wtorek, 15 marca 2016

Rozdział 21.

Uwaga!
Dla jasności, ten rozdział będzie się trochę różnić, bo opiszę tę samą sytuację 
z perspektywy trzech (wow!). Standardowo, będzie Harry i Han, ale 
chciałam jakby przedstawić ich relację bez tego, co czują oni sami, tylko osoby
wokół nich. 
Tak więc, swój pogląd na ich związek przedstawi jeszcze Michael <3
Zapraszam
PS. Cała ta notka była dla tych, którzy pogubiliby się, o co chodzi i dlaczego ta sama
sytuacja powtarza się trzykrotnie



Harry.

Następnego dnia miałem dwa wywiady - jeden o 12 a.m., drugi o 8 p.m. u Jamesa. Wydarzenia  z ostatniego miesiąca wywołały niemałą burzę. Przerwa, płyta, mój tajemniczy związek. Siedzimy teraz w czwórkę u mnie na kanapie, choć jest dopiero ósma rano. Musiałem odwołać nasze ranne spotkanie z Han. W myślach przywołuję wspomnienia z wczorajszego dnia, z miejsca, na którym siedzi Lou. Och, gdyby wiedział, co się tam działo, to wolałby siedzieć na podłodze. Znowu przypominałem sobie, jak owinęła swoje pełne usta wokół mojego...
- Harry? Co z tobą? - Liam machał mi przed twarzą. - Ktoś dzwoni do drzwi.
Reszta zespołu się zaśmiała, ale co poradzę, że jestem zakochany? Pokazuję im środkowy palec ze śmiechem i idę otworzyć. Widzę w drzwiach Han z pudełkiem w rękach.
- Twoje babeczki - mówi oschle i wciska mi śniadanie do rąk i obraca się na pięcie. Widzę, jak rozdrażniona jest.
- Han?
- Czego? - rzuca szorstko.
Kiedy patrzy mi w oczy, trochę łagodnieje. Łapię ją za nadgarstek.
- Co się stało?
- Nic - mówi ostro, ale całuje mnie w usta. Dopiero potem odchodzi, sama zamykając za sobą drzwi. Wbiegam do kuchni i patrzę, jak przechodzi na drugą stronę ulicy, trzymając się za brzuch. Wchodzi powoli po schodach do swojego domu i zatrzaskuje za sobą drzwi. O co chodzi? Otwieram pudełko i patrzę na sześć równiutko ułożonych babeczek. Biorę jedno i wracam do przyjaciół. Siadam na kanapie i jem ciastko w zamyśleniu.
- Harry? - czuję, jak Louis kładzie mi rękę na plecach. Patrzę na niego i rzucam mu niewyraźny uśmiech. Niall i Liam rozmawiają o wieczornym spotkaniu z Jamesem, więc mam chwilę na rozmowę z Lou.
- Han jest na mnie wkurzona - wzdycham, biorąc kęs bananowej babeczki.
- Za co?
- No właśnie nie wiem - opadam na oparcie kanapy. Chwilę później czuję wibrację w tylnej kieszeni spodni. Wyjmuję telefon i odblokowuje.

Od: Księżniczka
Przepraszam, mam okres, i wszystko mnie boli.

Uśmiech wkrada się na moją twarz. Już bałem się, że zrobiłem coś złego, albo naczytała się jakichś kłamstw w gazecie. Odpisuję.

Do: Księżniczka
Będę za chwilę.

- Słuchajcie, chłopcy, będę za piętnaście minut z powrotem.
- Harry - jęczy Liam.
- No co? Nie spóźnimy się - macham ręką i uśmiecham się do chłopaków, po czym zakładam buty i z wychodzę z mieszkania.
W tej krótkiej drodze zastanawiam się, jak wielkie mam szczęście. Mam wspaniałą dziewczynę, z którą chcę spędzić życie i przyjaciół, z którymi jeżdżę po świecie, robiąc to, co kocham.
- Harry? - słyszę irytujący, kobiecy głos zza pleców.
- Skąd wiesz, że tu mieszkam? - obracam się z jękiem. Emily patrzy na mnie z pseudo-uwodzicielskim uśmiechem.
- Jak komuś zależy, to potrafi wszystko - mówi, mrugając oczami.
- Daj spokój, Harry, dajmy sobie szansę - dodaje, podchodząc do mnie, ale odskakuję.
- Nie, Ferras. Nie chcę dawać nam szansy, bo kocham kogoś innego.
- Tą małolatę ze szpitala? - parska śmiechem. - Daj spokój, nią można co najwyżej wycierać podłogi.
Podchodzę do niej i patrzę na nią groźnie.
- Nie waż się tak o niej mówić - syczę. - Jest milion razy lepsza od ciebie.
To powiedziawszy, obracam się na pięcie i bez dzwonienia wchodzę do domu mojej ukochanej. Wbiegam po schodach, zaskakując jej ciocię i kuzyna, siedzących w kuchni. Kiedy stoję pod jej pokojem, cicho uchylam drzwi.
- Pisałam ci, żebyś nie przychodził - jęczy, z poduszką na głowie.
- Mam tylko dziesięć minut, więc za chwilę dam ci spokój - podchodzę i całuję ją w czubek głowy.
- Jak zacznę cię wyzywać, to się nie obraź. To właśnie ja z okresem - parska. Bez słowa kładę się obok niej, obejmując ją od tyłu i zaczynam masować jej podbrzusze. Całuję ją miękko w szyję.
- Moja mała kobietka - mruczę.
Ona odsuwa się do tyłu, żeby mocniej do mnie przywrzeć. Leżymy w ciemnym pokoju z zasłoniętymi oknami i zamkniętymi drzwiami, a ja ledwo powściąguję pożądanie. Zwija się w kłębek, a ja cały czas masuję jej brzuch.
- Ile trwa?
- Około cztery dni. Chociaż tyle - wzdycha i odwraca się przodem do mnie. Odgarniam kilka kosmyków z jej twarzy i zagarniam za ucho. Moja dłoń spoczywa na jej policzku. Han pochyla się wolno i miękko całuje mnie w usta, bez żadnego pośpiechu i erotyzmu, ale jest w nim tak potężne uczucie, że naprawdę nie chcę się oderwać. I jak tu nie kochać takiej kobiety?
Odsuwa się i ponownie spoczywa na poduszce. Patrzy na mnie z miłością, jakiej jeszcze u niej nie widziałem. Uśmiecham się, a ona dotyka mojego lewego dołeczka wskazującym palcem.
- Hej, aniele* - mówię. Kąciki jej ust powoli się podnoszą, ale zaraz potem się skrzywia, wydymając usta. Mocno przywiera do mnie, z głową przy mojej klatce piersiowej.
- Zimno mi - mamrocze. Sięgam za nią po kołdrę i nas przykrywam. Han splata nasze nogi i tylko mocniej przywiera. Czuję, jak sięgamy na nowy stopień bliskości. Głaszczę jej włosy w milczeniu.
- Masz świadomość, że siedzisz tu dłużej niż dziesięć minut? - pyta po chwili. Śmieję się i opieram podbródek na jej włosach.
- Mam.
- Więc wypad z mojego pokoju, zanim oskarżą mnie o rozpad zespołu - mówi i niechętnie się ode mnie odsuwa.
- Naprawdę tego chcesz?
- Nie, ale chcę zobaczyć cię w telewizji - uśmiecha się słodko. Całuję ją krótko.
- No to idę - oznajmiam.
- Pa, kochanie - mówi, aż mi serce podskakuje.
- Pa, skarbie - całuję ją w czoło i wstaję z łóżka. Cicho zamykam drzwi od pokoju i napotykam Michaela na korytarzu.
- Jesteście tacy uroczy - orzeka. Przewracam oczami, ale myślami wracam do Han. Chwilę rozmawiamy, ale przeszkadza nam jej głos z pokoju.
- Michael?
On przewraca oczami i odpowiada, a mnie aż dziwi, że po angielsku. Oni ze sobą rozmawiają po polsku.
- Co, kuzyneczko? - pyta.
- Jest jeszcze Harry? - serce mi podskakuje. Kręcę przecząco głową na pytające spojrzenie. Chcę ją usłyszeć, jak się zachowuje beze mnie.
- Nie, wyszedł przed chwilą.
- Szkoda, więc to ty dostąpisz zaszczytu przyniesienia mi wody - mówi, a ja oczami wyobraźni widzę, jak się uśmiecha.
- Mała rozpieszczona dziewucha - jęczy.
- Stary, wygadany dziad - kwituje.
Ten przewraca oczami i wskazuje palcem, żebym zszedł z nim do kuchni. Nalewa wody do szklanki i wchodzimy z powrotem na górę.
- Spytaj, czy mnie kocha - mówię bezgłośnie, a ten potakuje i wchodzi do jej pokoju.
- Szkoda, że nie jesteś Harrym - wzdycha.
- Kochasz go, co?
Długi czas jest cisza. Czuję rosnące rozczarowanie i ból, aż w końcu słyszę.
- Będę go kochać do końca naszych dni.
Opadam na podłogę i opieram się plecami o ścianę z uśmiechem. Michael wychodzi z pokoju i zamyka za sobą drzwi, a gdy patrzy na mnie, kręci głową z rozbawieniem. Podaje mi rękę i pomaga wstać. Idziemy w stronę drzwi wyjściowych.

Han.

Wstałam o siódmej, czując rozrywający ból w dole brzucha. Wczoraj okazało się, że Harry nie może się dzisiaj ze mną spotkać. Uczucia mieszają się we mnie, i prawie przewracam się na schodach, kiedy widzę Michaela krzątającego się po kuchni. Odwraca się do mnie i posyła mi wesoły, zaspany uśmiech. Jak można być tak wesołym? Nawet pogoda dzisiaj odmówiła posłuszeństwa, a ten idiota się uśmiecha.
- Dzień doberek - mówi.
- Mhm  - mruknęłam i zaczęłam przygotowywać babeczki.
Zapukałam do drzwi jego mieszkania. Otworzył mi, ubrany w prostą, białą koszulę i czarne spodnie. Wyciągnęłam ręce z babeczkami w jego kierunku, a on odebrał je z zadowoleniem, ale kiedy mnie wpuścił i pocałował na przywitanie, powiedział:
- Wiesz, że jak nie chcesz, to nie musisz mi ich robić, co nie?
- Od kiedy umowa nie obowiązuje? - zdziwiłam się, a on krótko mnie pocałował.
- Od kiedy dałaś mi siebie, kochanie - powiedział i poprowadził mnie do kuchni.
- Dlaczego kroisz banany w kostkę?
- Cholera, Mike, możesz się zamknąć? - jęknęłam i wróciłam do przygotowywania ciastek.
---
Dzwonię do drzwi jego mieszkania. Jestem wściekła, bo boli mnie brzuch. Przestępuję z nogi na nogę, a Harry otwiera mi dopiero po dłuższej chwili. Aha, koledzy ważniejsi, no jasne.
- Twoje babeczki - rzucam mu ciastka i odchodzę, ale zatrzymuje mnie, mówiąc moje imię.
- Czego? - odwracam się, ale napotykam zieleń jego oczu i nieco się uspokajam. Chwyta mój nadgarstek.
- Co się stało? - pyta miękkim głosem. O nie, nie dostaniesz się dzisiaj do moich majtek, choćbyś mówił najsłodszym tonem na świecie. Moja odpowiedź to "Nic" i pocałunek w usta na rozluźnienie. Przyznam, że działa. Dopiero teraz udaje mi się spokojnie odejść.
Kiedy leżę już w swoim ciepłym łóżeczku, piszę sms'a do Harry'ego.

Do: Najwspanialszy chłopak na świecie
Przepraszam, mam okres, i wszystko mnie boli.

Odpisuje, że będzie za chwilę. Cholera. Piszę, żeby nie przychodził, ale on mnie nie słucha, jak zawsze. Trzy minuty i dwanaście sekund później słyszę, jak ktoś otwiera drzwi od mojego pokoju.
- Pisałam ci, żebyś nie przychodził - mamroczę w poduszkę. Brzuch zaczyna mnie boleć coraz bardziej.
- Mam tylko dziesięć minut, więc za chwilę dam ci spokój - podchodzi i całuje mnie w czubek głowy.
- Jak zacznę cię wyzywać, to się nie obraź. To właśnie ja z okresem - parskam. Czuję, jak materac pod nim się ugina i jego opiekuńcze ramiona owijają się wokół mnie. Jego ręka zaczyna zjeżdżać w dół. Już mam na niego wrzasnąć, ale zatrzymuje się tuż nad moimi majtkami i zaczyna kręcić kółka swoją ciepłą dłonią. Jego masaż sprawia, że ból słabnie. Pochyla się nade mną i zaczyna składać miękkie pocałunki na mojej szyi
- Moja mała kobietka - mruczy swoim seksownym głosem.
Tego mi było trzeba, mojego gorącego Stylesa. Przytulam się do niego mocniej, czuję lekkie wybrzuszenie na jego spodniach, ale nie mam ochoty na seks, więc po prostu zwijam się w kłębek. Harry nie przerywa masażu.
- Ile trwa? - pyta zza moich pleców. Chcę zobaczyć jego twarz.
- Około cztery dni. Chociaż tyle - wzdycham i odwracam się do niego. On odgarnia włosy z mojej twarzy i zagarnia za ucho. Jego dłoń spoczywa na policzku. Pochylam się wolno i miękko wpijam się w jego usta, kochając go całą sobą. Zawsze wie, jak sprawić, żebym kochała go mocniej. Nie mogę mu się jednak oddać w pełni, więc odsuwam się i wpatruję się w jego zielone oczy. Kiedy się uśmiecha, nie mogę nie dotknąć jego dołeczka, więc powoli zatapiam w nim palec.
- Hej, aniele - mówi. Kąciki ust powoli mi się podnoszą, ale zaraz potem czuję ostry sztylet wbity w moje podbrzusze. Znika tak szybko, jak się pojawił, ale zamiast niego czuję, jak zimno mi się robi. Jakby całe ciepło z mojego ciała zniknęło. Przywieram do Harry'ego. Mój chodzący kaloryfer.
- Zimno mi - mamroczę. On zaczyna wyciągać rękę do mojego tyłka, a ja naprawdę nie mam ochoty na zabawy. Jednak po chwili czuję kołdrę na wzdłuż mojego ciała. Tak naprawdę niepotrzebna mi ona, bo Harry jest tak rozgrzany, że spokojnie mi starcza, ale nic nie mówię. Zaczyna lekko głaskać moje włosy, a ja splatam nasze nogi.
- Masz świadomość, że siedzisz tu dłużej niż dziesięć minut? - pytam po chwili. Harry śmieje się i opiera podbródek na mojej głowie
- Mam.
- Więc wypad z mojego pokoju, zanim oskarżą mnie o rozpad zespołu - mówię i niechętnie się od niego odsuwam, czując nagły przypływ zimna.
- Naprawdę tego chcesz?
- Nie, ale chcę zobaczyć cię w telewizji - uśmiecham się słodko. On łączy nasze usta.
- No to idę - oznajmia.
- Pa, kochanie - mówię z satysfakcją, że się nie kłócił.
- Pa, skarbie - całuje mnie w czoło i wychodzi z pokoju. Ból wraca, więc sięgam po szklankę i leki przeciwbólowe na szafce. Leki są, ale kubek jest pusty.\
- Michael? - wołam
- Co, kuzyneczko? - pyta po angielsku.
- Jest jeszcze Harry? - zostaje powitane dłuższe milczenie, jakby mój Mikey się zastanawiał na odpowiedzią.
- Nie, wyszedł przed chwilą - oznajmia w końcu. Nieco markotnieję.
- Szkoda, więc to ty dostąpisz zaszczytu przyniesienia mi wody.
- Mała rozpieszczona dziewucha - syczy.
- Stary, wygadany dziad - odpowiadam.
Jednak chwilę później drzwi się otwierają i widzę w nich Michaela z szklanką wody w ręku.
- Szkoda, że nie jesteś Harrym - wzdycham z rozmarzeniem.
- Kochasz go, co?
Oczywiście, że kocham. Chcę od razu odpowiedzieć, ale najpierw muszę popić tabletki. Zastanawiam się nad pytaniem kuzyna, kiedy przełykam leki. Kocham go, to chyba jasne.
- Będę go kochać do końca naszych dni.
Słyszę, jak coś opada wolno na korytarzu. Nie dane jest mi jednak spytać Michaela, co to było, bo zamyka drzwi, a ja zwijam się w kokon z kołdry i zasypiam.

Michael.

- Dzień doberek - uśmiecham się szeroko do ślicznej kuzyneczki na schodach. Ona jednak tylko pomrukuje i idzie przygotowywać babeczki - to tradycja jej i Harry'ego. Cicho wzdycha.
Długo myślałem o niej i tym chłopaku. Czytałem o nim w internecie i naprawdę średnio go polubiłem. Jednak wtedy, w szpitalu, jakby odsłonił twarz i już wiedziałem, jak mu na niej zależy. Boję się tylko, że on ją zrani, bo jeśli wierzyć artykułom, to "Harry Styles lubi pobaraszkować sobie z dwiema naraz".
- Dlaczego kroisz banany w kostkę? - pytam, patrząc na pocięty owoc.
- Cholera, Mike, zamknij się - warczy. Chcę się zaśmiać na to, jak urocze jest to dziecko, ale nic w końcu nie mówię. Wczoraj wieczorem popłakała się z powodu bólu brzucha, a z mojego związku z Sophie wiem, jakie to potrafi być straszne. Nic nie mówię, tylko siedzę i pilnuję, żeby Han nic sobie nie zrobiła.
---
Trzask drzwi frontowych i wchodzi nie kto inny jak Harry. Mama patrzy na niego z głębokim zdziwieniem i chce coś powiedzieć, ale chłopak wbiega na górę.
- Odpuść, mamo - mówię.
- Ale on ją skrzywdzi, wiem to - fuka.
- Jeśli nie odpuścisz, to ty ją skrzywdzisz - odwarkuję. Że też dla Han kłócę się z mamą, tego nie rozumiem. Wstaję od stołu, odkładam talerz i idę pod pokój mojej małej kuzyneczki, żeby pilnować, żeby chociaż w naszym domu nie robili niczego niedozwolonego.
- Naprawdę tego chcesz? - pyta, a w jego głosie mogę dostrzec rozczarowanie.
- Nie, ale chcę zobaczyć cię w telewizji - mówi Han. Ah, wywiad, wspominała o nim. Następuje chwila ciszy, potem długie cmoknięcie i głos Stylesa:
- No to idę.
Zaciskam pięści. On naprawdę jest fajnym gościem, bo stara się, dba o Han i ją kocha, ale nie mogę powstrzymać myśli, że kiedyś będzie przez niego ryczeć w poduszkę. Chciałbym ją ochronić od całego gówna na tym świecie, ale nie mogę przeszkodzić jej kochać. Sam mam Sophie i wiem, jakie to szczęście.
- Pa, kochanie.
- Pa, skarbie.
Rozluźniam się nieco na ich słodką wymianę zdań. Jak to możliwe, że ten facet jest starszy od niej o sześć lat, a ode mnie o dwa? Jest dla niej tak zajebiście dobry, dlaczego daty urodzenia muszą to wszystko psuć? Widzę, jak wychodzi z pokoju i cicho zamyka za sobą drzwi.
- Jesteście tacy uroczy - mówię, a on przewraca oczami, ale odpływa gdzieś myślami.
Rozmawiamy chwilę o jakichś duperelach, aż słyszę zmęczony, ale szczęśliwy głos Han, jak mnie woła.
- Co, kuzyneczko?
- Jest jeszcze Harry?
Chcę odpowiedzieć, że tak, ale widzę, jak Harry trzęsie tym swoim gniazdem na głowie. Nie?
- Nie, wyszedł przed chwilą - mówię w końcu podejrzliwie.
- Szkoda, więc to ty dostąpisz zaszczytu przyniesienia mi wody.
- Mała rozpieszczona dziewucha - wycedziłem, a Harry spoważniał.
- Stary, wygadany dziad - odrzuca Han, a oczy Stylesa jakby złagodniały.
Pokazuję gestem, żeby zszedł na dół. Kiedy stoimy w kuchni, pytam.
- Co, do cholery? Czemu chciałeś, żebym skłamał? - syczę.
- Proszę, spytaj się jej, czy mnie kocha - patrzy na mnie błagalnie.
- Czemu miałbym to zrobić? - ściszam głos, żeby nie usłyszała nas moja matka. On bierze głęboki oddech.
- Bo ja ją kocham. Bo jestem egoistycznym dupkiem, i chcę, żeby powiedziała to komuś innemu. Bo chcę za kilka lat ożenić się z nią i mieć z nią dzieci, bo ją kocham, ale cały czas boję się. Boję się, bo ktoś może mi ją odebrać, a nie chcę tego, za nic w świecie. Bo chcę mieć pewność.
Patrzę z niedowierzaniem na gościa przede mną i zastanawiam się, co on właśnie powiedział. Nie widzę tego słynnego kobieciarza, który zmienia laski co noc i ocenia w notatniku, która była lepsza. Widzę mężczyznę, który boi się, że może stracić miłość swojego życia.
- Okej - wyduszam, po czym biorę szklankę z wodą i wchodzę po schodach.
- Spytaj, czy mnie kocha - prosi ponownie, a ja z wstrzymywanym oddechem wchodzę do pokoju.
- Szkoda, że nie jesteś Harrym - wzdycha. Cóż za wspaniały zbieg tematów.
- Kochasz go, co? - pytam, kiedy popija tabletki. Kiedy przełyka wodę, patrzy na mnie jak najszczęśliwsza istota pod słońcem.
- Będę go kochać do końca naszych dni.
Ledwo powstrzymuję łzy cisnące mi się do oczu, kiedy wychodzę z pokoju i widzę uradowanego Harry'ego na podłodze, jak oddycha z ulgą.
*****
Najciekawiej pisało mi się z perspektywy Michaela, i (co nietypowe) strasznie trudno
z perspektywy Han, której humor zmieniał się co dziesięć sekund.
Dziękuję,
xxx

*nawiązanie do piosenki "Hey Angel"








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz