środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 1.

-Han! Han!
Biegnę wzrokiem w kierunku mojej cioci. Stoi w towarzystwie swojego syna, Michaela. Jest ode mnie starszy o 4 lata, ale zachowuje się jak wieczne dziecko. Z nim mogę spokojnie porozmawiać po polsku. Ciocia Kate i mój wujek, Artur poznali się na jakimś wyjeździe, a pobrali kilka lat później. W ten sposób Artur uczy swojego syna polskiego, ale żona za nic nie potrafi.
Podchodzę do tej dwójki i od razu ląduję w uścisku cioci Kate. Widzę, jak Michael powstrzymuje chichot, więc wystawiam w jego kierunku z uśmiechem środkowy palec. W końcu ciocia mnie puszcza i mówi w swoim perfekcyjnym angielskim:
-Miło Cię widzieć.
Składa mi jeszcze na policzkach dwa soczyste całusy i puszcza w stronę Michaela. Ściskam go z uśmiechem, a on wita się ze mną. Nie czekając dłużej, idziemy w stronę wyjścia.
Od razu uśmiecham się na widok panoramy Londynu w oddali. Wieję lekki wiatr, ale mi to nie przeszkadza. Zapinam swój płaszcz i kieruje się w stronę czarnego auta stojącego na parkingu. Ktoś szturcha mnie żartobliwie w ramię.
-Dawno się nie widzieliśmy, kuzyneczko - Michael przyspiesza kroku i idzie teraz obok mnie.
-Prawda, prawda. Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłam - mówię.
-Bez wzajemności - uśmiecha się w moją stronę, a ja uderzam do w brzuch.
-Idiota - rzucam ze śmiechem.
-Ale muszę z nieukrywanym żalem przyznać, że wyładniałaś przez te dwa lata.
-Dlaczego z żalem? - obracam się w jego stronę, by popatrzeć w jego niebieskie oczy.
-Bo gdyby nie więzy krwi, to bym się z tobą umówił. No ale, więzy krwi. Plus, od kilku miesięcy mam wspaniałą dziewczynę, i boję się, że będzie o ciebie zazdrosna.
-Nie ma o co - macham ręką i zmieniam temat. - Masz dziewczynę?
-Sophie. Polubiłyście byście się - mówi z rozmarzeniem w oczach, a ja już wyobrażam sobie, jak o niej myśli.
-No, gratuluję - mówi, a on odpowiada uśmiechem.
Szczerze, to nie mam pojęcia, jak można być o mnie zazdrosną. Jestem raczej krągła. Nie jestem gruba, ale za boginię nie można mnie uznać. Mam brązowe, nieogarnięte włosy do trochę-ponad-połowy szyi. Twarz niby nie taka zła, ale nie doszukasz się tu modelki w brązowych oczach. Kości i uśmiech - dobra, to jest u mnie atut. Ale poza tym - nic.
Decyduję się jednak koncentrować na rozmowie z Michaelem. Po zaledwie chwili słyszę odgłos przekręcanego kluczyka. Ciocia odwraca się do nas i mówi z uśmiechem:
-Zapraszam do domu.
Szczerze, to uwielbiam ich dom. Jest duży i bardzo rodzinny, a co najważniejsze - osadzony na obrzeżach centralnego Londynu.
W czasie, kiedy Michael wyjmuje moje walizki z bagażnika, ja upajam się widokiem, w którym się zakochałam dwa lata temu - w panoramie Londynu. Kocham Londyn w każdym calu i już dawno oznajmiłam mamie, że to tu chce mieszkać, jak dorosnę. Za plecami słyszę głos Michaela:
- Może księżniczka ruszyłaby swój tyłek i pomogła mi z jej walizkami.
Odwracam się do niego z uśmiechem i idę do niego powolnie, aby go sprowokować. Widzę, jak się śmieję, trzymając wszystkie moje bagaże. Powoli, powoli do niego idę i zabieram mu moją najmniejszą torbę z ręki.
-Super, przecież dokładnie na to liczyłem - uśmiecha się sarkastycznie.
Kiedy wzięłam od niego jeszcze walizkę, ruszamy do wejścia. Widzę, jak moja torba sportowa przewieszona przez jego ramię delikatnie się zsuwa. Michael patrzy w moim kierunku i mówi:
-Podciągniesz mi tę cholerną torbę? Ręce mam zajęte przez te twoje walizki. Na ile dni ty się spakowałaś? Rok?
Czerwienię się delikatnie. Wiem, że przesadziłam, ale zawsze biorę ze sobą za dużo rzeczy na wyjazdy.
-Oj, zamknij się - mówię i podciągam jego torbę.

Harry.

-To jest dobry wybór, Panie Styles - mówi do mnie agent nieruchomości, zanim się odwraca i odchodzi.
Patrzę na zegarek. Za chwilę przyjedzie tu Niall. Gdyby nie to, że tamten agent chciał masę autografów i zdjęć, to już siedziałbym na kanapie w nowym mieszkaniu. A tak to dopiero targam swoje bagaże na górę.
Ale tamten facet ma rację - to rzeczywiście jest dobry wybór. Fajny apartament, dwadzieścia minut od samego centrum. Nie wiem, co mnie podkusiło do kupienia apartamentu w Londynie, ale przynajmniej nie wydałem pieniędzy w błoto.

Kilka minut później chodzę po pokoju, czekając na Niall'a. Umówiliśmy się, że pokaże mu mieszkanie i pojedziemy nagrywać nową płytę. Kiedy rozlega się dzwonek do drzwi, wręcz biegnę mu na powitanie. Horan już od progu ściąga kaptur i uśmiecha się do mnie promiennie.
-Hej, Hazza.
-Siema.
Mówię mu, żeby zdjął buty - taka mała obsesja. On tylko śmieję się i kręci głową, ale robi to, o co go proszę.
-Wiesz - mówi podczas ściągania bluzy, - nie jesteś jedyny, który dopiero co tu się wprowadził. Jak do ciebie szedłem, to zauważyłem, że praktycznie naprzeciwko przed domem stoi jakaś dziewczyna z walizkami.
- Tak? - mówię, wychylając się przez okno, ale nikogo nie zobaczyłem.
- Nie masz co patrzeć - mówi, a ja gwałtownie odwracam wzrok od szyby. - Weszła, zanim zadzwoniłem do drzwi.
Potakuję w milczeniu i pytam:
- A ładna?
- No, niezłe ma ciałko. Z pewnością jest za co złapać - mówi, rozglądając się po mieszkaniu.
- A twarz? - prycham.
- Nie wiem, nie zobaczyłem - odpowiada, nie odwracając wzroku od obrazu w przedpokoju.
Myślę chwilę o tamtej dziewczynie z naprzeciwka i w końcu odzywam się do Nialla:
-Chodź, pokażę ci sypialnię.

Han.

Od godziny siedziałam w domu i rozpakowywałam swoje bagaże. Kiedy wreszcie wszystkie moje walizki spokojnie znalazły się po łóżkiem, decyduję się spotkać jedną z moich koleżanek. Kiedy byłam tu dwa lata, Michael zadbał o moje relacje z innymi, przez co poznałam kilku naprawdę fajnych ludzi, z którymi pisałam cały czas, jak byłam w Polsce. Wybieram numer do jednej z moich najbliższych tutejszych znajomych i czekam, aż odbierze. Po dwóch sygnałach w słuchawce rozlega się chrząknięcie i głos:
- Halo?
- Hej, tu Han.
- Oooo, Han. Cześć.
- Hej, Sarah.
- Już przyleciałaś?
- Tak - mówię z nieukrywanym entuzjazmem. - Chcesz się może spotkać?
- Jasne, bardzo chętnie. O której?
- Siedemnasta pod London Eye? Muszę trochę odpocząć po podróży.
- Doskonale, zapytam kilku osób, czy też chcą.
- Okej, dzięki.
- Nie ma sprawy. Odpoczywaj przed dzisiejszym długim wieczorem.
- Jasne - chichoczę. - Do zobaczenia.
- Buźka.
Słyszę kliknięcie w słuchawce. Rzucam telefon na łóżko i schodzę na dół po coś do jedzenia.
W kuchni nie ma nikogo. Buszuję chwilę po szafkach. W jednej z nich widzę opakowanie ciasteczek. Chciwie sięgam po nie ręką.
---
Po dwudziestu minutach ciastka zniknęły bez śladu, a mnie ogarnęło nagłe znużenie. Kładę się powoli na łóżku. Myślę o dzisiejszym wieczorze. To już za 5 godzin. Zastanawiam się, co będziemy robić.
Nie dane jest mi jednak dalej rozmyślać, bo zapadam w sen.

*****

I jak?  Z powodu, że dzisiaj było święto ( a ja nie mogłam się doczekać), to dodaję rozdział dzisiaj. Od następnego tygodnia będą one wychodzić regularnie. Zdecydowałam się na dodawanie rozdziałów dwa razy w tygodniu - we wtorek i piątek.

Do następnego razu,
xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz