Rzeczywistość uderza mnie gwałtownie niczym siarczysty policzek.
On jest starszy, dorosły. Ja mam 15 lat. On jest sławnym Harrym Stylesem. Ja jestem nikim.
- Harry - mówię i odpycham go lekko, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej.
- Co się stało? - pyta zdezorientowany.
- Ja... przepraszam - mówię i wybiegam z sypialni.
- Han - woła za mną. - Han, zaczekaj.
Biorę buty w rękę i zatrzaskuję za sobą drzwi od jego apartamentu.
Harry.
- Han, zaczekaj - krzyczę za nią, ale chwilę później słychać trzask frontowych drzwi. Uderzam pięścią w ścianę.
- Kurwa mać! - wrzeszczę, ciągnąc się za włosy.
Jeszcze chwilę temu było tak pięknie. Kiedy pocałowała mnie w garderobie, myślałem, że to jakiś pieprzony sen, z którego za chwilę się wybudzę. Jej usta, jej pełne usta, zapach jej skóry... kurwa, to było wspaniałe. Jej nogi wokół moich bioder. Mógłbym tak codziennie. Co się stało? Wiek. Pieprzone 6 lat. Jakby była chociaż o rok starsza, wtedy ten problem nie byłby aż taki duży... Chwilę przed pocałunkiem była taka... seksowna. Kiedy przejęła kontrolę, wręcz powstrzymywałem się,żeby nie rzucić się na nią i rozerwać jej tego pieprzonego topu. Było tak pięknie, a ten cholerny rozsądek wziął górę.
Han.
Łzy płyną po moich policzkach. Michael już wrócił do domu - nie wiem, dlaczego tak wcześnie, ale to mnie nie obchodzi. Kiedy wpadłam zapłakana, z butami w ręce do domu, chciał dowiedzieć się, co się stało, ale go wyminęłam. Teraz słyszę pukanie w drzwiach łazienki - w moim pokoju nie da się zamknąć na klucz.
- Han! Han, otwórz drzwi! Nie rób nic głupiego - krzyczy mój kochany, niebieskooki kuzynek.
Powoli wstaję i otwieram drzwi z miną męczennika. Pociągam nosem i w ciszy siadam na muszli sedesowej. On klęka obok i patrzy na mnie uważnie, jednak nic nie mówi.
- To jest chore - słyszę swój ochrypły głos. W niczym nie przypomina seksownej chrypki z brytyjskim akcentem... Przestań!
- Co się stało? - pyta łagodnie - Może jak powiesz, to trochę ci to ulży.
Nim zdążyłam to dobrze przemyśleć, z moich ust posypały się słowa. Opowiedziałam, jak spotkałam Harry'ego pierwszy raz pięć dni temu w nocy, jak łatwo z nim rozmawiałam, jak dowiedział się o Sarze i sfinansował jej operację, jak go pocałowałam - wszystko, nawet błahostki. Nie powiedziałam mu tylko, gdzie mieszka owy 21-latek, który zawładnął moim sercem.
Michael słuchał mnie uważnie, nie przerywając. Patrzył i słuchał. Po całej mojej długiej wypowiedzi zwiesiłam głowę, a chwilę później on spytał:
- Chcesz znać moje zdanie?
- Tak, po to ci to wszystko opowiadałam - mówię, pociągając nosem.
- Więc słuchaj - chowa moje dłonie w swoje. Patrzę mu w oczy, czekając na to, co powie.
- Jak dla mnie ty naprawdę coś do niego czujesz. Co najważniejsze, mam wrażenie, że z wzajemnością. Nie warto kończyć tej relacji. Z drugiej strony, zgadzam się z tobą, że nie warto w twoim wieku pakować się w poważny związek z dorosłym facetem. Musisz dać mu do zrozumienia, że póki sama nie zechcesz pójść krok dalej, to nie może cię do tego zmuszać. Poczekaj do jutra, ochłoń, a po tym jego wywiadzie zdecyduj, czy naprawdę jest dla ciebie aż tak ważny, jak sądzisz teraz, pod wpływem emocji.
Potakuję w milczeniu i przytulam go mocno.
Kochany kuzynek. Zawsze wie, co powiedzieć.
---
Budzę się wraz z budzikiem. Oczy mam zapuchnięte od płaczu. Kolejny raz pociągam nosem i wstaję z łóżka. I nagle przypominam sobie o Jake'u. Sięgam po telefon i wybieram do niego numer.
- Halo?
- Hej Jake, tu Han - mówię. Czuję, jak zdarte mam gardło. - Słuchaj, przepraszam cię bardzo, ale muszę przełożyć nasze dzisiejsze spotkanie. Nie czuję się najlepiej i...
- Dobra, okej, nie musisz się tłumaczyć. Słyszę przecież twój głos. Zdrowiej szybko - odpowiada szybko.
- Dzięki za wyrozumiałość - oddycham z ulgą.
- No, to do zobaczenia.
- Pa.
Czyli sprawa z Jake'em załatwiona. Teraz muszę zastanowić się na poważniejszą kwestią.
Harry.
Naprawdę chciałabym, żeby to było proste. Chciałabym mieć normalne problemy, a nie na taką skalę. Te kilka dni przysporzyło mi zdecydowanie za dużo wrażeń.
Michael ma rację. Nie mogę do niego pobiec i po prostu mu dać tego, co on chce. Potrzebuję dowodu. Dowodu, że coś do mnie czuję. Problem w tym, że tego uczucia może nie być, że on z każdą dziewczyną pod wpływem chwili idzie do łóżka. To zgadzałoby się z artykułami z gazet.
Rozczesuję włosy i wychodzę z pokoju. Przed pójściem na śniadanie idę do łazienki szybko zmyć rozmazany makijaż z wczoraj. Kiedy wyglądam już bardziej jak człowiek, a mniej jak zombie, schodzę do kuchni. Wszyscy siedzą razem przy stole. Jestem zdziwiona tym widokiem, nie mniej jednak przysiadam się do tamtej trzyosobowej gromadki.
- Och, kochanie, zapomniałam ci to powiedzieć, jak przyleciałaś. U nas jest tradycja wspólnego, sobotniego śniadania - powiedział wujek Artur.
- Nie ma sprawy - odchrząkuję i uśmiecham się lekko. Michael siedzi obok mnie i lekko ściska moją dłoń pod stołem w geście wyrażającym więcej współczucia i otuchy, niż kiedykolwiek mogłabym się po nim spodziewać. Lekko odwzajemniam uścisk i wyplatam swoją rękę z jego, by sięgnąć po chleb.
- Razem z Arturem idziemy dzisiaj na przyjęcie naszej wspólnej znajomej. Wybieracie się z nami?
- Nie, ja zostaję - odpowiadam cioci. - Pewnie będę się tam nudzić.
- Ja też odpuszczę, spędzę trochę czasu z moją małą kuzyneczką - mówi Michael i lekko szturcha mnie w ramię.
- No to załatwione - klaszcze ciocia, po czym wstaje od stołu. Wcześniej jednak całuje Artura w policzek.
Patrzę na nich i czuję w sercu miliony małych igiełek. Ich związek jest taki poprawny w każdym calu. Ciocia Kate jest o zaledwie rok młodsza od swojego męża. Mają wspólnych znajomych i żyją w spokojnej dzielnicy wspaniałego miasta. Myślami odlatuję daleko w przyszłość i wyobrażam sobie mnie i Harry'ego za kilkanaście lat. On ze swoimi starszymi znajomymi, ja w moim gronie przyjaciół. On wyjeżdżający co chwila z zespołem, gdzie oblegają go tłumy seksownych dziewczyn. Ja prowadząca normalne życie w centrum Londynu. To jest takie irracjonalne. Dlatego niemożliwe.
Niedługo potem rodzice Michaela wychodzą, a my zostajemy sami w domu. Decydujemy się po prostu siedzieć i oglądać telewizję. Jest za dziesięć druga. Przerzucamy kanały, aż w końcu słyszę głos jakiejś spikerki coś oznajmiającej:
- A teraz zapraszam na wywiad z najsłynniejszym boysbandem świata...
- Michael, zatrzymaj się tutaj - nakazuję mu. Posłusznie odkłada pilota, a ja poprawiam się na kanapie. Nie jest tak wygodna jak u Harry'ego, ale... Han, stop! Skupiam się na głosie spikerki:
- Niejednokrotnie nazywani przełomem, ogłoszeni największym boysbandem świata. Proszę państwa, dla tych czterech chłopców pod naszym budynkiem zebrał się tłum nastolatek oczekujących chociaż na zobaczenia któregoś z nich. Proszę to zobaczyć.
Na chwilę puszczony zostaje materiał, gdzie widać setki dziewcząt krzyczących i ściskających się pod wejściem do wieżowca.
- Z wielką przyjemnością zapraszam do siebie One Direction!
Słychać burzę oklasków z widowni, aż w końcu wchodzi Liam, za nim Louis, Niall i... moje serce zatrzymuje się na widok pełnych ust, szmaragdowych oczu i długich włosów. Ma na sobie kapelusz, te same czarne spodnie z dziurami i koszulę, w której się całowaliśmy. Czuję napływające do kącików oczu łzy.
- Witajcie, Liam, Louis, Niall, Harry - młoda prezenterka ściska rękę każdemu z członków zespołu. Jej wzrok zawiesza się dłużej na Harrym, co doprowadza mnie do szaleństwa. Kiedy wszyscy siadają na kanapie, a oklaski cichną, prezenterka przemawia:
- Spotkaliśmy się tu nie z byle powodu... Ponoć macie do ogłoszenia dwie ważne sprawy - zaczyna mówić ta czarnowłosa zdzira.
- Tak, są takie dwie: jedna dobra, druga trochę mniej - zaczyna Louis. - Zła jest taka, że oficjalnie potwierdzamy, że po zakończeniu trasy koncertowej robimy sobie co najmniej roczną przerwę w koncertowaniu.
- Natomiast dobra jest taka - zaczyna mówić Harry, a moje serce zamiera. Dzisiaj ma jakby inną chrypkę, jakby w nocy krzyczał lub płakał. Trochę mnie to zadowala - że dla naszych fanów wydajemy płytę, która pojawi się w połowie listopada.
Mówi jakby mechanicznie, jakby wyuczył się tekstu na pamięć. Jakby coś blokowało go w posłaniu jednego ze swoich czarujących uśmiechów.
- Harry - prezenterka zwraca się do niego, - wydajesz się jakby zamyślony. Coś cię trapi?
Styles tylko na nią spogląda.
Nawet nie wiedziałam, co się szykuje. Ale to co zrobił, wysłało po moim ciele jakieś dreszcze.
- Trapi mnie fakt, że jestem kretynem, który nie umie walczyć o to, o co chce - odpowiada szorstko. Suka z mikrofonem chyba wyczuła jakąś sensację, bo przybliżyła się do chłopaka.
- Na pewno tak nie jest - pociesza go.
Ale on nie zwraca na nią uwagi. Patrzy prosto w kamerę, jakby prosto we mnie i zaczyna mówić:
- Ależ jestem. A teraz przepraszam panią bardzo, ale chciałbym coś powiedzieć. - zwraca się do prezenterki, a potem znowu przenosi wzrok na kamerę - Nie wiem, czy to oglądasz, nie wiem, czy chcesz, żeby zdradzić twoją tożsamość, ale wiedz, że przepraszam cię za to, co wczoraj się stało. Nie wiem, czy chciałaś tego i o nic cię nie oskarżam. Po tych kilku dniach wiem, jak ważna dla mnie jesteś. Nawet, jeśli nie mam szans na twoją miłość, to chce zostać ci bliski, chce być dla ciebie kimś ważnym. Nie wiem, czy cię kocham, ale wiem, że to, co czuję do ciebie, jest silne i prawdziwe. Jakby co, to wiesz, gdzie mieszkam. Słyszałem wczoraj krzyki twojego kuzyna, żebyś otworzyła drzwi i nie robiła nic głupiego. Mam nadzieję, że nic się nie stało. Mam nadzieję, że wszystko okej - powiedział.
Niby nie zrobił wielkiego wykładu o tym, co we mnie kocha, ale był to dla mnie dowód, jakiego potrzebowałam.
Teraz wystarczy czekać, aż wróci z wywiadu.
*****
Hej
Rozdział krótki, bo nie miałam za dużo czasu (i weny) na pisanie, a chciałam go dodać wtedy, kiedy zaplanowałam.
Następny jak zwykle pojawi się piątek
Dzięki
xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz