Nie wiem, o czym rozmawia, nie rozumiem ani słowa. Jednak łzy na jej policzkach kroją mi serce na kawałki.
Niedługo potem się rozłącza. Nie wiem, co robić. Nie wiem, jak zareaguje - nie chce być odrzucony.
To egoistyczne, ale nie mogę dać jej odejść. W ciągu 10 ostatnich godzin z nią obecną w moim życiu czułem więcej emocji niż przez ostatni rok. Nie mogę jej tego powiedzieć Szybko się zaprzyjaźniliśmy - jest dla mnie ważniejsza niż cokolwiek innego. A teraz patrzę, jak stoi z twarzą w dłoniach i nie mogę pozwolić, by była jeszcze smutniejsza. Chce być blisko niej.
Podchodzę i ostrożnie kładę jej dłoń na plecach. Nie wiem, jak zachowuje się, gdy targają ją takie emocje, ale nie pozwolę jej cierpieć samej, nie pozwolę, aby truła siebie rozpaczą w środku. Jej reakcja mnie zadowala - wtula się w mój tors. Głaszczę ją po włosach i delikatnie ciągnę na kanapę, żeby usiadła.
- To jest takie popieprzone - mówi.
Odsuwa się ode mnie i spuszcza wzrok. Nie wiem, co zrobić, więc po prostu siedzę i patrzę. W końcu mówi:
- Moja sześcioletnia siostra ma raka.
Nie znam jej siostry, nawet nie wiedziałem, że ją ma, ale przed oczami staje mi obraz małej wersji Han, podłączonej do jakichś urządzeń. Czuję jakieś ukłucie w sercu.
- Jakiego? - pytam ostrożnie.
- Kości. A wiesz, co jest najgorsze? - patrzy na mnie. - Nie stać nas na pieprzonego dawcę. Wiemy, że możemy jej pomóc, i rozwiązanie jest tak blisko, a i tak nie możemy jej go dać.
Mój umysł się rozjaśnia.
- Podaj tylko liczbę - mówię, a ona podnosi wzrok.
- Co?
- Podaj sumę, a ja to opłacę - wyjaśniam. Chcę to dla niej zrobić. Naprawdę chcę jej pomóc.
- Nie, Harry, nie - wstaje z kanapy. Łapię ją za nadgarstek.
- Han, ja to przemyślałem. Nie robię tego pierwszy raz - mówię.
- Co?
- Opłaciłem już kilka operacji. Nie wszystkie pieniądze za koncerty idą na imprezy - uśmiecham się lekko.
- Harry, nie wiem, jak ci to oddam... - zaczyna się.
- Nie oddasz. Ale mam pomysł, jak będziesz się mogła odwdzięczyć - w głowie już formuje mi się pomysł.
- Jak? - pyta.
- Będziesz mi piec babeczki na śniadanie do końca lata.
Stoimy w ciszy. Boję się, że się nie zgodzi.
- Dziękuję - słyszę jej głos.
- Zgadzasz się? - pytam.
Ona w odpowiedzi rzuca mi się na szyję.
Han.
- Dziękuję ci, Harry - szepczę mu do ucha.
Sara będzie żyć.
- Nie ma sprawy - czuję, jak oplata swoje ramiona wokół moje talii.
Sara będzie żyć.
- Naprawdę ci dziękuję. Będę ci piec tyle babeczek, że pod koniec wakacji będziesz miał ich dość.
- Nie sądzę.
- Oj,uwierz
Stoimy tak pośrodku jego salonu, milcząc lub szepcząc.
- Jesteś najlepszym przyjacielem na całym świecie - szepczę mu do ucha i przytulam mocniej.
- Z wzajemnością.
- Mam takie cholerne szczęście.
Obejmuje mnie mocniej w odpowiedzi.
- Um... Han?
Uświadamiam sobie, że od 10 minut stoimy w tej samej pozycji. Natychmiast odskakuję od niego, czerwona z zażenowania, ale i szczęścia. Patrzę w jego oczy i widzę jego uśmiech. Jest taki dobry. Jest perfekcyjny.
Tydzień później
Harry opłacił anonimowo operację dla Sary. Szpik się przyjął. W ciągu ostatnich kilku dni zdarzyło się więcej, niż powinno się zdarzać przeciętnej nastolatce.
To jest takie popieprzone.
- Han? Telefon ci dzwoni - słyszę głos Michaela z kuchni.
- Kto to?
Chwilę czekam w ciszy, aż w końcu Michael odpowiada:
- Nie wiem, w nazwie masz wpisane 'xxx'.
Rzucam się w stronę telefonu. Harry. Zanim Mikey jest w stanie cokolwiek powiedzieć, wyrywam mu urządzenie z rąk i naciskam zieloną słuchawkę na ekranie.
- Halo?
- Hej, tu Harry.
- Wiem.
Patrzę na Michaela. Na jego ustach błąka się lubieżny uśmieszek. Przewracam oczami, a on zaczyna chichotać.
- Jesteś głodna? - słyszę w słuchawce.
- Właściwie to umieram z głodu - oznajmiam.
- Super, to przyjdź do mnie. Zamówimy pizzę.
- Tylko po to dzwonisz?
- W sumie, to tak.
- Okej - śmieję się.
- Jaką lubisz pizzę?
- Um... nie wiem, ty wybierz. Zaskocz mnie - dodaję.
Słyszę śmiech w słuchawce.
- Okej, zaskoczę.
- Tylko nie bierz hawajskiej.
- Nie lubię hawajskiej.
- Wiem, sprawdzałam, jakie są twoje ulubione smaki - mówię.
- To przyjdź za trzydzieści minut. Ja i pizza będziemy już na ciebie czekać.
- Przyjdę tylko i wyłącznie, bo jestem głodna.
- Do zobaczenia, księżniczko - mówi, a moje serce trzepocze. 6 lat różnicy, 6 lat różnicy.
- Do zobaczenia - odpowiadam i się rozłączam.
Nawet nie mam wystarczająco odwagi, żeby spojrzeć Michaelowi w oczy. Chwilę potem on przemawia:
- O czymś nie wiem?
Wybucham śmiechem.
- Idę do kolegi.
- Kolegi? - unosi brwi.
- Kolegi - szturcham go ramię.
- Nie mam nic przeciwko temu koledze, o ile się zabezpieczacie - mówi z uśmiechem.
- Mikey! - jęczę i kieruję się w stronę pokoju.
Cały czas nie rozumiem, jak to możliwe, że tak dobrze dogaduję się z Harrym Stylesem. On jest dużo starszy i doświadczony w tych wszystkich sprawach. Kiedy z nim rozmawiam, to wszystko, ta cała rzeczywistość - ona po prostu znika. I choć wiem, że to niemożliwe, to czasami mam przed oczami obraz nas będących razem. Gdyby nie ta cała powłoka problemów, bylibyśmy całkiem niezłą parą. Szkoda, że to jest aż tak niemożliwe.
Wyjmuję z szafy czarne spodnie z dziurami na kolanach. Wkładam je na siebie powoli. Dobieram do tego czarny top z The Rolling Stones. Poprawiam makijaż. Dlaczego tak się dla niego staram?
W czasie, jak staram się zrobić coś ze swoją fryzurą, włącza mi się poczta głosowa. Przesłuchuję je leniwie, aż w końcu słyszę głos Jake'a:
- Hej, tu Jake, pewnie jesteś zajęta czy coś, ale czy chciałabyś gdzieś jutro wyskoczyć? Daj znać.
Kliknięcie w słuchawce i cisza. Wzdycham z rezygnacją - z tymi włosami nic nie zrobię - i wybieram numer do Jake'a.
- Hej - słyszę w słuchawce.
- No hej, dopiero odsłuchałam wiadomość - odpowiadam.
- Nie ma sprawy. To jak?
- Mam czas jutro, a co byśmy robili?
- Coś wymyślę, nie martw się - mówi.
- Okej, ufam ci - chichoczę.
- O której byś chciała się spotkać?
- Um... myślę, że około czternastej - rzucam.
- Czternasta, okej. Przyjść pod ciebie?
- Jeśli to nie problem - mówię.
- Nie - odpowiada. - To do zobaczenia.
- Pa - mówię i naciskam czerwoną słuchawkę.
Biorę torebkę z fotela i schodzę na dół. Jestem zaskoczona widokiem Sophie siedzącej przy stole. Podchodzę do niej z uśmiechem.
- Hej, Sophie - mówię, na co podnosi głowę.
- Han, miło cię widzieć - odwzajemnia uśmiech.
- Nie słyszałam, jak weszłaś - siadam naprzeciwko niej.
- W sumie, to już z Michaelem wychodzimy.
- O, to fajnie.
Sucha wymiana zdań, ale jeszcze nie mogę przestać być taka zdystansowana w stosunku do niej. Uśmiecha się tylko, kiedy do kuchni wchodzi Michael. Wstaję z krzesła razem z Sophie,a kiedy kieruję się do wyjścia, mówię do kuzyna:
- Pamiętaj, Mikey - obracam się i nawiązuję z nim kontakt wzrokowy. - Nie mam nic przeciwko Sophie, póki się zabezpieczacie.
Uśmiecha się, a ja do niego mrugam. Wybiegam z domu i przechodzę na drugą stronę ulicy. Wbiegam na piętro Harry'ego co dwa stopnie. Już pod drzwiami uderza mnie zapach pizzy. Naciskam dzwonek do drzwi, a on niemal po sekundzie otwiera z uśmiechem na twarzy. Odwzajemniam go natychmiastowo.
- Witaj, księżniczko - mówi. Czy on pracuje rano przed lustrem, że ma taki seksowny, ochrypły głos opanowany do perfekcji? Czy wie, jak na mnie działa? Czy on wie, że kocham go od, powiedzmy, trzech lat na zabój? To jest takie niemożliwe.
- Dzień dobry - odpowiadam i wchodzę do mieszkania. Zdejmuję buty przy wejściu i czekam, aż on zamknie drzwi.
- Jak miło cię widzieć - kładzie mi rękę na plecach i całuje w policzek. Oby nie usłyszał, jak teraz bije moje serce, choć znam tego człowieka osobiście zaledwie tydzień.
- Z wzajemnością - odpowiadam, spoglądając w jego szmaragdowe oczy.
Cały czas trzyma swoją dłoń na moich plecach, kiedy kierujemy się do salonu. Siadam na ciemnoszarej kanapie, a on znika w kuchni. Po chwili przychodzi z dwoma pudełkami pizzy.
- Pani zamówienie - mówi, kładąc mi na stoliku jedzenie. Sam siada obok mnie. Dzieli nas zaledwie kilka centymetrów. Czuję ciepło bijące z jego ciała, jak temperatura w pokoju wzrasta. Przełamuję chwilową ciszę między nami:
- Prezentujesz się dzisiaj wyjątkowo przystojnie, Styles - mówię, skanując jego ciało. To prawda, wygląda niesamowicie seksownie niebieskiej koszuli i spodniach podobnych do moich.
- Ty też wyglądasz dzisiaj świetnie - mówi i pochyla się nad moim uchem. Jego włosy delikatnie łaskoczą mój policzek. - Ale zachowajmy to w sekrecie - szepcze.
- Okej - odpowiadam i schylam się po kawałek pizzy. Nie wiem, jak długo wytrzymałabym taką atmosferę bez rzucenia się na niego i zdarcia tej koszuli z jego ciała... O czym ja myślę? Przecież nie jestem nawet pełnoletnia.
- Nie mam pojęcia,jakie pizze wziąłem - mówi, kiedy sięga po kawałek dla siebie. Nasze palce delikatnie się stykają.
- Oby nie hawajską - stwierdzam.
- Oby nie hawajską - powtarza ze śmiechem.
Gryzę swój kawałek, patrząc mu w oczy. Po chwili otwiera swoje malinowe usta i mówi:
- Tak naprawdę, to nie zaprosiłem cię tylko, żeby zjeść pizzę.
- Nie? Jaka szkoda - odkładam kawałek na talerz i uśmiecham się w jego stronę.
- Musisz mi pomóc - mówi błagalnym tonem.
- W czym ja mogę pomóc tobie? - kładę nacisk na ostatnie słowo.
- Mam jutro wywiad - wzdycha. - O czternastej. Wiem, że brzmię jak zdesperowana kobieta, ale napraaawdę nie wiem, w co się ubrać - patrzy na mnie. Chichoczę cicho.
- Ewentualnie mogę ci pomóc - rzucam.
- Naprawdę? - prostuje się na kanapie i bierze mnie za rękę. - To chodźmy teraz.
Daję mu się zaprowadzić do garderoby. Patrzę na rząd koszul powieszonych w porządku kolorystycznym, spodnie złożone w równą kostkę.
- Jak w sklepie - mówię do niego w zachwycie.
- Ta... wiem... głupie, co? - przeczesuje włosy, chyba zażenowany.
- Nie - gwałtownie na niego patrzę. - To niesamowite.
Patrzę na formujące się w jego policzkach dołeczki, jak się uśmiecha.
- To teraz mi pomóż - mówi.
Niedbale przejeżdżam ręką po zawieszonych ubraniach.
- Po pierwsze, niesamowicie seksownie wyglądasz w niebieskich koszulach. Ogólnie koszulach - wypalam bez zastanowienia. Czuję, jak zaczynam się czerwienić i wbijam wzrok w swoje buty. Nawet nie patrząc na niego, wiem, że teraz unosi brew.
- Tak?
Ośmielam się na niego spojrzeć. Tak jak myślałam, ma uniesioną brew i się uśmiecha.
- Przepraszam - mówię cicho.
- Nie ma o co, przecież nie obrażę się za stwierdzenie, że wyglądam seksownie - wzrusza ramionami.
Przerzucam wieszaki i wybieram kilka koszul, które mu wręczam do przymierzenia.
- Czy jest coś jeszcze, w czym wyglądam seksownie? - pyta z lubieżnym uśmieszkiem. Teraz postanawiam, że podejmę gierkę.
- Jak masz na sobie te wszystkie sygnety i naszyjniki - odpowiadam bez mrugnięcia okiem. Teraz to on wydaje się być zaskoczony.
- Um... okej, to... okej, założę je - jąka się z zaczerwienionymi policzkami. Przeczesuję ręką jego włosy i całuje lekko w policzek. Czy jąka się dzięki mnie?
- Przymierz te koszule - szepczę mu do ucha i obracam się do wyjścia. Kiedy zamykam za sobą drzwi od garderoby, dociera do mnie to, co właśnie zrobiłam. Czy to był flirt? Z 21-latkiem? Jedno jest pewne. Podobało mi się przejęcie nad nim kontroli. Zza drzwi słyszę rozbawiony głos Stylesa:
- Nawet nie wiedziałem, że mam taką koszulę.
Pewna, że ma owe ubranie na sobie, wchodzę do garderoby. Jak bardzo się myliłam.
Stoi pośrodku, trzymając w rękach materiał. Śledzę wzrokiem jego tatuaże. Nie robią takiego wrażenia na zdjęciach. Biorę drżący oddech i mrugam oczami. On sam uśmiech się i przygryza wargę. Kiedy obracam się do wyjścia, słyszę:
- Zostań, i tak już ją zakładam.
Przygryzam swoją dolną wargę i siadam na krześle naprzeciw niego. On sam zaczyna wkładać koszulę. Obserwuję ruchy jego mięśni. Powoli, jakby prowokacyjnie zapina guzik po guziku. Zaskakuję sama siebie, jak i jego, kiedy podchodzę i lekko odpycham jego ręce.
- Nie tak - mówię cicho i rozpinam dwa guziki. - Tak jest lepiej.
Powoli podnoszę wzrok, który spotyka się z jego spojrzeniem. Patrzę prosto w jego głębokie, szmaragdowe oczy. Harry przygryza wargę. Na chwilę przerzuca wzrok na moje usta, ale sekundę potem znowu spotykam się z jego spojrzeniem. Moje ręce cały czas są na zapięciach jego koszuli, a on powoli kładzie swoje na moich biodrach. Kosmyk włosów lekko opada mu na oczy. Wygląda perfekcyjnie. Lekko wstrzymuję powietrze, na chwilę, potem je wypuszczam. On nieznacznie przybliża się w moją stronę. Dzielą nas centymetry, czuję dokładnie zapach mięty. Nie mogę wytrzymać napięcia i wpijam się w jego usta.
*****
Hej
Nie mogłam już dłużej wytrzymać.
To moje jedyne usprawiedliwienie.
Dziękuję
xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz