sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział 2.

Budzi mnie lekkie trącanie w ramię, słyszę, jak ktoś szepcze moje imię. Biorę głęboki wdech i podnoszę wzrok, który spotyka się z niebieskookim spojrzeniem Michaela. Widzę jego uśmiech w nikłym świetle nocnej lampki przy moim łóżku. Odchrząkuję i pytam zaspanym, ochrypłym głosem:
- Um... Która godzina?
- Spokojnie, zdążysz na spotkanie z Sarah - mówi, a ja gwałtownie siadam na materacu.
- Skąd wiesz? - pytam podejrzliwie, świdrując go spojrzeniem.
- Twój telefon dzwonił i dzwonił, więc go odebrałem. To była ona, chciała się spytać o jakąś błahostkę. Powiedziała, że mam Cię obudzić o drugiej, żebyś się spokojnie przygotowała.
Uśmiecham się w jego stronę z wdzięcznością i przecieram oczy.
- Chociaż nie rozumiem, po co Ci trzy godziny na przygotowanie się do spotkania - mówi, patrząc na mnie.
- Nie wiem, ile jedzie się pod London Eye - ignoruję jego wypowiedź "To dużo czasu".
- 5 minut autobusem lub 30 minut piechotą.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy - mówi, wstając. - Dobra, daję Ci spokój.
Kiedy już ma otworzyć drzwi, mi przychodzi do głowy jeszcze jedna rzecz.
- Michael? - zatrzymuję go, a on delikatnie obraca się w moją stronę.
- Tak?
- Gdzie - pytam - Gdzie tu jest łazienka?
Uśmiecha się.
- Na prawo i drugie drzwi po lewej - wyjaśnia.
- Dzięki, jesteś super - mówię i czuję, jak na mojej twarzy formuje się uśmiech.
- Proszę bardzo - kłoni się i wychodzi z pokoju.
Kiedy drzwi zostają zamknięte, jeszcze chwilę siedzę na łóżku i myślę o Michaelu. Jest chyba najlepszym chłopakiem, jakiego można sobie wymarzyć. Z jednej strony zabawny, z drugiej taki troskliwy i opiekuńczy. No i jest przystojny. Nigdy nie myślałam o nim w taki sposób, dalej tak nie myślę, ale gdybyśmy nie byli rodziną, to z pewnością byłabym nim zainteresowana.
Inna sprawa, że on mną nie.
W końcu podnoszę się z materaca i powoli wlokę się w stronę szafy z ubraniami. Jestem jeszcze śpiąca i mój mózg nie działa jeszcze tak, jak powinien, więc po drodze obijam się o kilka rzeczy - biurko, fotel, krzesło, dywan...
Nie mam pojęcia, jak dotarłam do szafy bez żadnego złamania. Stoję przez chwilę na swoje ubrania, decydując się na którąś z moich nowo kupionych na wyjazd bluzek.
- Michael - wołam na tyle głośno, żeby usłyszał.
- Ta? - słyszę krzyk w odpowiedzi.
- Jaka jest pogoda?
- A panienka nie może zajrzeć przez okno?
- A dla księcia to jakaś hańba, po prostu powiedzieć?
Wręcz słyszę, jak na jego twarzy formuje się uśmiech.
- Ciepło, jak to w lecie. Aha, i przestał wiać wiatr.
- Takie trudne? - krzyczę.
- Prawie tak, jak dla Ciebie trudne jest zwykłe podziękowanie - odpowiada, chichocząc ze swojego głupiego żartu.
- Dziękuję - wołam.
- Proszę - odpowiada.
Teraz słyszę już tylko szum telewizora w tle.
Przerzucam kilka bluzek, aż w końcu decyduję się na prostą, białą, a przede wszystkim - luźną. Zawsze kupuję ubrania, które nie opinają mojego ciała na każdym jego centymetrze. Uważam to za dziwkarskie i takie słabe. Pewnie jakbym była szczupła, to też bym nosiła obcisłe sukienki, ale że nie jestem i nie noszę takich sukienek, to mam prawo dorabiać sobie do tego własne wyjaśnienie. Wyssane z palca.
Do mojej bluzki dobieram jasne, dżinsowe szorty z dziurami. Z wybranym zestawem idę do łazienki na krótki, odświeżający prysznic.
Oczywiście, wszystko zależy od tego, jak postrzega się słowo "krótki".
Zawsze, kiedy strumienie wody delikatnie oblewają moje ciało, mój umysł wędruje gdzieś daleko na dobre dwadzieścia minut. W tym czasie myślę i stoję pośrodku kabiny. Nie inaczej było w tym przypadku.
Zaczęłam się zastanawiać, jak będzie wyglądać moje spotkanie z Sarah i innymi ludźmi, których widziałam dwa lata temu. Wiem oczywiście, jak większość z nich teraz wygląda, ale nie wiem, jak bardzo zmieniły się im charaktery. Przez telefon i messengera trudno to dokładnie zweryfikować. Czy po kilku minutach powstanie słynna niezręczna cisza? A może od razu zbliżymy się do siebie, tak jak dwa lata temu?
- HAN, DO CHOLERY, NIE JESTEŚ SAMA W TYM DOMU! - aż podskoczyłam na wrzaski Michaela zza drzwi.
- Okej, już wychodzę - piszczę i zakręcam wodę. Mokre, krótkie włosy szybko wycieram ręcznikiem i owijam się nim. Otwieram drzwi i patrzę na kuzyna stojącego na wprost mnie. Ku mojemu zdumieniu patrzy na mnie z promiennym uśmiechem.
- Już wychodzę - mówię szybko i staram się wybiec z łazienki do pokoju, ale łapie mnie w talii tak mocno, że nie mam szans się ruszyć. Śmieje się.
- Daj spokój, nie mówiłem aż tak poważnie. Chciałem, abyś tylko się pospieszyła.
Chwilę trzyma mnie w swoich objęciach. Czuję, jak zaczynam się czerwienić. W końcu mnie puszcza i mówi:
- Nie biegnij jak na maratonie, ale i tak się pospiesz.
Odchodzi, zostawiając otwarte drzwi. Zamykam je na klucz i patrzę w swoje odbicie. Po chwili zsuwam ręcznik i ubieram swój prosty zestaw ubrań.
- Zmiana - krzyczę. Po chwili pojawia się Michael ze swoim wielkim uśmiechem, jakby przyklejonym do twarzy.
- Sophie przyjedzie za 20 minut - mówi i znika za drzwiami toalety.
Stoję chwilę w miejscu i ruszam w stronę pokoju.
Jak mogłam sobie cokolwiek wyobrażać? Michael to mój starszy o 4 lata kuzyn, w dodatku będący w związku. Jak mogłam myśleć, że ten ruch coś znaczył? Nigdy nie miałam chłopaka, nigdy nikt mnie nie pożądał. Nie mówię, że w wieku ledwo 15 lat to coś nadzwyczajnego, ale do cholery, chciałabym czasem móc kogoś przytulić, pocałować - tak, jak to robi większość moich przyjaciółek z kraju i zagranicy.
- Ślicznie wyglądasz - słyszę miękki, kobiecy głos.
- Dziękuję, ciociu - mówię, obdarzając ją lekkim uśmiechem i kieruję się w stronę drzwi. Zamykam się w pokoju i przysiadam na krześle przy biurku. Przyciągam do siebie lusterko i wyciągam
kosmetyczkę. Szybko rozprowadzam lekki podkład i korektor, starając się to zrobić równo, ale delikatnie. Potem nakładam puder, bronzer i róż. Zawsze, gdy opowiadam mojej mamie, co mam na twarzy, to brzmię, jakbym mówiła o kilogramowej tapecie, ale tak nie jest. Nigdy nie pochwalałam takich makijaży. Robię sobie delikatne kreski, ale wyciągnięte, a długie, kręcone rzęsy podkreślam maskarą. Zawsze robię sobie taki makijaż, tylko w różnych ilościach. Prawie automatycznie sięgam go kredkę do brwi, potem lekką szminkę do ust. Słyszę czyjeś kroki na korytarzu, a chwilę potem pukanie do drzwi.
- Proszę - mówię, chowając kosmetyczkę do szafki.
- Han... To jest Sophie.
Odwracam się i patrzę w kierunku wybranki Michaela.
Moja szczęka ląduje na podłodze, a oczy skanują ciało dziewczyny o zniewalającej figurze zawodowej modelki. Długie, rude włosy do połowy pleców wyglądają, jak po wizycie u fryzjera, a kości policzkowe, zielone oczy i pełne, czerwone usta przyciągają. Już wiem, dlaczego Michael za każdym razem wyłącza się, gdy o niej myśli. Jak ma się przed oczami taką kobietę...
- Han?
Czuję, jak moje policzki zaczynają płonąć. Gwałtownie wystawiam rękę do Sophie.
- Hej.
- Hejka - moje uszy więdną na dźwięk jej aksamitnego, seksownego głosu. - Sophie.
- Han, młodsza kuzynka.
- A jak brzmi twoje pełne imię? - mówi, delikatnie podnosząc brew.
- Hanna... um... Hannah - przypominam sobie, że jesteśmy w Anglii. - Ale każdy mówi mi Han.
- Dlaczego?
Gdyby nie fakt, że to dziewczyna mojego kuzyna, wygarnęłabym jej wścibstwo.
- Lubię taki skrót - mówię fałszywie słodkim głosem.
- Okej... Han - delikatnie unosi brwi.
Michael lekko łapie Sophie w talii i mówi:
- To... my wychodzimy - powiedział.
- Okej, pa, Mikey - rzucam. Nawet nie mam nadziei, że zwróci uwagę na ten idiotyczny skrót, ale zostaje mile zaskoczona. Łapie mnie za ramię i mówi groźnie:
- Jak jeszcze raz mnie tak nazwiesz, to...
- I tak wiem, że nic mi nie zrobisz, Mikey - rzucam i szybko dodaję. - Miło było Cię poznać, Sophie.
- Ciebie też - odpowiada.- Chodź, Mikey.
Michael jęknął przeciągle, a my zachichotałyśmy. Kiedy uchwyciłam spojrzenie Sophie, ona mrugnęła porozumiewawczo.
Może jednak jest szansa na przyjaźń z dziewczyną kuzyna bez żadnych ograniczeń. Może jednak Sophie jest fajna.
Naszą krótką rozmowę przerywa dźwięk telefonu. Michael przeciąga palcem po ekranie.
- Halo? - pyta w słuchawce. Po chwili odpowiada krótkie "Okej, będziemy za kwadrans" i rozłącza się bez pożegnania.
- Sophie, musimy się zbierać - położył jej rękę na plecach.
- Okej - odpowiada. - Naprawdę miło było Cię poznać - zwraca się do mnie.
- Z wzajemnością.
- To my lecimy. Pa, Han - Michael lekko mnie przytula i razem z Sophie wychodzą z pokoju. Kilka sekund później słyszę dźwięk zatrzaskiwanych drzwi na dole.
Jestem sama w domu. Ciocia Kate z wujkiem wyszli chwilę przed Michaelem. Jestem sama w domu. Podchodzę do biurka i biorę laptopa pod rękę. Schodzę z nim na dół i podłączam do dużych głośników w salonie.
Chwilę później w całym domu rozbrzmiewa "Stockholm Syndrome", w rytmie którego przygotowuje sobie szybki obiad, jeśli dwie kanapki z szynką i pomidorem można tak nazwać. Patrzę na zegar ścienny w kuchni. 16:25. Od początku zdecydowałam się na spacer. Po co jechać autobusem w taką pogodę? Odsuwam swoje krzesło od stołu i odkładam talerz do zlewu. Kieruje się na górę, aby wziąć swoją torbę. Po zaledwie chwili schodzę i idę do przedpokoju. Decyduje się założyć białe conversy - wiem, że możemy dużo chodzić przez ten wieczór. Z początku od razu chcę wyjść i napawać się świeżym powietrzem, ale po chwili jednak biorę jeszcze ciepłą bluzę w razie, jakby się ochłodziło po czasie.
Michael nie kłamał. Nietypowo dla Anglii świeci słońce. Jest naprawdę ciepło. Poprawiam swoje bransoletki na nadgarstku i zakładam okulary przeciwsłoneczne. Zamykam drzwi dodatkowym kluczem, który następnie chowam pod wycieraczką - tak, jak doradziła mi ciocia Kate. Szybko chowam bluzę do torby i zeskakuję schodek po schodku prosto do bramy.
Cały czas nie mogę w to uwierzyć. Właśnie jestem sama w obcym kraju - kraju, który kocham. Sprawdzam w aplikacji na telefonie, w którą stronę się kierować - nie chcę się zgubić.
Skręcam w lewo dokładnie o 16:31, a w słońce oświetla moją twarz.

*****

Hej,
Wiem, że ten rozdział był trochę nudny, ale nie chciałam się spieszyć. Zależało mi, aby opowiedzieć trochę o samej bohaterce, zamiast wymyślać jakieś niestworzone przygody. Ale spokojnie - w następnym rozdziale Han pozna już Harry'ego (pod koniec, z tego, jak sobie zaplanowałam). 
Zapraszam standardowo do komentowania ;)
Mam nadzieję, że Wam się spodoba,
xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz