- Jak się nazywasz?
Podnoszę głowę i napotykam jego spojrzenie. Jego szmaragdowe oczy wpatrują się we mnie przyjaźnie. Odwracam wzrok i odpowiadam:
- Um... Hannah, ale wolę Han.
- Okej, czyli Han. Ja jestem...
- Harry Edward Styles - jakby recytuje.
Ośmielam się spojrzeć w jego stronę. On cały czas się patrzy, lekko się uśmiechając. Tym razem utrzymuje kontakt wzrokowy na dłużej. Czuję się trochę swobodniej - przecież on też jest człowiekiem.
- Tak, dokładnie tak się nazywam - mówi, przeczesując swoje długie włosy.
- Wiem to - odpowiadam.
Idziemy chwilę w ciszy, aż w końcu on znowu nawiązuje konwersację.
- Wcześniej powiedziałaś, że przyjechałaś do rodziny. Gdzie mieszkasz na co dzień?
- W Polsce - odpowiadam. On wydaje się być zmieszany moimi suchymi odpowiedziami i szczerze, ja też jestem.
- Słuchaj, przepraszam - mówię, przystając, a on patrzy na mnie zdziwiony. - Po prostu cały czas nie mogę w to uwierzyć. Zawsze marzyłam o spotkaniu ciebie, a teraz idę sobie z tobą parkiem, i jakoś nie mogę po prostu w to uwierzyć - unoszę wzrok i patrzę mu w oczy. - Ja, zwykła piętnastolatka idę ramię w ramię z moim idolem, który pyta się mnie o jakieś błahostki. I, szczerze, jest mi naprawdę głupio w twojej obecności.
Utrzymuję kontakt wzrokowy, czuję, jak moje policzki oblewają się czerwienią.
- Masz piętnaście lat? - pyta.
- Nikt w to nie wierzy - cicho odpowiadam.
- Po prostu na tyle nie wyglądasz - mówi. Chwilę stoimy w ciszy, ja z wzrokiem wbitym w swoje trampki. Po jakimś czasie czuję, jak czyjaś dłoń delikatnie spoczywa na moich plecach.
- Ej, pamiętaj, że jestem tylko człowiekiem. Nie masz naprawdę żadnych powodów, żeby czuć się głupio.
- Wiem, że jesteś człowiekiem, a ja traktuję cię jak okaz z muzeum.
- Nieprawda, bywają gorsze - śmieje się, a ja podnoszę wzrok, żeby ukradkiem zobaczyć jego uśmiech. Widziałam go tyle razy, ale nigdy nie będzie mi go dość. Prostuję się. On wygląda, jakby się nad czymś zastanawiał, więc mu nie przeszkadzam.
- Słuchaj - zaczyna. - Może zaczniemy od początku?
Uśmiecham się, widząc jak na mnie patrzy. W poznawaniu ludzi mam wprawę, o ile nie mają oni tabunu fanek.
Zdecydowanie w jego oczach zaczyna słabnąć, chyba za długo się namyślałam. Mam wrażenie, że jest lekko zaskoczony, kiedy wyciągam do niego rękę.
- Hej, mam na imię Hannah, ale znajomi mówią do mnie Han - mówię z uśmiechem.
- Harry, miło Cię poznać - mówi, odwzajemniając uścisk dłoni. Aaaa, ściskam jego dłoń, Powietrza.
- Skąd pochodzisz, Harry? - pytam o oczywistą oczywistość.
- Ej, takie rzeczy sobie darujmy - śmieje się.
- Okej - dołączam się do jego śmiechu.
Kiedy kończymy, on ostrożnie pyta:
- Tak jest... milej, prawda?
- Taa... milej - odpowiadam.
Nie wiem, jak to się stało, ale normalnie jak za zniknięciem czarodziejskiej różdżki mój wstyd wyparował. Zaczęliśmy rozmawiać o błahostkach i o kilku ważniejszych rzeczach. Cały czas nie mogłam przestać uwierzyć, że idę przez park z Harrym Stylesem, ale starałam się ignorować to uczucie, powtarzając sobie w myślach 'To tylko człowiek', co po kilku powtórzeniach niestety stało się 'To tylko cholernie przystojny, starszy o 6 lat, sławny i miły człowiek, o którego spotkaniu marzyłaś od wieków, a teraz sobie z nim gawędzisz'.
- Han?
'Aha, i jeszcze on zna twoje imię. BOŻE'
- Tak?
- Odleciałaś - uśmiechnął się.
- Um... przepraszam - odpowiedziałam lekkim uśmiechem. - A teraz może opowiesz mi o swoim zawodzie?
- Ta, chętnie - odpowiada. - A więc, jestem członkiem zespołu muzycznego.
- To nie brzmi tak dobrze jak 'gwiazdą rocka, a w wolnych chwilach posiadaczem serc większości nastolatek' - oznajmiam.
- Taa, twoje brzmi zdecydowanie lepiej.
- Wiem, zawsze byłam dobra w wymyślaniu nazw.
- Ja też.
- Też tak myślałam.
- To znaczy?
- Przeczytałam w książce o tobie o twoich popisach, o tym, jak nazwałeś oba swoje zespoły, ale po tym, jak dzisiaj nazwałeś samego siebie, mogę stwierdzić, że książki kłamią.
- Nie wyciągaj wniosków po jednym błędzie. Albo, jak to mówią 'Nie oceniaj książki po okładce'.
- Na okładce tamtej książki byłeś ty.
- Jak miło.
- Miałeś mi opowiadać o swoim zawodzie - przypominam.
- Wiem.
- To mów.
- Tylko, że to jest takie cholernie trudne - jęczy.
- Jak to? - pytam zdziwiona.
- To jest zbyt irracjonalne, żeby to ubrać w słowa.
- Stwórz o tym piosenkę - rzucam z uśmiechem.
- Masz świadomość, jak słaba będzie to piosenka? - pyta z uśmiechem na ustach.
- Taa, każdy tak mówi, tylko że twoje popisy mogą być potem na płycie.
Uśmiecha się.
Wnet orientuje się, jak zaczynam rozpoznać domy przy ulicy.
- Na tej ulicy mieszkam - mówię rozentuzjazmowana.
- Ja też - mówi.
- Co?
- Co? - patrzy na mnie.
- Tak po prostu mi to mówisz?
- A czemu nie? - mówi zdziwiony.
- Poznałeś mnie może pół godziny temu, wiesz, że jestem twoją fanką - wyliczam na palcach - starasz się o choć minimum prywatności, a teraz mówisz mi, gdzie mieszkasz?
Patrzy na mnie w ciszy. Kiedy już chce powiedzieć coś jeszcze, on mówi:
- Lubię cię.
Wytrzeszczam na niego oczy.
- Co?
- Lubię cię - wzrusza ramionami. - Jesteś naprawdę fajna, po co tracić kontakt?
- Ty nie mówisz poważnie - patrzę w jego stronę.
- A czemu nie?
- Nie no, dobra, tylko że - biorę głęboki wdech - to jest dla mnie takie dziwne.
Uśmiecha się.
- Nie musi być.
- Wiem - wzruszam ramionami. - Ale jest.
Idziemy w ciszy.
- To mogę twój numer? - pyta ostrożnie.
Nie odpowiadam. Nie wiem, co o tym myśleć.
- To - zaczyna bazgrać coś na jakiejś świstku papieru - to jest mój numer.
Wyciąga w moim kierunku kartkę. Biorę ją.
- Dzięki - mówię.
Łapie mnie za nadgarstek i przyciąga do siebie. Czuję obezwładniający zapach mięty i wody kolońskiej. On jest 6 lat starszy. On jest sławny. On pewnie nie wie, że ty aktualnie rozpływasz się w środku. Przyciąga mnie do siebie w przyjacielskim uścisku.
- Miło było cię poznać - mówi z przyjaznym uśmiechem.
- Ciebie też - odpowiadam lekko drżącym głosem.
- Jakby co, to dokładnie tu mieszkam - wskazuje kciukiem na blok za sobą. - Na kartce napisałem, które piętro i tak dalej. W razie, jakbyś zmieniła zdanie i jednak chciała się zaprzyjaźnić.
Uśmiecham się. On jest taki wspaniały. Harry przeczesuje włosy, a potem pociera dłonią o kark.
- Okej - wypuszczam oddech i decyduje się na coś szalonego. Całuję go w policzek. Przynajmniej będę mogła się pochwalić. Wydaje się być zaskoczony.
- Ja mieszkam tam - wskazuje palcem. - Przynajmniej na ten czas.
- Okej - mówi.
- To - przestępuję z nogi na nogę - pa?
-Do zobaczenia - mówi.
- No. Do zobaczenia - mówię.
Przechodzę na drugą stronę ulicy.
Harry.
Patrzę przez okno, jak dzwoni do bramy w domu tak blisko mnie. Nogi jej lekko drżą. Mógłbym tak na nią patrzeć godzinami, na jej uśmiech, brązowe oczy... Zaraz,co? Ona ma 15 lat, Harry, idioto! Ktoś otwiera drzwi frontowe. Światło przy wejściu oświeca twarz jakiegoś chłopaka. Podbiega do bramy i otwiera ją na oścież. Obejmuje Han. Ona opiera swoje ręce na jego ramionach. Kiedy w końcu ten palant się od niej odrywa, zazdrość wręcz buzuje we mnie. Chłopak obejmuje ją ramieniem i razem wchodzą do domu.
Co to, do chuja, było? Ona ma chłopaka? Dlaczego mnie okłamała, że mieszka u rodziny? Dlaczego w ogóle spędzała ze mną czas? Harry, ja pierdolę, jesteś taki głupi! To oczywiste, że taka dziewczyna ma chłopaka. Tylko dlaczego mi to przeszkadza?
*****
Hej
Kolejny rozdział... Uff! Szczerze, podoba mi się kilka wymyślonych przeze mnie fragmentów konwersacji. Mam nadzieję, że wyjdą mi kolejne części historii. Teraz będzie więcej spotkań z Harry'm. Aaaa!
Do zobaczenia
xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz