Potrafisz psuć piękne chwile, Mikey. Gwałtownie podnoszę się do pozycji siedzącej, co spotyka się z bólem w wnętrznościach. Zaczynam szturchać Harry'ego w ramię. Kiedy ten zaczyna ciężko mrugać, rozbudzam go mocnym pocałunkiem. Na początku jest zaskoczony moją reakcją, ale szybko oddaje pocałunek, pogłębiając go z większą siłą. Odrywam się od niego i zauważam, że mój kuzyn nie stoi już w drzwiach, najprawdopodobniej kryjąc mnie przed dorosłymi.
- Musisz iść - mówię, co spotyka się z zdziwieniem w jego oczach.
- Chyba leki nadal działają, bo ja nie mam zamiaru się stąd ruszać.
- Harry - jęczę.
- Lubię, jak jęczysz moje imię, ale w innych okolicznościach - mówi z nikczemnym uśmieszkiem.
- Moja mama będzie tu za chwilę - warczę i zrzucam go z łóżka ze śmiechem. On łapie mój nadgarstek, owijając wokół niego swoje długie palce.
- I co z tego?
- To nie są okoliczności, Harry, musisz zrozumieć - jęknęłam. Harry pochylił się nade mną i mocno pocałował. Bez zastanowienia oddałam mu pocałunek, gryząc jego dolną wargę. Wplotłam palce w jego włosy, przeczesując je. On mocno objął mnie w talii i już chwilę potem leżał na mnie na łóżku szpitalnym. Uścisk sprawiał, że chciałam krzyczeć z bólu, ale bliskość Harry'ego była ważniejsza niż fakt, że czułam, jakby jakiś tłuścioch skakał mi po żebrach. W ostatniej chwili wyrwałam się z pocałunku i jeszcze raz poprosiłam, żeby sobie poszedł.
- W ostateczności mogę się stąd ulotnić.
Wskazałam palcem na drzwi.
- Teraz.
Harry ze śmiechem zszedł z mojego ciała, a ja udolnie kryłam swoje podniecenie do tego człowieka. Ostatni raz pożegnał się ze mną i wyszedł z pokoju. Zaraz po nim wszedł Michael.
- Ogarnij się trochę, wyglądasz jak po ostrym seksie - skomplementował.
Nerwowo przeczesałam włosy i oczekiwałam na moją mamę. Weszła po dwóch minutach z małą dziewczynką, która kurczowo trzymała jej rękę. Kiedy moje spojrzenie zetknęło się z miodowym wzrokiem Sary, ona puściła się mamy i pobiegła w moją stronę, wskakując na łóżko. Objęła mnie swoimi małymi rączkami w szyi, mocno mnie ściskając. Zaśmiałam się i odwzajemniłam uścisk. Przez okno mojej sali zobaczyłam Michaela i Harry'ego ukrytego pod kapturem. Mrugnęłam do szmaragdowookiego chłopaka i puściłam małą istotkę, która patrzyła na mnie załzawionymi oczkami. Kiedy Sara zeskoczyła ze szpitalnego łóżka, podeszła do mnie mama, mocno obejmując mnie w talii. Nie wiem, jak to się dzieje, że Harry, chodzi ponawia ruchy moich bliskich, jak mnie przytula, to nie chce go puścić, czuję, jakby ochraniał mnie przed całym światem swoimi ramionami; jak przytulam mamę, to jest to po prostu miły uścisk. Kiedy oderwałam się od kobiety, ona spojrzała na mnie miodowymi oczyma z miłością. Pocałowała mnie w czubek głowy i usiadła na krześle przy moim łóżku. Poprawiłam się na materacu i poczułam coś pod głową, ale rozsądek kazał mi nie otwierać tego przy rodzince.
- Jak się czujesz? - spytała moja rodzicielka. 
- Dzisiaj już bardzo dobrze - wzruszyłam ramionami.
- Co się właściwie stało? 
Westchnęłam.
- Sama nie wiem.
Siedziałyśmy przez chwilę w milczeniu.
- Han? Wiesz, że możesz już wrócić do kraju? - zapytała mama.
- Muszę? - jęknęłam.
- Nie, i bardzo mi odpowiada, że widocznie nie chcesz, bo będę mieć spokój przez całe wakacje - odrzekła blondynka radośnie.
- A wy, kiedy wracacie?
Mama zmarkotniała.
- Sara chodzi na rehabilitację pochorobową, więc już jutro mamy samolot. 
Uśmiechnęłam się na myśl,  ile czasu spędzę z Harrym, bez mamy na głowie.
Resztę wizyty spędziłam na rozmowie o błahostkach i zabawie z małą dziewczynką na moich kolanach. Czułam na sobie palący wzrok zielonych oczu zza drzwi sali, ale starałam się nie zwracać na to uwagi, skupiałam się na dwóch miodowo-złotych spojrzeniach w środku mojego pokoju. Nawet nie zauważyłam, kiedy do pomieszczenia wszedł siwowłosy lekarz, Tessel.
- Jak się czujesz, Hannah? - zapytał z czułością.
- Dobrze, jak na dzień po wypadku - wzruszyłam ramionami, obejmując Sarę.
- To świetnie, bo twoje samopoczucie w połączeniu z wynikami badań daje mi podstawę, żeby już jutro wypuścić cię do domu. Wcześniej jednak załatwiłem ci spotkanie z psychologiem - uśmiechnął się miękko.
- Niepotrzebny mi on - marudziłam.
- Ona.
- No to ona.
Lekarz tylko wzruszył ramionami i nakazał wyjść mojej mamie i siostrze. Mocno mnie przytuliły, co odwzajemniłam.
- Dziękuję ci za tę wycieczkę. Jest wspaniale - szepnęłam jej do ucha.
W odpowiedzi mama przytuliła mnie mocniej.
W momencie, gdy drzwi się za nimi zamknęły, ja sięgnęłam pod poduszkę. Wyjęłam spod niej pudełko z najnowszym I Phone'm w środku. Otworzyłam szeroko usta ze zdumienia, kiedy sięgałam po biały telefon. Włączyłam go i zobaczyłam, że mam już sms'a. Otworzyłam go.

Od: Najwspanialszy chłopak na świecie 
Twój stary telefon leży w drzazgach pod naszymi domami, więc co kupiłem ci nowy :) Pościągałem różne piosenki, a nawet porobiłem kilka zdjęć ^^ Kocham cię. H.

Z rozrzewieniem odpisałam.

Do: Najwspanialszy chłopak na świecie
Dziękuję, kochanie

Od: Najwspanialszy chłopak na świecie
Uwielbiam, jak mnie tak nazywasz

Do: Najwspanialszy chłopak na świecie
Będę mieć spotkanie z psychologiem -,-

Od: Najwspanialszy chłopak na świecie
Sprytna zmiana tematu. Po co?

Do: Najwspanialszy chłopak na świecie
Nie wiem, przecież ty jesteś moim ulubionym psychologiem.

Przypomniałam sobie, że on stoi za drzwiami i patrzy na mnie. Podniosłam wzrok znad telefonu i posłałam mu całusa w powietrzu, chichocząc. On wskazał na siebie palcem, bezgłośnie wypowiadając słowo "Ja?'. Wzruszyłam ramionami.

Do: Najwspanialszy chłopak na świecie
A propos' nazwa świetna 

Od: Najwspanialszy chłopak na świecie
Bo prawdziwa ^^

Uśmiechnęłam się do niego sarkastycznie. On obejrzał się na korytarz i zamarł. Nie wiedziałam, o co chodzi, póki nie podeszła do niego śliczna brunetka o wydatnych ustach, cyckach, wszystko miała uwydatnione. Stała na wprost niego i gestykulowała, mówiąc coś do niego. Na koniec go uścisnęła i weszła do sali. O co chodzi?
- Witaj, Hannah - powiedziała aksamitnym, seksownym głosem. Wpatrywałam się w nią i lekko skinęłam głową. Ona wyciągnęła rękę w moim kierunku i powiedziała:
- Jestem Emily Ferras, psycholog szpitalny.
Uścisnęłam jej miłą rękę z pomalowanymi, długimi paznokciami. Zrobiło mi się głupio, kiedy moja szorstka dłoń, moje obgryziona paznokcie jej dotknęły. I coś przemknęło mi w mózgu, jak Harry opowiadał o Emily, jego pierwszej prawdziwej miłości. Ból powrócił, ale ze skumulowaną siłą w moim sercu. Jak ja mogę konkurować z taką dziewczyną?
Harry, patrząc na nas, musi mieć teraz idealne porównanie, która jest lepsza. Ja siedzę na niewygodnym materacu z gniazdem na głowie, siniakami na rękach i nogach i raną na szyi. Otwieram usta ze zdziwienia i czystego szoku, a moje oczy koloru psiego gówna skanują Emily. Emily, ubraną w śliczny, za cholerę seksowny żakiet, pod nim pewnie ma jeszcze seksowniejszą bieliznę. Niebieskie, przejrzyste, wielkie oczy wpatrują się we mnie przyjaźnie. Talia osy, figura modelki i długie, jedwabiste włosy spadające prostymi pasmami na plecy i ramiona. Boże, chyba bardziej zażenowana czułam się tylko raz, kiedy poznałam Harry'ego. Harry'ego, który stoi za przeszklonymi drzwiami i wpatruje się w piękną kobietę, a niestety nie o mnie tu chodzi. Mój telefon wydaje odgłos nowej wiadomości, więc ustawiam tryb wibracji i znowu patrzę na panią Ferras.
- Dzień dobry - mówię zachrypniętym, niskim głosem.
Ona poprawia się na krześle. To, jak wygląda teraz jej tyłek, doprowadziłoby chyba setki mężczyzn do palpitacji serca, a Harry ma teraz na niego idealny widok. Co za cudowna sposobność. Słyszałam, że stara miłość nie rdzewieje, a już na pewno nie do takiej kobiety. Czuję ukłucia w sercu, miliony igiełek rozsyłają ból po moim organizmie, i czuje, że teraz jest to tylko połowicznie związane z kobietą obok mnie. Nie jestem w stanie powstrzymać wrzasku, który wydobywa się z moich płuc. Łapie się za brzegi łóżka, czuję, jak pot zaczyna spływać po moim czole. Ona nie wie, co robić, wstaje tylko i zaczyna kogoś nawoływać. Zaczynam płakać, ból jest za silny, silniejszy niż to, co czułam wcześniej, wczoraj. Teraz jest połączony z  bólem mojego serca, które będzie złamane, tylko na to czekam. Przed oczami stają mi wszystkie wspomnienia z mojego życia, jakbym zaraz miało się skończyć. Harry, Harry, Harry. Stary sąsiad, zaglądający mi pod rozerwaną sukienkę. Płaczę, kiedy powracam myślami do tej sceny. Widzę tysiące imprez, alkohol i narkotyki. Chciałabym teraz napić się whisky. Nie wiem, co się dzieję, wspomnienia znikają, ale obraz drzwi naprzeciwko mnie dalej jest wyraźny. Wbiegł Harry. Zastanawiam się, kiedy obejmie Emily ramieniem, ratując ją od tego widowiska, ale tego nie robi. Ignoruje kobietę, kiedy klęka przy moim łóżku, łapiąc za rękę.
- Han! Musisz być silna, musisz być silna.
- Nie chce być silna - łkam.
- Han, kocham cię, kocham cię do końca naszych dni, przyjdzie lekarz i sprawi, że wyzdrowiejesz.
- Kocham cię - szepczę. Obejmuje mnie swoimi ramionami, a ja składam się w jego uścisku.
- Chce umrzeć - mówię. Ból nie ustaje, i z moich płuc wydobywa się kolejny krzyk. W końcu wbiegają lekarze i pielęgniarki.
- Tracimy ją! - krzyczy Tessel. Zaczynają podłączać mnie do kroplówek, urządzeń, wstrzykują dziwne substancje w moje ciało. Ktoś odpycha Harry'ego ode mnie, a ja zaczynam czuć się niepotrzebna.
- Krwotok, to krwotok, szwy pękły! - wrzeszczy jedna z pielęgniarek.
- Nie! - krzyczę i pielęgniarka go puszcza. Łapie mnie za rękę i zaczyna płakać. Nigdy się płakał przy mnie. Zatracam się w jego szmaragdowych oczach, zanim kompletnie tracę obraz i zapada ciemność.

Dwa dni później

Siadam na łóżku, a Michael bierze moją torbę. Jest 27 lipca, kiedy Tessel przyszedł i dał mi wypis.
- Harry czeka w samochodzie. Na zewnątrz jest tłum dziennikarzy - wyjaśnia mi kuzyn.
Ściskam mocniej jego ramię, kiedy pomaga mi się podnieść. Przed oczami mam jeszcze Emily. Choć Harry wyraźnie dał mi i jej do zrozumienia, że to mnie kocha z naszej dwójki bardziej, nie mogę opanować zazdrości do tej kobiety. Przez ostatnie dwa dni kleiła się do Harry'ego, robiła preteksty, żeby przerywać nasze spotkania. Raz nawet chciała go pocałować, ale sprytnie ją wyminął. Boję się jednak, że kiedyś przestanie żywić do niej niechęć, jego stare uczucie ponownie się rozpali, a wtedy ja zostanę z niczym. Kiedy widzę samochód z przyciemnionymi szybami, zmuszam się do małego uśmiechu. Wchodzę do środka i zostaję przytulona przez chłopaka. Obejmuje go na szyi, choć jest to cholernie niewygodne w aucie. Odrywa się ode mnie i całuje w usta. Z początku czule, jednak pocałunek przybiera na sile. W końcu się od siebie odrywamy.
- Cześć, księżniczko - mówi swoim zachrypniętym głosem, do którego przywykłam.
- Jedziemy do ciebie? - pytam, odsuwając się od niego i zajmując miejsce pasażera. Zapinam pas i moje ręce odnajdują dłoń chłopaka. On unosi je i całuje mnie po kolei w kłykcie. Uśmiecham się na jego gest.
Podczas  jazdy rozmawiamy, śmiejemy się. Harry opowiada mi, co się wydarzyło w ciągu ostatnich trzech dni na świecie.
- Dziennikarze zdobyli nasze zdjęcie - wykrzywił się.
- Tak?
- Jak całowałem cię wczoraj w szpitalu - mówi z lubieżnym uśmieszkiem. Przypominam sobie wczorajsze wydarzenie.
- Nie widać naszych twarzy, ale moje włosy i koszula... - wzdycha.
Patrzę na niego. Fryzura i styl zawsze były jego znakiem rozpoznawczym. Parkujemy pod moim domem, ale kierujemy się do jego mieszkania. Już od razu po zamknięciu drzwi przypiera mnie do ściany. Całuje go zachłannie, kładąc mu ręce na karku. I kto ma teraz Harry'ego, Emily?
Emily. Odrywam się od mężczyzny i idę do kuchni. Opieram łokcie na blacie. Dlaczego ona nie może po prostu wyjść z mojej głowy?
*****
xxx

piątek, 4 marca 2016

Rozdział 18.

Harry.

Obudziły mnie promienie słońca. Powoli przekręciłem się na drugą stronę, żeby objąć Han, ale jej nie było.
Spanikowany podniosłem się do pozycji siedzącej. Rozejrzałem się po pokoju w nadziei, że ją zobaczę. Jednak nie było ani jej, ani ubrań. Zniknęła. Wyszedłem przez uchylone drzwi od sypialni w stronę kuchni. Co się stało? Co zrobiłem nie tak?
Prawie się rozpłakałem, kiedy zobaczyłem Han, jak krzątała się po kuchni w mojej koszuli. Odetchnąłem głośno z ulgą, czym przyciągnąłem jej uwagę. Na mój widok się rozpromieniła. Podeszła do mnie i objęła mnie w pasie, po czym pocałowała czule w usta. Oddałem pocałunek, nigdy jeszcze go nie nie oddałem. Za bardzo kochałem to uczucie nas, jako jedności.
- Dzień dobry - powiedziała radośnie, odchodząc ode mnie. Natychmiast znalazłem się przy niej i objąłem ją w pasie.
- Wszystko okej? - zapytałem, zanim zdążyłem się powstrzymać. Han odwróciła się ode mnie, opierając się o blat.
- A co miałoby nie być okej?
- Kiedy się obudziłem, ciebie nie było... - zacząłem znowu panikować, ale ona położyła swoje dłonie na moich policzkach. Zamknąłem usta.
- Zawsze dręczyłam moich rodziców tym, że wcześnie wstawałam. Seks nie stanowi wyjątku, będę wstawać przed siódmą tak czy tak - powiedziała z uśmiechem.
- Bałem się.
- Czego?
Stałem tak przez chwilę i gapiłem się w jej oczy.
- Że żałujesz - przyznałem. Hannah objęła mnie za szyję.
- Podtrzymuje zdanie z wczoraj. Jestem pewna i nie żałuję tego, co się wczoraj wydarzyło.
Po tych słowach przywarła do mnie ustami. Położyłem jej dłonie na talii i przyciągnąłem bliżej siebie.
- A ja nie dawałem ci wczoraj koszulki? - spytałem, patrząc na rozpiętą do połowy koszulę, którą miałem wczoraj. Han zarumieniła się.
- No, niby dawałeś, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać - powiedziała.
- Nie ma sprawy. Jest już twoja, skarbie - przyznałem i pocałowałem ją lekko.
- Naprawdę skończą ci się ubrania, kocha... Harry - oblała się większym rumieńcem.
- Co? - spytałem z uśmiechem, sadzając ją na blacie i stając między jej nogami. Ona nie odpowiedziała, tylko zaczęła bawić się swoimi palcami.
- Powiedz.
- Już drugi raz chciałam nazwać cię "kochaniem" - powiedziała wolno z zażenowanym uśmiechem.
Moje serce zaczęło trzepotać w piersi.
- To nazwij mnie tak - wzruszyłem ramionami.
- Nie, to głupie - zaprotestowała.
- Dla mnie jest urocze. Skarbie, nie ma co się wstydzić - powiedziałem i pocałowałem ją w usta.
- Dobrze - powiedziała w końcu. Uniosłem znacząco brew.
- Dobrze, kochanie - dodała z niepewnym uśmiechem. Objąłem ją w pasie.
- Powtórz.
Spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczyma.
- Kochanie - powtórzyła pewniej, a moje serce znowu zaczęło bić szybciej, kiedy usłyszałem od niej to zdrobnienie.
- Bardzo dobrze - powiedziałem.
- Dziękuję, kochanie - odparła Han, chichocząc i całując mnie w czubek nosa.

Han.

- To spotkamy się jutro? - spytał Harry, stojąc w drzwiach wejściowych do jego mieszkania. Pocałowałam go.
- Chętnie - powiedziałam. On objął mnie i mocno przytulił, całując w usta. Kiedy się oderwaliśmy, pocałowałam go w czubek nosa. - Nie wierzę, że udało ci się zmusić mnie, żebym została u ciebie cały dzień - jęknęłam. Na zewnątrz było już ciemno.
- Ale źle nie było?
- Na nudę nie mogę narzekać - zachichotałam i wyrwałam się z jego uścisku.
- Do zobaczenia, Harry.
- Do zobaczenia, skarbie - powiedział. Pocałowałam go szybko w usta.
- Pa, kochanie.
Uśmiechnął się, a ja kierowałam się w stronę schodów. Dopiero, kiedy zniknęłam Harry'emu z oczu, usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Zbiegłam po reszcie schodów. Ktoś zaczął do mnie dzwonić.
- Hej, Michael - powitałam kuzyna w słuchawce. - Właśnie wyszłam od...
Ktoś wyrwał mi telefon z ręki i rzucił nim o ziemię.  I Phone roztrzaskał się w wyniku zderzenia. Popatrzyłam na sprawcę i oddech uwiązł mi w gardle. Dziewczyna z kolczykiem.
- Nie powiedziałam, że pożałujesz, jak z będziesz się z nim dalej zadawać, głupia pizdo?!
Stała wraz ze swoją koleżanką, która była z nią w sklepie. Obie stały, zaciskając pięści.
- Nie nauczyłaś się, że należy słuchać starszych? - wysyczała i popchnęła mnie na ziemię. - Starzy cię, kurwa, nie nauczyli?
Dobry humor wyparował, zamiast niego pojawiło się przerażenie w najczystszej postaci. Poprawiłam się na ziemi, ale druga, blondynka kopnęła mnie z całej siły w brzuch, przez co krzyknęłam.
- Zamknij mordę! - wrzasnęła i kopnęła mnie ponownie, tym razem w twarz. Druga walnęła mnie pięścią.
- Harry nie jest twój, suko - krzyczała zakolczykowana dziewczyna. Biły mnie, a z moich ust znowu wyrwał się zrozpaczony krzyk.
- Pomo... - krzyknęłam ostatkiem sił, ale blondynka przycisnęła mi brutalnie szmatkę do ust. Poczułam dziwny, niekoniecznie brzydki zapach. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Ostatkiem przytomności czułam tylko zżerający ból, który wypalał moje żebra, płuca, i to głupie serce, które pracowało, żeby utrzymać mnie przy życiu, choć jedyne, co chciałam zrobić, to umrzeć. Któraś z nich chciała mnie kopnąć, ale przeszkodził jej w tym krzyk. Mój wzrok zaczął się wyostrzać. Przez mgłę widziałam jakiegoś długowłosego bruneta. Harry. Krzyczał do dziewczyn, ale zatrzymał się z przerażeniem się. Poczułam chłodne ostrze przy szyi.
- Cofnij się, kochanie, albo zabiję twoją dziwkę - krzyczała i przycisnęła ostrze mocniej. Syknęłam, czując, jak gęsta maź spływa po mojej szyi. Potem dźwięki syren. Inne krzyki. Ostrze z mojej szyi zniknęło, zastąpione dużą, męską, dziwnie znajomą dłonią.
- Pomóżcie jej, kurwa, pomóżcie - wrzeszczał Harry, przyciskając dłoń mocniej do mojej rany.
- Ha..y - wykrztusiłam. Podniósł mnie.
- Han, Han, spójrz na mnie. Będzie dobrze, będziesz żyć, ze mną, proszę, obiecaj?
- Do końca naszych dni - wyszeptałam i czułam, jak opadają mi powieki,
- Proszę nam ją zostawić.
- Nie zostawię mojej ukochanej!
- Proszę, panie Styles.
Ciemność. Nareszcie coś zastąpiło ból, ale nie wiem, czy nie było to gorsze. Pustka. Pustka, jakby już niczego miało nie być, jakby wielkiego wybuchu nigdy nie było, a Ziemia nigdy nie powstała. Dlaczego nie mogę przestać po prostu myśleć, kontaktować, dlaczego po prostu nie umrę? Moje ciało jest silniejsze, niż mi się wydawało. Nic nie widziałam, słyszałam, czułam, nie było mnie. A jednak coś trzymało mnie przy życiu. Miłość czy moje nadpobudliwe serce? Nagle ból powrócił ze zdwojoną siłą. Kolejny strzępek świadomości. Karetka.
- Proszę pani, słyszy mnie pani?
Oczywiście, że słyszę, idioto.
- Halo, proszę pani?
I znowu pustka. Zaczyna to być denerwujące.
W tej chwili po prostu marzyłam, by umrzeć.

Harry.

Piłem niedobrą kawę z plastikowego kubka w miejscowym szpitalu. Naprzeciwko mnie siedział znajomy chłopak - kuzyn Han. Poczułem ból, jakby ktoś przyłożył moje serce do rozpalonego metalu. Wpatruje się w chłopaka, a on bawi się swoimi palcami. Po chwili jednak patrzy na mnie.
- Dziękuję - wyszeptał.
- Za co? - wychrypiałem głosem zmęczonym od płaczu i krzyku w nawoływaniu mojej miłości z powrotem do życia.
- Ochroniłeś ją. Lekarze tak powiedzieli. Była bliska śmierci, a ty ją uratowałeś - ukrył twarz w dłoniach i wydał cichy szloch. Położyłem mu dłoń na kolanie w geście współczującym, choć sam ledwo się trzymałem.
- Kochasz ją? - spytał.
- Bardziej niż cokolwiek innego.
Uśmiechnął się nieśmiało i otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale wtem do szpitala wbiegło kilkoro ludzi zanoszących się płaczem. Kuzyn Han wstał i podszedł do grupy. Ja założyłem kaptur i nasłuchiwałem ich rozmowy. Tyle ludzi, którzy ją kochali, stoi tu i płacze za nią. Ale ona nie umarła. Nie może umrzeć. Spojrzałem na rudą dziewczynę, która  przytuliła się do kuzyna Han. Dwóch blondynów, z czego jeden obejmował szlochającą brunetkę. Jedna czarnowłosa dziewczyna . Tyle ludzi. Potem znowu do szpitala weszła nawałnica ludzi, ale ten widok był dla mnie jak nóż, który rozbudził moją wściekłość. Wszyscy trzymali mikrofony i kamery, przekrzykując się nawzajem.
- Harry Styles...
- Jest tutaj...
- Harry, Harry!
Wściekły zrzuciłem kaptur i podszedłem do rozradowanych dziennikarzy. Wrzasnąłem.
- Wyjdźcie stąd, wszyscy! Tu są chorzy, potrzebują spokoju!
- A co ty tu robisz?
- Jestem ze swoją dziewczyną, wypierdalać!
Rozbudziłem kolejną burzę.
- Dlaczego, Harry?
- Coś się stało?
- Ciąża...
- Harry!
Ochrona szpitala na szczęście wywaliła te hieny za obręb budynku. Rzuciłem się na podłogę na klęczki i zacząłem wyrywać sobie włosy. Ból, jaki mnie dotykał, piekł moje żebra, chciałem płakać, wrzeszczeć, umrzeć, ale musiałem być silny dla Han, dla dziewczyny, którą kocham, kocham bardziej niż swoje życie. Wcześniej powiedziałem jej, że kochałem trzy dziewczyn w swoim życiu, a teraz uświadomiłem sobie, jak perfidnie kłamałem. Kocham i będę kochać tylko ją w swoim życiu, chcę się z nią ożenić, mieć z nią dzieci i umrzeć spokojną starością. Ona nie może teraz zginąć przez moją pieprzoną sławę, w której zaczynam dostrzegać coraz więcej wad. Ale siedzimy w tym szpitalu już piątą godzinę i to doprowadza mnie do szaleństwa, myśl, że może boją się na powiedzieć, że ona umarła, choć umrzeć nie może.
- Przepraszam państwa. Państwo do panny Hannah Nowak? - usłyszałem głos nad sobą. Gwałtownie poderwałem się z ziemi.
- Który z państwa to Harry? - zapytał siwy, starszy lekarz z plakietką Tessel na piersi. Pociągnąłem nosem i wyszedłem z tłumu na przód.
- Pacjentka uparła się, żeby się z panem zobaczyć. Zapraszam za mną - powiedział. Poczułem, jak wielki kamień spadł mi z serca. Przecież martwy nie może się upierać?
- Ona... żyje? Han żyje? - wydusiłem. Siwowłosy lekarz spojrzał na mnie przyjaźnie.
- Oczywiście, że żyje. Obrażenia nie były na tyle poważne, choć, oczywiście, zagrażały jej życiu.
Poczułem, jak wszystko w moim życiu zaczyna odzyskiwać sens. Usłyszałem, jak każda pojedyncza osoba za mną oddycha z ulgą. Dałem się poprowadzić lekarzowi do sali, gdzie leżała moja ukochana. I ból znowu mnie przygniótł.
Hannah leżała na łóżku, blada i posiniaczona. Na jej szyi był bandaż. Wyglądała na słabą i kruchą, ale żyła. Fakt, że oddychała, i mi przywracał dech. Cicho otworzyłem drzwi i zamknąłem je za sobą. Na palcach podszedłem do niej.
- Nie śpię.
Miała wyczerpany, matowy głos. Odwróciła głowę w moim kierunku. Kiedy otworzyła oczy, poczułem iskierkę ciepła w organizmie. Jej brązowe tęczówki cały czas lśniły i promieniały ciepłem i radością, i blask ten nie przygasł. Delikatnie wziąłem jej dłoń, a ona splotła nasze palce.
- Dasz wiarę, że nic poważniejszego się nie stało? Żadnych złamań, przebitych płuc, tylko rany i siniaki? - powiedział, a jej głos zaczął lekko odzyskiwać młodzieńczość, jakby energii dodawał jej sam mój dotyk.
- Tak się martwiłem - powiedziałem i poczułem łzę na moim policzku. Ona usiadła i starła mi ją kciukiem.
- Powinnaś leżeć.
- Zamknij się, kochanie.
Moje serce zaczęło bić nieco szybciej.
- Też się martwiłam - szepnęła. - Myślałam, że coś ci zrobią.
- Jak mogłaś martwić się o mnie, będąc w takim stanie? - spytałem cicho, a Han lekko wtuliła się w moją koszulkę.
- Wszystko mnie bolało, i w tamtym momencie chciałam umrzeć. Tamta myśl zalęgła w moim umyśle, odganiając wszystko inne. Ale potem wkroczyłeś ty - spojrzała na mnie - i zrozumiałam, że jednak nie chce umierać.
Uśmiechnąłem się. Han dotknęła mojego dołeczka i pocałowała lekko w dolną wargę.
- I nic mnie nie boli - powiedziała sennie.
- Chyba musisz być na niezłych lekach,
- To szpital, tu mają tylko niezłe leki.
Rozluźniła uścisk na moim ubraniu i zacząłem panikować, czy ona teraz nie odejdzie.
- Spokojnie - szepnęła. - Chce tylko zasnąć.
Odsunąłem się, ale ona złapała mnie lekko za nadgarstek.
 - Z tobą - westchnęła sennie, przymykając powieki.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł - pokręciłem głową niepewnie.
- Nie dyskutuj - powiedziała i zrobiła mi miejsce na łóżku.
W sumie, byłem wyczerpany bólem i czekaniem na wieści o Han. Delikatnie położyłem się obok mojej dziewczyny, zdejmując wcześniej buty. Objąłem ją w talii, a ona wtuliła się w moją klatkę piersiową.
- Kocham cię, Han, tylko ciebie - powiedziałem.
Zanim zasnęła, odpowiedziała przyśniętym tonem:
- Też cię kocham, Harry. Do końca naszych dni.
Do końca naszych dni, Han
*****

xxx

wtorek, 1 marca 2016

Rozdział 17.

Czerwona czcionka... zaczyna się.

Uwaga! Rozdział zawiera sceny +18. Czytasz na własną odpowiedzialność,
albo omijasz tę część opowiadania oddzieloną znakiem "~~~~"
Zapraszam do czytania!

- Jak czujesz się, mając piętnaście lat? - spytał Harry.
- Staro - mruknęłam. On zaśmiał się.
- Poczekaj, aż będziesz mieć dwadzieścia jeden.
Uśmiechnęłam się i nawinęłam sobie spagetti na widelec. Wyśmienite, jak zawsze. Harry położył swoją dłoń na mojej.
- Jak ci smakuje? 
- Fantastyczne - odpowiedziałam. On uśmiechnął się.
- Minęło dwadzieścia jeden dni, odkąd się poznaliśmy - oznajmił.
- I siedemnaście, odkąd się pocałowaliśmy - dodałam.
- Dwanaście, odkąd jesteśmy razem, a ty jeszcze mi się nie znudziłaś - skwitował. Zachichotałam.
- Za dwa dni będziemy świętować nasze pół-miesiąca-razem - powiedziałam sztucznie piskliwym głosikiem, a Harry zaśmiał się. Po chwili znowu na mnie spojrzał.
- Naprawdę pięknie wyglądasz.
- Jakoś dzisiaj zdaje sobie z tego sprawę - wzruszyłam ramionami.
- Mam jeszcze jedną niespodziankę - zmienił temat. Ten człowiek zmienia tematy i nastroje częściej niż kobieta w ciąży. To musi być straszne.
- Rozkręcasz się, więcej niespodzianek i zejdę na zawał - prychnęłam.
- Warto wspomnieć, że tak naprawdę mam dwie?
- Dzwoń na pogotowie - zażartowałam.
Harry wstał od stołu i wziął mnie za rękę. Przyjęłam ją z uśmiechem. On zaprowadził mnie na kanapę i wrócił z płytą.
- To są nasze nowe piosenki - powiedział. Wstałam i patrzyłam z niedowierzaniem na plastik w jego dłoni, próbując uformować oddech.
- Chcesz przesłuchać i ocenić? - zapytał z uśmiechem. Nie mogłam powstrzymać pisku, jaki wydostał się z moich ust. Rzuciłam się mu na szyję, a on w ostatniej chwili utrzymał równowagę. Zaśmiał mi się do ucha i rozluźnił uścisk na plecach. Podszedł do odtwarzacza i włożył płytę. Z głośników popłynęły pierwsze takty, a ja już wiedziałam, że to będzie wspaniała piosenka. Harry usiadł obok mnie i objął ramieniem. Patrzyłam na niego.
- Jak się nazywa?
- Um... "Hey Angel". To moja piosenka.
Usłyszałam głos Harry'ego, kiedy zaczął śpiewać. Oparłam się o ramię chłopaka i wsłuchiwałam w tekst. Jak zawsze, kiedy słucham One Direction, tak i teraz zupełnie zatraciłam się w piosenkach. Wyłączyłam się, odcięłam od świata zewnętrznego. Czułam teraz tylko na sobie wzrok Harry'ego.
- Podoba ci się?
Uciszyłam go ręką. Godzinę leżałam z głową na jego kolanach, słuchając piosenek. Harry, jedyne co mówił, to tytuły. Tak poznałam wspaniałe 17 utworów nowej płyty, której nikt wcześniej nie przesłuchał. Nikt z świata, z którego pochodziłam. Nuciłam pod nosem nową poznane "Wolves", kiedy westchnęłam wyrwana z słuchania i usiadłam na Harrym okrakiem.
- Pierwszy raz zobaczyłem, jak fani indywidualnie reagują na nasze piosenki. To było - wypuścił drżący oddech - niesamowite. Nie wiedziałem, że można aż tak się zatracać w naszej muzyce, kochanie - złapał mnie za biodra. 
- To jest silniejsze ode mnie. Uzależniające. Jesteście tacy utalentowani. To dar, pieprzony dar, koch... Harry. - poprawiłam się. On chyba niczego nie zauważył. 
- No - klasnęłam w dłonie - A kolejna niespodzianka?
Harry uśmiechnął się i zrzucił mnie delikatnie z kolan.Chwycił moją rękę i poprowadził do jakiegoś zamkniętego pomieszczenia w apartamencie. Przekręcił kluczyk w drzwiach i wpuścił mnie przodem.
- To przypomina mi "Story of my life" - powiedziałam z rozmarzeniem.
- To raczej historia naszego wspólnego życia* - odpowiedział Harry i objął mnie od tyłu, całując w szyję. Uśmiechnęłam się i odchyliłam głowę.
Zamknięty pokój to była ciemnia**.  Zawsze wiedziałam o zamiłowaniu Harry'ego do fotografii, i to nie to zdziwiło mnie w tym widoku. Były nim zdjęcia. Moje, nasze. Niektóre pamiętałam, bo Harry często łaził z lustrzanką w ręce i pstrykał z obiektywem zwróconym w moją stronę. Kilka jednak było robionych, kiedy nie byłam tego świadoma. Na jednym byłam ubrana w samą koszulkę. Uśmiechnęłam się na wspomnienie sprzed dwóch dni.
- Harry! Przestań tak chlapać tym sosem po całej kuchni.
Oczywiście oberwałam. Z mojej koszulki skapywały czerwone krople gęstej mazi pomidorowej. Uderzyłam Stylesa w ramię.
- I spodnie i bluzka poszły się pieprzyć - mruknęłam, na co się zaśmiał i zdjął swoją koszulkę przez głowę. 
- Trzymaj, przebierz się.
- Brytyjski idiota.
Uśmiechnęłam się do niego sarkastycznie i poszłam zdjąć swoje brudne ciuchy. Koszulka Harry'ego sięgała mi do połowy uda. Potrząsnęłam głową, żeby moje włosy leżały w jeszcze większym nieładzie. Wyszłam z łazienki. Po chwili zza rogu wyłonił się Harry. W ręku trzymał aparat. 
- Nie - pokazałam na niego palcem - nie rób mi zdjęć. 
On zaśmiał się i nacisnął guzik w aparacie. Pstryk! Potem wyłączył i odłożył lustrzankę na szafkę, a następnie podszedł i pocałował mnie w usta.
- Han? 
Odwróciłam się do Harry'ego.
- Wspominałam - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Harry wplótł palce w moje włosy. Pocałowałam go.
~~~~
Harry natychmiast odwzajemnił pocałunek. Pogłębiał go z każdą chwilą. Jedną dłoń położyłam na jego biodrze, a drugą splotłam z jego wolną ręką. On lekko pociągnął za końce moich włosów i potem znowu wplótł w nie palce. Jego druga dłoń wyswobodziła się z mojego uścisku i przejechała po mojej ręce, zaciskając się lekko na ramieniu. Przygryzłam jego dolną wargę i pociągnęłam, co spotkało się z jego uśmiechem. Wyswobodził swoją rękę z moich włosów i złapał mnie za biodra. Ja położyłam jego dłonie na karku i pogłębiłam pocałunek. Harry podniósł mnie do góry, a ja oplotłam go nogami w pasie. Oderwał się ode mnie i, cały czas patrząc mi w oczy, zaniósł do sypialni, gdzie położył mnie na łóżku. Utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy, który przerwałam, całując go namiętnie. Moje ręce zaczepiły o pasek jego spodni.
- Jesteś pewna? - wydyszał, znowu patrząc mi w oczy. Przygryzłam wargę.
- Jestem pewna,  Harry - odpowiedziałam i znowu przyciągnęłam go do siebie, łącząc nasze usta. Sam zrzucił z siebie marynarkę.
- Powiedz, a przestanę - niepewnie się we mnie wpatrywał.
- Nie chce, żebyś przestał - pocałowałam go. - Kocham cię, Harry - szepnęłam w jego usta. Harry poprawił się na mnie i zaczął całować skórę na moich obojczykach.
- Kocham... cię... Han - mówił między jednym pocałunkiem a drugim. Jęknęłam cicho, kiedy przygryzł moją skórę. Z zamkniętymi oczyma zaczęłam rozpinać mu koszulę. On podwinął delikatnie moją sukienkę do góry. Później podziękuję Michaelowi, że kupił mi koronkową bieliznę. Zsunęłam koszulę z jego ramion.
- Nie mogłem się powstrzymać. Wyglądałaś jak... anioł - dyszał w moją szyję. - W tej sukience. 
Podniósł się ze mnie, a ja zaczęłam podziwiać jego tatuaże. Harry wyciągnął rękę do szafki nocnej i coś zaszeleściło. Prezerwatywa. Zaczęłam odczuwać lekką niepewność. Będzie bolało?
- Han?
Pocałowałam go. Byłam pewna. Poczułam, jak rękoma sięgał do zamka swoich spodni. Zrzucił je na podłogę, zostając w samych bokserkach. Patrzyłam na jego wyrzeźbione ciało, a potem w jego szmaragdowe oczy, przepełnione pożądaniem. Ściągnął ze mnie sukienkę. Oddech mu zamarł.
- Co to ma być? - powiedział głosem z mieszanką zachwytu i podniecenia. 
Przygryzłam wargę i uśmiechnęłam się uwodzicielsko. Harry zdjął ze mnie majtki. Leżałam rozgrzana w samym staniku.
- Jedno słowo... - zaczął.
- Jestem pewna, Harry - powiedziałam, patrząc mu w oczy. Po chwili przymknęłam powieki i poczułam, jak się ze mnie zsuwa. Zdjął ze mnie czółenka i rozchylił nogi. Poczułam jego włosy, jak łaskotały mnie po wewnętrznych stronach ud. Po chwili jego usta zaczęły całować moją kobiecość. Palcami poruszał po mojej łechtaczce. Jęknęłam i całkowicie zamknęłam oczy. Połączenia jego dotyku i języka na mnie spowodowało przyjemny skurcz w podbrzuszu.
- Harry - jęknęłam i przygryzłam mocno wargę. Szybko jednak ją puściłam, bo nie chciałam poczuć krwi na ustach. Chciałam delektować się Harrym. Uniosłam biodra, które trzymał. Dawał mi przyjemność, jakiej nigdy nie odczuwałam. Zaczęłam szybciej oddychać. Po chwili poczułam zimno spowodowane tym, że oderwał się ode mnie. Usłyszałam dźwięk rozrywanej paczki. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Harry'ego, jak zakładał prezerwatywę. Czytałam kiedyś w biografii o nim, że ma dużego, ale to totalnie przekroczyło moje wyobrażenia. Pochylił się nade mną i kolejny raz połączył nasze spojrzenia.
- Kocham cię, Harry - wydyszałam. To chyba go uspokoiło. Poczułam ból, kiedy we mnie wchodził. Powoli, abym mogła przyzwyczaić się do wielkości. Harry jęknął z zadowolenia. 
- Kurwa - wycedził i pocałował mnie w usta. Kiedy wykonał następne pchnięcie, bolało mniej niż za pierwszym razem, i dało większą dawkę przyjemności. Poczułam skurcz w podbrzuszu. Wypuściłam drżące powietrze.
- Jesteś taka ciasna - warknął, zaciskając uścisk na mojej talii.
- Mocniej... Harry - wydyszałam, przyciskając głowę do jego ramienia. On zaczął się szybciej poruszać, i dawało mi to teraz samo przyjemność, jakbym unosiła się w powietrzu. Po chwili poczułam mocną dawkę emocji, kiedy Harry trafił w mój punkt. Ugryzłam skórę jego ramienia, ale szybko się oderwałam.
- Mi to nie przeszkadza - powiedział, zanim znowu przygryzłam jego skórę. Jęknęłam, kiedy znowu trafił w mój punkt. On zaczął wykonywać coraz brutalniejsze, ostrzejsze ruchy. Bolało mnie to, ale w inny, podniecający sposób. Zaczęłam ciągnąć jego włosy.
- Tak, kochanie - jęknął. Poczułam, jakby moje podbrzusze miało eksplodować. Harry wyszeptał mi do ucha:
- Dojdź dla mnie.
Poczułam mocne pchnięcie i ciepło rozlało się po moim ciele. Wygięłam się w łuk i wyjęczałam jego imię. Po chwili Harry wyszedł ze mnie, zostawiając mnie z uczuciem pustki. Powoli zdjął z siebie prezerwatywę z płynem w środku. Wyszedł do łazienki, ale po sekundzie wrócił.
- Musiałem wyrzucić - powiedział z uśmiechem.
~~~~
Podszedł i podniósł mnie z łóżka. Oplotłam go nogami, a rękoma objęłam jego szyję, niezdolna do czegokolwiek innego. Harry jedną ręką odrzucił kołdrę na swoim łóżku i ułożył mnie na materacu. Puściłam się niego, uspokajając swój oddech. Wstał i podszedł do szuflady w rogu pokoju. Wrócił z świeżą koszulką. Usiadł na mnie okrakiem i sięgnął do moich pleców, żeby zdjąć ze mnie biustonosz. Podniosłam się lekko, żeby ułatwić mu zadanie. Kiedy leżałam już zupełnie naga, Harry zaczął ubierać mnie w koszulkę, którą przyniósł. 
- Poradzę sobie - powiedziałam wycieńczonym głosem.
- Cicho - szepnął i przełożył mi koszulkę przez głowę. Pocałował mnie w czubek głowy.
- Potrzebujesz czegoś? - spytał cicho.
- Jakbyś podał mi telefon z torebki - mówiłam pół-przytomnym tonem. Harry ponownie mnie pocałował i zszedł ze mnie. Wyszedł z pokoju, a ja przykryłam się kołdrą, delektując się wspomnieniem sprzed chwili. Czułam jeszcze ciepło na moim ciele. Usłyszałam ciche kroki, a potem poczułam, jak materac się ugina. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i odebrałam urządzenie od Stylesa. Szybko wpisałam nazwę w kontaktach i napisałam wiadomość.

Do: Michael
Zostaję na noc u Harry'ego. xoxo. H.

Po chwili usłyszałam dźwięk wiadomości.

Od: Michael
Mam cholerną nadzieję, że ten kutas się zabezpiecza. Nie ma  sprawy. Do zobaczenia i liczę na brudne szczegóły ^^

Zablokowałam telefon i położyłam go na szafce nocnej. Harry ułożył się obok mnie. Wtuliłam się w jego tors. On objął mnie ramieniem i przytulił. 
- Jestem wyczerpana - mruknęłam, a on zaśmiał się cicho.
- Dobranoc, Han.
- Dobranoc Harry. Kocham cię.
Nastąpiła długa cisza. Zanim jednak zasnęłam, usłyszałam jego głos:
- Kocham cię, skarbie.
Z tymi słowami w głowie oddałam się w objęcia Morfeusza. 
*****

Hej
Przyznaję bez bicia. Scena +18 miała być później, ale jakoś tak wyszło, że dość szybko mi się napatoczyła.
Mam nadzieję, że się spodobało
xxx
*Nawiązanie do tytułu "Story of my life". Po angielsku Harry powiedziałby, że to raczej "Story of our lives"
** Pokój, gdzie wywołuje się zdjęcia