Harry.
Siedziałem na kanapie w mieszkaniu, rwąc włosy, krzycząc i płacząc. Czułem się podle. Jak mogłem wogóle do tego dopuścić? Jak mogłem wziąć tego pieprzonego skręta od Nicka? Jak mogłem pieprzyć Ferras? I Han. Jej słowa mnie dobijały, jak mówiła, że jej nie kocham, jak płakała, jak pożegnała się ze mną. Oddała mój pocałunek, ale pewnie odruchowo. Naprawdę chciałem się teraz zabić. Chciałem albo umrzeć, albo pocałować jedyną dziewczynę w moim życiu, przez którą płaczę, i którą kocham do szaleństwa. Wiem, że to nie może się tak skończyć. Ona już dzisiaj wraca do Polski, co oznacza, że ja też mogę tam pojechać. Muszę jej udowodnić, jak bardzo mi na niej zależy.
Podniosłem się z kanapy, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Han przygarnęła sobie moją siłę i sterowała mną, a teraz zniknęła i naprawdę czuję się osłabiony. Jednak, żeby znowu móc ją przytulić, muszę walczyć. Dla nas, choćby już nigdy nie kochała mnie tak mocno, jak przed moją cholerną zdradą. Myślałem o jej zaufaniu, które tak perfidnie zniszczyłem. Jeszcze wczoraj mówiła mi o wszystkim, co się dzieje w jej życiu, byłem jej najlepszym przyjacielem, nawet przed Michaelem nie była tak otwarta. Teraz pewnie to się zmieni, ale ma prawo. Ma prawo, bo jestem największym idiotą pod słońcem. Nie jestem w stanie żyć bez Han, zawładnęła mną.
W końcu dotarłem do sypialni. Kiedy o dwunastej obudził mnie dzwonek do drzwi, nie zwracałem na nic uwagi, mój umysł był zbyt przyćmiony przez kaca. Teraz dokładnie widzę rozpierdoloną kołdrę i majtki na podłodze, czuję perfumy Emily. Dużo bardziej podoba mi się owocowy zapach perfum Han, niż te dziwkarskie, pseudozmysłowe należące do Ferras. Co Han pomyślała, kiedy zobaczyła to po raz pierwszy? Jak musiała się czuć? Niedługo wyrwę sobie wszystkie włosy, jeśli dalej będę bez niej. Tak daleko od niej, bo pewnie już siedzi na pokładzie samolotu. Ja też za chwilę to zrobię. Sięgnąłem po laptop, w środku tego chaosu i po prostu kupiłem najbliższy bilet do Warszawy. To jutro, rano, a o czternastej będę już w Polsce. Kiedy bawiliśmy się w te głupie pytania, Han podała mi swój adres. Moje serce zaczęło w końcu bić, ale tylko lekko, z ostrożną nadzieją, że mi wybaczy.
Podszedłem do garderoby. W mojej głowie przewijały się wspomnienia z tą słodką brunetką. Jak pocałowała mnie raz pierwszy, dotyk jej palców na moim torsie, kiedy pomagała mi zapiąć koszulę,
jak wczoraj, kiedy byłem w samym ręczniku, wpiła się w moje usta. Zaniosłem ją do garderoby. Jak pobiegłem tutaj, szczęśliwy jak dziecko, kiedy dowiedziała się o naszyjniku i wyjąłem go z pudełka w rogu. Mój wzrok tam powędrował. Wiem, że dobijałem się tylko bardziej, ale zdjąłem pokrywę
tekturowego opakowania. W środku były wszystkie materialne wspomnienia. Koszula Han, którą zdjęła podczas pierwszego nocowania, kilka jej rzeczy i mnóstwo zdjęć. Zdjęć z każdej, wolnej chwili. Które przypominały o naszym związku.
Stop. Zamknąłem pudełko. Nie będzie żadnego przypominania, bo wrócimy do siebie. Jednak nie byłem tego pewien, bo jak wcześniej, Han podczas pytań powiedziała, że nigdy, przenigdy nie wybaczyłaby zdrady, nawet mi, bo uważała to za gorszą rzecz niż bicie, ćpanie czy nawet próba zabicia drugiej połówki. Nigdy nie powiedziała, czemu. Wstałem i zacząłem się pakować. Dużo koszul, koszulek, kilka par spodni - zostanę tam, póki nie wrócimy z trasą, i konieczny będzie powrót. Mam dwa tygodnie, żeby postarać się o Han. Złożyłem sobie obietnicę, że jeśli się nie uda w tym czasie, odejdę. Nie chcę być jednym z tym gości, których najpierw się kocha, a potem nienawidzi, po lata łażą za jedną dziewczyną. Han tego też nie lubi. Wolałaby, żeby ktoś postarał się najmocniej na świecie, ale przez krótki czas. Jeśli po tym czasie nie wybaczyłaby, to oznacza, że nigdy nie wybaczy. A ze zdradą już nawet nie warto próbować.
Ale jednak kochała mnie. Bolało ją to, co zrobiłem, mnie też, ale ją dużo bardziej. Płakała, oddała mój pocałunek i nie sprzeciwiała się, gdy powiedziałem w jej najwspanialsze na świecie usta, że ona też mnie kocha. Ani razu nie wyrzekła się miłości do mnie, nawet dzisiaj. Co oznacza, że albo nadal mnie kochała, albo przestała kochać cokolwiek i to były dla niej puste słowa. Próbowałem wyrzucić drugą opcję, ale ona ryła się w moim mózgu. Co ja z nią zrobiłem? Kochałem ją, na tyle, że mi się oddała bezgranicznie, bawiłem ją i uwielbiałem, a potem tak perfidnie zraniłem. W sumie, od kilku dni bałem się syndromu początku trzeciego miesiąca, bo zwykle moje związki trwały dwa miesiące, a potem coś się pieprzyło. Tak, jak teraz. Niby nie byliśmy razem pełne dwa miesiące, może jakieś półtora, ale kochałem ją już wcześniej. Tylko nie zdawałem sobie z tego sprawy.
Nawet wtedy, kiedy zobaczyłem ją zakrwawioną na chodniku, nie czułem takiej bolącej miłości, co teraz. Wtedy nie ja ją zraniłem, i cały czas mogłem liczyć na jej miłość. Teraz ona chciała odejść, i pewnie odejdzie. Nie wiem, dlaczego się oszukiwałem. Ale jednak jadę, mimo to, że jestem prawie pewny, że ona mi nie wybaczy. Chcę ją zobaczyć, chcę ją widzieć do końca życia.
I jej oczy. Zawsze powtarzała, że póki blask bije w jej oczach, dotąd będzie żyć. Dzisiaj nie zobaczyłem tego blasku. Zniknął, wyparował, odszedł, zwał jak zwał - zabiłem ją. Zabiłem jej miłość do mnie, zabiłem wszystko, a to zabiło ją. Choć jej mózg będzie dalej pracował, a serce będzie transportowało krew, to jednak zabiłem ją w środku. Muszę choć pomóc jej się wskrzesić.
Następnego dnia, strasznie dołujący południe
Han.
- Han, czego dzwonisz?
Pociągnęłam cicho nosem. Nie mogłam ufać Zuz w kwestii powierzania sekretów, ale była dobrym towarzystwem do chlania, a naprawdę tego teraz potrzebowałam.
- Wróciłam wcześniej. Jest dzisiaj jakaś impreza?
- Wróciłaś? - ożywiła się.
- Mhm - przytaknęłam i skrzywiłam się z bólu, jaki cały czas czułam po rozstaniu z Harrym.
- No, no koleżanko, tak się składa, że Nati robi imprezę w klubie.
- Czemu się tak odstawia?
- Rocznica z Mikim- zmarkotniałam, usłyszawszy okazję. - Ale pewnie ty będziesz na pierwszym planie.
- Jasne - mruknęłam.
Ustaliłyśmy szczegóły spotkania.
- Han? Pójdziesz do sklepu?
Wybaczyłam Harry'emu to, jak mnie nazywał przez telefon, właśnie w takim podrzędnym spożywczaku. To boli.
Przytaknęłam. Kiedy mama mówiła mi, co kupić, ja rozmyślałam o mojej miłości. Harry otrzymał moje serce i jedyne, co z nim zrobił na koniec, to zdeptał swoimi modnymi butami. Ostatni cios zadała szpilka Emily Ferras.
- Zapiszesz mi, co kupić? Inaczej zapomnę - uśmiechnęłam się słabo do mamy. Nie powiedziałam jej, co się stało, bałam się, ale od razu zauważyła, że stało się tam coś, co zmieniło mnie.
- A - powiedziałam cicho. - Nocuję dzisiaj u Zuz, dobrze?
- Dobrze, tylko... nie rób nic głupiego, dobrze?
W jej oczach zauważyłam łzy. To ja zawsze byłam tą silniejszą, ale i tak płakałam jak najęta przez zielonookiego chłopaka.
- Obiecuję - szepnęłam.
---
Ubrałam na siebie koszulkę Stylesa, pierwszą, jaką od niego otrzymałam. Jego zapach, mimo wszystko, mnie uspokajał. Po tym wszystkim, co mi zrobił, nawet nie mogłam powstrzymać głupiej ochoty założenia jego koszulki. I kapelusza. Boże, jestem od niego tak uzależniona. Stałam teraz i podejmowałam decyzję na temat chleba, co w jakiś sposób mnie uspokajało. Do czasu, kiedy nie zobaczyłam długich włosów na drugim końcu stoiska. Co on tu robi? Szybko się odwróciłam i poszłam w przeciwnym kierunku.
- Han, zaczekaj - wołał. Czemu on po prostu nie pozwoli mi cierpieć w samotności, tylko dolewa oliwy do ognia. Poczułam jego palce na przegubie, i wyrwałam rękę, ale odwróciłam się przodem do Harry'ego. Serce mi zmiękło na widok jego szmaragdowych, przekrwionych tęczówek, ale nie byłam w stanie mu wybaczyć. Stworzył między nami mur, barierę, której nie mogłam przekroczyć, żeby znowu go kochać i oddać się mu bez pamięci.
Już poczułam łzy na policzkach. Spuściłam wzrok.
- Co tu robisz? - spytałam szeptem.
- Han, daj mi się wytłumaczyć, proszę...
- Jest za wcześnie, Harry. Nas w ogóle nie powinno być.
- Nie mów tak - złapał mnie za dłoń, i teraz mu się nie wyrwałam. Przygryzłam wargę.
- Ale to prawda, Harry. Pewnie za dziesięć lat będziesz żonaty i na jakiejś gali spotkamy się. Ja jako słynna projektantka, ty jako piosenkarz, i naprawdę zrozumiesz, że nigdy nic do mnie nie czułeś.
- Kłamiesz.
- Nie kłamię, Harry - westchnęłam i cofnęłam się dwa kroki, słysząc śmiech moich znajomych. - Powinieneś już iść, słyszę moich przyjaciół.
- Nigdzie nie idę.
- Zrób to dla mnie, Harry - spojrzałam błagalnie. Chwilę stał i patrzył mi w oczy, a potem odszedł, zarzucając kaptur na głowę.
Wybrałam pierwszy lepszy chleb, kiedy poczułam trącanie w ramię. Z udawanym zdziwieniem obróciłam się przodem do grupy ludzi.
Harry.
Han odeszła. Mój oddech się zatrzymał.
Chciałem zniknąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz