Zeszłam z jego nóg i sięgnęłam ręką po telefon na szafce. Zanim nacisnęłam zieloną słuchawkę, sprawdziłam godzinę na wyświetlaczu. 16:20.
- Hej, Mikey - pisnęłam.
- Nie nazywaj mnie tak - jęknął w słuchawce. - Gdzie jesteś?
- Jestem u - zarumieniłam się i spojrzałam na Harry'ego, który patrzył na mnie z rozbawieniem.
- Stylesa?
- Może.
- Zabezpieczacie się?
- Michaelu Shawnie Williamsie, nakazuje ci uspokoić rozszalałe myśli pożądania - podniosłam głos.
- Dobra, dobra - zaśmiał się. - W sumie to wszystko, co chciałem wiedzieć.
- Serio? - jęknęłam. Przerwać taką chwilę, żeby dowiedzieć się, gdzie do cholery jestem?
- Słyszę, że w czymś przeszkodziłem.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo.
- Tu niczego nie muszę sobie wyobrażać.
- Dobra, dobra - zaśmiałam się.
- Kończę, widzę znajomych.
- Dobrze, Mikey.
- Niech cię szlag, Han, nie nazywaj mnie tak!
- Pa, Mikey - powiedziałam i się rozłączyłam. - Chciał wiedzieć, gdzie jestem - zwróciłam się do Harry'ego. On tylko wzruszył ramionami i przyciągnął mnie bliżej siebie.
- Twój ulubiony tatuaż? - zapytałam.
- Nie mogę wybrać, lubię je jako całość - powiedział. - Naprawdę lubisz moje tatuaże?
- Uwielbiam - powiedziałam i pocałowałam krzyż na jego dłoni. On uśmiechnął się na mój gest i złączył nasze usta.
- Boże, ten smak nigdy mi się nie znudzi - powiedział, kiedy się od siebie oderwaliśmy.
- Zobaczymy - przewróciłam oczami.
- Czas na twoje pytanie - oznajmił. Chwilę się zastanawiałam.
- Gdzie chciałbyś mieszkać?
On westchnął.
- Pytania zaczynają się powtarzać.
- To oznacza, że gramy już za długo - stwierdziłam.
- Nie, to oznacza, że już znamy się na wylot - uśmiechnął się i mnie pocałował.
Zaczęłam myśleć, że Harry nie zna mnie na wylot. Nie wie o moich całonocnych imprezach, ani i starych uzależnieniach.
- Chcesz coś zjeść? - przerwał pocałunek. Zeszłam z jego nóg i bez słowa ruszyłam w stronę kuchni. Harry zrozumiał, że to oznacza zgodę. Po chwili poczułam, jak brakuje mi gruntu pod stopami.
- Styles, zostaw mnie - wrzasnęłam, a on śmiał się jak idiota, z mną przewieszoną przez ramię. Ścisnął mój pośladek.
- Nigdy, skarbie - zaśmiał się.
- Harry, zrobisz sobie coś, przecież jestem ciężka - krzyczałam.
- Oj, daj spokój - klepnął mnie w tyłek. Poddałam się i czekałam do momentu, aż usadził mnie na blacie. Przywarł do mnie ustami, ale nie odwzajemniłam pocałunku.
- No co jest, kochanie? - zachichotał, zanim znowu złączył nasze usta. Nie potrafiłam dłużej wytrzymać, i miałam dwie opcje. Albo oddać pocałunek i być najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem albo się oderwać. Niechętnie wybrałam drugą opcję, bo byłam na niego obrażona.
- Jestem za ciężka na takie zabawy - fuknęłam.
- Nie jesteś ciężka - zaprotestował, a potem znowu zaczął się do mnie przybliżać. Zatrzymałam go, kładąc mu ręce na klatce piersiowej.
- Jesteś niemożliwy - westchnęłam.
- Też cię kocham.
Uniosłam tylko brew i zeskoczyłam z blatu. Podeszłam do lodówki, otworzyłam ją i zaczęłam szperać. Poczułam, jak czyjeś ręce owijają się wokół mojej talii. Kiedy Harry znowu próbował mnie udobruchać pocałunkiem, skutecznie się od niego odsunęłam. On znowu mnie podniósł i z powrotem usadził na zimnym blacie.
- No pocałuj mnie - powiedział, będąc bardzo blisko mojej twarzy. W jego oczach dostrzegłam cień złości.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Nie próbuj mi się sprzeciwiać - warknął i przywarł do mnie. Dłużej nie mogłam wytrzymać, więc oddałam pocałunek. Był namiętny i mocny, prawie bolesny i podniecał jak cholera. Wbiłam paznokcie w jego plecy. Harry zachłannie mnie całował i poskramiał złość, która we mnie była. Zamiast tego było czyste podniecenie. Tak właśnie na mnie działał.
Kilka dni później
- Wszystkiego najlepszego!
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Widziałam przed sobą twarze Michaela i jego rodziców. Ah, no tak.
- Dziękuję - wymamrotałam z zaspanym uśmiechem. Byłam cholernie śpiąca, bo wczoraj do późna pisałam z Harrym. Michael zaczął mnie łaskotać.
- Dobra, dobra - wydusiłam ze śmiechem. - Już wstaję, proszę, stop.
Rodzinka wyszła z pokoju, mówiąc, że czekają z urodzinowym śniadaniem. Wstałam i się przeciągnęłam. To już piętnasty w moim życiu 23 lipca. Czwarty, podczas którego myślę o Harrym Stylesie. Pierwszy, od kiedy z nim jestem.
Przeciągnęłam przez głowę białą koszulkę Harry'ego. Ubrałam do tego jasne, przetarte rurki. Włosy przeczesałam szczotką i delikatnie ułożyłam rękoma. Nie chciałam się stroić, za nic. Wyglądałam jak w każdy inny dzień. Usłyszałam wibracje mojego telefonu. Odebrałam go.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie - usłyszałam znajomą chrypkę.
- Dziękuję, Harry - uśmiechnęłam się.
- Wyjdź na balkon.
Wstałam i zrobiłam to, o co poprosił. Zauważyłam w oknie bloku naprzeciwko znajomą burzę loków.
Uśmiechnęłam się szeroko do Stylesa.
- Pięknie wyglądasz - skomplementował.
Spuściłam głowę i przyglądałam się mojemu niezbyt pięknemu strojowi.
- Dziękuję - odrzekłam wesoło.
- Czy to moja koszulka? - zapytał z zadziornym uśmiechem, który nawet z takiej odległości mogłam dostrzec.
- Już nie jest twoja, zapamiętaj to sobie - popatrzyłam na niego, składając całusa w powietrzu.
- Wyglądasz gorąco jak cholera.
Zaśmiałam się lekko.
- Muszę iść na śniadanie - powiedziałam, a jemu zrzędła mina.
- Musisz? - jęknął.
Potrząsnęłam głową.
- No nic - wzruszył ramionami. - Jakoś wytrzymam.
- I bardzo dobrze - powiedziałam. - Lecę, kocham cię.
- Ja ciebie kocham dużo mocniej - powiedział i już chciałam coś odpowiedzieć, ale szybko na moich oczach się rozłączył. Wystawił mi język, a ja machnęłam ręką i wróciłam do pokoju. Odrzuciłam telefon na łóżko, zeszłam po schodach do kuchni i popatrzyłam na kilka prezentów na kuchennym stole. Ktoś objął mnie od tyłu w talii.
- Najlepszego, kuzyneczko - powiedział Michael. Uśmiechnęłam się tylko i ruszyłam w stronę jedzenia. Kiedy usiedliśmy w czwórkę przy stole, zaczęłam małą bitwę z Michaelem. Kopaliśmy się pod stołem, a jego rodzice prowadzili rozmowę, nie zwracając na nas uwagi. To był idealny poranek, z Harrym i rodzinką. Zdecydowanie mogłam zaliczyć go do najlepszych.
- Czas na prezenty! - zawołał wujek Artur. Zaśmiałam się i otworzyłam pierwszy, z podpisem "Od Kate" napisany jej schludnym, pękatym pismem. Rozerwałam papier i wyciągnęłam śliczną, niebieską bluzkę. Położyłam sobie ubranie na kolanach i przejechałam ręką po materiale.
- Piękne - szepnęłam i spojrzałam na ciocię. - Dziękuję, naprawdę wspaniała bluzka.
Kate uśmiechnęła się promiennie. Potem wzięłam kopertę od wujka Artura. Zanim ją otworzyłam, usłyszałam, jak on mówi:
- Nie mam takiego gustu, jak Kate, więc powinnaś już wiedzieć, czego się spodziewać.
Otworzyłam kopertę, a w środku zaszeleściło kilka banknotów. Uśmiechnęłam się, bo rzeczywiście wolałam dostać pieniądze, niż nieprzemyślany prezent.
Potem pootwierałam resztę pudełek. Było w nich dużo ubrań, książek, ale i ciekawych, innych rzeczy. Chyba najbardziej ucieszył mnie czarno-złoty zegarek ze znanej firmy. Jeszcze raz podziękowałam dorosłym i już leciałam na górę, kiedy Michael zapytał:
- Nie zauważyłaś, że ja nic ci jeszcze nie dałem?
Obróciłam się twarzą do kuzyna.
- A, tak - potwierdziłam, zacierając ręce. On wręczył mi drugą kopertę, podpisaną jego imieniem. Niecierpliwie rozdarłam górę opakowania i zobaczyłam dwa świstki papieru. Oczy mi się rozszerzyły, kiedy rozłożyłam papier i czytałam, co to jest. Spoglądałam to na Michaela, to na dwa bilety w mojej kieszeni. Mocno objęłam go za szyję.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję - piszczałam. Zawsze chciałam obejrzeć Harry'ego na scenie, a moje marzenie się spełni.
Potem uświadomiłam sobie, że przecież odkąd z nim jestem, to mogę to zrobić zawsze. Ale i tak fakt, jak Michael się postarał, było niewiarygodne. Kocham tego mojego kuzyna.
On sam mocno objął mnie w talii.
- Nie ma sprawy.
Pocałowałam go w policzek, opanowując emocje.
---
- To w tej samej kawiarni za godzinę?
- Jasne. Najlepszego, Han, do zobaczenia.
Coś kliknęło w słuchawce. Zobaczyłam na wyświetlaczu "Sarah - połączenie zakończone". Od kiedy po powrocie do pokoju zobaczyłam wiadomość od Harry'ego, najchętniej siedziałabym w domu i czekała na 7 p.m., ale przecież mam tutaj znajomych, z którymi mogę spożytkować te osiem godzin. Jeszcze raz spojrzałam na ekran telefonu i przeczytałam wiadomość od Stylesa.
Od: Harold
Skarbie, zabij mnie, ponieważ nie mogę spędzić z tobą tego dnia. Zespół uparł się, żeby dzisiaj zająć się nagrywaniem płyty i musimy się do tego przyłożyć :( Cały dzień z tobą z głowy. ALE! Zapraszam Cię do mnie o 7 p.m. na wspaniałą kolację i prezent. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Przepraszam i wiedz, że naprawdę Cię kocham i życzę miłego dnia <3
Do: Harold
Nie jestem zła ^^ Ale liczę na wspaniałą kolację!
Od: Harold
O to się nie martw, kochanie
Do: Harold
To do 7 p.m. będę się głodzić
Od: Harold
Zabraniam!
Do: Harold
:* Wiem, że mnie kochasz
Od: Harold
Jak dobrze, że wiesz. Kocham Cię
Do: Harold
Ja ciebie też
Od: Harold
Muszę lecieć (płyta -,-) Wszystkiego najlepszego! Reszta życzeń wieczorem.
Na tym skończyła się nasza rozmowa. Wpatrywałam się tęsknie w ekran telefonu. Ale nie miałam czasu na użalanie się nad sobą. Szybko zrobiłam sobie makijaż i wyszłam z domu. Do kawiarni długa droga.
---
Mam jeszcze godzinę do kolacji.
- Han?
Michael uchylił drzwi i wystawił przez nie głowę. Stałam, obrzucona ubraniami, niegotowa do wyjścia na spotkanie z Harrym. Chciałam wyglądać olśniewająco, żeby pokochał mnie jeszcze bardziej, ale naprawdę nie wiedziałam, jak się do tego zabrać.
- Co ty robisz? - spytał niebieskooki chłopak.
- Idę na kolację i chcę ładnie wyglądać - jęknęłam zrezygnowana. On wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
- Potrzebujesz pomocy? - spytał z uśmiechem. Patrzyłam na niego tęsknie i chyba zrozumiał aluzję, bo podszedł i wyjął mi kilka ubrań z rąk.
- Masz sukienkę?
- Wtedy nie potrzebowałabym pomocy - warknęłam. Mikey uniósł ręce w geście obronnym.
- Okej, okej. Spódnica?
- No.. mam - powiedziałam i wyjęłam spod stosu ubrań czarny materiał.
- Perfekcyjnie - mruknął i zaczął dobierać do niej bluzki.
- Ubierz to - powiedział i wcisnął mi zestaw. Ja wzruszyłam ramionami i poszłam do łazienki.
- Aha - krzyknął. - I to - poruszył zabawnie brwiami i podał mi coś małego i czerwonego. Zaparło mi dech w piersiach na widok zdecydowanie seksownej, koronkowej bielizny w moim rozmiarze.
- Skąd? - wydusiłam.
- Skoro jesteś w związku, to mogłaś się postarać o coś takiego - powiedział i ze śmiechem zamknął drzwi od łazienki.
Przebrałam się we wskazany zestaw i wyszłam z łazienki. Michael wyglądał, jakby miał do mnie zapukać. Przez ramię miał przewieszoną...
- Powiedziałaś, że nie masz sukienki, a to? - pokazał na materiał.
- Ah, ta. Dostałam ją dzisiaj od Sarah, wraz z taką drugą, niebie... - nie dokończyłam. On wcisnął mi ubranie w rękę i zatrzasnął drzwi przed nosem, nawet nie oceniając tego, co teraz przymierzyłam. Drętwo się odwróciłam i zaczęłam rozpinać guziki koszuli. Zrzuciłam ją na podłogę i zaczęłam przyglądać się sobie w lustrze. Stwierdziłam jedno: definitywnie muszę mieć więcej takiej bielizny. Zsunęłam spódniczkę i wsunęłam na siebie prezent od Sarah. Otworzyłam drzwi od łazienki, a Michael złapał się za serce.
- Wyglądasz bosko, kuzyneczko - wycedził i poprowadził mnie do dużego lustra na korytarzu, żebym się sobie przyjrzała.
Sukienka była biała i zwiewna. Idealnie kontrastowała z moją oliwkową cerą. Miała głębokie wycięcie na plecach i delikatny dekolt. Stanik optycznie powiększał mi piersi, które wyglądały niezwykle seksownie lekko opięte na białym materiale. Kończyła się niedługo przed kolanem. Michael podał mi do ręki czarne czółenka.
- Wiesz, jak ubierać kobiety - mruknęłam.
- Wiem, co lubią faceci - odpowiedział i mocniej wcisnął buty w moje dłonie. Ubrałam obcasy i obróciłam się przed lustrem, podziwiając kreację.
- Dzięki, kuzynku - powiedziałam.
- Nie ma za co, kuzyneczko. No, to najtrudniejsza część z głowy. Teraz włosy i makijaż. Huhu! - wydął dolną wargę jak dziewczyna. - Chodź, kochana!
Ze śmiechem pozwoliłam mu prowadzić moje przygotowania do randki z Harrym. Z przerażeniem odsunęłam się, gdy włączył lokówkę.
- Daj spokój, Han - zaśmiał się. - Nic ci się nie stanie.
Usiadłam na krześle i na ślepo pozwoliłam mu robić sobie fryzurę. Nie miałam przed sobą lustra, ale cichy głosik w mojej głowie mówił, że warto zaufać Michaelowi w tym przypadku.
- Chodź - podał mi rękę. Kiedy znowu zaprowadził mnie do dużego lustra, zaniemówiłam na widok swoich włosów. To nie mogły być moje włosy. Były zakręcone w grube pukle, okalające moją twarz. Lśniące i jedwabiste. Przeczesałam je palcami. Miękkie jak zawsze. Kilka kosmyków opadło mi na twarz. Sięgały nieco krócej, bo zaledwie do połowy szyi, ale wyglądałam po prostu
- Wspaniale - szepnęłam.
- Lokówka potrafi zdziałać cuda, to zawsze mówi Sophie.
W myślach przywołałam sobie obraz dziewczyny. Jej płomieniście rude włosy zawsze wyglądały rewelacyjnie. Tak jak teraz moje brązowe; wyglądały na gęste i zadbane.
- Makijaż robisz sobie sama - wykrzywił twarz w grymasie. Kiwnęłam głową, podziękowałam Michaelowi i poszłam do łazienki z kosmetyczką. Rozprowadziłam cienką warstwę podkładu, puder, bronzer i rozświetlacz. Skupiłam się na oczach, gdzie rozprowadziłam srebrny cień. W kąciku nałożyłam ciemnobrązowy dla uzyskania efektu smokey-eye. Zrobiłam sobie piękną, czarną, długą kreskę na powiece, która szczęśliwie dla mnie dała się równie perfekcyjnie powtórzyć na drugim oku. Na dolną powiekę dałam ciemnobrązową kredkę. Wytuszowałam swoje długie, czarne rzęsy.
Trudno mi to powiedzieć, ale naprawdę wyglądałam idealnie. Inaczej niż zwykle. Jak godna Harry'ego dziewczyna. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Śnieżnobiałe, proste zęby jakby się zaświeciły. Poprawiłam sukienkę i wyszłam z łazienki.
- Wyglądasz bosko - pochwalił Michael.
- Dziękuję, Mikey - powiedziałam. Wzięłam głęboki oddech i oznajmiłam, że wychodzę. Chwyciłam swoją małą, czarną torebkę, do której schowałam telefon, błyszczyk i miętówki. Przeszłam na drugą stronę ulicy i zaczęłam wchodzić po stopniach. Z każdym schodkiem zaczęło mnie rozpierać nieznane, przyjemne uczucie. Czułam się piękna i chciana. Zapukałam do drzwi mieszkania Harry'ego.
Harry.
Usłyszałem pukanie. Nerwowo poprawiłem sztućce na stole i podszedłem do drzwi frontowych. Przed otworzeniem spojrzałem na siebie w lustrze. Nerwowo poprawiłem włosy i koszulę. Boję się, że za bardzo się wystroiłem i przywitam swoją dziewczynę, podczas kiedy ona będzie w mojej koszulce i przetartych dżinsach. Ale nie ma odwrotu. Nacisnąłem na klamkę drzwi.
Han stała w drzwiach. Zaparło mi dech w piersi i poczułem rosnącą gulę w gardle. Ona nerwowo, tak jak ja, poprawiła włosy. Zacząłem lustrować ją wzrokiem. Mój wzrok zatrzymał się na jej wielkim, brązowych oczach. Han wpatrywała się we mnie. Odsunąłem się i wpuściłem do swojego apartamentu. Jak można wyglądać tak perfekcyjnie, tak niewinnie i seksownie zarazem? Wciągnąłem powietrze, kiedy dotknąłem nagiej skóry jej pleców. Wycięcie było głębokie i tak cholernie pociągające. Pocałowałem ją w jej pełne usta. Han pogłębiła pocałunek i położyła swoje ręce na moich ramionach. Miałem gdzieś, że drzwi są otwarte, liczyła się tylko ona i ta sukienka.
- Musisz częściej zakładać sukienki - przyznałem, a Han zarumieniła się lekko. Kocham te jej rumieńce do bólu. Kocham ją całą.
Han.
- Musisz częściej zakładać sukienki - powiedział Harry, a ja poczułam znajome ciepło na policzkach. Popatrzyłam mu w oczy i zamknęłam za nami drzwi.
- Fajne przywitanie, nie ma co - mruknęłam i pocałowałam go ponownie. Przeczesałam jego włosy i ułożyłam swoje dłonie na jego karku. Harry podniósł mnie tak, że mogłam opleść go nogami, co uczyniłam niemal natychmiastowo.
- Wszystkiego najlepszego, skarbie - wychrypiał. Niósł mnie, trzymając za biodra, a ja zaczęłam całować go w szyję. Nie mogłam się powstrzymać, kiedy przygryzałam skórę tuż nad jego obojczykiem. Harry jęknął cicho i postawił mnie na ziemi. Oderwałam się i spojrzałam mu w oczy.
- Wyglądasz zdecydowanie za dobrze - powiedziałam, skanując go wzrokiem, od rozpiętej koszuli ujawniającej kawałek jego klatki piersiowej po marynarkę, nogi i kończąc na jego twarzy.
- Mógłbym powiedzieć to samo - mruknął.
- Czas na jedzenie - dodał radośnie. Chwycił mnie w talii i poprowadził do salonu. Zobaczyłam zastawiony stół, zaświecone świece w całym pokoju, i danie na stole. Gdzieniegdzie były róże. Przypatrywałam się temu widokowi ze wzruszeniem, zanim Harry pociągnął mnie w stronę jedzenia, skąd uderzył mnie wspaniały zapach. Zanim jednak zabrałam się do wspaniałej kolacji, Harry wręczył mi ciemne, zamszowe pudełko.
- Prezent dla ciebie - powiedział.
- Nie musiałeś - szepnęłam.
- Ale chciałem. Chcę, żebyś zawsze o mnie pamiętała - chwycił moje dłonie i złożył w nich pudełko. Uchyliłam wieczko i zobaczyłam piękną srebrną bransoletkę. Miała jedną, podłużną zawieszkę. Wyjęłam biżuterię z pudełka i zbliżyłam, żeby przeczytać małe litery, które zdobiły zawieszkę.
Do końca naszych dni
- Często to powtarzam, więc - zaczął się tłumaczyć z lekkim zażenowaniem, ale ja przerwałam jego tłumaczenia i mocno przytuliłam, przywierając do niego czule ustami. Odwzajemnił pocałunek.
- To wspaniały prezent - szepnęłam. Łzy napłynęły mi do oczu, kiedy zawiesiłam sobie na nadgarstku tę piękną bransoletkę.
Harry uśmiechnął się, a ja patrzyłam na jego dołeczki. Odsunął dla mnie krzesło, a ja usiadłam. Kiedy umiejscowił się naprzeciwko mnie, mogłam tylko spodziewać się wspaniałego wieczoru.
*****
Pięknie im się układa, póki co. Jak Wam się podoba?
xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz