piątek, 29 stycznia 2016

Rozdział 8.

- Han, Michael?
Powoli otwieram oczy. Leżę na kanapie oparta o ramię Michaela, który chrapie w najlepsze z głową przechyloną do tyłu. Mrugam kilka razy i przecieram twarz w nadziei, że choć trochę się rozbudzę. Patrzę nieprzytomnie na wujka Artura, który szturcha syna w ramię. Kiedy ten się powoli budzi, słyszę głos cioci Kate, ale jakby przez szkło.
- Musieliście być wykończeni, żeby zasnąć na kanapie przez włączonym telewizorem.
Telewizor? Jaki telewizor?
Wszystko wraca. Wywiad, Harry... Miałam go odwiedzić, pogadać z nim. Akurat dzisiaj zrobiłam sobie drzemkę. Podrywam się z kanapy, rozbudzając Michaela. Idę do pokoju, wcześniej jednak sprawdzam godzinę na zegarze w kuchni. 23:00. Świetnie, Harry miał wywiad 9 godzin temu, na pewno wrócił do domu. Pewnie już nawet śpi. Może poczekać do jutra, przyjść rano?
Kiedy docieram do pokoju, uświadamiam sobie, że nie wytrzymam do jutrzejszego poranka. Chce z nim pogadać. Chce go zobaczyć. 
Sięgam po dżinsy i niebieską koszulę. Szybko nakładam na siebie sam tusz do rzęs - dzisiaj moja cera wygląda naprawdę dobrze. Ubieram trampki i wybiegam z domu. Drzwi do bloku jak zwykle stoją lekko uchylone, więc nie męczę się z przypominaniem numeru jego mieszkania. Wbiegam co kilka stopni. Widzę drzwi i staję gwałtownie.
A jeśli ma gości? Jeśli zrobił jakąś imprezę? Jak się wtedy wytłumaczę?
"Nie ma co myśleć teraz" myślę, naciskając dzwonek.

Harry.

Pierwsza zasada: zawsze, jak jesteś już prawie pogrążony w śnie, dzwoni dzwonek do drzwi. Jestem naprawdę nie w humorze na cokolwiek. Zrobiłem z siebie idiotę na żywo - przecież i tak go pewnie nie oglądała. Muszę jakoś inaczej powiedzieć jej to, co myślę. Ale dzisiaj muszę spać.
Martwi mnie jednak, że oglądała ten wywiad, tylko nie przyszła, bo nie czuje tego samego. Najprawdopodobniej chciała mnie tylko pocałować, żeby się pochwalić przed znajomymi - jak większość. Jakkolwiek zrobiła - zadziałało. Nie mogę przestać o niej myśleć.
Dzwonek rozbrzmiewa w mojej głowie ponownie, więc w końcu wstaję z łóżka i zmuszam się, żeby nie nawrzeszczeć na tego, kto stoi po drugiej stronie frontowych drzwi.
Przekręcam klucz w zamku i powoli naciskam klamkę.
- Czego ktoś chce o tej - zamieram na jej widok - porze?
Zdaję sobie sprawę, że to może być sen i to wszystko - ja w samych dresach, o zaspanym spojrzeniu i ona w perfekcyjnej koszuli i dżinsach, to moje chore wyobrażenie. Że niedługo się obudzę i będę przeklinać Han za to, co zrobiła z moim umysłem. Ukradła go i sama zasiadła w mojej głowie. Ona patrzy na mnie. W jej pięknych, brązowych oczach dostrzegam nutkę rozbawienia i niepewności. Stoi w progu mojego mieszkania, przestępując z nogi na nogę. Jestem zbyt zszokowany jej widokiem w moich drzwiach, że nie mogę nawet ruszyć palcem - po prostu stoję i patrzę, zapamiętując jeden z najpiękniejszych widoków w moim życiu. Niepewność w jej oczach zwycięża nad radością. Chcę coś powiedzieć, bo boję się, że ona może zrozumieć moje milczenie jako odrzucenie - ale nie mogę. Jedyne, co chcę, to ją pocałować, ale nie chcę, żeby odeszła.
- Um... hej - zaczyna, patrząc na mnie nieśmiało, a ja cały czas milczę.
- Myślałam, że może... nieważne... chociaż - plącze się w tym, co mówi. - ten wywiad... i... um... może wpadnę... yy.... jutro? Chyba, że nie chcesz, to...
- Wejdź - przemawiam wreszcie. Nie pozwoliłbym jej teraz sobie pójść.
Ostrożnie i  niepewnie przekracza próg mojego mieszkania. Zamykam za sobą drzwi i odwracam się w jej stronę. Ona jest za blisko... zdecydowanie za blisko... nie  jestem w stanie myśleć, kiedy delikatnie muska swoimi ustami moje, jakby nie wiedziała, że to moje marzenie ją pocałować, jakby czekała na pozwolenie. Prawie natychmiast przyciskam ją do ściany, wpijając swoje usta w jej. Przejeżdżam językiem po jej wargach. Rozchyla je delikatnie, a ja wykorzystuję okazję. Zachłannie pogłębiam pocałunek. Ona kładzie swoje dłonie na moich policzkach. Nie odrywam się, nie wiem, czy zniosę kolejne odrzucenie, ale zaczyna brakować mi tchu. Zaczyna się delikatnie odsuwać. Nie, nie, nie, Han, tak nie można. Odrywa się ode mnie całkowicie i bierze głęboki oddech. Z niepokojem czekam, aż jej źrenice się lekko zwężą ze strachu i wybiegnie, trzaskając drzwiami - tak jak ostatnio. Ona jednak znowu pochyla się w moją stronę i zaczyna całować moją linię szczęki. Łapię ją za biodra i podnoszę do góry. Kieruję nas w stronę salonu i kładę ją na kanapie. Ona w końcu patrzy na mnie swoimi boskimi oczami i mówi z lekkim uśmiechem:
- Nie tak wyobrażałam sobie tą rozmowę.
Wiszę nad nią, opierając się na dłoniach, z kolanem między jej nogami. Po chwili ona kontynuuje, bawiąc się kołnierzykiem swojej rozpiętej koszuli.
- Nawet nie wiem, czy to rozmowa, skoro nic nie mówisz - patrzy mi w oczy, przygryzając wargę.
- Ja po prostu - wyduszam - Ja cały czas w to nie wierzę.
Schodzę z niej, siadając na sofie. Ona poprawia się delikatnie i siada obok mnie, przyglądając mi się uważnie.
- Czy nie wydaję się zdesperowana, przychodząc do ciebie o jedenastej w nocy?
- Trochę, nie żeby mi to przeszkadzało - odpowiadam z uśmiechem, który ona odwzajemnia. Cholernie tęskniłem za tym uśmiechem.
- Dzięki - odpowiada.
Siedzimy w ciszy, aż w końcu pytam:
- A jak wyobrażałaś sobie tą rozmowę?
- Więc - bierze głęboki oddech - po pierwsze, miałam przyjść od razu po wywiadzie, ale zasnęłam na kanapie. Miałam przyjść do ciebie i za radą kuzyna wyjaśnić, że nie możesz mnie zmuszać do seksu, ale ogólnie to chyba lubię cię nawet bardziej niż pizzę, a już na pewno hawajską - uśmiecham się na jej grymas. - Miałam dodać, że różnica wieku jest zbyt duża, i cholernie się o to martwię, ale nie jestem w stanie nie myśleć o tobie. I, co najważniejsze - wskazuje na mnie palcem - miałeś być bardziej rozmowny.
Wybucham śmiechem.
- Zgaduję, że właśnie powiedziałam wszystko, co chciałam, więc teraz twoja kolej - dodaje.
- Też lubię cię dużo bardziej niż hawajską - odpowiadam, a ona zaczyna chichotać. Przyłączam się do niej, a ona całuje mnie delikatnie w policzek.

Han.

To, jak potoczyło się to spotkanie, totalnie nie zgrało się z moim myśleniem. Nie martwi mnie to, nic z tych rzeczy - tak jak jest, jest super. Ale boję się, że przez to, że rzuciłam się na niego przy wejściu, a dopiero teraz powiedziałam to, co chciałam, może sprawić, że nie potraktuje moich słów poważnie. Po prostu nie wytrzymałam - kiedy zobaczyłam go w samych spodniach przy wejściu, kiedy spojrzałam w jego zielone oczy, przestałam myśleć racjonalnie.
Harry łapie moją dłoń i odchrząkuje teatralnie, patrząc mi w oczy. Przełykam ślinę.
- Więc, Han, czy - patrzy mi prosto w oczy - chcesz oficjalnie zostać moją księżniczką?
Utrzymuję z nim kontakt wzrokowy. Czy on poprosił mnie o zostanie parą? Czy tydzień to nie za krótko? Ten Harry Styles, ten Harry Styles, który może mieć praktycznie każdą, którego zdjęcia pojawiają się wraz z jakimś seksualnym nagłówkiem w co drugiej gazecie? Ten, który gustuje w starszych, sławnych kobietach, poprosił właśnie jakąś zwykłą piętnastolatkę o normalny, prawdziwy związek? Nie mogę testować teraz jego cierpliwości, nie mogę teraz sprawdzić, czy się rozmyśli czy nie.
- Bardzo chętnie zostanę twoją księżniczką - odpowiadam dumnie, a on składa na moich ustach delikatny pocałunek
- I bardzo dobrze - odpowiada między jednym cmoknięciem a drugim. Muszę jakoś załagodzić tą seksualną atmosferę między nami. Moje ręce biegnę wzdłuż jego ciała po nagim torsie. Niespodziewanie zaczynam go łaskotać. Zaczyna krzyczeć i śmiać się na całe mieszkanie, grożąc mi z uśmiechem:
- Han, przestać - ryczy - Jak nie przestaniesz to...
Siadam mu okrakiem na nogach i cały czas łaskoczę. Nie zwracam uwagi na jego przekleństwa i groźby i zamykam mu usta pocałunkiem. Moje ręce cały czas błądzą po jego ciele, więc pocałunek nie jest namiętny - raczej zabawny, bo wkłada całą siłę, żeby nie śmiać się, tylko odwzajemniać moje całusy.
- Han, ja już nie mogę... proszę...  NIE... Han, stop!
W końcu odrywam swoje dłonie od jego ciała i całuję w czubek nosa. Wstaję i powoli kieruję się do jego kuchni. On podąża za mną, dysząc ze zmęczenia.
- Czy ta koszula nawiązuje do ostatniego wieczoru? - pyta, otwierając szafkę i wyjmując butelkę wody.
- Szczerze? - pytam z grymasem - W ogóle. Nie miałam pojęcia, co zakładam.
- Mhm, jasne - mówi.
- Nie wierzysz? - unoszę brew.
- Szczerze?  W ogóle - przedrzeźnia mnie, grymasząc twarz.
- Mhm, jasne - piszczę wysokim tonem, a on rzuca mi mordercze spojrzenie.
- Zabawne - rzuca szorstko, między jednym a drugim łykiem wody.
- Prawda?
- Nie.
- Jaka szkoda.
- Nie dla mnie.
- Ranisz.
- Moje ulubione słowo.
- Okej, zapamiętam.
- Gdzie idziesz? - pyta, kiedy idę do przedpokoju założyć buty.
- Obiecałam cioci, że wrócę za najwyżej godzinę - kłamię. Wiem, że jak zostanę na noc, to zrobię coś, czego bym potem bardzo żałowała.
- Jak to?
- Nie bardzo dane jest mi włóczyć się po nocach.
- Nie włóczysz się, jesteś ze mną.
- Ale ona tego nie wie. Zresztą jutro masz wywiad, dam ci się przygotować.
- Skąd wiesz o wywiadzie?
- Czyli masz jutro wywiad.
- Ej.
- Co?
- Pomóż mi się ubrać.
- Czarna koszula w białe wzory, trzy rozpięte guziki.
- Grasz nieczysto.
- Sprawdzałam twoją szafę w internecie.
- Okej, a spotkamy się po wywiadzie?
- Na pewno nie publicznie.
- Czemu? - pyta z przekrzywioną głową.
- Słuchaj - wzdycham. - Nie chce zostać "tą dziewczyną Harry'ego Stylesa". Nie lubię rozgłosu.
- Z tym wiąże się bycie moją księżniczką - mówi z uśmiechem.
- Może później - odpowiadam. - Jak minie trochę czasu.'
- Szkoda.
- Czemu?
- Chciałem wszem i wobec głosić, że mam najpiękniejszą dziewczynę na świecie - mówi.
Całuję go delikatnie w usta.
- Pa, Harry.
- Pa, kochanie.
Moje serce trzepocze na dźwięk "kochania". Opieram dłonie na jego ramionach.
- A nie księżniczko? - pytam, kiedy owija swoje ramiona wokół mojej talii.
- Możesz być moją kochaną księżniczką - odpowiada, całując mnie w szyję.
- Cierpliwości, bo wykończą ci się określenia. Jesteśmy razem dopiero jakieś pół godziny - kładę mu ręce na klatce piersiowej i całuję w usta. - Do zobaczenia.
- Byle szybko, księżniczko - mówi, wychodząc za mną na korytarz.
Popycham go ze śmiechem w stronę jego mieszkania i zamykam mu drzwi przed nosem. Słyszę jego głos po drugiej stronie.
- Zagrałaś nieczysto, księżniczko.
Śmieję się i zeskakuję po stopniach.

*****

Hej
Teraz będzie dużo słodkich dni... a może nie? Zależy od mojego humoru ;)
Papatki
xxx

wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział 7.

Harry reaguje natychmiast. Oplata ręce wokół mojej znikomej talii i zaczyna pogłębiać pocałunek. Zdaję sobie sprawę, że to mój pierwszy pocałunek. I odbywa się on w garderobie Harry'ego Stylesa z nim w roli głównej. Zarzucam mu ręce na ramiona. Przygryza delikatnie moją dolną wargę. Włosy opadają mu na czoło. Nie jestem w stanie się od niego oderwać. On łapie mnie za biodra i podnosi do góry. Oplatam swoje nogi wokół niego. Powoli rozpinam guziki jego koszuli, nie przerywając pocałunku. Po chwili on kładzie mnie na łóżku i zaczyna całować mnie w szyję. To uczucie jest takie obezwładniające. Wplatam palce w jego włosy i ciągnę lekko. Nie wiem, czy dobrze robię, bo robię to pierwszy raz, ale po jego cichych jękach na mojej szyi uznaję, że to mu się podoba. Po chwili jego usta ponownie odnajdują moje. Nasze nosy pocierają się o siebie. Zdejmuję z niego koszulę i wbijam paznokcie w jego plecy. On opiera przedramiona o materac po dwóch stronach mojej głowy. Na chwilę odrywa się, żeby złapać oddech. Patrzy na mnie pożądliwie, zanim znów zatapia swoje usta w moich.
Rzeczywistość uderza mnie gwałtownie niczym siarczysty policzek.
On jest starszy, dorosły. Ja mam 15 lat. On jest sławnym Harrym Stylesem. Ja jestem nikim.
- Harry - mówię i odpycham go lekko, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej.
- Co się stało? - pyta zdezorientowany.
- Ja... przepraszam - mówię i wybiegam z sypialni.
- Han - woła za mną. - Han, zaczekaj.
Biorę buty w rękę i zatrzaskuję za sobą drzwi od jego apartamentu.

Harry.

- Han, zaczekaj - krzyczę za nią, ale chwilę później słychać trzask frontowych drzwi. Uderzam pięścią w ścianę.
- Kurwa mać! - wrzeszczę, ciągnąc się za włosy.
Jeszcze chwilę temu było tak pięknie. Kiedy pocałowała mnie w garderobie, myślałem, że to jakiś pieprzony sen, z którego za chwilę się wybudzę. Jej usta, jej pełne usta, zapach jej skóry... kurwa, to było wspaniałe. Jej nogi wokół moich bioder. Mógłbym tak codziennie. Co się stało? Wiek. Pieprzone 6 lat. Jakby była chociaż o rok starsza, wtedy ten problem nie byłby aż taki duży... Chwilę przed pocałunkiem była taka... seksowna. Kiedy przejęła kontrolę, wręcz powstrzymywałem się,żeby nie rzucić się na nią i rozerwać jej tego pieprzonego topu. Było tak pięknie, a ten cholerny rozsądek wziął górę.

Han.

Łzy płyną po moich policzkach. Michael już wrócił do domu - nie wiem, dlaczego tak wcześnie, ale to mnie nie obchodzi. Kiedy wpadłam zapłakana, z butami w ręce do domu, chciał dowiedzieć się, co się stało, ale go wyminęłam. Teraz słyszę pukanie w drzwiach łazienki - w moim pokoju nie da się zamknąć na klucz.
- Han! Han, otwórz drzwi! Nie rób nic głupiego - krzyczy mój kochany, niebieskooki kuzynek.
Powoli wstaję i otwieram drzwi z miną męczennika. Pociągam nosem i w ciszy siadam na muszli sedesowej. On klęka obok i patrzy na mnie uważnie, jednak nic nie mówi.
- To jest chore - słyszę swój ochrypły głos. W niczym nie przypomina seksownej chrypki z brytyjskim akcentem... Przestań!
- Co się stało? - pyta łagodnie - Może jak powiesz, to trochę ci to ulży.
Nim zdążyłam to dobrze przemyśleć, z moich ust posypały się słowa. Opowiedziałam, jak spotkałam Harry'ego pierwszy raz pięć dni temu w nocy, jak łatwo z nim rozmawiałam, jak dowiedział się o Sarze i sfinansował jej operację, jak go pocałowałam - wszystko, nawet błahostki. Nie powiedziałam mu tylko, gdzie mieszka owy 21-latek, który zawładnął moim sercem.
Michael słuchał mnie uważnie, nie przerywając. Patrzył i słuchał. Po całej mojej długiej wypowiedzi zwiesiłam głowę, a chwilę później on spytał:
- Chcesz znać moje zdanie?
- Tak, po to ci to wszystko opowiadałam - mówię, pociągając nosem.
- Więc słuchaj - chowa moje dłonie w swoje. Patrzę mu w oczy, czekając na to, co powie.
- Jak dla mnie ty naprawdę coś do niego czujesz. Co najważniejsze, mam wrażenie, że z wzajemnością. Nie warto kończyć tej relacji. Z drugiej strony, zgadzam się z tobą, że nie warto w twoim wieku pakować się w poważny związek z dorosłym facetem. Musisz dać mu do zrozumienia, że póki sama nie zechcesz pójść krok dalej, to nie może cię do tego zmuszać. Poczekaj do jutra, ochłoń, a po tym jego wywiadzie zdecyduj, czy naprawdę jest dla ciebie aż tak ważny, jak sądzisz teraz, pod wpływem emocji.
Potakuję w milczeniu i przytulam go mocno.
Kochany kuzynek. Zawsze wie, co powiedzieć.
---
Budzę się wraz z budzikiem. Oczy mam zapuchnięte od płaczu. Kolejny raz pociągam nosem i wstaję z łóżka. I nagle przypominam sobie o Jake'u. Sięgam po telefon i wybieram do niego numer.
- Halo?
- Hej Jake, tu Han - mówię. Czuję, jak zdarte mam gardło. - Słuchaj, przepraszam cię bardzo, ale muszę przełożyć nasze dzisiejsze spotkanie. Nie czuję się najlepiej i...
- Dobra, okej, nie musisz się tłumaczyć. Słyszę przecież twój głos. Zdrowiej szybko - odpowiada szybko.
- Dzięki za wyrozumiałość - oddycham z ulgą.
- No, to do zobaczenia.
- Pa.
Czyli sprawa z Jake'em załatwiona. Teraz muszę zastanowić się na poważniejszą kwestią.
Harry.
Naprawdę chciałabym, żeby to było proste. Chciałabym mieć normalne problemy, a nie na taką skalę. Te kilka dni przysporzyło mi zdecydowanie za dużo wrażeń.
Michael ma rację. Nie mogę do niego pobiec i po prostu mu dać tego, co on chce. Potrzebuję dowodu. Dowodu, że coś do mnie czuję. Problem w tym, że tego uczucia może nie być, że on z każdą dziewczyną pod wpływem chwili idzie do łóżka. To zgadzałoby się z artykułami z gazet.
Rozczesuję włosy i wychodzę z pokoju. Przed pójściem na śniadanie idę do łazienki szybko zmyć rozmazany makijaż z wczoraj. Kiedy wyglądam już bardziej jak człowiek, a mniej jak zombie, schodzę do kuchni. Wszyscy siedzą razem przy stole. Jestem zdziwiona tym widokiem, nie mniej jednak przysiadam się do tamtej trzyosobowej gromadki.
- Och, kochanie, zapomniałam ci to powiedzieć, jak przyleciałaś. U nas jest tradycja wspólnego, sobotniego śniadania - powiedział wujek Artur.
- Nie ma sprawy - odchrząkuję i uśmiecham się lekko. Michael siedzi obok mnie i lekko ściska moją dłoń pod stołem w geście wyrażającym więcej współczucia i otuchy, niż kiedykolwiek mogłabym się po nim spodziewać. Lekko odwzajemniam uścisk i wyplatam swoją rękę z jego, by sięgnąć po chleb.
- Razem z Arturem idziemy dzisiaj na przyjęcie naszej wspólnej znajomej. Wybieracie się z nami?
- Nie, ja zostaję - odpowiadam cioci. - Pewnie będę się tam nudzić.
- Ja też odpuszczę, spędzę trochę czasu z moją małą kuzyneczką - mówi Michael i lekko szturcha mnie w ramię.
- No to załatwione - klaszcze ciocia, po czym wstaje od stołu. Wcześniej jednak całuje Artura w policzek.
Patrzę na nich i czuję w sercu miliony małych igiełek. Ich związek jest taki poprawny w każdym calu. Ciocia Kate jest o zaledwie rok młodsza od swojego męża. Mają wspólnych znajomych i żyją w spokojnej dzielnicy wspaniałego miasta. Myślami odlatuję daleko w przyszłość i wyobrażam sobie mnie i Harry'ego za kilkanaście lat. On ze swoimi starszymi znajomymi, ja w moim gronie przyjaciół. On wyjeżdżający co chwila z zespołem, gdzie oblegają go tłumy seksownych dziewczyn. Ja prowadząca normalne życie w centrum Londynu. To jest takie irracjonalne. Dlatego niemożliwe.

Niedługo potem rodzice Michaela wychodzą, a my zostajemy sami w domu. Decydujemy się po prostu siedzieć i oglądać telewizję. Jest za dziesięć druga. Przerzucamy kanały, aż w końcu słyszę głos jakiejś spikerki coś oznajmiającej:
- A teraz zapraszam na wywiad z najsłynniejszym boysbandem świata...
- Michael, zatrzymaj się tutaj - nakazuję mu. Posłusznie odkłada pilota, a ja poprawiam się na kanapie. Nie jest tak wygodna jak u Harry'ego, ale... Han, stop! Skupiam się na głosie spikerki:
- Niejednokrotnie nazywani przełomem, ogłoszeni największym boysbandem świata. Proszę państwa, dla tych czterech chłopców pod naszym budynkiem zebrał się tłum nastolatek oczekujących chociaż na zobaczenia któregoś z nich. Proszę to zobaczyć.
Na chwilę puszczony zostaje materiał, gdzie widać setki dziewcząt krzyczących i ściskających się pod wejściem do wieżowca.
- Z wielką przyjemnością zapraszam do siebie One Direction!
Słychać burzę oklasków z widowni, aż w końcu wchodzi Liam, za nim Louis, Niall i... moje serce zatrzymuje się na widok pełnych ust, szmaragdowych oczu i długich włosów. Ma na sobie kapelusz, te same czarne spodnie z dziurami i koszulę, w której się całowaliśmy. Czuję napływające do kącików oczu łzy.
- Witajcie, Liam, Louis, Niall, Harry - młoda prezenterka ściska rękę każdemu z członków zespołu. Jej wzrok zawiesza się dłużej na Harrym, co doprowadza mnie do szaleństwa. Kiedy wszyscy siadają na kanapie, a oklaski cichną, prezenterka przemawia:
- Spotkaliśmy się tu nie z byle powodu... Ponoć macie do ogłoszenia dwie ważne sprawy - zaczyna mówić ta czarnowłosa zdzira.
- Tak, są takie dwie: jedna dobra, druga trochę mniej - zaczyna Louis. - Zła jest taka, że oficjalnie potwierdzamy, że po zakończeniu trasy koncertowej robimy sobie co najmniej roczną przerwę w koncertowaniu.
- Natomiast dobra jest taka - zaczyna mówić Harry, a moje serce zamiera. Dzisiaj ma jakby inną chrypkę, jakby w nocy krzyczał lub płakał. Trochę mnie to zadowala - że dla naszych fanów wydajemy płytę, która pojawi się w połowie listopada.
Mówi jakby mechanicznie, jakby wyuczył się tekstu na pamięć. Jakby coś blokowało go w posłaniu jednego ze swoich czarujących uśmiechów.
- Harry - prezenterka zwraca się do niego, - wydajesz się jakby zamyślony. Coś cię trapi?
Styles tylko na nią spogląda.
Nawet nie wiedziałam, co się szykuje. Ale to co zrobił, wysłało po moim ciele jakieś dreszcze.
- Trapi mnie fakt, że jestem kretynem, który nie umie walczyć o to, o co chce - odpowiada szorstko. Suka z mikrofonem chyba wyczuła jakąś sensację, bo przybliżyła się do chłopaka.
- Na pewno tak nie jest - pociesza go.
Ale on nie zwraca na nią uwagi. Patrzy prosto w kamerę, jakby prosto we mnie i zaczyna mówić:
- Ależ jestem. A teraz przepraszam panią bardzo, ale chciałbym coś powiedzieć. - zwraca się do prezenterki, a potem znowu przenosi wzrok na kamerę - Nie wiem, czy to oglądasz, nie wiem, czy chcesz, żeby zdradzić twoją tożsamość, ale wiedz, że przepraszam cię za to, co wczoraj się stało. Nie wiem, czy chciałaś tego i o nic cię nie oskarżam. Po tych kilku dniach wiem, jak ważna dla mnie jesteś. Nawet, jeśli nie mam szans na twoją miłość, to chce zostać ci bliski, chce być dla ciebie kimś ważnym. Nie wiem, czy cię kocham, ale wiem, że to, co czuję do ciebie, jest silne i prawdziwe. Jakby co, to wiesz, gdzie mieszkam. Słyszałem wczoraj krzyki twojego kuzyna, żebyś otworzyła drzwi i nie robiła nic głupiego. Mam nadzieję, że nic się nie stało. Mam nadzieję, że wszystko okej - powiedział.
Niby nie zrobił wielkiego wykładu o tym, co we mnie kocha, ale był to dla mnie dowód, jakiego potrzebowałam.
Teraz wystarczy czekać, aż wróci z wywiadu.

*****

Hej
Rozdział krótki, bo nie miałam za dużo czasu (i weny) na pisanie, a chciałam go dodać wtedy, kiedy zaplanowałam.
Następny jak zwykle pojawi się piątek 
Dzięki
xxx











piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 6.

Harry.

Nie wiem, o czym rozmawia, nie rozumiem ani słowa. Jednak łzy na jej policzkach kroją mi serce na kawałki.
Niedługo potem się rozłącza. Nie wiem, co robić. Nie wiem, jak zareaguje - nie chce być odrzucony.
To egoistyczne, ale nie mogę dać jej odejść. W ciągu 10 ostatnich godzin z nią obecną w moim życiu czułem więcej emocji niż przez ostatni rok. Nie mogę jej tego powiedzieć Szybko się zaprzyjaźniliśmy - jest dla mnie ważniejsza niż cokolwiek innego. A teraz patrzę, jak stoi z twarzą w dłoniach i nie mogę pozwolić, by była jeszcze smutniejsza. Chce być blisko niej.
Podchodzę i ostrożnie kładę jej dłoń na plecach. Nie wiem, jak zachowuje się, gdy targają ją takie emocje, ale nie pozwolę jej cierpieć samej, nie pozwolę, aby truła siebie rozpaczą w środku. Jej reakcja mnie zadowala - wtula się w mój tors. Głaszczę ją po włosach i delikatnie ciągnę na kanapę, żeby usiadła.
- To jest takie popieprzone - mówi.
Odsuwa się ode mnie i spuszcza wzrok. Nie wiem, co zrobić, więc po prostu siedzę i patrzę. W końcu mówi:
- Moja sześcioletnia siostra ma raka.
Nie znam jej siostry, nawet nie wiedziałem, że ją ma, ale przed oczami staje mi obraz małej wersji Han, podłączonej do jakichś urządzeń. Czuję jakieś ukłucie w sercu.
- Jakiego? - pytam ostrożnie.
- Kości. A wiesz, co jest najgorsze? - patrzy na mnie. - Nie stać nas na pieprzonego dawcę. Wiemy, że możemy jej pomóc, i rozwiązanie jest tak blisko, a i tak nie możemy jej go dać.
Mój umysł się rozjaśnia.
- Podaj tylko liczbę - mówię, a ona podnosi wzrok.
- Co?
- Podaj sumę, a ja to opłacę - wyjaśniam. Chcę to dla niej zrobić. Naprawdę chcę jej pomóc.
- Nie, Harry, nie - wstaje z kanapy. Łapię ją za nadgarstek.
- Han, ja to przemyślałem. Nie robię tego pierwszy raz - mówię.
- Co?
- Opłaciłem już kilka operacji. Nie wszystkie pieniądze za koncerty idą na imprezy - uśmiecham się lekko.
- Harry, nie wiem, jak ci to oddam... - zaczyna się.
- Nie oddasz. Ale mam pomysł, jak będziesz się mogła odwdzięczyć - w głowie już formuje mi się pomysł.
- Jak? - pyta.
- Będziesz mi piec babeczki na śniadanie do końca lata.
Stoimy w ciszy. Boję się, że się nie zgodzi.
- Dziękuję - słyszę jej głos.
- Zgadzasz się? - pytam.
Ona w odpowiedzi rzuca mi się na szyję.

Han.

- Dziękuję ci, Harry - szepczę mu do ucha.
Sara będzie żyć.
- Nie ma sprawy - czuję, jak oplata swoje ramiona wokół moje talii.
Sara będzie żyć.
- Naprawdę ci dziękuję. Będę ci piec tyle babeczek, że pod koniec wakacji będziesz miał ich dość.
- Nie sądzę.
- Oj,uwierz
Stoimy tak pośrodku jego salonu, milcząc lub szepcząc.
- Jesteś najlepszym przyjacielem na całym świecie - szepczę mu do ucha i przytulam mocniej.
- Z wzajemnością.
- Mam takie cholerne szczęście.
Obejmuje mnie mocniej w odpowiedzi.
- Um... Han?
Uświadamiam sobie, że od 10 minut stoimy w tej samej pozycji. Natychmiast odskakuję od niego, czerwona z zażenowania, ale i szczęścia. Patrzę w jego oczy i widzę jego uśmiech. Jest taki dobry. Jest perfekcyjny.

Tydzień później

Harry opłacił anonimowo operację dla Sary. Szpik się przyjął. W ciągu ostatnich kilku dni zdarzyło się więcej, niż powinno się zdarzać przeciętnej nastolatce. 
To jest takie popieprzone. 
- Han? Telefon ci dzwoni - słyszę głos Michaela z kuchni.
- Kto to?
Chwilę czekam w ciszy, aż w końcu Michael odpowiada:
- Nie wiem, w nazwie masz wpisane 'xxx'.
Rzucam się w stronę telefonu. Harry. Zanim Mikey jest w stanie cokolwiek powiedzieć, wyrywam mu urządzenie z rąk i naciskam zieloną słuchawkę na ekranie. 
- Halo?
- Hej, tu Harry.
- Wiem.
Patrzę na Michaela. Na jego ustach błąka się lubieżny uśmieszek. Przewracam oczami, a on zaczyna chichotać.
- Jesteś głodna? - słyszę w słuchawce.
- Właściwie to umieram z głodu - oznajmiam.
- Super, to przyjdź do mnie. Zamówimy pizzę.
- Tylko po to dzwonisz?
- W sumie, to tak.
- Okej - śmieję się.
- Jaką lubisz pizzę?
- Um... nie wiem, ty wybierz. Zaskocz mnie - dodaję.
Słyszę śmiech w słuchawce.
- Okej, zaskoczę.
- Tylko nie bierz hawajskiej. 
- Nie lubię hawajskiej.
- Wiem, sprawdzałam, jakie są twoje ulubione smaki - mówię. 
- To przyjdź za trzydzieści minut. Ja i pizza będziemy już na ciebie czekać.
- Przyjdę tylko i wyłącznie, bo jestem głodna.
- Do zobaczenia, księżniczko - mówi, a moje serce trzepocze. 6 lat różnicy, 6 lat różnicy.
- Do zobaczenia - odpowiadam i się rozłączam.
Nawet nie mam  wystarczająco odwagi, żeby spojrzeć Michaelowi w oczy. Chwilę potem on przemawia:
- O czymś nie wiem?
Wybucham śmiechem.
- Idę do kolegi.
- Kolegi? - unosi brwi.
- Kolegi - szturcham go ramię.
- Nie mam nic przeciwko temu koledze, o ile się zabezpieczacie - mówi z uśmiechem.
- Mikey! - jęczę i kieruję się w stronę pokoju.
Cały czas nie rozumiem, jak to możliwe, że tak dobrze dogaduję się z Harrym Stylesem. On jest dużo starszy i doświadczony w tych wszystkich sprawach. Kiedy z nim rozmawiam, to wszystko, ta cała rzeczywistość - ona po prostu znika. I choć wiem, że to niemożliwe, to czasami mam przed oczami obraz nas będących razem. Gdyby nie ta cała powłoka problemów, bylibyśmy całkiem niezłą parą. Szkoda, że to jest aż tak niemożliwe. 
Wyjmuję z szafy czarne spodnie z dziurami na kolanach. Wkładam je na siebie powoli. Dobieram do tego czarny top z The Rolling Stones. Poprawiam makijaż. Dlaczego tak się dla niego staram?
W czasie, jak staram się zrobić coś ze swoją fryzurą, włącza mi się poczta głosowa. Przesłuchuję je leniwie, aż w końcu słyszę głos Jake'a:
- Hej, tu Jake, pewnie jesteś zajęta czy coś, ale czy chciałabyś gdzieś jutro wyskoczyć? Daj znać.
Kliknięcie w słuchawce i cisza. Wzdycham z rezygnacją - z tymi włosami nic nie zrobię - i wybieram numer do Jake'a.
- Hej - słyszę w słuchawce.
- No hej, dopiero odsłuchałam wiadomość - odpowiadam.
- Nie ma sprawy. To jak?
- Mam czas jutro, a co byśmy robili?
- Coś wymyślę, nie martw się - mówi.
- Okej, ufam ci - chichoczę.
- O której byś chciała się spotkać?
- Um... myślę, że około czternastej - rzucam.
- Czternasta, okej. Przyjść pod ciebie?
- Jeśli to nie problem - mówię.
- Nie - odpowiada. - To do zobaczenia.
- Pa - mówię i naciskam czerwoną słuchawkę.
Biorę torebkę z fotela i schodzę na dół. Jestem zaskoczona widokiem Sophie siedzącej przy stole. Podchodzę do niej z uśmiechem.
- Hej, Sophie -  mówię, na co podnosi głowę.
- Han, miło cię widzieć - odwzajemnia uśmiech.
- Nie słyszałam, jak weszłaś - siadam naprzeciwko niej.
- W sumie, to już z Michaelem wychodzimy.
- O, to fajnie.
Sucha wymiana zdań, ale jeszcze nie mogę przestać być taka zdystansowana w stosunku do niej. Uśmiecha się tylko, kiedy do kuchni wchodzi Michael. Wstaję z krzesła razem z Sophie,a kiedy kieruję się do wyjścia, mówię do kuzyna:
- Pamiętaj, Mikey - obracam się i nawiązuję z nim kontakt wzrokowy. - Nie mam nic przeciwko Sophie, póki się zabezpieczacie.
Uśmiecha się, a ja do niego mrugam. Wybiegam z domu i przechodzę na drugą stronę ulicy. Wbiegam na piętro Harry'ego co dwa stopnie. Już pod drzwiami uderza mnie zapach pizzy. Naciskam dzwonek do drzwi, a on niemal po sekundzie otwiera z uśmiechem na twarzy. Odwzajemniam go natychmiastowo.
- Witaj, księżniczko - mówi. Czy on pracuje rano przed lustrem, że ma taki seksowny, ochrypły głos opanowany do perfekcji? Czy wie, jak na mnie działa? Czy on wie, że kocham go od, powiedzmy, trzech lat na zabój? To jest takie niemożliwe.
- Dzień dobry - odpowiadam i wchodzę do mieszkania. Zdejmuję buty przy wejściu i czekam, aż on zamknie drzwi.
- Jak miło cię widzieć - kładzie mi rękę na plecach i całuje w policzek. Oby nie usłyszał, jak teraz bije moje serce, choć znam tego człowieka osobiście zaledwie tydzień.
- Z wzajemnością - odpowiadam, spoglądając w jego szmaragdowe oczy.
Cały czas trzyma swoją dłoń na moich plecach, kiedy kierujemy się do salonu. Siadam na ciemnoszarej kanapie, a on znika w kuchni. Po chwili przychodzi z dwoma pudełkami pizzy.
- Pani zamówienie - mówi, kładąc mi na stoliku jedzenie. Sam siada obok mnie. Dzieli nas zaledwie kilka centymetrów. Czuję ciepło bijące z jego ciała, jak temperatura w pokoju wzrasta. Przełamuję chwilową ciszę między nami:
- Prezentujesz się dzisiaj wyjątkowo przystojnie, Styles - mówię, skanując jego ciało. To prawda, wygląda niesamowicie seksownie niebieskiej koszuli i spodniach podobnych do moich.
- Ty też wyglądasz dzisiaj świetnie - mówi i pochyla się nad moim uchem. Jego włosy delikatnie łaskoczą mój policzek. - Ale zachowajmy to w sekrecie - szepcze.
- Okej - odpowiadam i schylam się po kawałek pizzy. Nie wiem, jak długo wytrzymałabym taką atmosferę bez rzucenia się na niego i zdarcia tej koszuli z jego ciała... O czym ja myślę? Przecież nie jestem nawet pełnoletnia.
- Nie mam pojęcia,jakie pizze wziąłem - mówi, kiedy sięga po kawałek dla siebie. Nasze palce delikatnie się stykają.
- Oby nie hawajską - stwierdzam.
- Oby nie hawajską - powtarza ze śmiechem.
Gryzę swój kawałek, patrząc mu w oczy. Po chwili otwiera swoje malinowe usta i mówi:
- Tak naprawdę, to nie zaprosiłem cię tylko, żeby zjeść pizzę.
- Nie? Jaka szkoda - odkładam kawałek na talerz i uśmiecham się w jego stronę.
- Musisz mi pomóc - mówi błagalnym tonem.
- W czym ja mogę pomóc tobie? - kładę nacisk na ostatnie słowo.
- Mam jutro wywiad - wzdycha. - O czternastej. Wiem, że brzmię jak zdesperowana kobieta, ale napraaawdę  nie wiem, w co się ubrać - patrzy na mnie. Chichoczę cicho.
- Ewentualnie mogę ci pomóc - rzucam.
- Naprawdę? - prostuje się na kanapie i bierze mnie za rękę. - To chodźmy teraz.
Daję mu się zaprowadzić do garderoby. Patrzę na rząd koszul powieszonych w porządku kolorystycznym, spodnie złożone w równą kostkę.
- Jak w sklepie - mówię do niego w zachwycie.
- Ta... wiem... głupie, co? - przeczesuje włosy, chyba zażenowany.
- Nie - gwałtownie na niego patrzę. - To niesamowite.
Patrzę na formujące się w jego policzkach dołeczki, jak się uśmiecha.
- To teraz mi pomóż - mówi.
Niedbale przejeżdżam ręką po zawieszonych ubraniach.
- Po pierwsze, niesamowicie seksownie wyglądasz w niebieskich koszulach. Ogólnie koszulach - wypalam bez zastanowienia. Czuję, jak zaczynam się czerwienić i wbijam wzrok w swoje buty. Nawet nie patrząc na niego, wiem, że teraz unosi brew.
- Tak?
Ośmielam się na niego spojrzeć. Tak jak myślałam, ma uniesioną brew i się uśmiecha.
- Przepraszam - mówię cicho.
- Nie ma o co, przecież nie obrażę się za stwierdzenie, że wyglądam seksownie - wzrusza ramionami.
Przerzucam wieszaki i wybieram kilka koszul, które mu wręczam do przymierzenia.
- Czy jest coś jeszcze, w czym wyglądam seksownie? - pyta z lubieżnym uśmieszkiem. Teraz postanawiam, że podejmę gierkę.
- Jak masz na sobie te wszystkie sygnety i naszyjniki - odpowiadam bez mrugnięcia okiem. Teraz to on wydaje się być zaskoczony.
- Um... okej, to... okej, założę je - jąka się z zaczerwienionymi policzkami. Przeczesuję ręką jego włosy i całuje lekko w policzek. Czy jąka się dzięki mnie?
- Przymierz te koszule - szepczę mu do ucha i obracam się do wyjścia. Kiedy zamykam za sobą drzwi od garderoby, dociera do mnie to, co właśnie zrobiłam. Czy to był flirt? Z 21-latkiem? Jedno jest pewne. Podobało mi się przejęcie nad nim kontroli. Zza drzwi słyszę rozbawiony głos Stylesa:
- Nawet nie wiedziałem, że mam taką koszulę.
Pewna, że ma owe ubranie na sobie, wchodzę do garderoby. Jak bardzo się myliłam.
Stoi pośrodku, trzymając w rękach materiał. Śledzę wzrokiem jego tatuaże. Nie robią takiego wrażenia na zdjęciach. Biorę drżący oddech i mrugam oczami. On sam uśmiech się i przygryza wargę. Kiedy obracam się do wyjścia, słyszę:
- Zostań, i tak już ją zakładam.
Przygryzam swoją dolną wargę i siadam na krześle naprzeciw niego. On sam zaczyna wkładać koszulę. Obserwuję ruchy jego mięśni. Powoli, jakby prowokacyjnie zapina guzik po guziku. Zaskakuję sama siebie, jak i jego, kiedy podchodzę i lekko odpycham jego ręce.
- Nie tak - mówię cicho i rozpinam dwa guziki. - Tak jest lepiej.
Powoli podnoszę wzrok, który spotyka się z jego spojrzeniem. Patrzę prosto w jego głębokie, szmaragdowe oczy. Harry przygryza wargę. Na chwilę przerzuca wzrok na moje usta, ale sekundę potem znowu spotykam się z jego spojrzeniem. Moje ręce cały czas są na zapięciach jego koszuli, a on powoli kładzie swoje na moich biodrach. Kosmyk włosów lekko opada mu na oczy. Wygląda perfekcyjnie. Lekko wstrzymuję powietrze, na chwilę, potem je wypuszczam. On nieznacznie przybliża się w moją stronę. Dzielą nas centymetry, czuję dokładnie zapach mięty. Nie mogę wytrzymać napięcia i wpijam się w jego usta.

*****

Hej
Nie mogłam już dłużej wytrzymać.
To moje jedyne usprawiedliwienie.
Dziękuję 
xxx

wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział 5.

- Nawet nie wiesz, jak się martwiliśmy - mówi Michael, kiedy wchodzimy do środka.
W ręku ściskam kartkę od Harry'ego.
- Zgubiłam się w parku - odpowiadam.
- Jak dobrze, że się znalazłaś - obejmuje mnie ponownie.
- Spytałam o drogę - nie mogę powstrzymać uśmiechu na samą myśl o Stylesie.
- To dobrze - słyszę, jak oddycha z ulgą.
Dopiero kiedy weszłam do domu, uświadomiłam sobie, jak głodna byłam przez ten cały czas. Wchodzę do kuchni i zerkam na zegar ścienny. 23:57. Naprawdę? Spędziłam z Harrym aż tyle czasu? Biorę jogurt z lodówki i sypię do niego płatki owsiane. Dodaję suszone owoce i łapczywie połykam swoją kolację.
- Jak było? - pyta Michael.
- Dobrze, w sumie to naprawdę super. Wspaniale.
Uznałam, że póki co nie powiem mu o moim nowym sławnym  koledze.
- A jak ty bawiłeś się z Sophie? - pytam.
- Super. Jak zawsze - mówi z rozmarzeniem.
- Macie szczęście - stwierdzam między jedną a drugą łyżką jogurtu - że się macie.
- Noo - mówi. - Słuchaj, Han, jestem naprawdę śpiący.  Nie będzie Ci przeszkadzać, jeśli pójdę teraz do łóżka?
- Nie, jasne, że nie. Sama jestem w sumie zmęczona - odpowiadam.
Michael uśmiecha się do mnie i idzie do siebie do pokoju.
Kiedy kończę swoją kolację, idę jego śladami na górę. Wchodzę do swojego pokoju i biorę piżamę z łóżka. Kieruję się do łazienki, gdzie się w nią przebieram. Następnie zmywam makijaż i myję zęby. Nie mam siły na pójście pod prysznic. Zrobię to jutro rano.
Wracam do sypialni. Podłączam telefon do ładowania. Chowam kartkę od Harry'ego do szafki, żeby nikt mi jej nie zabrał. I ledwo położyłam się do łóżka, znużył mnie głęboki sen.
---
Przeciągam się na łóżku. Zastanawiam się, czy to, co się wczoraj wydarzyło, to nie był po prostu sen. Jednak kiedy zaglądam do szafki, widzę kartkę od Harry'ego. Chce mi się wrzeszczeć z radości. Harry Styles zaproponował mi przyjaźń. Dlaczego od razu się nie zgodziłam? Musiałam być naprawdę śpiąca.
Schodzę na dół do salonu, ale nikogo w nim nie zastaje.
-Halo?
Wchodzę do kuchni i od razu w oczy rzuca mi się jakaś kartka na blacie. Podnoszę ją i czytam pismo wujka.
'Razem z Kate pojechaliśmy do naszego przyjaciela. Michael będzie cały dzień ze znajomymi. Masz cały dzień wolny - tylko się nie zgub!
Artur
PS. Dzisiaj naładuj telefon.'
Okej, nie mam nic przeciwko temu. Idę do lodówki i otwieram ją i zastanawiam się, co zjeść. Harry pewnie jeszcze śpi.
W mojej głowie świta pewien szalony pomysł, ale nie wiem, czy dobry.
Biegnę do pokoju i otwieram szafkę. Czytam na kartce, na którym mieszka piętrze. Tak. Odwdzięczę mu się za pomoc wczoraj. Chyba zrobienie śniadania nie jest żałosnym pomysłem. Oczywiście, wiem, co lubi, a czego nienawidzi, jeśli chodzi o jedzenie. Przeczytałam w internecie.  Bananowe babeczki. Ich zapach roznosi się po całym domu. Jest obezwładniający. Kiedy jestem już umyta, ubrana, a śniadanie dla Stylesa jest ślicznie zapakowane, wychodzę z domu.
Kiedy schodzę ze schodów do bramy, zastanawiam się, czy odpowiednio się ubrałam, ale nie mogę narzekać na czarną podkoszulkę, przetarte dżinsy i zegarek na nadgarstku. Jedyne, na co mogę jęczeć, to włosy - jak zawsze, w nieładzie.
Przechodzę przez bramę i wchodzę do jego klatki schodowej. Drzwi są uchylone. I dobrze, zrobię mu niespodziankę.
Zastanawiam się, czy dobrze robię.

Harry.

Ktoś dzwoni do moich drzwi. Może jakiś jebany listonosz, czy coś. Szczerze, w ogóle nie chce mi się wstawać, żeby mu otworzyć, ale dzwonienie staje się coraz bardziej natarczywe, więc wstaję z rezygnacją. Głowa mnie boli, ale bez przesady. Wypiłem kilka piw. Nie mogłem przestać myśleć o Han. Co ta pieprzona małolata ze mną zrobiła?
-Idę - krzyczę z nadzieją, że dzwoniący usłyszy. Chyba się udało, bo przestaje. Wyrzucam butelki do kosza, trochę się ogarniam i idę otworzyć. Widzę ją. Uśmiecha się promiennie.
- Witam - mówi. W rękach niesie jakiś pakunek. Czuję zapach bananów, ale muszę się opanować. Ma chłopaka, tylko to chodzi mi po głowie.
- Czego chcesz? - rzucam szorstko. Uśmiech jej blednie.
- Ja... um... - zaczyna się plątać - chciałam...
- Masz chłopaka, po co do mnie przychodzisz? - rzucam.
Rozszerzają jej się oczy.
- O czym ty mówisz? - pyta. Nie wytrzymuję.
- O czym? - krzyczę, a ona lekko się kuli. - Widziałem, jak przytulałaś swojego chłopaka, wczoraj wieczorem. Ja po prostu nigdy nie zrozumiem takich dziewczyn, a spotkałem już ich wystarczająco dużo. Nie chce, żeby ten facet był o mnie zazdrosny, nie chce sam przechodzić przez te wszystkie fazy, aby potem zostać z niczym! - rzucam. Ona patrzy na mnie, przerażona. I dobrze.
- Ja - mówi, a jej oczy zaczynają się lekko szklić - chciałam tylko podziękować za pomoc wczoraj. Nie wiem, o jakim chłopaku i o jakich fazach ty mówisz, ale ja chciałam być tylko miła.
- Mówię o tym chłopaku, który prawdopodobnie czeka na ciebie w domu - krzyczę. - W dupie mam to, czy go zdradzasz, czy nie, ale nie ze mną!
Zaciskam pięści. Ona chyba to zauważa, bo odsuwa się lekko. Potem jednak przystaje i patrzy mi w oczy.
- Czekaj - mówi powoli, wciąż patrząc mi w oczy, które mnie lekko uspokajają. - Mówisz o tym chłopaku, który wczoraj wybiegł do mnie z domu?
- Tak - mówię, cały czas ostro. - Dokładnie o tym.
- Nie wiem, jak to musiało wyglądać, ale obiecuję ci, że nie chodzę z własnym kuzynem - mówi z rozbawieniem.
Kuzynem?
- Kim? Kuzynem? - mówię, choć doskonale usłyszałem.
- Kuzynem. Michaelem. Mikey'm. Moim kuzynem - mówi coraz to bardziej rozbawiona.
Powoli opada ze mnie cała złość. Teraz jestem tylko cholernie zdezorientowany. Potem jednak zaczynam wszystko pojmować. Hannah wybucha śmiechem, a ja zaczynam walić głową o framugę drzwi.
- Ale ze mnie idiota - mówię po chwili.
- To prawda - chichocze. - To mogę wejść?
- Zapraszam.

Han.

Wchodzę do mieszkania Harry'ego, słyszę jak zamyka za mną drzwi.
- Jestem skończonym idiotą - powtarza.
- Prawda, ale w sumie mi to nie przeszkadza - mówię, po czym spoglądam na niego. Stoi pośrodku przedpokoju, pocierając dłonią o kark. Dopiero teraz zauważam, że jest w samych dresach, bez koszulki. Patrzę mu prosto w szmaragdowe oczy, po czym podnoszę pakunek.
- Niespodzianka! Gdzie masz kuchnię?
- Zaprowadzę Cię - mówi.
Kładzie rękę na moich plecach.
- Przepraszam - słyszę jego ochrypły głos zza pleców.
- Nie było sprawy - odpowiadam, ale on łapie mnie za nadgarstek i obraca do siebie. Drugą dłoń kładzie na moich plecach. Dzieli nas tylko to idiotyczne pudełko z babeczkami. Słyszę, jak mój oddech przyspiesza. Patrzę w jego oczy, te szmaragdowe oczy, które zaledwie dzień temu oglądałam tylko w internecie. Śledzę jego twarz. Patrzę na idealnie zarysowaną szczękę, potem na jego pełne, malinowe usta i ponownie powracam do oczu. Czuję, jak temperatura gwałtownie wzrasta.
- Naprawdę przepraszam - mówi tym swoim seksownym, ochrypłym głosem. Czy on wie, że jak to na mnie działa, to, jak mnie trzyma?
- A ja naprawdę ci wybaczam - odpowiadam i się odsuwam. - A teraz czas na niespodziankę.
Kiedy podchodzi do mnie, ja podnoszę brew i mówię:
- Ty siadasz grzecznie przy stole i czekasz, aż ci przyniosę jedzonko.
Uśmiecha się.
- Okej - odpowiada.
Odwracam się do niego tyłem i zaczynam odpakowywać babeczki. Uspokajam oddech i bicie swojego serca. Chwilę buszuję po szafkach w poszukiwaniu talerzy i rzeczywiście je znajduję. Biorę też dwa widelczyki. Nakładam babeczki na duży talerz i biorę dwa małe - dla nas. Niosę śniadanie do stołu, gdzie czeka Harry.
- Śniadanko! - wołam i kładę przed nim talerz.
- NIE - krzyczy z zachwytem. - Babeczki? - spogląda na mnie.
- Z czekoladą i bananami - przytakuję i siadam naprzeciw niego.
- Jesteś moją boginią - mówi, łapczywie sięgając po pierwsze ciastko.
Po ugryzieniu zamyka oczy. Bierze coraz to kolejne kęsy. Uznaję, że lepiej mu nie przerywać. Sama biorę babeczkę i zjadam. Wygląda tak uroczo, niczym pięciolatek, kiedy sięga po kolejne ciastko. Oczy mu błyszczą, a usta są rozciągnięte w promiennym uśmiechu.

Kiedy talerz jest już pusty, Harry w końcu mówi:
- Przykro mi, ale obawiam się, że od dzisiaj będziesz mi musiała piec coś podobnego zawsze.
Uśmiecham się tylko, wstaję i zabieram talerze.
- Pójdę pozmywać - oznajmiam.
- Nie ma mowy - krzyczy i biegnie w moim kierunku.
- Ja pozmywam, jestem ci to winien za te cholerne babeczki - wyrywa mi szmatkę z ręki.
- Nie będę się spierać tylko dlatego, że nie lubię zmywać.
- I bardzo dobrze - mówi i wystawia ręce w moją stronę. - Talerze.
Podaję mu je bez gadania. Kiedy on idzie w stronę zlewu, ja podążam za nim. Siadam na blacie obok. Harry pyta:
- Włączysz radio?
- Jasne.
Sięgam ręką i naciskam guzik. Ku rozpaczy mojego kolegi w radiu właśnie rozbrzmiewają pierwsze takty "No Control".
- O nie, już możesz wyłączyć - jęczy.
- Nie - mówię. - Lubię tą piosenkę, co ci w niej przeszkadza?
- Nic, też ją lubię, ale to żenujące - przyznaje.
- Co jest żenujące?
- Fakt, że twoje piosenki lecą w radiu i tyle ludzi zna do nich tekst. To onieśmiela - mówi.
Patrzę na niego jak na wariata. Nie wiedziałam, że on naprawdę tak myśli.
- To nie jest żenujące - mówię, kładąc rękę na jego ramieniu. - Dla mnie to jest wspaniałe. Możesz być z siebie dumny, osiągnąłeś dużo, więc nie masz się czego wstydzić.
Patrzy na mnie. Kiedy Niall kończy swoją część, Harry zaczyna lekko nucić swój tekst. Pomagam mu. Kilka chwil później obydwoje śpiewamy refren na cały regulator.
- NO CONTROL! NO CONTROL! - wrzeszczymy. - Nooo!
Czuję na sobie wzrok Harry'ego, więc mówię leniwie:
- Zrób zdjęcie, będzie na dłużej.
W odpowiedzi słyszę tylko jego śmiech.
Kiedy piosenka się kończy, ściszam radio. Macham nogami, podczas gdy Styles kończy myć ostatni talerz. Słyszę dźwięk mojego dzwonka w telefonie. Mówię do Harry'ego:
- Idę odebrać.
Zsuwam się z blatu i podchodzę do torby. Kiedy wyjmuje z niej telefon, patrzę na nadawcę. Mama.
-Halo, mamo?
W odpowiedzi ktoś pociąga głośno nosem.
- Mamo?
- Um... Kochanie? Witaj - słyszę ochrypły od płaczu głos moje mamy.
- Mamo, co się stało?
Słyszę szloch po drugiej stronie słuchawki.
- Mamo,  powiedz mi.
- Twoja siostra....
- Co?
- Sara jest w szpitalu.
Coś trafia mnie w serce. Czuję łzy zbierające się kącikach moich oczu.
- Jak... Dlaczego? - pytam, a po policzku spływa mi łza. Widzę, jak Harry patrzy na mnie pytającym wyrazem twarzy, ale on przecież mnie teraz nie rozumie - z mamą rozmawiam po polsku.
- Miała... - słyszę szloch - Zasłabła. Lekarze wzięli ją na badania. Wykryli go, tak jak u taty.
Gula w moim gardle rośnie.
-Ona ma raka, Han. Ona umrze. Tak się o nią boję - słyszę jej płacz, ale postanawiam być twardsza.
- Mamo, Sara jest silna, da sobie radę - mówię.
- Wiem, ale, Han, nie chce przez to przechodzić. Nie stać nas na dawcę.
- Mamo, czy powinnam... przyjechać? - pytam.
- Nie, wręcz chciałam cię prosić, żebyś została tam na całe wakacje. Teraz muszę się skupić tylko na Sarze. Mam nadzieję, że rozumiesz.
- Tak, mamo - mówię. - Rozumiem.
- Dobrze.
- Mamo?
- Tak, Han?
- Pamiętaj, że cię kocham.
- Ja też cię kocham. Bardzo, bardzo.
- To pa - mówię.
W odpowiedzi słyszę tylko kliknięcie.
Sara.

*****

Hej
Nie mogłam dać Han dalej upajać się znajomością z Harry'm, ale spokojnie... Sprawa Sary rozwiąże się dość szybko.
Przy okazji, uznałam, że dla dobra ff lepiej, żeby Han była w Londynie dłużej, niż planowałam
Dzięki
xxx

piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział 4.

Chwilę idziemy w ciszy, którą on przełamuje.
- Jak się nazywasz?
Podnoszę głowę i napotykam jego spojrzenie. Jego szmaragdowe oczy wpatrują się we mnie przyjaźnie. Odwracam wzrok i odpowiadam:
- Um... Hannah, ale wolę Han.
- Okej, czyli Han. Ja jestem...
- Harry Edward Styles - jakby recytuje.
Ośmielam się spojrzeć w jego stronę. On cały czas się patrzy, lekko się uśmiechając. Tym razem utrzymuje kontakt wzrokowy na dłużej. Czuję się trochę swobodniej - przecież on też jest człowiekiem.
- Tak, dokładnie tak się nazywam - mówi, przeczesując swoje długie włosy.
- Wiem to - odpowiadam.
Idziemy chwilę w ciszy, aż w końcu on znowu nawiązuje konwersację.
- Wcześniej powiedziałaś, że przyjechałaś do rodziny. Gdzie mieszkasz na co dzień?
- W Polsce - odpowiadam. On wydaje się być zmieszany moimi suchymi odpowiedziami i szczerze, ja też jestem.
- Słuchaj, przepraszam - mówię, przystając, a on patrzy na mnie zdziwiony. - Po prostu cały czas nie mogę w to uwierzyć. Zawsze marzyłam o spotkaniu ciebie, a teraz idę sobie z tobą parkiem, i jakoś nie mogę po prostu w to uwierzyć - unoszę wzrok i patrzę mu w oczy. - Ja, zwykła piętnastolatka idę ramię w ramię z moim idolem, który pyta się mnie o jakieś błahostki. I, szczerze, jest mi naprawdę głupio w twojej obecności.
Utrzymuję kontakt wzrokowy, czuję, jak moje policzki oblewają się czerwienią.
- Masz piętnaście lat? - pyta.
- Nikt w to nie wierzy - cicho odpowiadam.
- Po prostu na tyle nie wyglądasz - mówi. Chwilę stoimy w ciszy, ja z wzrokiem wbitym w swoje trampki. Po jakimś czasie czuję, jak czyjaś dłoń delikatnie spoczywa na moich plecach.
- Ej, pamiętaj, że jestem tylko człowiekiem. Nie masz naprawdę żadnych powodów, żeby czuć się głupio.
- Wiem, że jesteś człowiekiem, a ja traktuję cię jak okaz z muzeum.
- Nieprawda, bywają gorsze - śmieje się, a ja podnoszę wzrok, żeby ukradkiem zobaczyć jego uśmiech. Widziałam go tyle razy, ale nigdy nie będzie mi go dość. Prostuję się. On wygląda, jakby się nad czymś zastanawiał, więc mu nie przeszkadzam.
- Słuchaj - zaczyna. - Może zaczniemy od początku?
Uśmiecham się, widząc jak na mnie patrzy. W poznawaniu ludzi mam wprawę, o ile nie mają oni tabunu fanek.
Zdecydowanie w jego oczach zaczyna słabnąć, chyba za długo się namyślałam. Mam wrażenie, że jest lekko zaskoczony, kiedy wyciągam do niego rękę.
- Hej, mam na imię Hannah, ale znajomi mówią do mnie Han - mówię z uśmiechem.
- Harry, miło Cię poznać - mówi, odwzajemniając uścisk dłoni. Aaaa, ściskam jego dłoń, Powietrza.
- Skąd pochodzisz, Harry? - pytam o oczywistą oczywistość.
- Ej, takie rzeczy sobie darujmy - śmieje się.
- Okej - dołączam się do jego śmiechu.
Kiedy kończymy, on ostrożnie pyta:
- Tak jest... milej, prawda?
- Taa... milej - odpowiadam.
Nie wiem, jak to się stało, ale normalnie jak za zniknięciem czarodziejskiej różdżki mój wstyd wyparował. Zaczęliśmy rozmawiać o błahostkach i o kilku ważniejszych rzeczach. Cały czas nie mogłam przestać uwierzyć, że idę przez park z Harrym Stylesem, ale starałam się ignorować to uczucie, powtarzając sobie w myślach 'To tylko człowiek', co po kilku powtórzeniach niestety stało się 'To tylko cholernie przystojny, starszy o 6 lat, sławny i miły człowiek, o którego spotkaniu marzyłaś od wieków, a teraz sobie z nim gawędzisz'.
- Han?
'Aha, i jeszcze on zna twoje imię. BOŻE'
- Tak?
- Odleciałaś - uśmiechnął się.
- Um... przepraszam - odpowiedziałam lekkim uśmiechem. - A teraz może opowiesz mi o swoim zawodzie?
- Ta, chętnie - odpowiada. - A więc, jestem członkiem zespołu muzycznego.
- To nie brzmi tak dobrze jak 'gwiazdą rocka, a w wolnych chwilach posiadaczem serc większości nastolatek' - oznajmiam.
- Taa, twoje brzmi zdecydowanie lepiej.
- Wiem, zawsze byłam dobra w wymyślaniu nazw.
- Ja też.
- Też tak myślałam.
- To znaczy?
- Przeczytałam w książce o tobie o twoich popisach, o tym, jak nazwałeś oba swoje zespoły, ale po tym, jak dzisiaj nazwałeś samego siebie, mogę stwierdzić, że książki kłamią.
- Nie wyciągaj wniosków po jednym błędzie. Albo, jak to mówią 'Nie oceniaj książki po okładce'.
- Na okładce tamtej książki byłeś ty.
- Jak miło.
- Miałeś mi opowiadać o swoim zawodzie - przypominam.
- Wiem.
- To mów.
- Tylko, że to jest takie cholernie trudne - jęczy.
- Jak to? - pytam zdziwiona.
- To jest zbyt irracjonalne, żeby to ubrać w słowa.
- Stwórz o tym piosenkę - rzucam z uśmiechem.
- Masz świadomość, jak słaba będzie to piosenka? - pyta z uśmiechem na ustach.
- Taa, każdy tak mówi, tylko że twoje popisy mogą być potem na płycie.
Uśmiecha się.
Wnet orientuje się, jak zaczynam rozpoznać domy przy ulicy.
- Na tej ulicy mieszkam - mówię rozentuzjazmowana.
- Ja też - mówi.
- Co?
- Co? - patrzy na mnie.
- Tak po prostu mi to mówisz?
- A czemu nie? - mówi zdziwiony.
- Poznałeś mnie może pół godziny temu, wiesz, że jestem twoją fanką - wyliczam na palcach - starasz się o choć minimum prywatności, a teraz mówisz mi, gdzie mieszkasz?
Patrzy na mnie w ciszy. Kiedy już chce powiedzieć coś jeszcze, on mówi:
- Lubię cię.
Wytrzeszczam na niego oczy.
- Co?
- Lubię cię - wzrusza ramionami. - Jesteś naprawdę fajna, po co tracić kontakt?
- Ty nie mówisz poważnie - patrzę w jego stronę.
- A czemu nie?
- Nie no, dobra, tylko że - biorę głęboki wdech - to jest dla mnie takie dziwne.
Uśmiecha się.
- Nie musi być.
- Wiem - wzruszam ramionami. - Ale jest.
Idziemy w ciszy.
- To mogę twój numer? - pyta ostrożnie.
Nie odpowiadam. Nie wiem, co o tym myśleć.
- To - zaczyna bazgrać coś na jakiejś świstku papieru - to jest mój numer.
Wyciąga w moim kierunku kartkę. Biorę ją.
- Dzięki - mówię.
Łapie mnie za nadgarstek i przyciąga do siebie. Czuję obezwładniający zapach mięty i wody kolońskiej. On jest 6 lat starszy. On jest sławny. On pewnie nie wie, że ty aktualnie rozpływasz się w środku. Przyciąga mnie do siebie w przyjacielskim uścisku.
- Miło było cię poznać - mówi z przyjaznym uśmiechem.
- Ciebie też - odpowiadam lekko drżącym głosem.
- Jakby co, to dokładnie tu mieszkam - wskazuje kciukiem na blok za sobą. - Na kartce napisałem, które piętro i tak dalej. W razie, jakbyś zmieniła zdanie i jednak chciała się zaprzyjaźnić.
Uśmiecham się. On jest taki wspaniały. Harry przeczesuje włosy, a potem pociera dłonią o kark.
- Okej - wypuszczam oddech i decyduje się na coś szalonego. Całuję go w policzek. Przynajmniej będę mogła się pochwalić. Wydaje się być zaskoczony.
- Ja mieszkam tam - wskazuje palcem. - Przynajmniej na ten czas.
- Okej - mówi.
- To - przestępuję z nogi na nogę - pa?
-Do zobaczenia - mówi.
- No. Do zobaczenia - mówię.
Przechodzę na drugą stronę ulicy.

Harry.

Patrzę przez okno, jak dzwoni do bramy w domu tak blisko mnie. Nogi jej lekko drżą. Mógłbym tak na nią patrzeć godzinami, na jej uśmiech, brązowe oczy... Zaraz,co? Ona ma 15 lat, Harry, idioto! Ktoś otwiera drzwi frontowe. Światło przy wejściu oświeca twarz jakiegoś chłopaka. Podbiega do bramy i otwiera ją na oścież. Obejmuje Han. Ona opiera swoje ręce na jego ramionach. Kiedy w końcu ten palant się od niej odrywa, zazdrość wręcz buzuje we mnie. Chłopak obejmuje ją ramieniem i razem wchodzą do domu.
Co to, do chuja, było? Ona ma chłopaka? Dlaczego mnie okłamała, że mieszka u rodziny? Dlaczego w ogóle spędzała ze mną czas? Harry, ja pierdolę, jesteś taki głupi! To oczywiste, że taka dziewczyna ma chłopaka. Tylko dlaczego mi to przeszkadza?

*****

Hej
Kolejny rozdział... Uff! Szczerze, podoba mi się kilka wymyślonych przeze mnie fragmentów konwersacji. Mam nadzieję, że wyjdą mi kolejne części historii. Teraz będzie więcej spotkań z Harry'm. Aaaa!
Do zobaczenia
xxx

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział 3.

- Hannah!
Biegnę ze śmiechem w ramiona Sarah.
- Tylko Han, proszę - mówię z uśmiechem. - Hej, Sarah.
- Hej, kochana. Dawno się nie widziałyśmy - mówi, skanując moje ciało i twarz. - No no no, tobie wiek służy.
Zbywam jej komplement ręką. Kiedy zaczynamy podchodzić do reszty grupy stojącej kilka metrów od nas, zdaję sobie sprawę, że nie kojarzę kilku twarzy. Najpierw witam się ze znajomymi, a potem czuję, jak czyjaś dłoń oplata się wokół mojego nadgarstka. Sarah przyciąga mnie w stronę nieznajomych twarzy.
- Han, to są Ann, Rebecca, Tom i Jake - przedstawia mi kolejno czwórkę stojącą przede mną. Kiedy ściskam ich dłonie, staram się zapamiętać ich imiona.
Ann jest niską i chudą blondynką. Uśmiecha się do mnie, a ja nie jestem w stanie go nie odwzajemnić. Kiedy Rebecca ściska moją rękę, nie jestem w stanie skupić się na niczym innym, tylko na jej czarnych oczach i włosach. Tom i Jake to bliźniacy - obydwoje są wysokimi blondynami o zielonych oczach. Czuję na sobie wzrok któregoś z nich, kiedy podchodzę do mojej starej znajomej - Molly.
- No - mówi, przeciągając samogłoskę. - Co robiłaś przez ostatnie dwa lata?
- Nic ciekawego, tak w sumie - mówię, nie wdawając się w szczegóły. Ona szturcha mnie w ramię.
- Daj spokój, ty i "nic ciekawego" nie idzie w parze. Mów.
Chwilę opowiadamy, co nas ominęło na czasie rozłąki. Molly opowiada mi o chłopaku, z którym była przez jakiś czas. Staram się słuchać, ale w sercu czuję lekkie ukłucie - nawet Molly się poszczęściło, i miała kogoś w swoim życiu. Wiem, że nie powinnam być zazdrosna, ale to jest właśnie to, co czuję - zazdrość delikatnie przypieka moje wnętrzności. Chwilę potem Molly odchodzi, a do mnie podchodzi któryś z bliźniaków - po koszulce zgaduję, że Jake.
- Hej - mówię, spoglądając w zieleń jego oczu.
- Nie powinnaś chodzić sama, więc się przyłączam - uśmiecha się. - Mogę?
- Jasne - pokazuję ręką w jego stronę.
- Więc - zaczyna - skąd jesteś?
- Polska. Ale strasznie chciałabym mieszkać w Londynie.
- Tak - śmieje się lekko. - Fajnie tu jest.
- A ty?
- Co ja? - patrzy na mnie ze zdziwieniem.
- Urodziłeś się w Londynie? - pytam, choć wiem, że nie. Nie ma tego akcentu.
- Nie, razem z bratem jesteśmy z Francji, ale w wieku szesnastu lat rodzice dali nam się przeprowadzić do wujka do Anglii.
- A... ile masz lat?
Dziewiętnaście.
- Ou - wyrywa mi się.
- A ty?
- Piętnaście.
- Naprawdę? - patrzy na mnie spod uniesionych brwi. - Wyglądasz na starszą. Dałbym ci co najmniej siedemnaście.
- Dzięki - mówię.
Chwilę idziemy w ciszy, aż w końcu pytam:
- A jak brzmi twoje pełne imię?
- Co? - przystaje, ale tylko na chwilę.
- No wiesz, Jake nie brzmi tak... francusko - czerwienię się. - Myślałam, że może to skrót...
- Bo to jest skrót - przerywa mi z uśmiechem. -  Ale jesteś chyba jedyna, która to zauważyła.
- To jak ono brzmi? - pytam, a on wbija wzrok w chodnik. Mamrocze coś cicho.
- Słucham? Nie usłyszałam.
- Nie... to głupie... - mówi z zażenowaniem.
- Nie będę się śmiać - dodaję mu otuchy uśmiechem. Bierze głęboki wdech i mówi, cały czerwony na twarzy:
- Jacques.
Uśmiecha się jakby przepraszająco.
- Dobra, nie obraź się, ale wolę nazywać cię Jake, ok? - mówię, a on wybucha śmiechem.
- Okej - mówi.
---
Od godziny rozmawiam z moimi przyjaciółmi, a wątpliwości o niezręcznej ciszy rozwiały się wraz z upływem 10 minut. Głównie spędzam czas z Jake'm - jest miły, ale zdecydowanie nie dla mnie na chłopaka. Za miły, za troskliwy i opiekuńczy. Słyszę cichy dźwięk mojego telefonu. Wyjmuję go z kieszeni torby i widzę powiadomienie:
Bateria się wyczerpuje (10%). Aby móc dalej korzystać z urządzenia, podłącz go ładowania.
- Cholera - klnę pod nosem.
- Co jest? - pyta Jake.
- Za chwilę wyłączy mi się telefon. Poczekaj chwilę - mówię do niego.
Piszę szybkiego sms'a.

Do: Michael
Za chwilę wyłączy mi się telefon, więc mogę nie (a raczej na pewno nie będę) odbierać.
H.

Wysyłam wiadomość, a już po chwili słyszę dźwięk świadczący o odpowiedzi.

Od: Michael
Daj mi numer któregoś z twoich znajomych na wszelki wypadek.
M. 

- Jake? - mówię.
- Tak?
- Mogę twój numer telefonu dla kuzyna?
- Mhm, jasne. nawet pozwolę zapisać go tobie - mówi z uśmiechem.
- Dzięki - uśmiecham się.
Chwilę po wysłaniu wiadomości z numerem Jake'a telefon się wyłącza. Urok I Phone'a.
---
Jest godzina 22:30, a ja siedzę na ławce w środku parku, totalnie nie wiedząc gdzie pójść. Z zimna trzęsą mi się nogi. Kiedy żegnałam się z nimi wszystkimi pod London Eye myślałam, że zapamiętałam drogę powrotną. Pamiętałam dojście do parku, ale on sam okazał się dla mnie zagadką nie do rozwiązania. Nie ma wokół nikogo, kogo mogłabym zapytać o drogę. Jestem zagubiona. Zrozpaczona. Sama.
Pociągam nosem i wstaję, przerzucając torbę przez ramię. Muszę błądzić i szukać - co innego mi pozostało?
Dobrze, że ubrałam chociaż trampki, a nie szpilki. Dzięki Bogu za rozsądek. Idę, idę i idę. Nie jestem przerażona, ale to nie zmienia faktu, że naprawdę znalazłam się w głębokim dole. Przystaję i słucham swojego przyspieszonego oddechu i bicia swojego serca. Po chwili dochodzi do tego dźwięk... kroków. Co do cholery? Przed sobą widzę jakąś wysoką sylwetkę. O boże. Uratowana.
- Halo?
Postać przystaje. Podbiegam do niej.
- Przepraszam, ale się zgubiłam. Pomoże mi pan?
- Jasne - ten ktoś ściąga kaptur, a mój oddech się zatrzymuje.
- O... mój boże - wyduszam.
- Aha - mówi. - Czyli mnie kojarzysz?
- Kojarzę? O boże, ja cię uwielbiam, jezu... um, wiem, że trochę nie na miejscu, ale czy mogę twój autograf?
Przede mną stoi Harry Styles. Doskonale znam jego twarz - spędziłam godziny na przeglądaniu jego zdjęć w internecie. Moje policzki płoną, a on zaczyna się uśmiechać. Patrzę na jego formujące się dołeczki - dołeczki, które znam tak dobrze z Google'a, na żywo wyglądają o niebo lepiej.
- Jasne - śmieje się lekko. - Ale może najpierw Ci pomogę?
- Yyy... co? - czuję się taka onieśmielona. Właśnie spotkałam mojego idola, do cholery, w jednym z najgorszych momentów w moim życiu. - A, tak... um... - plączę mi się język i nie mogę się skupić. - Wiesz, jak dojść do wyjścia?
- Którego? - dlaczego on jest taki wyluzowany? Robię z siebie taką idiotkę. Uśmiecham się, cała czerwona na twarzy.
- Nie wiem, to mój pierwszy dzień tutaj, przyjechałam do rodziny - po co ja mu to mówię? Chwilę patrzy na mnie rozbawiony, aż w końcu pyta:
- Wyjście do London Eye?
- Nie, to dokładnie po drugiej stronie - mówię, cały czas cholernie onieśmielona.
- O! - klaszcze w dłonie - Idę w tamtą stronę. Może pójdziemy razem?
Nie wiem, co powiedzieć. Kilka minut temu siedziałam zrezygnowana na ławce, a teraz zostałam zaproszona na nocną przechadzkę przez kogoś, kogo mam na tapecie w telefonie. Jakby czytając mi w myślach, on ponownie mówi:
- Jeśli z jakiegoś powodu czujesz się głupio, możesz odmówić.
- Nie - prawie krzyczę. Nie pozwolę zaprzepaścić takiej szansy.
- To chodź, bo robi się zimno - mówi i zaczynamy iść obok siebie.

*****
Hej
Tak jak mówiłam, Han poznała Harry'ego. 
Od tego tygodnia zaczynam dodawać we wtorek i piątek.
Do piątku,
xxx

sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział 2.

Budzi mnie lekkie trącanie w ramię, słyszę, jak ktoś szepcze moje imię. Biorę głęboki wdech i podnoszę wzrok, który spotyka się z niebieskookim spojrzeniem Michaela. Widzę jego uśmiech w nikłym świetle nocnej lampki przy moim łóżku. Odchrząkuję i pytam zaspanym, ochrypłym głosem:
- Um... Która godzina?
- Spokojnie, zdążysz na spotkanie z Sarah - mówi, a ja gwałtownie siadam na materacu.
- Skąd wiesz? - pytam podejrzliwie, świdrując go spojrzeniem.
- Twój telefon dzwonił i dzwonił, więc go odebrałem. To była ona, chciała się spytać o jakąś błahostkę. Powiedziała, że mam Cię obudzić o drugiej, żebyś się spokojnie przygotowała.
Uśmiecham się w jego stronę z wdzięcznością i przecieram oczy.
- Chociaż nie rozumiem, po co Ci trzy godziny na przygotowanie się do spotkania - mówi, patrząc na mnie.
- Nie wiem, ile jedzie się pod London Eye - ignoruję jego wypowiedź "To dużo czasu".
- 5 minut autobusem lub 30 minut piechotą.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy - mówi, wstając. - Dobra, daję Ci spokój.
Kiedy już ma otworzyć drzwi, mi przychodzi do głowy jeszcze jedna rzecz.
- Michael? - zatrzymuję go, a on delikatnie obraca się w moją stronę.
- Tak?
- Gdzie - pytam - Gdzie tu jest łazienka?
Uśmiecha się.
- Na prawo i drugie drzwi po lewej - wyjaśnia.
- Dzięki, jesteś super - mówię i czuję, jak na mojej twarzy formuje się uśmiech.
- Proszę bardzo - kłoni się i wychodzi z pokoju.
Kiedy drzwi zostają zamknięte, jeszcze chwilę siedzę na łóżku i myślę o Michaelu. Jest chyba najlepszym chłopakiem, jakiego można sobie wymarzyć. Z jednej strony zabawny, z drugiej taki troskliwy i opiekuńczy. No i jest przystojny. Nigdy nie myślałam o nim w taki sposób, dalej tak nie myślę, ale gdybyśmy nie byli rodziną, to z pewnością byłabym nim zainteresowana.
Inna sprawa, że on mną nie.
W końcu podnoszę się z materaca i powoli wlokę się w stronę szafy z ubraniami. Jestem jeszcze śpiąca i mój mózg nie działa jeszcze tak, jak powinien, więc po drodze obijam się o kilka rzeczy - biurko, fotel, krzesło, dywan...
Nie mam pojęcia, jak dotarłam do szafy bez żadnego złamania. Stoję przez chwilę na swoje ubrania, decydując się na którąś z moich nowo kupionych na wyjazd bluzek.
- Michael - wołam na tyle głośno, żeby usłyszał.
- Ta? - słyszę krzyk w odpowiedzi.
- Jaka jest pogoda?
- A panienka nie może zajrzeć przez okno?
- A dla księcia to jakaś hańba, po prostu powiedzieć?
Wręcz słyszę, jak na jego twarzy formuje się uśmiech.
- Ciepło, jak to w lecie. Aha, i przestał wiać wiatr.
- Takie trudne? - krzyczę.
- Prawie tak, jak dla Ciebie trudne jest zwykłe podziękowanie - odpowiada, chichocząc ze swojego głupiego żartu.
- Dziękuję - wołam.
- Proszę - odpowiada.
Teraz słyszę już tylko szum telewizora w tle.
Przerzucam kilka bluzek, aż w końcu decyduję się na prostą, białą, a przede wszystkim - luźną. Zawsze kupuję ubrania, które nie opinają mojego ciała na każdym jego centymetrze. Uważam to za dziwkarskie i takie słabe. Pewnie jakbym była szczupła, to też bym nosiła obcisłe sukienki, ale że nie jestem i nie noszę takich sukienek, to mam prawo dorabiać sobie do tego własne wyjaśnienie. Wyssane z palca.
Do mojej bluzki dobieram jasne, dżinsowe szorty z dziurami. Z wybranym zestawem idę do łazienki na krótki, odświeżający prysznic.
Oczywiście, wszystko zależy od tego, jak postrzega się słowo "krótki".
Zawsze, kiedy strumienie wody delikatnie oblewają moje ciało, mój umysł wędruje gdzieś daleko na dobre dwadzieścia minut. W tym czasie myślę i stoję pośrodku kabiny. Nie inaczej było w tym przypadku.
Zaczęłam się zastanawiać, jak będzie wyglądać moje spotkanie z Sarah i innymi ludźmi, których widziałam dwa lata temu. Wiem oczywiście, jak większość z nich teraz wygląda, ale nie wiem, jak bardzo zmieniły się im charaktery. Przez telefon i messengera trudno to dokładnie zweryfikować. Czy po kilku minutach powstanie słynna niezręczna cisza? A może od razu zbliżymy się do siebie, tak jak dwa lata temu?
- HAN, DO CHOLERY, NIE JESTEŚ SAMA W TYM DOMU! - aż podskoczyłam na wrzaski Michaela zza drzwi.
- Okej, już wychodzę - piszczę i zakręcam wodę. Mokre, krótkie włosy szybko wycieram ręcznikiem i owijam się nim. Otwieram drzwi i patrzę na kuzyna stojącego na wprost mnie. Ku mojemu zdumieniu patrzy na mnie z promiennym uśmiechem.
- Już wychodzę - mówię szybko i staram się wybiec z łazienki do pokoju, ale łapie mnie w talii tak mocno, że nie mam szans się ruszyć. Śmieje się.
- Daj spokój, nie mówiłem aż tak poważnie. Chciałem, abyś tylko się pospieszyła.
Chwilę trzyma mnie w swoich objęciach. Czuję, jak zaczynam się czerwienić. W końcu mnie puszcza i mówi:
- Nie biegnij jak na maratonie, ale i tak się pospiesz.
Odchodzi, zostawiając otwarte drzwi. Zamykam je na klucz i patrzę w swoje odbicie. Po chwili zsuwam ręcznik i ubieram swój prosty zestaw ubrań.
- Zmiana - krzyczę. Po chwili pojawia się Michael ze swoim wielkim uśmiechem, jakby przyklejonym do twarzy.
- Sophie przyjedzie za 20 minut - mówi i znika za drzwiami toalety.
Stoję chwilę w miejscu i ruszam w stronę pokoju.
Jak mogłam sobie cokolwiek wyobrażać? Michael to mój starszy o 4 lata kuzyn, w dodatku będący w związku. Jak mogłam myśleć, że ten ruch coś znaczył? Nigdy nie miałam chłopaka, nigdy nikt mnie nie pożądał. Nie mówię, że w wieku ledwo 15 lat to coś nadzwyczajnego, ale do cholery, chciałabym czasem móc kogoś przytulić, pocałować - tak, jak to robi większość moich przyjaciółek z kraju i zagranicy.
- Ślicznie wyglądasz - słyszę miękki, kobiecy głos.
- Dziękuję, ciociu - mówię, obdarzając ją lekkim uśmiechem i kieruję się w stronę drzwi. Zamykam się w pokoju i przysiadam na krześle przy biurku. Przyciągam do siebie lusterko i wyciągam
kosmetyczkę. Szybko rozprowadzam lekki podkład i korektor, starając się to zrobić równo, ale delikatnie. Potem nakładam puder, bronzer i róż. Zawsze, gdy opowiadam mojej mamie, co mam na twarzy, to brzmię, jakbym mówiła o kilogramowej tapecie, ale tak nie jest. Nigdy nie pochwalałam takich makijaży. Robię sobie delikatne kreski, ale wyciągnięte, a długie, kręcone rzęsy podkreślam maskarą. Zawsze robię sobie taki makijaż, tylko w różnych ilościach. Prawie automatycznie sięgam go kredkę do brwi, potem lekką szminkę do ust. Słyszę czyjeś kroki na korytarzu, a chwilę potem pukanie do drzwi.
- Proszę - mówię, chowając kosmetyczkę do szafki.
- Han... To jest Sophie.
Odwracam się i patrzę w kierunku wybranki Michaela.
Moja szczęka ląduje na podłodze, a oczy skanują ciało dziewczyny o zniewalającej figurze zawodowej modelki. Długie, rude włosy do połowy pleców wyglądają, jak po wizycie u fryzjera, a kości policzkowe, zielone oczy i pełne, czerwone usta przyciągają. Już wiem, dlaczego Michael za każdym razem wyłącza się, gdy o niej myśli. Jak ma się przed oczami taką kobietę...
- Han?
Czuję, jak moje policzki zaczynają płonąć. Gwałtownie wystawiam rękę do Sophie.
- Hej.
- Hejka - moje uszy więdną na dźwięk jej aksamitnego, seksownego głosu. - Sophie.
- Han, młodsza kuzynka.
- A jak brzmi twoje pełne imię? - mówi, delikatnie podnosząc brew.
- Hanna... um... Hannah - przypominam sobie, że jesteśmy w Anglii. - Ale każdy mówi mi Han.
- Dlaczego?
Gdyby nie fakt, że to dziewczyna mojego kuzyna, wygarnęłabym jej wścibstwo.
- Lubię taki skrót - mówię fałszywie słodkim głosem.
- Okej... Han - delikatnie unosi brwi.
Michael lekko łapie Sophie w talii i mówi:
- To... my wychodzimy - powiedział.
- Okej, pa, Mikey - rzucam. Nawet nie mam nadziei, że zwróci uwagę na ten idiotyczny skrót, ale zostaje mile zaskoczona. Łapie mnie za ramię i mówi groźnie:
- Jak jeszcze raz mnie tak nazwiesz, to...
- I tak wiem, że nic mi nie zrobisz, Mikey - rzucam i szybko dodaję. - Miło było Cię poznać, Sophie.
- Ciebie też - odpowiada.- Chodź, Mikey.
Michael jęknął przeciągle, a my zachichotałyśmy. Kiedy uchwyciłam spojrzenie Sophie, ona mrugnęła porozumiewawczo.
Może jednak jest szansa na przyjaźń z dziewczyną kuzyna bez żadnych ograniczeń. Może jednak Sophie jest fajna.
Naszą krótką rozmowę przerywa dźwięk telefonu. Michael przeciąga palcem po ekranie.
- Halo? - pyta w słuchawce. Po chwili odpowiada krótkie "Okej, będziemy za kwadrans" i rozłącza się bez pożegnania.
- Sophie, musimy się zbierać - położył jej rękę na plecach.
- Okej - odpowiada. - Naprawdę miło było Cię poznać - zwraca się do mnie.
- Z wzajemnością.
- To my lecimy. Pa, Han - Michael lekko mnie przytula i razem z Sophie wychodzą z pokoju. Kilka sekund później słyszę dźwięk zatrzaskiwanych drzwi na dole.
Jestem sama w domu. Ciocia Kate z wujkiem wyszli chwilę przed Michaelem. Jestem sama w domu. Podchodzę do biurka i biorę laptopa pod rękę. Schodzę z nim na dół i podłączam do dużych głośników w salonie.
Chwilę później w całym domu rozbrzmiewa "Stockholm Syndrome", w rytmie którego przygotowuje sobie szybki obiad, jeśli dwie kanapki z szynką i pomidorem można tak nazwać. Patrzę na zegar ścienny w kuchni. 16:25. Od początku zdecydowałam się na spacer. Po co jechać autobusem w taką pogodę? Odsuwam swoje krzesło od stołu i odkładam talerz do zlewu. Kieruje się na górę, aby wziąć swoją torbę. Po zaledwie chwili schodzę i idę do przedpokoju. Decyduje się założyć białe conversy - wiem, że możemy dużo chodzić przez ten wieczór. Z początku od razu chcę wyjść i napawać się świeżym powietrzem, ale po chwili jednak biorę jeszcze ciepłą bluzę w razie, jakby się ochłodziło po czasie.
Michael nie kłamał. Nietypowo dla Anglii świeci słońce. Jest naprawdę ciepło. Poprawiam swoje bransoletki na nadgarstku i zakładam okulary przeciwsłoneczne. Zamykam drzwi dodatkowym kluczem, który następnie chowam pod wycieraczką - tak, jak doradziła mi ciocia Kate. Szybko chowam bluzę do torby i zeskakuję schodek po schodku prosto do bramy.
Cały czas nie mogę w to uwierzyć. Właśnie jestem sama w obcym kraju - kraju, który kocham. Sprawdzam w aplikacji na telefonie, w którą stronę się kierować - nie chcę się zgubić.
Skręcam w lewo dokładnie o 16:31, a w słońce oświetla moją twarz.

*****

Hej,
Wiem, że ten rozdział był trochę nudny, ale nie chciałam się spieszyć. Zależało mi, aby opowiedzieć trochę o samej bohaterce, zamiast wymyślać jakieś niestworzone przygody. Ale spokojnie - w następnym rozdziale Han pozna już Harry'ego (pod koniec, z tego, jak sobie zaplanowałam). 
Zapraszam standardowo do komentowania ;)
Mam nadzieję, że Wam się spodoba,
xxx

środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 1.

-Han! Han!
Biegnę wzrokiem w kierunku mojej cioci. Stoi w towarzystwie swojego syna, Michaela. Jest ode mnie starszy o 4 lata, ale zachowuje się jak wieczne dziecko. Z nim mogę spokojnie porozmawiać po polsku. Ciocia Kate i mój wujek, Artur poznali się na jakimś wyjeździe, a pobrali kilka lat później. W ten sposób Artur uczy swojego syna polskiego, ale żona za nic nie potrafi.
Podchodzę do tej dwójki i od razu ląduję w uścisku cioci Kate. Widzę, jak Michael powstrzymuje chichot, więc wystawiam w jego kierunku z uśmiechem środkowy palec. W końcu ciocia mnie puszcza i mówi w swoim perfekcyjnym angielskim:
-Miło Cię widzieć.
Składa mi jeszcze na policzkach dwa soczyste całusy i puszcza w stronę Michaela. Ściskam go z uśmiechem, a on wita się ze mną. Nie czekając dłużej, idziemy w stronę wyjścia.
Od razu uśmiecham się na widok panoramy Londynu w oddali. Wieję lekki wiatr, ale mi to nie przeszkadza. Zapinam swój płaszcz i kieruje się w stronę czarnego auta stojącego na parkingu. Ktoś szturcha mnie żartobliwie w ramię.
-Dawno się nie widzieliśmy, kuzyneczko - Michael przyspiesza kroku i idzie teraz obok mnie.
-Prawda, prawda. Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłam - mówię.
-Bez wzajemności - uśmiecha się w moją stronę, a ja uderzam do w brzuch.
-Idiota - rzucam ze śmiechem.
-Ale muszę z nieukrywanym żalem przyznać, że wyładniałaś przez te dwa lata.
-Dlaczego z żalem? - obracam się w jego stronę, by popatrzeć w jego niebieskie oczy.
-Bo gdyby nie więzy krwi, to bym się z tobą umówił. No ale, więzy krwi. Plus, od kilku miesięcy mam wspaniałą dziewczynę, i boję się, że będzie o ciebie zazdrosna.
-Nie ma o co - macham ręką i zmieniam temat. - Masz dziewczynę?
-Sophie. Polubiłyście byście się - mówi z rozmarzeniem w oczach, a ja już wyobrażam sobie, jak o niej myśli.
-No, gratuluję - mówi, a on odpowiada uśmiechem.
Szczerze, to nie mam pojęcia, jak można być o mnie zazdrosną. Jestem raczej krągła. Nie jestem gruba, ale za boginię nie można mnie uznać. Mam brązowe, nieogarnięte włosy do trochę-ponad-połowy szyi. Twarz niby nie taka zła, ale nie doszukasz się tu modelki w brązowych oczach. Kości i uśmiech - dobra, to jest u mnie atut. Ale poza tym - nic.
Decyduję się jednak koncentrować na rozmowie z Michaelem. Po zaledwie chwili słyszę odgłos przekręcanego kluczyka. Ciocia odwraca się do nas i mówi z uśmiechem:
-Zapraszam do domu.
Szczerze, to uwielbiam ich dom. Jest duży i bardzo rodzinny, a co najważniejsze - osadzony na obrzeżach centralnego Londynu.
W czasie, kiedy Michael wyjmuje moje walizki z bagażnika, ja upajam się widokiem, w którym się zakochałam dwa lata temu - w panoramie Londynu. Kocham Londyn w każdym calu i już dawno oznajmiłam mamie, że to tu chce mieszkać, jak dorosnę. Za plecami słyszę głos Michaela:
- Może księżniczka ruszyłaby swój tyłek i pomogła mi z jej walizkami.
Odwracam się do niego z uśmiechem i idę do niego powolnie, aby go sprowokować. Widzę, jak się śmieję, trzymając wszystkie moje bagaże. Powoli, powoli do niego idę i zabieram mu moją najmniejszą torbę z ręki.
-Super, przecież dokładnie na to liczyłem - uśmiecha się sarkastycznie.
Kiedy wzięłam od niego jeszcze walizkę, ruszamy do wejścia. Widzę, jak moja torba sportowa przewieszona przez jego ramię delikatnie się zsuwa. Michael patrzy w moim kierunku i mówi:
-Podciągniesz mi tę cholerną torbę? Ręce mam zajęte przez te twoje walizki. Na ile dni ty się spakowałaś? Rok?
Czerwienię się delikatnie. Wiem, że przesadziłam, ale zawsze biorę ze sobą za dużo rzeczy na wyjazdy.
-Oj, zamknij się - mówię i podciągam jego torbę.

Harry.

-To jest dobry wybór, Panie Styles - mówi do mnie agent nieruchomości, zanim się odwraca i odchodzi.
Patrzę na zegarek. Za chwilę przyjedzie tu Niall. Gdyby nie to, że tamten agent chciał masę autografów i zdjęć, to już siedziałbym na kanapie w nowym mieszkaniu. A tak to dopiero targam swoje bagaże na górę.
Ale tamten facet ma rację - to rzeczywiście jest dobry wybór. Fajny apartament, dwadzieścia minut od samego centrum. Nie wiem, co mnie podkusiło do kupienia apartamentu w Londynie, ale przynajmniej nie wydałem pieniędzy w błoto.

Kilka minut później chodzę po pokoju, czekając na Niall'a. Umówiliśmy się, że pokaże mu mieszkanie i pojedziemy nagrywać nową płytę. Kiedy rozlega się dzwonek do drzwi, wręcz biegnę mu na powitanie. Horan już od progu ściąga kaptur i uśmiecha się do mnie promiennie.
-Hej, Hazza.
-Siema.
Mówię mu, żeby zdjął buty - taka mała obsesja. On tylko śmieję się i kręci głową, ale robi to, o co go proszę.
-Wiesz - mówi podczas ściągania bluzy, - nie jesteś jedyny, który dopiero co tu się wprowadził. Jak do ciebie szedłem, to zauważyłem, że praktycznie naprzeciwko przed domem stoi jakaś dziewczyna z walizkami.
- Tak? - mówię, wychylając się przez okno, ale nikogo nie zobaczyłem.
- Nie masz co patrzeć - mówi, a ja gwałtownie odwracam wzrok od szyby. - Weszła, zanim zadzwoniłem do drzwi.
Potakuję w milczeniu i pytam:
- A ładna?
- No, niezłe ma ciałko. Z pewnością jest za co złapać - mówi, rozglądając się po mieszkaniu.
- A twarz? - prycham.
- Nie wiem, nie zobaczyłem - odpowiada, nie odwracając wzroku od obrazu w przedpokoju.
Myślę chwilę o tamtej dziewczynie z naprzeciwka i w końcu odzywam się do Nialla:
-Chodź, pokażę ci sypialnię.

Han.

Od godziny siedziałam w domu i rozpakowywałam swoje bagaże. Kiedy wreszcie wszystkie moje walizki spokojnie znalazły się po łóżkiem, decyduję się spotkać jedną z moich koleżanek. Kiedy byłam tu dwa lata, Michael zadbał o moje relacje z innymi, przez co poznałam kilku naprawdę fajnych ludzi, z którymi pisałam cały czas, jak byłam w Polsce. Wybieram numer do jednej z moich najbliższych tutejszych znajomych i czekam, aż odbierze. Po dwóch sygnałach w słuchawce rozlega się chrząknięcie i głos:
- Halo?
- Hej, tu Han.
- Oooo, Han. Cześć.
- Hej, Sarah.
- Już przyleciałaś?
- Tak - mówię z nieukrywanym entuzjazmem. - Chcesz się może spotkać?
- Jasne, bardzo chętnie. O której?
- Siedemnasta pod London Eye? Muszę trochę odpocząć po podróży.
- Doskonale, zapytam kilku osób, czy też chcą.
- Okej, dzięki.
- Nie ma sprawy. Odpoczywaj przed dzisiejszym długim wieczorem.
- Jasne - chichoczę. - Do zobaczenia.
- Buźka.
Słyszę kliknięcie w słuchawce. Rzucam telefon na łóżko i schodzę na dół po coś do jedzenia.
W kuchni nie ma nikogo. Buszuję chwilę po szafkach. W jednej z nich widzę opakowanie ciasteczek. Chciwie sięgam po nie ręką.
---
Po dwudziestu minutach ciastka zniknęły bez śladu, a mnie ogarnęło nagłe znużenie. Kładę się powoli na łóżku. Myślę o dzisiejszym wieczorze. To już za 5 godzin. Zastanawiam się, co będziemy robić.
Nie dane jest mi jednak dalej rozmyślać, bo zapadam w sen.

*****

I jak?  Z powodu, że dzisiaj było święto ( a ja nie mogłam się doczekać), to dodaję rozdział dzisiaj. Od następnego tygodnia będą one wychodzić regularnie. Zdecydowałam się na dodawanie rozdziałów dwa razy w tygodniu - we wtorek i piątek.

Do następnego razu,
xxx

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Prolog

Budzi mnie dźwięk mojego zegarka. Samolot odlatuje o 07:50. Na zewnątrz jest jeszcze ciemno. Sięgam po koszulkę i przeciągam sobie przez głowę, starając się nie obudzić mojej mamy. Cały czas nie mogę w to uwierzyć - kiedy moja mama powiedziała, że w wakacje będę mogła sama w wieku niecałych 15 lat polecieć na trzy tygodnie do mojego ulubionego miasta na ziemi - Londynu, myślałam, że uduszę ją w swoim uścisku. Tak okazuje się zaufanie - nie boi się, że zrobię coś głupiego. Co prawda, mieszka tam moja ciocia, ale mam jeszcze kilku znajomych, więc nie będę spać tylko u niej. Zresztą - ciocia Kate jest bardzo wyluzowana, nie będą jej przeszkadzały moje nocne podróże. I do tego - przeczytałam na Twitterze, że Harry Styles, mój ulubiony piosenkarz, będzie akurat wtedy w Londynie, bo zespół zrobił sobie przerwę od trasy koncertowej na czas wakacji. Zawsze większe szanse. Kiedy ktoś rok temu, w 2014 powiedziałby mi coś takiego, zaśmiałabym mu się w twarz. A teraz - siedzę na brzegu łóżka, opierając głowę o walizkę.
-Han? - usłyszałam zaspany głos zza drzwi. 
-Jestem gotowa, mamo.
-To dobrze, Patryka musiałam wybudzać czterdzieści minut. Prawie się spóźniliśmy na samolot.
No tak, mój brat zawsze był śpiochem. Tak jak moja malutka, 6-letnia siostra. On już od dwóch lat jeździ sam na wakacje do różnych krajów. W tym roku pojechał do Barcelony. Ach! Nie mogę uwierzyć w moje szczęście. 
---
"Samolot do London-Heathrow odlatuje z lotniska za 30 minut. Pasażerów prosimy o dotarcie na kontrolę niezwłocznie."
-Pa, mamo - ucałowałam ją w policzek, a następnie uklękłam w kierunku mojej siostry, Sary. - Zajmij się nią, co, mała?
Ona tylko pokiwała radośnie głową i rzuciła mi się na szyję. Odwzajemniłam uścisk i pobiegłam w stronę kontroli.
Nigdy bym nie przypuszczała, jak bardzo ta podróż zmieni moje życie.
*****
No i jak Wam się podoba? Ja osobiście myślałam, że wena bardziej mnie rozpieści, ale nie jest źle. Nie chciałam, żebyście poznali bohaterkę bardziej, niż jest tu ukazana. Chciałam tylko w jakiś sposób umieścic ją już w Londynie w tym prologu :) 
Akcja 1. rozdziału będzie się rozgrywać tuż po wylądowaniu na lotnisku.
xxx

Witaj, świecie


Myślałam o założeniu bloga od kilku miesięcy, ale trudno byłoby mi dopasować tematykę. Teraz, kiedy zawitaliśmy nowy rok, moim  postanowieniem stało się właśnie rozpoczęcie fanfiction o Harry'm Stylesie. Postaram się dodawać rozdziały regularnie. Jeszcze nie jestem pewna, czy będzie to dwa razy w tygodniu - wtorek i piątek - czy raz - wtorek lub piątek. Dzisiaj albo jutro opublikuję prolog mojej historii. W zamyśle będzie ona dwuczęściowa, ale pewna nie jestem. 

Notka krótka, bo wprowadzająca. Dziękuję za wejście i mam nadzieję, że pod koniec nie będę pisać tylko dla siebie.

Dzięki,
xxx