Powoli otwieram oczy. Leżę na kanapie oparta o ramię Michaela, który chrapie w najlepsze z głową przechyloną do tyłu. Mrugam kilka razy i przecieram twarz w nadziei, że choć trochę się rozbudzę. Patrzę nieprzytomnie na wujka Artura, który szturcha syna w ramię. Kiedy ten się powoli budzi, słyszę głos cioci Kate, ale jakby przez szkło.
- Musieliście być wykończeni, żeby zasnąć na kanapie przez włączonym telewizorem.
Telewizor? Jaki telewizor?
Wszystko wraca. Wywiad, Harry... Miałam go odwiedzić, pogadać z nim. Akurat dzisiaj zrobiłam sobie drzemkę. Podrywam się z kanapy, rozbudzając Michaela. Idę do pokoju, wcześniej jednak sprawdzam godzinę na zegarze w kuchni. 23:00. Świetnie, Harry miał wywiad 9 godzin temu, na pewno wrócił do domu. Pewnie już nawet śpi. Może poczekać do jutra, przyjść rano?
Kiedy docieram do pokoju, uświadamiam sobie, że nie wytrzymam do jutrzejszego poranka. Chce z nim pogadać. Chce go zobaczyć.
Sięgam po dżinsy i niebieską koszulę. Szybko nakładam na siebie sam tusz do rzęs - dzisiaj moja cera wygląda naprawdę dobrze. Ubieram trampki i wybiegam z domu. Drzwi do bloku jak zwykle stoją lekko uchylone, więc nie męczę się z przypominaniem numeru jego mieszkania. Wbiegam co kilka stopni. Widzę drzwi i staję gwałtownie.
A jeśli ma gości? Jeśli zrobił jakąś imprezę? Jak się wtedy wytłumaczę?
"Nie ma co myśleć teraz" myślę, naciskając dzwonek.
Harry.
Pierwsza zasada: zawsze, jak jesteś już prawie pogrążony w śnie, dzwoni dzwonek do drzwi. Jestem naprawdę nie w humorze na cokolwiek. Zrobiłem z siebie idiotę na żywo - przecież i tak go pewnie nie oglądała. Muszę jakoś inaczej powiedzieć jej to, co myślę. Ale dzisiaj muszę spać.
Martwi mnie jednak, że oglądała ten wywiad, tylko nie przyszła, bo nie czuje tego samego. Najprawdopodobniej chciała mnie tylko pocałować, żeby się pochwalić przed znajomymi - jak większość. Jakkolwiek zrobiła - zadziałało. Nie mogę przestać o niej myśleć.
Dzwonek rozbrzmiewa w mojej głowie ponownie, więc w końcu wstaję z łóżka i zmuszam się, żeby nie nawrzeszczeć na tego, kto stoi po drugiej stronie frontowych drzwi.
Przekręcam klucz w zamku i powoli naciskam klamkę.
- Czego ktoś chce o tej - zamieram na jej widok - porze?
Zdaję sobie sprawę, że to może być sen i to wszystko - ja w samych dresach, o zaspanym spojrzeniu i ona w perfekcyjnej koszuli i dżinsach, to moje chore wyobrażenie. Że niedługo się obudzę i będę przeklinać Han za to, co zrobiła z moim umysłem. Ukradła go i sama zasiadła w mojej głowie. Ona patrzy na mnie. W jej pięknych, brązowych oczach dostrzegam nutkę rozbawienia i niepewności. Stoi w progu mojego mieszkania, przestępując z nogi na nogę. Jestem zbyt zszokowany jej widokiem w moich drzwiach, że nie mogę nawet ruszyć palcem - po prostu stoję i patrzę, zapamiętując jeden z najpiękniejszych widoków w moim życiu. Niepewność w jej oczach zwycięża nad radością. Chcę coś powiedzieć, bo boję się, że ona może zrozumieć moje milczenie jako odrzucenie - ale nie mogę. Jedyne, co chcę, to ją pocałować, ale nie chcę, żeby odeszła.
- Um... hej - zaczyna, patrząc na mnie nieśmiało, a ja cały czas milczę.
- Myślałam, że może... nieważne... chociaż - plącze się w tym, co mówi. - ten wywiad... i... um... może wpadnę... yy.... jutro? Chyba, że nie chcesz, to...
- Wejdź - przemawiam wreszcie. Nie pozwoliłbym jej teraz sobie pójść.
Ostrożnie i niepewnie przekracza próg mojego mieszkania. Zamykam za sobą drzwi i odwracam się w jej stronę. Ona jest za blisko... zdecydowanie za blisko... nie jestem w stanie myśleć, kiedy delikatnie muska swoimi ustami moje, jakby nie wiedziała, że to moje marzenie ją pocałować, jakby czekała na pozwolenie. Prawie natychmiast przyciskam ją do ściany, wpijając swoje usta w jej. Przejeżdżam językiem po jej wargach. Rozchyla je delikatnie, a ja wykorzystuję okazję. Zachłannie pogłębiam pocałunek. Ona kładzie swoje dłonie na moich policzkach. Nie odrywam się, nie wiem, czy zniosę kolejne odrzucenie, ale zaczyna brakować mi tchu. Zaczyna się delikatnie odsuwać. Nie, nie, nie, Han, tak nie można. Odrywa się ode mnie całkowicie i bierze głęboki oddech. Z niepokojem czekam, aż jej źrenice się lekko zwężą ze strachu i wybiegnie, trzaskając drzwiami - tak jak ostatnio. Ona jednak znowu pochyla się w moją stronę i zaczyna całować moją linię szczęki. Łapię ją za biodra i podnoszę do góry. Kieruję nas w stronę salonu i kładę ją na kanapie. Ona w końcu patrzy na mnie swoimi boskimi oczami i mówi z lekkim uśmiechem:
- Nie tak wyobrażałam sobie tą rozmowę.
Wiszę nad nią, opierając się na dłoniach, z kolanem między jej nogami. Po chwili ona kontynuuje, bawiąc się kołnierzykiem swojej rozpiętej koszuli.
- Nawet nie wiem, czy to rozmowa, skoro nic nie mówisz - patrzy mi w oczy, przygryzając wargę.
- Ja po prostu - wyduszam - Ja cały czas w to nie wierzę.
Schodzę z niej, siadając na sofie. Ona poprawia się delikatnie i siada obok mnie, przyglądając mi się uważnie.
- Czy nie wydaję się zdesperowana, przychodząc do ciebie o jedenastej w nocy?
- Trochę, nie żeby mi to przeszkadzało - odpowiadam z uśmiechem, który ona odwzajemnia. Cholernie tęskniłem za tym uśmiechem.
- Dzięki - odpowiada.
Siedzimy w ciszy, aż w końcu pytam:
- A jak wyobrażałaś sobie tą rozmowę?
- Więc - bierze głęboki oddech - po pierwsze, miałam przyjść od razu po wywiadzie, ale zasnęłam na kanapie. Miałam przyjść do ciebie i za radą kuzyna wyjaśnić, że nie możesz mnie zmuszać do seksu, ale ogólnie to chyba lubię cię nawet bardziej niż pizzę, a już na pewno hawajską - uśmiecham się na jej grymas. - Miałam dodać, że różnica wieku jest zbyt duża, i cholernie się o to martwię, ale nie jestem w stanie nie myśleć o tobie. I, co najważniejsze - wskazuje na mnie palcem - miałeś być bardziej rozmowny.
Wybucham śmiechem.
- Zgaduję, że właśnie powiedziałam wszystko, co chciałam, więc teraz twoja kolej - dodaje.
- Też lubię cię dużo bardziej niż hawajską - odpowiadam, a ona zaczyna chichotać. Przyłączam się do niej, a ona całuje mnie delikatnie w policzek.
Han.
To, jak potoczyło się to spotkanie, totalnie nie zgrało się z moim myśleniem. Nie martwi mnie to, nic z tych rzeczy - tak jak jest, jest super. Ale boję się, że przez to, że rzuciłam się na niego przy wejściu, a dopiero teraz powiedziałam to, co chciałam, może sprawić, że nie potraktuje moich słów poważnie. Po prostu nie wytrzymałam - kiedy zobaczyłam go w samych spodniach przy wejściu, kiedy spojrzałam w jego zielone oczy, przestałam myśleć racjonalnie.
Harry łapie moją dłoń i odchrząkuje teatralnie, patrząc mi w oczy. Przełykam ślinę.
- Więc, Han, czy - patrzy mi prosto w oczy - chcesz oficjalnie zostać moją księżniczką?
Utrzymuję z nim kontakt wzrokowy. Czy on poprosił mnie o zostanie parą? Czy tydzień to nie za krótko? Ten Harry Styles, ten Harry Styles, który może mieć praktycznie każdą, którego zdjęcia pojawiają się wraz z jakimś seksualnym nagłówkiem w co drugiej gazecie? Ten, który gustuje w starszych, sławnych kobietach, poprosił właśnie jakąś zwykłą piętnastolatkę o normalny, prawdziwy związek? Nie mogę testować teraz jego cierpliwości, nie mogę teraz sprawdzić, czy się rozmyśli czy nie.
- Bardzo chętnie zostanę twoją księżniczką - odpowiadam dumnie, a on składa na moich ustach delikatny pocałunek
- I bardzo dobrze - odpowiada między jednym cmoknięciem a drugim. Muszę jakoś załagodzić tą seksualną atmosferę między nami. Moje ręce biegnę wzdłuż jego ciała po nagim torsie. Niespodziewanie zaczynam go łaskotać. Zaczyna krzyczeć i śmiać się na całe mieszkanie, grożąc mi z uśmiechem:
- Han, przestać - ryczy - Jak nie przestaniesz to...
Siadam mu okrakiem na nogach i cały czas łaskoczę. Nie zwracam uwagi na jego przekleństwa i groźby i zamykam mu usta pocałunkiem. Moje ręce cały czas błądzą po jego ciele, więc pocałunek nie jest namiętny - raczej zabawny, bo wkłada całą siłę, żeby nie śmiać się, tylko odwzajemniać moje całusy.
- Han, ja już nie mogę... proszę... NIE... Han, stop!
W końcu odrywam swoje dłonie od jego ciała i całuję w czubek nosa. Wstaję i powoli kieruję się do jego kuchni. On podąża za mną, dysząc ze zmęczenia.
- Czy ta koszula nawiązuje do ostatniego wieczoru? - pyta, otwierając szafkę i wyjmując butelkę wody.
- Szczerze? - pytam z grymasem - W ogóle. Nie miałam pojęcia, co zakładam.
- Mhm, jasne - mówi.
- Nie wierzysz? - unoszę brew.
- Szczerze? W ogóle - przedrzeźnia mnie, grymasząc twarz.
- Mhm, jasne - piszczę wysokim tonem, a on rzuca mi mordercze spojrzenie.
- Zabawne - rzuca szorstko, między jednym a drugim łykiem wody.
- Prawda?
- Nie.
- Jaka szkoda.
- Nie dla mnie.
- Ranisz.
- Moje ulubione słowo.
- Okej, zapamiętam.
- Gdzie idziesz? - pyta, kiedy idę do przedpokoju założyć buty.
- Obiecałam cioci, że wrócę za najwyżej godzinę - kłamię. Wiem, że jak zostanę na noc, to zrobię coś, czego bym potem bardzo żałowała.
- Jak to?
- Nie bardzo dane jest mi włóczyć się po nocach.
- Nie włóczysz się, jesteś ze mną.
- Ale ona tego nie wie. Zresztą jutro masz wywiad, dam ci się przygotować.
- Skąd wiesz o wywiadzie?
- Czyli masz jutro wywiad.
- Ej.
- Co?
- Pomóż mi się ubrać.
- Czarna koszula w białe wzory, trzy rozpięte guziki.
- Grasz nieczysto.
- Sprawdzałam twoją szafę w internecie.
- Okej, a spotkamy się po wywiadzie?
- Na pewno nie publicznie.
- Czemu? - pyta z przekrzywioną głową.
- Słuchaj - wzdycham. - Nie chce zostać "tą dziewczyną Harry'ego Stylesa". Nie lubię rozgłosu.
- Z tym wiąże się bycie moją księżniczką - mówi z uśmiechem.
- Może później - odpowiadam. - Jak minie trochę czasu.'
- Szkoda.
- Czemu?
- Chciałem wszem i wobec głosić, że mam najpiękniejszą dziewczynę na świecie - mówi.
Całuję go delikatnie w usta.
- Pa, Harry.
- Pa, kochanie.
Moje serce trzepocze na dźwięk "kochania". Opieram dłonie na jego ramionach.
- A nie księżniczko? - pytam, kiedy owija swoje ramiona wokół mojej talii.
- Możesz być moją kochaną księżniczką - odpowiada, całując mnie w szyję.
- Cierpliwości, bo wykończą ci się określenia. Jesteśmy razem dopiero jakieś pół godziny - kładę mu ręce na klatce piersiowej i całuję w usta. - Do zobaczenia.
- Byle szybko, księżniczko - mówi, wychodząc za mną na korytarz.
Popycham go ze śmiechem w stronę jego mieszkania i zamykam mu drzwi przed nosem. Słyszę jego głos po drugiej stronie.
- Zagrałaś nieczysto, księżniczko.
Śmieję się i zeskakuję po stopniach.
*****
Hej
Teraz będzie dużo słodkich dni... a może nie? Zależy od mojego humoru ;)
Papatki
xxx