Kolejny poranek. Siedziałam wtulona w Harry'ego na kanapie w jego apartamencie, oglądając film. Masował moje podbrzusze, przez co na chwilę zapominałam o bólu. Jednak to cholerstwo powróciło, kiedy zadzwonił mój telefon. Popatrzyłam na powiadomienie, które otrzymałam i moje serce na chwilę zaczęło bić szybciej z ukłuciem bólu. Harry chyba to zauważył, bo poprawił się na kanapie i zatrzymał odtwarzanie pilotem. Chciał spojrzeć na ekran, ale szybko go zablokowałam.
- Han? - popatrzył na mnie groźnie.
- Nic się nie stało, oglądajmy dalej - pisnęłam.
- Hannah, nie okłamuj mnie - wycedził.
Z głębokim westchnięciem podałam mu telefon.
Przypomnienie!
Urodziny taty
Po moim policzku spłynęła łza, a w gardle rosła gula. Chwilę zajęło, aż Harry przetłumaczył, co było napisane na ekranie. Popatrzył na mnie z żalem w oczach i złapał mnie za rękę. Ścisnęłam ją lekko.
Powoli zbliżyłam się do chłopaka i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Kiedy czułam zapach jego perfum wymieszanych z miętą, ból stopniowo się zmniejszał. Odchrząknęłam cicho.
- Pamiętam, jak świętowaliśmy jego urodziny, kiedy żył - wyszeptałam. Harry objął mnie mocniej na znak, żebym mówiła dalej. - Wszyscy rano wstawaliśmy i spędzaliśmy cały czas w kuchni, gotując. Ja i tata zawsze zajmowaliśmy się deserem. To on nauczył mnie robić bananowe babeczki. Potem wieczorem jedliśmy te góry jedzenia. Kiedy zmarł - kolejna niechciana łza spłynęła po moim policzku - upiekłam tysiące babeczek. Nie wiem, dlaczego, to jakby dodawało mi otuchy - uśmiechnęłam się nieśmiało. Siedzieliśmy w ciszy. Harry bał się coś powiedzieć, ale rozmyślał nad czymś.
- O czym myślisz?
- Zastanawiałem się, czy może... czy chcesz to powtórzyć? - zapytał ostrożnie, głaszcząc moje plecy. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Harry patrzył mi prosto w oczy z głębokim poczuciem winy. Przytuliłam go i wzięłam go pod rękę. Humor nieco mi się poprawił, kiedy przypomniałam sobie wydarzenie sprzed dokładnie ośmiu lat.
- Kochanie - usłyszała mała dziewczynka za swoimi plecami. Odwróciła się i spojrzała w przyjazne, czekoladowe oczy mężczyzny przed nią. Zamrugała swoimi oczami o tym samym odcieniu.
- Sto lat! - wrzasnęła i rzuciła się ojcu na szyję. Kobieta wraz z synem zachichotali na gest małej dziewczynki. Ona potrząsnęła włosami, rozwalając włosy na wszystkie strony i poprawiła rękawy swojej niebieskiej piżamy. Matka kroiła warzywa, a syn wrzucał je do garnka. Z radia sączyła się cicho jazzowa muzyka. Ojciec chwilę tulił do siebie dziecko, a potem puścił je i klęknął przed tym rozanielonym maleństwem.
- Jesteś już dużą dziewczynką - powiedział poważnym tonem.
- Prawda, tato - pisnęło dziecko, uśmiechając się promiennie.
- Więc - ściszył głos - myślę, że jesteś na tyle duża, żebyś poznała mój przepis na moje tajne babeczki.
Ona pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Bananowe?
- Tak - oznajmił ojciec.
Dziecko pisnęło z radości i wskoczyło na blat. Popatrzyła na ojca poważnie.
- Jesteś już dużym chłopcem - powiedziała, a ojciec podniósł się i stanął na baczność.
- Prawda, córko.
- Więc - dziewczynka ściszyła głos, tak jak mężczyzna wcześniej - myślę, że jesteś na tyle duży, żebyś poznał mój przepis na MOJE tajne babeczki.
- Czekoladowe? - popatrzył na córkę z uśmiechem.
- Tak, te.
Ojciec pisnął z radości.
- A może połączymy nasze przepisy? - zapytała dziewczynka. Ojciec patrzył na nią z miłością.
- To będzie ściśle tajne - powiedział i podniósł córkę.
- Najściślejsze pod słońcem - szepnęła, wydymając usta.
- Nasz wspólny przepis na babeczki czekoladowo-bananowe.
- Albo bananowo-czekoladowe - krzyknął tata.
- Więc czas zakasać rękawy - dziecko podwinęło jeszcze bardziej rękawy i uwolniło się z uścisku ojca. Ten pokręcił burzą swoich brązowych włosów, tak jak jego córka. Uśmiechnął się jej uśmiechem i wyjął mąkę z górnej szuflady.
Wróciłam do rzeczywistości. Stałam wtulona w Harry'ego, lekko łkając. Powróciło kolejne wspomnienie, tym razem sprzed trzech lat.
- Tato?
Młoda dziewczyna zapukała do drzwi swojego ojca w zimny, jesienny poranek. Leżał, a jego klatka piersiowa ciężko podnosiła się i opadała. W jego ramię płakała szczupła blondynka, a syn stał w kącie pokoju, patrząc na ojca z bólem. Mała, trzyletnia dziewczynka spała na krzesełku, nie wiedząc, że za chwilę straci ojca. On spojrzał na nią czekoladowymi oczyma, w których był nieco przygaszony blask. Zawsze powtarzał swojej dwunastoletniej córeczce, że póki w jego oczach będzie bił blask, on będzie żyć. Teraz, kiedy zobaczyła tylko jedną, samotną, ledwo tlącą iskierkę, serce się jej skurczyło. Podeszła do ojca i usiadła na krześle obok szpitalnego łóżka.
- Kochanie - wychrypiał słabym głosem.
- Tak, tato?
- Pamiętasz, jak stworzyliśmy nasz tajny przepisz na babeczki?
Dziewczyna potrząsnęła głową nieznacznie, powstrzymując łzy.
- Od teraz to będzie twój tajny przepis.
- Nie... tato - ścisnęła jego rękę, ale on kontynuował słabym głosem:
- Ale moją ostatnią wolą jest, kochanie, żebyś podzieliła się swoim przepisem. Znajdź mężczyznę, którego będziesz kochać, który będzie kochać ciebie i powiedz mu tajny przepis. Żyj ze świadomością, że ten przepis będą znać tylko osoby, które kochasz, te dwie osoby, które kochasz. Chcę, żebyś mogła mówić o waszym tajnym przepisie. Chcę, żebyś pokochała kogoś tak mocno, żebyś mogła spełnić moją ostatnią wolę z tym szczęściarzem, z którym będziesz. Kocham cię, Han i chcę, żeby ten mężczyzna też mówił ci te słowa tak szczerze i do końca życia, jak ja to uczyniłem. Kocham cię, córeczko.
Z tymi słowami na ustach wyzionął ducha. Umarł, jak żył, z miłością na ustach. Dziewczyna spuściła wzrok i ledwo słyszalnie złożyła ojcu obietnicę, że spełni jego ostatnie życzenie, choć nie wierzyła, że kiedyś spotka takiego mężczyznę.
Znowu przytłoczyła mnie rzeczywistość. Stałam w objęciach Harry'ego, ale ten patrzył na mnie ze zmartwieniem w oczach. Ścierał łzy z mojego policzka, nic nie mówiąc. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Rozchyliłam usta.
- Jesteś już... dużym chłopcem - powstrzymałam łzy.
- Jestem, Han - nawet nie wiedział, ile dla mnie znaczyły jego słowa. Nie wiedział, że odtwarzam scenę z dzieciństwa. Złapałam jego dłonie i zdobyłam się na uśmiech.
- Więc myślę, że jesteś wystarczająco duży, żebym zdradziła ci mój tajny przepis na babeczki.
On nie wiedział, o co chodzi. Nie wiedział, że dla mnie to jeden z najważniejszych momentów mojego życia, że jest to więcej niż wyznanie miłości, jest to obietnica wieczności, jaka przed nami stoi. Znam go tak cholernie krótko, znam go miesiąc, ale wiem, że kocham tego człowieka nad życie i nie jestem w stanie przestać. Mam całą wieczność, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że jesteśmy dla siebie stworzeni, całe swoje przyszłe życie. Całe swoje przyszłe życie z Harrym.
- Okej - powiedział zdziwiony. Pociągnęłam go w stronę blatu.
- Ale musisz mi przysiąc, że to będzie ściśle tajne - wskazałam na niego palcem. On podniósł rękę i przyłożył ją do piersi, aby następnie powiedzieć:
- Obiecuję, że nikomu nie zdradzę tajnego przepisu.
- Jak możesz to udowodnić? - Harry przez chwilę na mnie patrzył, jakby zastanawiał się, co może być dostatecznym dowodem. Dla mnie starczyłoby zwykłe 'bo cię kocham', ale jego obietnica była nieporównywalnie piękniejsza.
- Póki moje serce bije dla ciebie, nikt nie dowie się o przepisie. Póki kochasz mnie tak mocno, jak ja ciebie, póki gwiazdy świecą na niebie, przepis będzie uwięziony w moim sercu, niezdolny do zdradzenia go nikomu.
- Zatem od dzisiaj to jest nasz wspólny tajny przepis - powiedziałam i połączyłam nasze usta. Ból w piersi zniknął, za sprawą jednego człowieka, jego pocałunku i błysku w jego szmaragdowych oczach. Jednak ból w podbrzuszu dalej domagał się uwagi, więc z grymasem chwycił za bolące miejsce.
- Nic ci nie jest? - spytał. Spojrzałam na niego.
- Póki w moich oczach będzie bić blask, dotąd będę żyła - zacytowałam słowa mojego zmarłego ojca.
- Na szczęście jeszcze bije - westchnął z ulgą. Nie powiedziałam mu tego, ale teraz głównie bił dla niego. Odsunęłam się od niego i zaczęłam buszować po szafkach w poszukiwaniu odpowiednich składników. Kiedy poukładałam wszystko na blacie, odwróciłam się przodem do chłopaka.
Pocałowałam go w usta i przeczesałam jego loki. Harry objął mnie w talii i odwzajemnił pocałunek.
- No dobra - mruknęłam w jego usta i odsunęłam się od niego. Wzięłam głęboki oddech.
- Ty zajmij się pokrojeniem bananów w kostkę, a potem starciem czekolady - powiedziałam z uśmiechem. Harry wziął deskę do krojenia i grzecznie zaczął rozkrajać owoc. Ja zajęłam się przygotowywaniem masy. Harry co jakiś czas pytał, czy dobrze robi, lub dociekiwał sekretów mojego sekretu. Ja odpowiadałam na wszystkie pytania. Widziałam, jak mu zależy i to sprawiało, że wierzyłam w tego człowieka i siebie za kilka lat. Styles przyłapał mnie, jak zlizywałam z palca masę na ciastka.
- Niezbyt higieniczne - mruknął.
- Nieważne, masa jest pyszna - powiedziałam, po czym zatopiłam palec w cieście ponownie. Podeszłam do Harry'ego, chcąc nałożyć mu trochę masy na usta, żeby sam spróbował, ale ten złapał mój palec delikatnie zębami. Zaczął zlizywać masę, a ja poczułam, jak czerwień oblewa moje policzki. Wiedziałam, że już jedzenia na moim palcu wskazującym już dawno nie ma, ale nie wyjęłam go spomiędzy ust Harry'ego. Jeżeli tak czują się faceci w czasie loda, to rozumiem, dlaczego Harry tak to lubi. Patrzył na mnie swoimi dużymi oczami, a jego język muskał moją skórę. Przygryzłam wargę, powstrzymując jęk. Opamiętałam się dopiero po dłuższej chwili.
- Już - pisnęłam i wyjęłam palec z jego ust. On uśmiechnął się nikczemnie. Odwróciłam się i zaczęłam mieszać energicznie masę, z rumieńcami na twarzy. Harry podszedł i objął mnie od tyłu. Powoli zatopił swój długi palec w masie. Zanim zdążył zjeść to, co na nim było, odwróciłam się i szybko zlizałam językiem całą długość jego palce. Zauważyłam cień pożądania w jego oczach.
- O czym myślisz? - spytałam.
- O pieprzeniu się z tobą.
Otworzyłam szeroko oczy, ale potem pocałowałam go.
- Może później - szepnęłam mu prosto w usta i zlizałam resztki masy z kącika jego ust. Ponownie odwróciłam się do ciasta.
- Podaj banany i czekoladę - nakazałam. Poczułam, jak jego ramiona znikają, a po chwili zobaczyłam, jak trzyma deskę do krojenia z składnikami.
- Wrzuć - powiedziałam miękkim głosem. Wykonał moje polecenie, a kawałki owoców zniknęły w otchłani jasnej masy.
Poszłam po foremki i zaczęłam rozlewać do nich masę. Harry ścisnął moje biodra dłoni i zaczął całować mnie w szyję w miejscu, gdzie została blizna. Składał niedbałe pocałunki wzdłuż niej. Wsadziłam babeczki do rozgrzanego piekarnika, a potem odwróciłam się do równie rozgrzanego Harry'ego. O Jezusie przenajsłodszy, wyglądał jak pieprzony bóg seksu. Telefon zaczął dzwonić na blacie.
- Co oni tak masowo do ciebie dzwonią? - jęknął Harry i odsunął ode mnie urządzenie.
- Harry, daj mi to - zaśmiałam się, ale on podniósł telefon, wyciągając rękę. Zapomniał jednak, że nie jestem od niego dużo niższa, więc po kilku skokach wyrwałam mu urządzenie z ręki. Warknął na mnie, a ja pocałowałam go krótko w usta, zanim nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Obiecałaś, że się zgadamy - usłyszałam znajomy, męski głos.
- Will! - zawołałam, co spotkało się z podejrzliwym wzrokiem Harry'ego. - Co u ciebie i twojego chłopaka? - dałam nacisk na dwa ostatnie słowa z nadzieją, że już ostatecznie zamknęłam sprawę dotyczącą orientacji Willa.
- Dobrze, doskonale nam się układa. A co u ciebie?
Spojrzałam na Harry'ego,
- Powiedzmy, że podobnie - uśmiechnęłam się.
- Nasze maleństwo się ustatkowało?
- Bez przesady - zaśmiałam się.
- Um... Will - zaczęłam - słuchaj, ale teraz nie mogę rozmawiać. Mogę zadzwonić później?
- Jasne, kochana - usłyszałam.
- To do usłyszenia - powiedziałam i się rozłączyłam, kładąc telefon na blacie.
- Myślałaś kiedyś o ślubie?
Podskoczyłam na pytanie Harry'ego. Wzruszyłam ramionami.
- Nie bardzo.
Popatrzył na mnie, unosząc brew.
- Po prostu uważam, że umowy między ludźmi nie są potrzebne, jeśli naprawdę się kochają. Oczywiście bardzo chętnie wzięłabym ślub, ale bez nacisku - rozwijam wypowiedź.
- A myślałaś kiedyś o ślubie ze mną? - zapytał, oplatając mnie ramionami.
- A co ty taki hop do przodu? - zachichotałam.
- Bo chciałbym, żebyś za mnie wyszła - wzruszył ramionami z wzrokiem utkwionym we mnie.
- Naprawdę? - pytam z uśmiechem.
- Jak najbardziej. Mam już nawet pierścionek - wypalił, a jego policzki zaczerwieniły się.
- Tak? - unoszę brew. Harry potakuje i wyjmuje coś z tylnej kieszeni. Przewracał pierścionkiem między palcami.
- A chciałabyś za mnie wyjść?
- Na pewno - powiedziałam i pocałowałam go w usta. Poczułam, jak wsuwa mi pierścionek na palec.
- Więc to zrób - wyszeptał w moje usta.
*****
Hej
Ja wiem, że oni działają bardzo szybko, ale w następnym rozdziale
rozluźnię atmosferę, bo to nie będą takie typowe, oficjalne oświadczyny.
Mogę zdradzić, że przez dłuższy czas zakochani będą żyli z utopijnej bańce mydlanej. Zdradzę też,
że ona pryśnie.
Ups ^^
xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz