piątek, 5 lutego 2016

Rozdział 10.

Jak zahipnotyzowana siedzę po turecku na kanapie w salonie wujków, wpatrzona w krótki koncert. Staram się uchwycić spojrzeniem Harry'ego, wstrzymuję oddech za każdym razem, kiedy kamera skupia się na jego oczach. Wydaje się być naprawdę szczęśliwy, kiedy biega po scenie, przybijając piątki tysiącom nastolatek z tłumu. Wywija włosami na wszystkie strony, śmiejąc się z przyjaciółmi z zespołu. W swoim świecie. Kiedy kończy się "No control", Liam oświadcza, że za chwilę zaśpiewają ostatnią piosenkę. Harry szybko wyjmuje telefon. Widzę, jak ze skupieniem wklikuje coś w ekran. Po chwili słyszę charakterystyczne brzęczenie, więc z rosnącym uśmiechem sięgam po mojego I Phone'a i pospiesznie odblokowuję.

Od: xxx
Jak już pewnie wiesz, show się kończy. Będę za 40 minut. Liczę, że zaszczycisz mnie swoją obecnością w moich czterech ścianach. Nie wiem, czy tyle wytrzymam.
H. 

Najszybciej jak tylko potrafię, odpowiadam na jego numer.

Do: xxx
Bądź cierpliwy, Styles. Do zobaczenia za 40 min.

Szybko przenoszę swój wzrok na ekran telewizora. Widzę, jak w trakcie śpiewania "Clouds" Harry sięga do kieszeni. Wyjmuje urządzenie i spogląda na ekran. Uśmiech na jego twarzy rośnie. Szybko, jak się domyślam, odpisuje na mojego sms'a. Po sekundzie na moim telefonie wyświetla się wiadomość złożona z kilku serduszek. Uznaję, że nie mam co odpowiedzieć na jego sms'a. Po prostu rzucam telefon na miejsce obok mnie.
Kiedy jednak Harry co parę sekund sprawdza swój telefon, ze śmiechem piszę:

Do: xxx
Rada na dziś: Nie sprawdzaj więcej tego telefonu, Styles, bo przegapisz swoje kwestie.

Harry wręcz podskakuje, kiedy kolejny raz patrzy w ekran swojego telefonu. Czyta mojego słodkiego, zapewne przepełnionego romantyzmem sms'a i zaczyna się śmiać. Na scenie. Kiedy nadchodzi jego tekst w "Clouds". Szybko piszę mu sms'a ("Mówiłam") i lecę na górę ogarnąć się do przyjazdu mojego... chłopaka.
Kiedy jestem już w połowie schodów, decyduję się zrobić mu coś miłego. Zbiegam po stopniach.
Co może być milszego niż babeczki? Ekspresowo szykuję masę na ciastka, które następnie wpycham do foremek. Wrzucam do piekarnika i nastawiam czas pieczenia. Teraz w spokoju idę się przebrać.
Tak, wiem, cholernie dziwne.
Decyduję się na szalony krok - ubieram swoją jedyną spódniczkę. Jest czarna i lekko rozkloszowana - dziewczęca, ale nie za bardzo. Idealna dla mnie. Dobieram do niej czerwoną koszulę i czarną torebkę. Jestem zaskoczona, jak dziewczęco wyglądam. Rozczesuję swoje cholerne, niesforne włosy i delikatnie podkreślam oczy czarną kredką. Nawet nie męczę się z pomalowaniem rzęs - i tak są długie, czarne i ogólnie ładne. Zeskakuję po stopniach. Pakuję moje wypieki do pojemnej torby. W przedpokoju ubieram swoje beżowe rzymianki i wychodzę z domu.
Zły ruch, Han, bardzo zły.
Wielki, czarny samochód właśnie parkuje pod blokiem Stylesa. Widzę, jak szybko wychodzi z auta, a za nim reszta zespołu. Nogi się przede mną uginają, kiedy widzę tą czwórkę prawie pod moim domem. Chcę się wrócić, żeby nie narażać Harry'ego na zażenowanie, ale on już mnie dostrzegł. Patrzy na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Ma lekko rozchylone usta, ale chwilę potem przygryza dolną wargę. Cholera. Schodzę powoli po stopniach ze spuszczoną głową, a torebka odbija się na moim biodrze. Zamykam za sobą bramę i już chcę odejść w przeciwnym kierunku, kiedy czuję czyjeś ręce na mojej talii. Harry obraca mnie w swoim kierunku i zdejmuje mi okulary z oczu. Widzę, jak te jego dwa szmaragdowe kryształki świecą się na mój widok. Skanuje moje ciało, od rzymianek, przez strój, a następnie znowu zatrzymuje się na moich oczach. Jestem tak zdezorientowana - nie sądziłam, że on mówi poważnie z tym, że będzie chciał się mną, w pewnym sensie, chwalić. Sądziłam, że raczej będzie się mnie wstydzić. Uśmiecha się promiennie i delikatnie całuje mnie w usta. Upajam się tym smakiem i nieznacznie pogłębiam pocałunek. Zaciskam swoje dłonie na jego ramionach i lekko odpycham. On, cały czas z ręką na mojej talii, prowadzi mnie w stronę moich pieprzonych idoli. Nie potrafię powstrzymać uśmiechu, kiedy na nich patrzę. Oni też jakby są zaskoczeni, ale i zadowoleni moim widokiem. Pewnie spodziewali się u boku Harry'ego jakiejś totalnie seksownej czterdziestolatki, a nie mnie. Niall uważnie się we mnie wpatruje, co wprowadza mnie w zakłopotanie. Tak ubranych widziałam ich kilkanaście minut temu w telewizji - teraz stoją naprzeciw mnie. Lekko ściskam im dłonie, onieśmielona chyba bardziej niż wtedy, kiedy poznałam zielonookiego chłopaka obok mnie.
- Więc to jest obiekt zainteresowań naszego małego Haroldzia - mówi Louis, patrząc mi w oczy.
- Han - mówię, lekko tłumiąc śmiech.
- Lou - jęczy Harry.
- Haroldzio się zezłościł? - zapytał Liam żartobliwie.
On tylko jęknął w odpowiedzi. Kiedy podawałam rękę Niall'owi, on spytał:
- Czy ty jakoś niedawno się tu wprowadziłaś?
Przez chwilę patrzę w jego kierunku:
- Zamieszkałam tu na początku wakacji - wzruszam ramionami.
- To ją zobaczyłem, kiedy do ciebie wpadłem po raz pierwszy - Niall zwrócił się do Harry'ego, a następnie dodał - Nieźle, Haroldzio, naprawdę jestem dumny.
- Możecie przestać z tym Haroldziem? - jęknął Harry, a ja lekko się zaśmiałam. Chłopcy spojrzeli na mnie i dołączyli do mnie, lekko chichocząc. Harry szybko zareagował. Oplótł swoje ręce ciasno wokół mojej talii i obrócił przodem do mnie. Mocno wpił swoje usta w moje. Położyłam mu ręce na ramionach i odwzajemniłam pocałunek. On zaczął go pogłębiać. O, nie, Styles, tak się bawić nie będziemy w miejscu publicznym. Położyłam mu ręce na klatce piersiowej i odchyliłam do tyłu.
- Na taką nagrodę trzeba zasłużyć, Styles - powiedziałam i pocałowałam w czubek nosa. Od wczoraj, kiedy łaskotałam go na kanapie, zrozumiałam, że lubię przejmować nad nim kontrolę. Lubiłam, jak na mnie patrzył, widziałam wtedy jego brudne myśli na mój temat. Odwróciłam głowę w kierunku rozbawionych chłopaków. - Miło było was poznać. Jestem naprawdę wielką fanką.
To powiedziawszy, sięgnęłam do torby i wyjęłam pudełko z babeczkami.
- Nie wierzę, kochanie, no nie wierzę - powiedział, oplatając mnie ramionami i łapczywie spoglądając na ciastka w moich dłoniach. Jakby prowokacyjnie wyciągnęłam je w stronę jego przyjaciół, daleko od niego.
- Chcecie się poczęstować?
- Nie, nie ma mowy. Wszystkie należą do mnie. Wraz z ich wykonawczynią - powiedział i sięgnął zza mnie po pudełko.
- Twoi przyjaciele mają takie samo prawo do moich ciastek, jak ty - odpowiedziałam, kiedy Niall zawisł ręką nad pudełkiem. Kiedy cała trójka poczęstowała się moim wypiekiem (Horan wziął dwa), odwróciłam się w stronę Stylesa. On patrzył na mnie ostro zdezorientowany, ale taka właśnie byłam na co dzień. Nie licząc kilku innych sekretów.  Wcześniej po prostu cholernie mnie onieśmielał, ale teraz to ja przejęłam pałeczkę. Dzisiaj chciałam go doprowadzić do obłędu.
- Reszta dla ciebie - powiedziałam i pocałowałam go w usta. - Wraz z wykonawczynią.
On spojrzał na mnie jeszcze bardziej zdezorientowany, ale wyrwał mi pudełko. Pocałowałam go w czubek nosa i zaczęłam powoli odchodzić. On jednak złapał mój nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Jesteś na mnie zła? Dlaczego idziesz? - szepcze, patrząc na mnie z lekkim strachem w oczach.
- Nie, nie o to chodzi - odszepnęłam z uśmiechem. - Chce ci dać czas na spędzenie go z przyjaciółmi.
- Mogę ich zbyć - odpowiedział.
- Nie musisz.
- Ale mogę. Jesteś moją dziewczyną od niecałej doby, więc to z tobą chce spędzić czas - powiedział, kładąc ręce na moich biodrach.
- A jeśli zostanę u ciebie na noc? - pytam. - Szczerze, chce sobie dzisiaj pozwiedzać Londyn - dodaję.
- Na noc? - oczy mu się lekko rozszerzyły. O to właśnie chodziło, Styles.
- Na noc - potwierdziłam.
- W ostateczności jestem w stanie dać ci wolną rękę. Zresztą, musimy pracować nad albumem - mówi, opierając swoje czoło o moje.
- Ale - dodaje, a ja otwieram oczy - musisz się przebrać.
- A to czemu? - odsuwam się od niego i kładę ręce na biodrach.
- A to temu, że wyglądasz w tym tak seksownie, że nie mógłbym znieść myśli, że włóczysz się po Londynie pod okiem milionów napalonych facetów.
Śmieję się lekko z jego zazdrości. Pochylam się nad nim:
- To idę się przebrać - mówię i delikatnie całuję w usta.
- Trochę mało - narzeka, wydymając lekko dolną wargę, kiedy odchodzę.
- Poczekaj do wieczora - krzyczę, bo jestem już daleko.
- Testujesz mnie, księżniczko.
W odpowiedzi uśmiecham się, co on od razu odwzajemnia. Na widok tego uśmiechu zapominam o reszcie zespołu w tle.
---
- Sarah - macham ręką, kiedy widzę, jak wchodzi do kawiarni. Idzie pod rękę z Jake'm. Muszę przyznać, że wyglądają razem uroczo. Ona dostrzega mnie przy jednym ze stolików i gestem wskazuje, że idzie tylko odwiesić płaszcz. Jake idzie za nią jak potulny baranek.
Tak, jak obiecałam Harry'emu, po powrocie do domu grzecznie przebrałam z tego cholernie niewygodnego zestawu w czarne szorty i szary, dłuższy podkoszulek z nadrukiem. Włosy, jak to włosy, nic nie mogłam z nimi zrobić, ale zwiększyłam sobie trochę makijaż oka. Z tą samą torbą, i w czerwonych vansach wyszłam z domu. Na moje szczęście, zadzwoniła Sarah i zaproponowała spotkanie - z Jake'm. Zgodziłam się bez wahania. Kiedy podeszła do mnie ta urocza parka, wstałam, żeby się przywitać, a następnie wszyscy złożyliśmy zamówienie.
- Cały czas nie rozumiem, po co nosicie płaszcze w taką pogodę - mówię.
- A to jakiś problem? Płaszcze są fantastyczne.
- Zgadzam się, ale po co? - dopytuję Sarah.
- Tak po prostu - ona wzrusza ramionami.
- Pani zamówienie - mówi kelnerka, kładąc przede mną babeczkę jagodową i miętową herbatę. Kiedy odgryzam kawałek ciastka, myślę, czy Harry też to właśnie robi. Z zadowoleniem stwierdzam, że moje są lepsze. Sarah delektuje się swoim Red Velvet Cake, a chłopak upija łyk swojej kawy.
Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że od zawsze dobrze dogadywałam się z starszymi ludźmi. Jake ma 19 lat, a Sarah niedawno miała swoje 18-ste urodziny. Rozmawiam z nimi tak, jakbym była w ich wieku. Harry jest przecież niewiele starszy od Jake'a. Nie mówię, że źle czuję się wśród rówieśników, ale teraz zaczynam dostrzegać, że moja relacja z Harrym nie jest taka chora - ja  mam tak z każdym.
- Um... Hannah?
Zostaję wyrwana z moich przemyśleń. Patrzę w kierunku Jake'a.
- Tak, Jake? - pytam.
- Bo telefon ci dzwoni.
Dopiero teraz dociera do mnie, że z mojej torby wydobywa się charakterystyczny dźwięk. Szybko przeszukuję torbę i wyciągam urządzenie. "xxx". Muszę zmienić mu nazwę.
- Słucham?
- Hej, księżniczko.
- Um... hej.
- Coś się stało? - pyta z troską.
- Nie, po prostu się zamyśliłam - odpowiadam ciepło.
- Bo chłopcy poszli i, jeśli już sobie pozwiedzałaś...
- Już powiedziałam, że na nagrodę musisz sobie zasłużyć - śmieję się.
- Daj spokój, Han. Nie męcz mnie.
- Nie. Będę u ciebie spać. Spędzę z tobą wieczór. A wieczór zaczyna się u mnie od 7 pm.
- Han - jęczy.
- Żegnam.
- Czyli 7 pm?
- Tak.
- Jeszcze dwie godziny - marudzi.
- Całuję.
- Całować to będziesz wieczorem - odgraża się.
- Pa.
- Pa, skarbie.
Kliknięcie w słuchawce. Szybko wchodzę w edycję jego numeru. Moje palce wiszą na klawiaturą, bo naprawdę nie mam pojęcia, co napisać. Po chwili powraca do mnie wspomnienie sprzed kilku godzin. Szybko wklikuję nazwę, ale "Haroldzio" okazał się być za długi. Wstukuję "Harold" i blokuję ekran telefonu. Leniwie chowam telefon i powracam do jedzenia swojej babeczki. Sarah lekko odchrząkuje i pyta:
- My o czymś nie wiemy?
Spoglądam na nią z uśmiechem.
- No - zaczynam - teraz już wiecie.
Istny chaos. Para naprzeciw mnie wstaje z krzeseł i praktycznie się na mnie rzuca. Gratulują mi, życzą szczęścia. Ah, te słodkie bzdury o wiecznym szczęściu. Czekam na jedno pytanie, zadane przez moją przyjaciółkę chwilę później:
- Kiedy go poznamy?
- Może później. To jest jeszcze świeże i sama chcę się z tym oswoić - mówię.
Więcej pytań nie ma.
Godzinę spędzamy w kawiarni, rozmawiając o różnych rzeczach. Sarah dopytuje się trochę o wygląd Stylesa, a ja najchętniej pokazałabym jej zdjęcie, ale coś w sercu mówi mi, że lepiej nie. Potem w trójkę wychodzimy i idziemy spacerem. Rozstajemy się dopiero pod Pałacem Westminsterskim. Stamtąd idę spokojnym krokiem na przystanek autobusowy - nie chcę ryzykować drogi przez park.
Dosłownie dwadzieścia minut przed wybiciem 7 pm. wpadam do domu. Ciocia i wujek siedzą w salonie. Podbiegam do nich.
- Hej, słoneczko - wita się wujek.
- Cześć - odpowiadam z uśmiechem. - Czy mogę dzisiaj nocować u znajomych? Mieszkają niedaleko. Obiecuję, że wrócę jutro.
Ciocia tylko uśmiecha się i potakuje głową w akcie zgody.
- Dzięki - wyduszam i biegnę po schodach na górę.
Biorę swoją największą torebkę i pakuję do niej ubrania na jutro, kosmetyczkę i inne bzdety. Zasuwam zapięcie i ostatni raz miotę wzrokiem po pokoju. Sprawdzam godzinę na zegarku w telefonie.
6:59 pm.
Zbiegam ze schodów i rzucam rodzince szybkie "Do zobaczenia". Przebiegam na drugą stronę ulicy. Drzwi do bloku jak zwykle stoją uchylone. Wbiegam na czwarte i niemal automatycznie skręcam w prawo. Po dotarciu pod drzwi dzwonię do mieszkania Harry'ego.
Otwiera mi on. Perfekcyjny widok. Przebrał się w czarny podkoszulek i spodnie z dziurami na kolanach. Patrzy na mnie i lekko się uśmiecha. Kiedy otwiera usta na przywitanie, ja wręcz się na niego rzucam. Przytulam go mocno i czule całuję. Tęskniłam za naszymi pocałunkami. Reaguje natychmiast, oplatając swoje ręce wokół moich bioder. Kiedy się od niego odrywam, widzę błysk w jego szmaragdowych oczach i dołeczki w policzkach.
- Hej - mówi z rozbawieniem.
- Witam - odpowiadam.
Odsuwa się ode mnie i kładzie mi rękę na dole moich pleców. Przeczesuje dłonią swoje długie włosy, które sama chciałabym mieć. Patrzy mi w oczy i przepuszcza w drzwiach.
- Zapraszam, księżniczko - mówi, a ja tylko się uśmiecham. Moje serce trzepocze jak szalone.

*****


Hej
Teraz chce dać im trochę luzu od nieprzyjemnych przygód. Będzie w większości dobrze - do czasu. 
Moje ff przewiduje duuużo nieprzyjemnych sytuacji.
Buźka
xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz