W ręku ściskam kartkę od Harry'ego.
- Zgubiłam się w parku - odpowiadam.
- Jak dobrze, że się znalazłaś - obejmuje mnie ponownie.
- Spytałam o drogę - nie mogę powstrzymać uśmiechu na samą myśl o Stylesie.
- To dobrze - słyszę, jak oddycha z ulgą.
Dopiero kiedy weszłam do domu, uświadomiłam sobie, jak głodna byłam przez ten cały czas. Wchodzę do kuchni i zerkam na zegar ścienny. 23:57. Naprawdę? Spędziłam z Harrym aż tyle czasu? Biorę jogurt z lodówki i sypię do niego płatki owsiane. Dodaję suszone owoce i łapczywie połykam swoją kolację.
- Jak było? - pyta Michael.
- Dobrze, w sumie to naprawdę super. Wspaniale.
Uznałam, że póki co nie powiem mu o moim nowym
- A jak ty bawiłeś się z Sophie? - pytam.
- Super. Jak zawsze - mówi z rozmarzeniem.
- Macie szczęście - stwierdzam między jedną a drugą łyżką jogurtu - że się macie.
- Noo - mówi. - Słuchaj, Han, jestem naprawdę śpiący. Nie będzie Ci przeszkadzać, jeśli pójdę teraz do łóżka?
- Nie, jasne, że nie. Sama jestem w sumie zmęczona - odpowiadam.
Michael uśmiecha się do mnie i idzie do siebie do pokoju.
Kiedy kończę swoją kolację, idę jego śladami na górę. Wchodzę do swojego pokoju i biorę piżamę z łóżka. Kieruję się do łazienki, gdzie się w nią przebieram. Następnie zmywam makijaż i myję zęby. Nie mam siły na pójście pod prysznic. Zrobię to jutro rano.
Wracam do sypialni. Podłączam telefon do ładowania. Chowam kartkę od Harry'ego do szafki, żeby nikt mi jej nie zabrał. I ledwo położyłam się do łóżka, znużył mnie głęboki sen.
---
Przeciągam się na łóżku. Zastanawiam się, czy to, co się wczoraj wydarzyło, to nie był po prostu sen. Jednak kiedy zaglądam do szafki, widzę kartkę od Harry'ego. Chce mi się wrzeszczeć z radości. Harry Styles zaproponował mi przyjaźń. Dlaczego od razu się nie zgodziłam? Musiałam być naprawdę śpiąca.
Schodzę na dół do salonu, ale nikogo w nim nie zastaje.
-Halo?
Wchodzę do kuchni i od razu w oczy rzuca mi się jakaś kartka na blacie. Podnoszę ją i czytam pismo wujka.
'Razem z Kate pojechaliśmy do naszego przyjaciela. Michael będzie cały dzień ze znajomymi. Masz cały dzień wolny - tylko się nie zgub!
Artur
PS. Dzisiaj naładuj telefon.'
Okej, nie mam nic przeciwko temu. Idę do lodówki i otwieram ją i zastanawiam się, co zjeść. Harry pewnie jeszcze śpi.
W mojej głowie świta pewien szalony pomysł, ale nie wiem, czy dobry.
Biegnę do pokoju i otwieram szafkę. Czytam na kartce, na którym mieszka piętrze. Tak. Odwdzięczę mu się za pomoc wczoraj. Chyba zrobienie śniadania nie jest żałosnym pomysłem. Oczywiście, wiem, co lubi, a czego nienawidzi, jeśli chodzi o jedzenie. Przeczytałam w internecie. Bananowe babeczki. Ich zapach roznosi się po całym domu. Jest obezwładniający. Kiedy jestem już umyta, ubrana, a śniadanie dla Stylesa jest ślicznie zapakowane, wychodzę z domu.
Kiedy schodzę ze schodów do bramy, zastanawiam się, czy odpowiednio się ubrałam, ale nie mogę narzekać na czarną podkoszulkę, przetarte dżinsy i zegarek na nadgarstku. Jedyne, na co mogę jęczeć, to włosy - jak zawsze, w nieładzie.
Przechodzę przez bramę i wchodzę do jego klatki schodowej. Drzwi są uchylone. I dobrze, zrobię mu niespodziankę.
Zastanawiam się, czy dobrze robię.
Harry.
Ktoś dzwoni do moich drzwi. Może jakiś jebany listonosz, czy coś. Szczerze, w ogóle nie chce mi się wstawać, żeby mu otworzyć, ale dzwonienie staje się coraz bardziej natarczywe, więc wstaję z rezygnacją. Głowa mnie boli, ale bez przesady. Wypiłem kilka piw. Nie mogłem przestać myśleć o Han. Co ta pieprzona małolata ze mną zrobiła?
-Idę - krzyczę z nadzieją, że dzwoniący usłyszy. Chyba się udało, bo przestaje. Wyrzucam butelki do kosza, trochę się ogarniam i idę otworzyć. Widzę ją. Uśmiecha się promiennie.
- Witam - mówi. W rękach niesie jakiś pakunek. Czuję zapach bananów, ale muszę się opanować. Ma chłopaka, tylko to chodzi mi po głowie.
- Czego chcesz? - rzucam szorstko. Uśmiech jej blednie.
- Ja... um... - zaczyna się plątać - chciałam...
- Masz chłopaka, po co do mnie przychodzisz? - rzucam.
Rozszerzają jej się oczy.
- O czym ty mówisz? - pyta. Nie wytrzymuję.
- O czym? - krzyczę, a ona lekko się kuli. - Widziałem, jak przytulałaś swojego chłopaka, wczoraj wieczorem. Ja po prostu nigdy nie zrozumiem takich dziewczyn, a spotkałem już ich wystarczająco dużo. Nie chce, żeby ten facet był o mnie zazdrosny, nie chce sam przechodzić przez te wszystkie fazy, aby potem zostać z niczym! - rzucam. Ona patrzy na mnie, przerażona. I dobrze.
- Ja - mówi, a jej oczy zaczynają się lekko szklić - chciałam tylko podziękować za pomoc wczoraj. Nie wiem, o jakim chłopaku i o jakich fazach ty mówisz, ale ja chciałam być tylko miła.
- Mówię o tym chłopaku, który prawdopodobnie czeka na ciebie w domu - krzyczę. - W dupie mam to, czy go zdradzasz, czy nie, ale nie ze mną!
Zaciskam pięści. Ona chyba to zauważa, bo odsuwa się lekko. Potem jednak przystaje i patrzy mi w oczy.
- Czekaj - mówi powoli, wciąż patrząc mi w oczy, które mnie lekko uspokajają. - Mówisz o tym chłopaku, który wczoraj wybiegł do mnie z domu?
- Tak - mówię, cały czas ostro. - Dokładnie o tym.
- Nie wiem, jak to musiało wyglądać, ale obiecuję ci, że nie chodzę z własnym kuzynem - mówi z rozbawieniem.
Kuzynem?
- Kim? Kuzynem? - mówię, choć doskonale usłyszałem.
- Kuzynem. Michaelem. Mikey'm. Moim kuzynem - mówi coraz to bardziej rozbawiona.
Powoli opada ze mnie cała złość. Teraz jestem tylko cholernie zdezorientowany. Potem jednak zaczynam wszystko pojmować. Hannah wybucha śmiechem, a ja zaczynam walić głową o framugę drzwi.
- Ale ze mnie idiota - mówię po chwili.
- To prawda - chichocze. - To mogę wejść?
- Zapraszam.
Han.
Wchodzę do mieszkania Harry'ego, słyszę jak zamyka za mną drzwi.
- Jestem skończonym idiotą - powtarza.
- Prawda, ale w sumie mi to nie przeszkadza - mówię, po czym spoglądam na niego. Stoi pośrodku przedpokoju, pocierając dłonią o kark. Dopiero teraz zauważam, że jest w samych dresach, bez koszulki. Patrzę mu prosto w szmaragdowe oczy, po czym podnoszę pakunek.
- Niespodzianka! Gdzie masz kuchnię?
- Zaprowadzę Cię - mówi.
Kładzie rękę na moich plecach.
- Przepraszam - słyszę jego ochrypły głos zza pleców.
- Nie było sprawy - odpowiadam, ale on łapie mnie za nadgarstek i obraca do siebie. Drugą dłoń kładzie na moich plecach. Dzieli nas tylko to idiotyczne pudełko z babeczkami. Słyszę, jak mój oddech przyspiesza. Patrzę w jego oczy, te szmaragdowe oczy, które zaledwie dzień temu oglądałam tylko w internecie. Śledzę jego twarz. Patrzę na idealnie zarysowaną szczękę, potem na jego pełne, malinowe usta i ponownie powracam do oczu. Czuję, jak temperatura gwałtownie wzrasta.
- Naprawdę przepraszam - mówi tym swoim seksownym, ochrypłym głosem. Czy on wie, że jak to na mnie działa, to, jak mnie trzyma?
- A ja naprawdę ci wybaczam - odpowiadam i się odsuwam. - A teraz czas na niespodziankę.
Kiedy podchodzi do mnie, ja podnoszę brew i mówię:
- Ty siadasz grzecznie przy stole i czekasz, aż ci przyniosę jedzonko.
Uśmiecha się.
- Okej - odpowiada.
Odwracam się do niego tyłem i zaczynam odpakowywać babeczki. Uspokajam oddech i bicie swojego serca. Chwilę buszuję po szafkach w poszukiwaniu talerzy i rzeczywiście je znajduję. Biorę też dwa widelczyki. Nakładam babeczki na duży talerz i biorę dwa małe - dla nas. Niosę śniadanie do stołu, gdzie czeka Harry.
- Śniadanko! - wołam i kładę przed nim talerz.
- NIE - krzyczy z zachwytem. - Babeczki? - spogląda na mnie.
- Z czekoladą i bananami - przytakuję i siadam naprzeciw niego.
- Jesteś moją boginią - mówi, łapczywie sięgając po pierwsze ciastko.
Po ugryzieniu zamyka oczy. Bierze coraz to kolejne kęsy. Uznaję, że lepiej mu nie przerywać. Sama biorę babeczkę i zjadam. Wygląda tak uroczo, niczym pięciolatek, kiedy sięga po kolejne ciastko. Oczy mu błyszczą, a usta są rozciągnięte w promiennym uśmiechu.
Kiedy talerz jest już pusty, Harry w końcu mówi:
- Przykro mi, ale obawiam się, że od dzisiaj będziesz mi musiała piec coś podobnego zawsze.
Uśmiecham się tylko, wstaję i zabieram talerze.
- Pójdę pozmywać - oznajmiam.
- Nie ma mowy - krzyczy i biegnie w moim kierunku.
- Ja pozmywam, jestem ci to winien za te cholerne babeczki - wyrywa mi szmatkę z ręki.
- Nie będę się spierać tylko dlatego, że nie lubię zmywać.
- I bardzo dobrze - mówi i wystawia ręce w moją stronę. - Talerze.
Podaję mu je bez gadania. Kiedy on idzie w stronę zlewu, ja podążam za nim. Siadam na blacie obok. Harry pyta:
- Włączysz radio?
- Jasne.
Sięgam ręką i naciskam guzik. Ku rozpaczy mojego kolegi w radiu właśnie rozbrzmiewają pierwsze takty "No Control".
- O nie, już możesz wyłączyć - jęczy.
- Nie - mówię. - Lubię tą piosenkę, co ci w niej przeszkadza?
- Nic, też ją lubię, ale to żenujące - przyznaje.
- Co jest żenujące?
- Fakt, że twoje piosenki lecą w radiu i tyle ludzi zna do nich tekst. To onieśmiela - mówi.
Patrzę na niego jak na wariata. Nie wiedziałam, że on naprawdę tak myśli.
- To nie jest żenujące - mówię, kładąc rękę na jego ramieniu. - Dla mnie to jest wspaniałe. Możesz być z siebie dumny, osiągnąłeś dużo, więc nie masz się czego wstydzić.
Patrzy na mnie. Kiedy Niall kończy swoją część, Harry zaczyna lekko nucić swój tekst. Pomagam mu. Kilka chwil później obydwoje śpiewamy refren na cały regulator.
- NO CONTROL! NO CONTROL! - wrzeszczymy. - Nooo!
Czuję na sobie wzrok Harry'ego, więc mówię leniwie:
- Zrób zdjęcie, będzie na dłużej.
W odpowiedzi słyszę tylko jego śmiech.
Kiedy piosenka się kończy, ściszam radio. Macham nogami, podczas gdy Styles kończy myć ostatni talerz. Słyszę dźwięk mojego dzwonka w telefonie. Mówię do Harry'ego:
- Idę odebrać.
Zsuwam się z blatu i podchodzę do torby. Kiedy wyjmuje z niej telefon, patrzę na nadawcę. Mama.
-Halo, mamo?
W odpowiedzi ktoś pociąga głośno nosem.
- Mamo?
- Um... Kochanie? Witaj - słyszę ochrypły od płaczu głos moje mamy.
- Mamo, co się stało?
Słyszę szloch po drugiej stronie słuchawki.
- Mamo, powiedz mi.
- Twoja siostra....
- Co?
- Sara jest w szpitalu.
Coś trafia mnie w serce. Czuję łzy zbierające się kącikach moich oczu.
- Jak... Dlaczego? - pytam, a po policzku spływa mi łza. Widzę, jak Harry patrzy na mnie pytającym wyrazem twarzy, ale on przecież mnie teraz nie rozumie - z mamą rozmawiam po polsku.
- Miała... - słyszę szloch - Zasłabła. Lekarze wzięli ją na badania. Wykryli go, tak jak u taty.
Gula w moim gardle rośnie.
-Ona ma raka, Han. Ona umrze. Tak się o nią boję - słyszę jej płacz, ale postanawiam być twardsza.
- Mamo, Sara jest silna, da sobie radę - mówię.
- Wiem, ale, Han, nie chce przez to przechodzić. Nie stać nas na dawcę.
- Mamo, czy powinnam... przyjechać? - pytam.
- Nie, wręcz chciałam cię prosić, żebyś została tam na całe wakacje. Teraz muszę się skupić tylko na Sarze. Mam nadzieję, że rozumiesz.
- Tak, mamo - mówię. - Rozumiem.
- Dobrze.
- Mamo?
- Tak, Han?
- Pamiętaj, że cię kocham.
- Ja też cię kocham. Bardzo, bardzo.
- To pa - mówię.
W odpowiedzi słyszę tylko kliknięcie.
Sara.
*****
Hej
Nie mogłam dać Han dalej upajać się znajomością z Harry'm, ale spokojnie... Sprawa Sary rozwiąże się dość szybko.
Przy okazji, uznałam, że dla dobra ff lepiej, żeby Han była w Londynie dłużej, niż planowałam
Dzięki
xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz