wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 23.

Spoglądałam to na Harry'ego, to na pierścionek na moim palcu.
- Harry, ja... - głos uwiązł mi w gardle.
- Nie mówię, że teraz - powiedział, łapiąc mnie w dole moich pleców. - Za kilka lat, jak będziesz dorosła i gotowa. Chcę po prostu już teraz wiedzieć, że się zgodzisz. Chcę wiedzieć, że mnie kochasz i jesteś skłonna być ze mną do końca życia. Bo ja jestem, kochanie.
Stoję w ciszy, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Jestem - mówię i opieram swoje dłonie na jego ramionach. On pocałował mnie z pasją.
- Mam wrażenie, że znamy się dużo dłużej niż miesiąc - mruknęłam.
- Ja też - odpowiedział z chrypką. W tym momencie piekarnik oznajmił, że babeczki są gotowe. Wzięłam od Harry'ego rękawicę i wyciągnęłam gorącą blachę z ciastkami. Odstawiłam, żeby się schłodziły. Położyliśmy je razem na talerz i usiedliśmy po przeciwnych stronach. Teraz znalazłam chwilę, żeby przyjrzeć się pierścionkowi. Nie wyglądał jak z filmów, nie miał dużego diamentu czy innego gówna na górze. Był to prosty, srebrny pierścionek, który przypominał mi jeden z jego sygnetów. Kiedy zdjęłam go z palca, zobaczyłam w środku wygrawerowany napis.
Jestem cały twój.
- Dużo masz jeszcze takiej wygrawerowanej biżuterii? - mruknęłam, wsuwając z powrotem pierścionek i patrząc na mojego... chłopaka, narzeczonego?
- Trochę się znajdzie. Mam jeszcze naszyjnik, ale to kiedy indziej - mrugnął do mnie, a ja podniosłam się na oparciu.
- Jak już o niej wiem, to możesz mi ją dać - uśmiechnęłam się wesoło.
- Lubisz dostawać biżuterię?
- Lubię napisy, jakimi je ozdabiasz - siedzę i czekam. Harry wzdycha ciężko i wstaje z krzesła. Zniknął za drzwiami garderoby i zaraz potem pojawił się z pudełkiem.
- Możemy uznać, że to prezent z okazji miesiąca naszej znajomości - uśmiechnął się.
- Myślałam, że żartujesz z tym naszyjnikiem - powiedziałam. Harry objął mnie od tyłu, czekając, aż otworzę.
Kolejna srebrna biżuteria, doskonale dopasowana do bransoletki i pierścionka. Wyjmuję go delikatnie z zamszowego pudełka i obracam w palcach. Znowu widzę nawiązanie do naszyjnika Harry'ego. Obracam się i rozchylam jego koszulę, a potem delikatnie biorę w palce biżuterię zdobiącą jego pierś. Potem sięgam do jego dłoni i dostrzegam sygnet podobny do mojego "zaręczynowego" pierścionka. Jego są czarne, mocniejsze niż moje, ale widać między nimi wyraźne podobieństwo.
- A bransoletka?
- Nie noszę bransoletek - uśmiechnął się zadziornie.
Wziął mnie za rękę.
- Chcesz iść do Starbucksa? - zapytał nagle. Jestem pewna, że oczy mi się zaświeciły, bo Harry bez odpowiedzi wyciągnął mnie z domu. Cały czas mieliśmy splecione dłonie, kiedy wyszliśmy z apartamentu, a następnie z bloku. Pod domem zobaczyłam Jake'a z jego ponadczasowymi bransoletami na przedramieniu, oraz Molly.
- Czemu oblegają cię sami faceci? - mruknął mi Harry do ucha. Wyrwałam się z jego uścisku i podeszłam wolnym krokiem do stojących tyłem przyjaciół. Założyłam dziewczynie dłonie na oczy, a Jake odwrócił się przestraszony.
- O! Han, co tu robisz?
- Mieszkam - zachichotałam i przytuliłam blondyna, a następnie Molly.
- A co wy tu robicie? - wskazałam na parę.
- Czekamy na Michaela - powiedziała Molly, a Jake pokazał kciukiem na dom za sobą.
- Ale ta pinda musi się ogarnąć.
- Mój Mikey? - wypalam.
- Mikey? - pytają równocześnie, a wtedy widzimy Michaela w drzwiach.
- Hej Mikey, co tak długo? - woła Jake, a kuzyn morduje mnie spojrzeniem.
- To ja się ulatniam - śmieję się, ale zanim udaje mi się odejść, Jake całuje mnie w policzek, niebezpiecznie blisko ust. Zaskoczona jego ruchem, szybko żegnam się z resztą znajomych i odchodzę szybkim krokiem. Za rogiem dostrzegam wysoką postać opartą o drzewo. Podchodzę do Stylesa i całuję go prosto w jego malinowe usta. Ponownie splata nasze palce i idziemy w stronę parku, kilka przecznic dalej. Idziemy w ciszy, ale nie tej z typu niekomfortowych. Po prostu podziwiamy to, co dzieje się wokół nas, w tym siebie nawzajem.
- Tutaj - mówi Harry i zatrzymuje mnie szarpnięciem ręki. Zachwiałam się niebezpiecznie i jak to ja - straciłam równowagę i spadłam niezbyt wdzięcznie na tyłek. Harry zaczął się śmiać, a ja podniosłam się z ziemi i otrzepałam się z pyłu.
- Zabawne - burknęłam. - Co tutaj się stało?
- Tutaj - złapał mnie za dłonie  - pierwszy raz się spotkaliśmy.
Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie.

Kilka dni później

Harry.

- Wiedziałam, że tak skończy się świętowanie naszej miesięcznicy - wydyszała, sięgając po moją koszulę, leżącą niedbale na ziemi, ale skutecznie zablokowałem jej ruchy. Kilka sekund później wisiałem nad nią, opierając się jednym kolanem między jej nogami. Uśmiechałem się zadziornie, a ona wydęła swoją dolną wargę. Chryste, uwielbiałem, kiedy to robiła. Wpiłem się w jej usta, a ona uśmiechnęła się przez pocałunek.
- Nago wyglądasz tak seksownie - przyznałem, gryząc skórę jej szyi.
- Harry - jęknęła i zepchnęła mnie z swojego ciała. Usiadła na brzegu łóżka, ubierając swój stanik w koronkę. Widząc ją teraz, miałem znowu ochotę ją pieprzyć. Bez końca, bez końca. Co do chuja, jest ze mną nie tak? Han wstała, prezentując swój boski tyłek i zaczęła wciągać na siebie szorty. Stała teraz w samym staniku i szortach. Samym staniku i szortach, których miałem ochotę się znowu pozbyć. Złapała moją niebieską koszulę, którą miałem w czasie naszego pierwszego pocałunku i narzuciła na ramiona. Zaczęła powoli zapinać guziki. Potem przeczesała i ułożyła swoje brązowe włosy. Na pewno robi to specjalnie.
- Jak wyglądam? - spytała uwodzicielskim głosem.
- Jak po ostrym seksie - droczyłem się.
- Nie, żebym właśnie taki miała - wystawiła język. Wyobraziłem sobie, jak owija go wokół mojej męskości. Już byłem na nią gotowy, zawsze byłem na nią gotowy. Jezusie przenajsłodszy, już zaczynał twardnieć...
- Wiesz - zaczęła, wskakując na łóżko i siadając na mnie okrakiem - to strasznie dołujące, że masz dłuższe włosy ode mnie...
Odgarnęła kilka kosmyków z mojej szyi i pocałowała w obojczyk. Starałem się ukryć dolną strefę. Boże, była taka gorąca. Przygryzła mi skórę, ssąc ją lekko. NA PEWNO robi to specjalnie...
- Do tego są gęstsze, piękniejsze... czuję się zazdrosna - szepnęła, liżąc nowo powstałą malinkę na mojej szyi. Złapałem ją w talii i przekręciłem tak, że teraz to ja byłem na górze, ja dominowałem...
- Już mam na ciebie ochotę - warknąłem, pokazując spore wybrzuszenie na bokserkach. Oczy jej się rozszerzyły z podniecenia, ale wyślizgnęła się spod mojego ciała.
- No to będziesz musiał zaspokoić się sam - przygryzła wargę i wyszła z pokoju. Nie wiem, jak to się działo, ale wyszedłem za nią jak potulny piesek. Tak na mnie działała, zabrała mi wolę wraz z sercem. Jak zakochany gówniarz poszedłem za nią do kuchni, gdzie włączyła radio. Oczywiście, z naszą nową płytą. Naprawdę ją polubiła, a dla mnie to jest wspaniałe. Nieważne, czy płyta się sprzeda, ważne, że ona ją pokochała. Leciało właśnie "Wolves", do którego ona zaczęła cicho nucić. Dźwięk jej głosu to wspaniały narkotyk, mógłbym żyć tylko z miękkością jej tonu w uszach.
- I hear them calling for you - śpiewała i podała mi telefon z uśmiechem. Otworzyłem nową wiadomość.

Od: Ferras
Wiem, że za mną tęsknisz.

Zmarszczyłem brwi i wyłączyłem telefon. Schowałem go do tylnej kieszeni spodni.
- Mogę porobić ci zdjęcia?
- Jakbyś tego nie robił - parsknęła.
- Nie, nie takie. Chodzi mi o... no wiesz, sesję - potarłem się dłonią o kark. Hannah odwróciła się do mnie z pytającym wyrazem twarzy.
- Nie jestem fotogeniczna - mówi. Prycham na jej kłamstwo.
- Nie, Harry, mówię serio - jej piękną twarz wykrzywił grymas. - Żadna ze mnie modelka, nie umiem ustawiać się do zdjęć i ogólnie jestem trudna.
- Lubię wyzwania - powiedziałem i objąłem ją w talii. Ona uśmiechnęła się zadziornie i zaczęła się namyślać.
- No to leć po aparat, tylko żeby nie było, że nie ostrzegałam - powiedziała w końcu.

Han.

- Chodź, kochanie - objął mnie w talii. Pozwoliłam mu się prowadzić. Byłam onieśmielona, bo nie wychodzę dobrze na zdjęciach i nie chciałam za bardzo tej sesji. Bałam się, że Harry podczas niej odkryje moje liczne wady. Westchnęłam, kiedy sadzał mnie na kanapie, w miejscu, gdzie kiedyś się kochaliśmy. Harry usiadł naprzeciwko mnie, na podłodze. Zasłonił swoją twarz lustrzanką i wyglądał na bardzo skupionego. Wpatrywałam się w miejsce, gdzie normalnie byłyby jego oczy - teraz widziałam jedynie obiektyw.
- To tobie można by robić teraz zdjęcia - mruknęłam, co spotkało się z jego śmiechem. Na ten dźwięk moje usta samoczynnie rozciągnęły się w promiennym uśmiechu. Usłyszałam pstryk.
- Harry - fuknęłam, na co odpowiedziały mi dwa kliknięcia.
- Mów, co mam robić - jęknęłam, przewracając oczami.
- Tak jest dobrze - szepnął, wykonując następne zdjęcie. Zerknął zza aparatu, świdrując mnie swoimi zielonymi oczami.
- Naprawdę, nawet nie wiesz, jak wspaniale wychodzisz na zdjęciach, gdy jesteś naturalna. Nie skupiaj się na obiektywie, po prostu się baw - powiedział i wrócił do robienia zdjęć.
- To musisz mnie trochę rozluźnić - mrugnęłam z uśmiechem. Pstryk!
- Mmm, wiesz, co chętnie bym zrobił - zaśmiałam się na jego wyznanie. Śmiałam się, odchylając głowę do tyłu. Kiedy skończyłam, przeczesałam luźno włosy. Zaczęłam bardziej zwracać uwagę na drobne ruchy, jakie wykonywałam. Przygryzanie wargi, odruchowe sięganie po miętówkę do kieszeni, czy nawet drapanie się po nosie. Harry robił zdjęcia praktycznie co chwila, a ja z każdą chwilą zapominałam o aparacie, jaki zasłaniał jego piękną twarz. Zorientowałam się, że robiliśmy zdjęcia aż trzy godziny, kiedy Harry musiał zacząć korzystać z flesza. Sztuczne światło szybko sprawiło, że moje oczy stawały się coraz bardziej zmęczone, więc odmówiłam kontynuowania sesji.
- Zgram je do komputera i zobaczymy, jak wyszły, co? - powiedział, całując mnie w policzek.
- Poczekaj - zatrzymałam go. Zdjęłam mu ostrożnie lustrzankę z szyi i odwróciłam obiektyw w stronę naszych twarzy. Trzymając aparat w górze, zrobiłam pierwsze zdjęcie. Nie patrząc, jak wyszło, przywarłam wargami do policzka chłopaka i kontynuowałam wykonywanie prowizorycznych fotek. W końcu moje usta doszukały się miętowych warg Harry'ego. Pocałował mnie, co ja wykorzystałam jako okazję i pstryknęłam kolejne zdjęcie. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, znowu nacisnęłam guzik. Dobrze mi się dokumentowało nasz pocałunek, ale pospiesznie oddałam Stylesowi lustrzankę.
- Idę po jabłko. Przynieść ci coś? - zapytałam, kierując się do kuchni.
- Piwo? Jeśli ci to nie przeszkadza - skrzywił się.
- Nie, nie ma sprawy - wzruszyłam ramionami i poszłam do pomieszczenia obok.
Naprawdę nie miałam za złe Harry'emu picia. Jeszcze niedawno wlewałam w siebie hektolitry alkoholu. Styles pił nieczęsto, głównie dla samego smaku, a nie tak jak ja - połykanie coraz to kolejnych szotów, żeby być zalaną w trupa. Zresztą, piwo? To żaden alkohol. Był dorosły, i tak zachowywał się bardzo dojrzale, nie pijąc za często.
Sięgnęłam do górnej półki i wyjęłam butelkę. Obracałam w ręce jabłko, czytając etykietkę.
- Otworzyć ci? - zawołałam.
- Jeśli to nie problem - odkrzyknął.
Wzięłam w ręce otwieracz i sprawnie otworzyłam butelkę. Do moich nozdrzy dotarł charakterystyczny zapach.
Tylko łyczek pomyślałam i pociągnęłam z butelki. Poczułam delikatne pieczenie w gardle. Zagryzłam piwo jabłkiem i skierowałam się w stronę salonu.
Harry siedział tyłem do mnie, skupiony na ekranie laptopa. Podałam mu piwo do ręki, a sama usadowiłam się na jego kolanach, opierając się delikatnie na jego torsie. Harry wyjął kartę z komputera, włożył z powrotem do aparatu i otworzył bibliotekę zdjęć. Po tym jednym łyku piwa miałam ochotę na więcej, więc, kiedy Harry upił trochę alkoholu, szybko pocałowałam go w usta.
- Oglądamy - mruknął mi w usta. Przesiedliśmy się z fotela na kanapę. Oparłam głowę na ramieniu chłopaka i podciągnęłam nogi, żeby być jeszcze bliżej niego. Chwilę wpatrywałam się tęsknie w butelkę, ale zaraz potem skupiłam całą swoją uwagę na Harrym i zdjęciach.
To ja? Z niedowierzaniem wpatrywałam się w swój uśmiech i świecące, czekoladowe oczy. Włosy miękko układały się na mojej twarzy i szyi. Przeglądaliśmy zdjęcia, a ja z każdym następnym trudniej wierzyłam, że tak mogę wyglądać na co dzień.
- Jesteś świetnym fotografem - mruknęłam, mocniej wtulając się w jego klatkę piersiową.
- Zasługa modelki - pocałował mnie w czubek głowy.
Nadszedł czas na moje zdjęcia. Nie były profesjonalnie wykonane, jak w przypadku Harry'ego, ale i tak rozmarzyłam się na widok Harry'ego. Na pierwszym zdjęciu śmialiśmy się razem do obiektywu. Harry przygryzał swój język, mrużąc oczy. Na drugim zdjęciu moja twarz została przysłonięta nieco przez włosy, kiedy całowałam Harry'ego w policzek. Na jego oczach cały czas widniał uśmiech. Niecierpliwie siedziałam, aż chłopak dotrze do zdjęcia, na które czekałam. I doczekałam się.
Moje włosy były delikatnie założone za ucho. Kości policzkowe zostały uwydatnione, a oczy miałam zamknięte. Mój nos stykał się z nosem Harry'ego, który odwzajemniał pocałunek z kilkoma kosmykami włosów na twarzy. Jego oczy były tylko przymrużone. Patrzył na moje powieki. Jego dłoń spoczywała na mojej szyi. Poczułam, jak Harry mocniej mnie obejmuje.
- To chyba moje ulubione - przyznałam.
W odpowiedzi znowu pocałował mnie w czubek głowy.
Na kolejnych zdjęciach patrzyliśmy sobie w oczy. Nie wiedziałam, że między nami jest taka chemia, dopóki nie zobaczyłam, jak na siebie spoglądamy, jak się całujemy i jak razem się śmiejemy do zdjęć. Patrząc na te zdjęcia, miałam wrażenie, że nie widzimy świata poza sobą. Może tak właśnie było. Podniosłam głowę i zobaczyłam profil Harry'ego, jak jeszcze raz oglądał zdjęcia. Jego oczy uważnie oceniały każde ujęcie. Patrzyłam, jak reagował na każde zdjęcie. Czasem jego usta rozciągały się w lekkim, nieopanowanym uśmiechu, czasem przygryzał wargę. Cholera, kochałam tego człowieka, kochałam nad życie. Pamiętam, jak ojciec powiedział mi kiedyś, że na świecie jest mnóstwo ludzi, ale niewielu z nich jest w stanie znaleźć tego drugiego, wybranego specjalnie dla nich. Że niektórzy myślą, że są zakochani, żenią się z kimś i umierają, nigdy nie doświadczywszy prawdziwej odsłony tego uczucia. Że na świecie jest tylko jedna, jedyna osoba, która jest naszą miłością, najtrudniejsze to ją odnaleźć w tym niebezpiecznym chaosie. Pamiętam, jak powiedział, że wierzy we mnie, że w jakiś sposób wie, że mi uda się odnaleźć tą jedną duszę, która będzie pasowała do mojej jak dwie połówki jabłka. Do końca jego życia nie wierzyłam w jego słowa. Po jego śmierci zaczęłam słuchać pewnego zespołu, w którego muzyce się zakochałam. Nie wierzyłam w słowa ich piosenek, o miłości, ale dodawali mi otuchy. Nie wierzyłam w słowa mojego ojca przez następne trzy lata, nie wierzyłam, że dla mnie też na tym świecie przeznaczona jest odwzajemniona miłość.
Aż poznałam Harry'ego.
*****

Hej
Po pierwsze, przepraszam, że tak często przesuwam się o kilka dni do przodu, ale 
muszę dotrzeć do końca wakacji, bo wtedy będzie drama :C 
No nic, żegnam czule 
xxx
PS. Jakby co, w opowiadaniu jest teraz 11 sierpnia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz