Bardzo ważna notka pod rozdziałem! Przeczytaj, proszę ^^
Obudziłam się nieco spocona, zwinięta w kołdrę. Zdjęłam ją i przeciągnęłam się na łóżku. Potem, ziewając wstałam i poszłam pod szybki prysznic. Pociągnęłam za sobą kilka ubrań. Przecierałam oczy, a potem zderzyłam się z kimś na korytarzu. Zaśmiałam się niemrawo, patrząc na Michaela, który też przecierał oczy z kilkoma ciuchami w ręku. Uśmiechnął się na mój widok.
- Dzień dobry - powiedział z małą chrypką.
- Dzień dobry - odpowiedziałam równie zaspanym głosem. - Też planowałeś się umyć?
- Panie przodem - przytaknął.
- Od kiedy z ciebie taki dżentelmen? - spytałam.
- Pretekst, żeby jeszcze trochę pospać - uśmiechnął się.
- Jest dwunasta, Mikey - westchnęłam z uśmiechem. Ten tylko zachichotał i wpuścił mnie do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi. Umyłam się w zaspanych ruchach, ale co poradzisz? Wyszłam spod prysznica po dwudziestu minutach, a następnie ubrałam się w białą koszulkę i proste, czarne szorty. Założyłam zegarek i bransoletki, w tym tą od Harry'ego, umyłam zęby, a następnie otworzyłam drzwi.
- Michael, zrobisz mi fryzurę?
- Spodobało ci się, co? - odpowiedział, wchodząc do łazienki. Potaknęłam z uśmiechem.
- Spięcie?
- Nie, nie chcę - jęknęłam.
- A może spróbujemy wyprostować? - zaproponował, na co kiwnęłam głową. Stałam piętnaście minut, czekając z zniecierpliwieniem, aż skończy i będę mogła się zobaczyć. Kiedy minął ten czas, wręcz natychmiastowo podeszłam do lustra.
- Ślicznie - skomentowałam, przeczesując włosy. Ucałowałam kuzyna w policzek i zostawiłam go w łazience. Zeszłam na dół, do kuchni i zrobiłam sobie miętową herbatę. Cały czas przeczesywałam włosy, zachwycona ich miękkością. Wparowałam do pokoju i zrobiłam sobie lekki makijaż, bez długich kresek ani dużej tapety. Dzisiejszy dzień był za spokojny na coś takiego. Po prostu obrysowałam ciemnoczekoladową kredką kontury moich oczu, aby je powiększyć. Potem w zagłębieniu powieki nałożyłam podobny cień, żeby jeszcze je otworzyć. Pomalowałam rzęsy i przejechałam po ustach balsamem. Dopiero teraz zauważyłam, że mój telefon otrzymał nową wiadomość, sprzed trzech godzin.
Od: Najwspanialszy chłopak na świecie
Wpadnij do mnie.
Kac pana opuścił, panie Styles? Obudził się wcześniej ode mnie, co było niemałym zaskoczeniem. Jako, że byłam już gotowa do wyjścia, po prostu schowałam telefon do tylnej kieszeni spodni i zeszłam na dół. Zobaczyłam Michaela, jak kończył wsadzać naczynia do zmywarki.
- Powinnam była ci pomóc - mruknęłam. - Ale muszę wyjść - dodałam.
- Harry?
- A kto inny? - prychnęłam, na co się zaśmiał. Ubrałam czerwone vansy i zeszłam po schodach do bramy. Przeszłam na drugą stronę ulicy i jak zwykle, wbiegłam na piętro Harry'ego.
Otworzył mi zaspany chłopak.
- Co robisz tu tak wcześnie? - powiedział, ziewając, ale po chwili podszedł i pocałował mnie w usta. Czułam smak alkoholu i trawy, ale i tak odwzajemniłam pocałunek,
- Hej.
- Hej, kochanie - powiedział, a naszych twarzach zagościł uśmiech.
- Pójdę zrobić kawę, przyniesiesz mi tabletki? - skrzywił się. Kac naprawdę mu dokuczał.
- Jasne, gdzie są? - spytałam. Znowu mnie pocałował.
- W szafce nocnej, w sypialni. Dziękuję, skarbie - powiedział i pocałował mnie w czubek głowy, a następnie zniknął w kuchni. Poszłam w stronę sypialni i otworzyłam drzwi. Serce mi stanęło.
Kołdra była rozwalona na wszystkie strony, a w powietrzu roznosił się zapach marihuany, alkoholu, perfum Harry'ego i... damskich perfum. Na podłodze walały się czerwone stringi. Już czułam łzy w kącikach oczu. Jednak to, co mnie dobiło, to był liścik obok tych pieprzonych, koronkowych majtek.
Dziękuję za wspaniałą noc. Ostatecznie udowodniłeś, jak heteroseksualny jesteś.
Oby więcej takich numerków,
Emily Ferras
I odciśnięte, czerwone usta. Serce przestało mi bić, a po policzkach ciekły mi łzy. Dziękuję za wspaniałą noc. Pieprz się, Ferras, pieprz się, Styles!
Zraniona, upokorzona i ze złamanym sercem, cały czas ściskając list od tej szmaty, ruszyłam w stronę kuchni. Łzy leciały po mojej czerwonej ze wstydu twarzy.
- Jak mogłeś? - wrzasnęłam, na co on odwrócił się z grymasem.,
- Możesz ciszej, boli mnie głowa....
- Mam to gdzieś! - krzyknęłam i załamałam się. Z moich ust wydobył się szloch. Styles opamiętał się i popatrzył na mnie.
- Co się stało, księżniczko?
- Nie jestem twoją księżniczką! - wrzasnęłam, a on popatrzył na mnie z przerażeniem.
- Jak chciałeś mnie rzucić, trzeba było to po prostu zrobić.
- Co ty mówisz, nigdy nie chciałem cię rzucić. Przecież cię kocham!
- W nosie mam twoje kłamstwa. W nosie mam twoje "Kocham cię", które jest niczym!
Patrzył na mnie z przerażeniem, więc rzuciłam mu kartkę, nic nie mówiąc, tylko szlochając jak głupia.
- To od twojej ukochanej - powiedziałam, czując rozrywający ból w piersi.
Harry.
- W nosie mam twoje "Kocham cię", które jest niczym - krzyknęła, a moje serce przestało bić. Rzuciła mi jakiś świstek papieru.
- To od twojej ukochanej - powiedziała sucho. Przeczytałem krótki liścik kilkanaście razy, zanim dotarło do mnie, co się dzieje. Popatrzyłem na wściekłą, zranioną kobietę naprzeciwko mnie.
- Han, skarbie, byłem pijany i zjarany, nie wiem, co się działo, naprawdę - tłumaczyłem się.
- Nie wierzę - powiedziała, i to złamało mi serce na pół.
- Nie wierzę w żadne twoje słowo - dodała z płaczem, ale już nie krzyczała. Jej głos był pusty.
- Han, kocham cię.
- W to też nie wierzę.
- Musisz uwierzyć. Han, proszę...
- Dlaczego po prostu ze mną nie zerwałeś? - popatrzyła na mnie z bólem. Kiedy chciałem podejść, odepchnęła mnie zdecydowanie. - Dlaczego cały czas dawałeś mi złudną nadzieję, kłamałeś, że mnie kochasz?
- Nie kłamałem, nigdy, byłem pijany, nie wiedziałem, co robię, Han - popatrzyłem na nią błagalnie. Po policzku spływały mi pojedyncze łzy. Byłem naprawdę zrozpaczony. Nie mogę jej stracić, to sen, proszę, niech to będzie sen. Nie mogę.
- Kłamałeś. Ale dlaczego? - płakała. Nienawidziłem siebie, że doprowadziłem do tej sytuacji.
- W sumie nieważne - przerwała mi. - Może to była łaska, nie mam pojęcia. Zanim jednak odejdę, musisz wiedzieć, że dla mnie to nie była zabawa, Harry, ja naprawdę cię kochałam.
- Ja też cię kocham, Han, kochanie...
- Nie jestem już twoim kochaniem - podniosła głos. - Nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę.
- Wybacz mi, proszę - próbowałem.
- Oddałam ci się całkowicie, podałam przepis na babeczki. Wiesz, dlaczego dla mnie jest to aż tak cholernie ważne?
Nie odzywałem się. Jej głos był cichy, przepełniony bólem.
- To była ostatnia wola mojego ojca. Dać przepis jedynej osobie na świecie, którą będę kochać i która będzie kochać mnie. Wcześniej byłam pewna. Ale wiesz, co? Chyba nie będę zajmować twojego czasu, po prostu pójdę - szepnęła.
- Proszę - powiedziałem i cofnąłem się na kolana. - Wiem, że dla ciebie trudne, ale musisz mi wybaczyć.
Patrzyła na mnie z bólem, ale unikała mojego wzroku.
- Proszę, to z tobą chcę spędzić życie. Kocham cię.
- Teraz tak myślisz. Ale za dwadzieścia lat będziesz miał wspaniałą żonę, będziecie mieć szczęśliwe dzieci. Nie będziesz mnie pamiętał, a kiedy miniesz mnie na ulicy, zrozumiesz, że nigdy mnie nie kochałeś. Wierzę w to.
Jej słowa sprawiały mi ból. Nie mówiła prawdy. Kocham ją i tylko ją będę kochać.
- Żegnaj, Harry.
- Han...
Ale ona zdjęła naszyjnik i bransoletkę.
- Proszę - potem zdjęła pierścionek i popatrzyła na niego. Łzy znowu zaczęły spływać po jej twarzy. Czułem się jak największy dupek na świecie. To nie może być koniec.
- Proszę - potem zdjęła pierścionek i popatrzyła na niego. Łzy znowu zaczęły spływać po jej twarzy. Czułem się jak największy dupek na świecie. To nie może być koniec.
- Mam nadzieję, że kiedyś znajdziesz kobietę, której nie zranisz, której będziesz ufać i którą będziesz kochać nad życie z wzajemnością. Mam nadzieję, że dasz jej ten pierścionek z szczerą obietnicą miłości na ustach. Ja nie zasłużyłam na żadną z tych rzeczy - powiedziała z łzami, po czym wcisnęła mi pierścionek w rękę. Zanim wyszła, spojrzała mi w oczy. Przeraziłem się. Nie było w nich żadnego blasku. Jakbym ją zabił.
Wybiegła z mieszkania.
Han.
Nie wiem, jak dotarłam do domu. Czułam ból w piersi, który kłuł, szarpał, rozrywał i zabijał mnie i moje serce. Kiedy stanęłam w drzwiach wejściowych, rzuciłam się na ziemię i z moich ust wydobył się wrzask. To bolało bardziej niż wtedy, kiedy dziewczyna z kolczykiem przebiła moją szyję, bolało bardziej niż cokolwiek w moim życiu, bolało nawet bardziej niż śmierć taty. Leżałam na ziemi, jak ostatnia wariatka, i płakałam, płakałam, jak jeszcze nigdy w swoim życiu. Chciałam wyrzucić cały ból, ale on zawzięcie trzymał się mojej piersi,
- Han?
Nie zwracałam uwagi na Michaela, kiedy wziął mnie na ręce i zaniósł na kanapę. Myślałam tylko o Harrym, o jego głosie, dotyku i wyobraziłam sobie, jak darzy tym tą szmatę Emily. Ból się zwiększył, to było gorsze niż umieranie. Kuzyn przytulił mnie do siebie i kiwał mną na boki. Nic nie pomagało, ból się zwiększał i zwiększał, pożerając mnie w całości. Nie byłam w stanie mówić, oddychać, ruszać się, żyć. O boże, jak bardzo chciałam teraz się po prostu położyć i umrzeć, choćby w torturach, ale umrzeć, bo wszystko jest lepsze niż ten ból.
- Chcę wrócić do Polski - wydusiłam po co najmniej godzinie płakania, bólu, jaki mną szarpał.
- Han...
- Dzisiaj.
- Dobrze - westchnął, ale mnie nie puszczał. A ja dalej płakałam. Po chwili wpadła Sophie, rozradowana, ale gdy mnie zobaczyła, zmieniła wyraz twarzy.
- Michael...
- Poczekasz chwilę, Sophie?
Ona przytaknęła i stała w drzwiach. Ruszyłam głową, dając jej pozwolenie na wejście. Nie mogłam zepsuć związku Michaela.
- Co się stało? - spytała cicho i opiekuńczo. Przytuliłam ją bez słowa, była jakimś dobrym duchem.
- Przestałaś wierzyć w miłość? - spytała, głaszcząc mnie po głowie. Pokręciłam głową. Tym bardziej wierzyłam w miłość, bo inaczej tego cholernego bólu by nie było. Znowu czułam ukłucie, i znowu, i znowu, i przed oczami stanął mi obraz Stylesa i Ferras, jak śmieją się z małej, głupiej, naiwnej Han, a potem jak dochodzą w swoich ramionach...
Dzwonek do drzwi. To całe płakanie doprowadziło mnie do bólu głowy, do czystego szaleństwa. Michael wstał i poszedł otworzyć. Zamarłam, słysząc głos Harry'ego, a potem głuchy trzask. Wyrwałam się z objęć Sophie i zobaczyłam Stylesa przypartego do ściany przez wściekłego Michaela.
- Daj mi z nią porozmawiać! - wrzeszczał z łzami w oczach. Potem mnie dojrzeli, tą małą, skuloną istotkę pośrodku korytarza. Harry odepchnął mojego kuzyna i podszedł. Odruchowo chciałam, aby jego ramiona mnie obroniły, ale szybko cofnęłam się do tyłu, tracąc równowagę. Kiedy chciał pomóc mi wstać, szybko przeczołgałam się dalej z przerażeniem.
- Han, proszę - prosił i prosił, ale na co mu to? Nie kocha mnie, nigdy nie kochał, więc po co mu jeszcze, po co się stara, choć wie, że to przegrana walka? Głupi ból zwiększył się jeszcze bardziej, był nie do wytrzymania.
- Nie, Harry. Nie chcę. Nigdy ci nie wybaczę, choć dalej będę cię kochać, to nie jestem w stanie na ciebie patrzeć.
- Han...
- Wyjeżdżam dzisiaj. Żegnaj, Harry.
Odeszłam, a potem znowu rozległ się trzask.
- Michael, zostaw go, proszę - powiedziałam, odpychając wściekłego kuzyna od chłopaka, którego kocham. Położyłam im obu dłonie na klatkach piersiowych.
- Odejdź, Harry.
- Ja, ja będę walczył - powiedział z łzami na policzkach. Moje złamane i rozerwane na strzępy serce krajało się na ten widok.
- Będę walczył, bo cię kocham, Han. Póki nie złamię cię w ten czy w inny sposób, będę walczył.
To powiedziawszy, bez mojej zgody, wpił się w moje usta. Oddałam pocałunek, bo naprawdę tego chciałam. Chciałam, ten ostatni raz.
- I wiem, że ty też mnie kochasz - szepnął w moje usta.
- Wyjdź, Styles, mieszasz jej w głowie - zażądał Michael.
Harry wyszedł, zostawiając mnie bezradną.
---
- Coś do picia? - spytała miła blondynka w samolocie. Nic nie odpowiedziałam, tylko mocniej wtuliłam się w siedzenie fotela. Odeszła, zostawiając mnie samą z problemami. Ból dalej pulsował w piersi, ale nie byłam w stanie mu wybaczyć. Mogłam tylko liczyć na drugą taką osobę od Boga.
Jeszcze kilka godzin i będę płakać we własnym, wygodnym łóżku, a nie na twardym fotelu samolotu.
Tak wyglądał mój koniec z Harrym.
*****
Hej
UWAGA! To jeszcze nie koniec pierwszej części. Pisałam wcześniej, że zostało jeszcze jakieś
pięć rozdziałów, a to dopiero pierwszy. Jeśli dobrze liczę, zostały jeszcze cztery ^^
Biedna Han, Harry dupek... ale oni naprawdę się kochają <3
This is real
Eternal Love.
Eternal Love.
Dzięki
xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz