- Tęskniłem za tym - wyszeptał w moje usta.
- Ja też - przyznałam. On znowu mnie pocałował. Zabrakło mi oddechu, więc się od niego odsunęłam i przycisnęłam do jego klatki piersiowej. Czułam, jak bije jego serce, i był to zdecydowanie piękny dźwięk. Oddychaliśmy ciężko, wtuleni w siebie. On trzymał mnie tak, jakbym miała teraz uciec. Odsunęłam głowę od jego torsu, żeby spojrzeć mu w oczy. Patrzyłam głęboko w jego piękne, szmaragdowe oczy, a on odwzajemniał spojrzenie. Staliśmy tak przez dobre kilka minut, jego uścisk w tym czasie zdążył trochę zelżeć. Jeszcze raz czule mnie pocałował, na co się uśmiechnęłam.
- Musimy rozpakować zakupy - powiedziałam, a on uśmiechnął się jeszcze bardziej i znowu pocałował. I znowu, i znowu.
- Mamy czas - powiedział między jednym całusem a drugim.
- Harry - jęknęłam rozbawiona i odsunęłam się od niego. Ostatni raz pocałowałam go w czubek nosa i poszłam rozpakowywać pierwszą siatkę.
- Musiałeś długo nie uzupełniać lodówki - zachichotałam, patrząc na cztery pełne reklamówki.
- Ostatni raz było przed... - zawahał się.
- Nocowaniem? - spytałam, odwracając do niego wzrok.
- Tak - powiedział cicho. - Naprawdę cię przepraszam, nigdy więcej cię nie obrażę, nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby tak powiedzieć.
- I o to chodziło - uśmiechnęłam się, a on momentalnie odwzajemnił uśmiech. Wróciłam do opróżniania siatek. On się do mnie przyłączył. Stanął za mną, i wyjmował z tej samej reklamówki.
- Siatek jest wiele - mruknęłam.
On tylko się zaśmiał i kontynuował czynność. Byliśmy tak blisko siebie. Przez ostatnie kilka dni brakowało mi ciepła bijącego z jego ciała. Mój chodzący kaloryfer.
Opróżniliśmy razem wszystkie siatki. Poczułam skurcz w okolicy żołądka. Złapałam się za brzuch.
- Jestem głodna, Harry - jęczałam. On podszedł do mnie i pocałował w czoło.
- Co lubisz, księżniczko?
Uśmiechnęłam się.
- Ciebie - powiedziałam i na krótko połączyłam nasze usta. Styles uśmiechnął się.
- Ale nie będę narzekać na jakiś makaron - dodałam.
- A więc makaron, wspaniale - potarł dłonie. Już ruszyłam po składniki, kiedy on złapał mnie za nadgarstek.
- Nie, nie, nie, pani stąd wyjdzie i grzecznie poczeka, aż przyniosę jedzenie - powiedział. Pocałował mnie w policzek i wyrzucił z kuchni.
Z zaciekawieniem oglądałam jego mieszkanie. Oglądałam nagrody, obrazy, zdjęcia, pokoje. Potem dotarłam do jego sypialni. Mimo, iż byłam tam już wcześniej, to nigdy nie zwróciłam uwagi na to, jak wygląda. Wtedy byłam skupiona na Harrym. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie.
Pokój był nowocześnie urządzony. Głównym elementem było tu wielkie, dwuosobowe łóżko. Wyglądało na bardzo wygodne. Położyłam się na nim. Nawet nie wiem, jak zasnęłam.
Harry.
Mieszałem sos w garnku, i myślałem o Han. To, jak zawładnęła moim umysłem, przeraża mnie samego. Ale kocham ją. Mówiłem jej to tyle razy, ale ona nigdy nie odpowiedziała. Boję się, że może jestem za szybki, że ona mnie nie kocha lub że nie odwzajemnia niczego, czym ją darzę. Słyszę cichy syk przypalanego jedzenia. Zdejmuję sos z palnika i nakładam makaron do miski. Chcę, aby ten obiad był idealny, tak jak i ona sama.
- Obiad, księżniczko!
Odpowiada mi głucha cisza.
- Obiadek - krzyczę znowu, ale nie słyszę odpowiedzi. Wychodzę z kuchni i szukam mojej dziewczyny po całym mieszkaniu. Nie widzę jej w żadnym zakamarku, nie odpowiada na moje nawoływania.
Kupiłem zdecydowanie za duże mieszkanie. Han chyba się tu zgubiła i mnie nie słyszy.
- Han? Makaron gotowy!
Wtedy usłyszałem krzyki. Dochodziły z mojej sypialni. Przeraziłem się. Myśl, że ktoś tam jest i może zrobić coś Hannah. Pobiegłem w stronę pokoju, a krzyki stawały się coraz wyraźniejsze. Drzwi były uchylone. Wbiegłem i zobaczyłem, jak Han wije się na moim łóżku. Przez chwilę przez mój umysł przemknęły brudne myśli, ale szybko je odrzuciłem i usiadłem obok dziewczyny, żeby ją obudzić.
Han.
- Han - usłyszałam zza pleców. Odwróciłam się w stronę Harry'ego z uśmiechem. Siedziałam u niego na łóżku. Kiedy chciałam zatracić się w jego szmaragdowych oczach, zauważyłam, że zmieniają swój kolor. Zniknęły te wielkie, zielone oczy, a na ich miejscu pojawiły się szare. Twarz zaczęła mu się deformować. Podbiegł do mnie i uderzył tak, że spadłam na podłogę. Łzy leciały po moich policzkach, kiedy próbowałam się go odtrącić, ale on przywarł do mnie. Zaczął podwijać moją koszulkę.
- Teraz mi się uda - chrypiał mi do ucha. - Teraz mi nie uciekniesz, tak jak za pierwszym razem.
Za pierwszym razem.
- Han, obudź się, Han, proszę - usłyszałam inny głos, ale gdzieś w oddali. Obraz zaczął się rozmazywać.
Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam przed sobą czyjąś twarz. Wrzasnęłam. Cały czas krzycząc, szybko usiadłam i już podnosiłam rękę, ale zauważyłam zielony błysk w oczach. Łzy leciały mi po twarzy. Harry wyglądał na zaskoczonego. Rozpaczliwie wpiłam się w jego koszulkę.
- Ciii, Han, to był tylko koszmar - szeptał, gładząc mnie po włosach. Całował mnie w czubek głowy, pocieszając mnie. To było tak uspokajające, ale jednak łzy dalej spływały po moich policzkach.
- Przepraszam - wyjąkałam w jego koszulę.
- Nie masz za co - pocieszał, cały czas mnie tuląc.
- Zepsułam ten dzień - zaczęłam.
- To był koszmar, nie możesz się zadręczać. Nic nie zepsułaś - mówił. Kiedy się od niego odsunęłam, zauważyłam plamę z łez na jego wspaniałym ubraniu.
- Co ci się śniło? - zapytał, a moje policzki oblały się rumieńcem.
- Wolę o tym nie wspominać - wyszeptałam. On złapał mnie za dłoń. Patrzyłam na nasze splecione palce.
- Rozumiem - odpowiedział. Szybko przetarłam oczy i spojrzałam na jego twarz. Uśmiechał się do mnie ciepło. Czym zasłużyłam na niego w moim życiu? Odpowiedziałam lekkim uśmiechem i przybliżyłam się do niego, łącząc nasze usta. To było jak balsam na moje rany i negatywne emocje. Pogłębił pocałunek. Zdałam sobie sprawę, że muszę mieć słone od łez usta, ale jemu widocznie to nie przeszkadzało. Delektowałam się smakiem mięty.
- Chciałem tylko powiedzieć, że skończyłem robić obiad - powiedział ze zwycięskim uśmiechem.
- Obiad? Jest jedenasta - prychnęłam, wstając i łapiąc go za rękę.
- Co kto lubi - zaśmiał się i pocałował mnie w policzek.
- Przyjdę za chwilę, tylko doprowadzę się do porządku - powiedziałam miękko i odeszłam w stronę łazienki.
Kiedy upewniłam się, że zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się ciężko na umywalce.
- On jest w więzieniu, on jest przeszłością - powtórzyłam sobie cicho mantrę. Zmyłam rozmazany tusz do rzęs z policzków i ogólnie doprowadziłam się do porządku. Kiedy wyglądałam jak człowiek, szybko ruszyłam w stronę kuchni. Uderzył mnie zapach bazylii i pomidorów. Harry stał w rozpiętej koszuli, ujawniając swoje tatuaże, które tak pokochałam. Ustawiał sztućce i talerze. Pośrodku stała miska z, jak zgadywałam, makaronem. Ból ze wspomnień się jakby ulotnił. Moja miłość stała tyłem i chyba nie usłyszała, jak weszłam do salonu, gdzie podziwiałam i jego i pracę, jaką wykonał. W tym momencie Harry odwrócił się i rozpromienił na mój widok.
- Ślicznie wyglądasz - skomplementował i pocałował w usta.
- Nie schlebiaj, Styles - mruknęłam i odsunęłam się od niego z promiennym uśmiechem.
- Poczekaj jeszcze sekundkę - powiedział i wyszedł na chwilę do kuchni. Wrócił po chwili z dwoma parującymi kubkami. Poczułam mój ulubiony zapach, zapach, od którego się uzależniłam już dobre kilka lat temu.
- Miętowa herbata? - krzyknęłam z zachwytem. Styles uśmiechnął się do mnie i postawił naczynia obok talerzy.
- Powiedziałaś mi kiedyś, że pijesz ją do wszystkiego.
- Kocham miętową herbatę - westchnęłam.
Prawie tak jak ciebie, dodałam w myślach. Nigdy mu tego nie powiedziałam, jedynie powtarzałam sobie w myślach, jakbym nie wierzyła w swoje własne uczucie.
Harry podszedł do mnie i objął w talii. Zaprowadził mnie do jednego z miejsc i kulturalnie odsunął krzesło. Skinęłam głową, zastanawiając się, kto nauczył Harry'ego takich manier. Usiadłam na wyznaczonym miejscu i czekałam, aż usiądzie naprzeciwko mnie. Światło zza okien padało pod kątem na jego piękną twarz. Rozmarzyłam się w tej utopijnej chwili.
- Smacznego - powiedziałam, zabierając się do jedzenia.
- Smacznego, księżniczko - odrzekł, sięgając po widelec.
Czułam się przy nim jak śmieć. Nie, żebym się nad sobą użalała, ale jego maniery, to, jak jadł spagetti, wręcz mnie zawstydzało. Ja po prostu jadłam, a on był ósmym cudem świata.
Makaron był niebiański. Harry naprawdę potrafi gotować. Przymknęłam oczy i delektowałam się pełnią tego smaku, póki nie dokończyłam swojej porcji. Fantastyczne.
- Przykro mi, ale od dzisiaj ty będziesz gotować.
- W zamian za babeczki - skwitował.
- Babeczki za obiad - wyciągnęłam dłoń w jego kierunku. On lekko ją uścisnął, a potem przybliżył się i ją ucałował.
- Do końca naszych dni - powiedział, patrząc mi głęboko w oczy. Zarumieniłam się.
- Do końca - powtórzyłam szeptem. Uśmiechnęłam się nieśmiało, a on ponowił mój ruch. Puściłam jego dłoń i zabrałam się do swojej miętowej herbaty. Kiedy pociągnęłam pierwszy łyk, przez mój mózg przepłynął prąd.
- Co do snu - zaczęłam, ale on mnie uciszył, kładąc swoją dużą dłoń na mojej.
- Nie musisz o tym mówić - powiedział z wymalowanym zmartwieniem na twarzy.
- Ale chcę - odrzuciłam,
- Han... - pogładził mój nadgarstek swoim palcem.
- Zdecydowałam, Harry. Powinieneś wiedzieć - odparłam stanowczo. Już czułam łzy zbierające się w kącikach ust. Pierwsza spłynęła po moim policzku, kiedy wzięłam głęboki oddech.
I słowa same popłynęły mi z ust.
Cztery lata wcześniej. Jedenastoletnia dziewczynka wesoło biegała po działce swoich dziadków. Oni sami pojechali do sklepu po błahostki.
- Dostanę czekoladę, dostanę czekoladę - nuciło pod nosem dziecko, w ręku trzymając swoją ulubioną lalkę. W pewnym momencie zobaczyło postać przy wejściu na posesję. Podbiegła do mężczyzny.
- Dzień dobry, panie Marku - zawołała, patrząc prosto w szare oczy sąsiada.
- O, panna Han. Pani sama? - spytał, pochylając się nad małą istotką. Ona wesoło pokiwała głową, rozrzucając burzę swoich ciemnych włosków na wszystkie strony. Starszy mężczyzna przygryzł swoją suchą wargę.
- Dziadkowie przed chwilą pojechali do sklepu w mieście - oznajmiła.
- Bardzo dobrze - mruknął sąsiad niedosłyszalnie. - A kiedy wrócą?
- Nie wiem - dziecko wzruszyło ramionami.- Pewnie za godzinę.
- A nasza panienka nie będzie się nudzić? - zapytał, a jego tęczówki pociemniały, a ręką poprawił spodnie w kroczu. Jednak dziewczynka nie zwracała na to uwagi.
- Będę, ale co zrobić? - wzdychnęła.
- Może chciałabyś wpaść do mnie? - mężczyzna zapytał podniecony.
- Hmm - dziewczynka położyła palec na pełnych, różowych usteczkach i zaczęła się namyślać. - To nie jest zły pomysł.
I wyszła z posesji dziadków, łapiąc podnieconego mężczyznę za rękę. Szare oczy sąsiada błądziły po ciele tej drobnej istoty odzianej jedynie w letnią, krótką sukienkę.
- Byłam głupia, tak głupia - łkałam. Harry siedział naprzeciwko, trzymając mnie za dłonie. Był zmartwiony, przerażony, wściekły; tyle emocji wyrażał. Muszę kontynuować, muszę dokończyć. Przejść przez to jeszcze raz.
- No i weszłam z nim do domu - zacisnęłam oczy i pozwoliłam mówić moim ustom. - On nie czekał. Zaczął się do mnie dobierać. Rozerwał mi sukienkę. Zaczęłam płakać i się wyrywać. Mówił - urwałam, a on zacieśnił uścisk na dłoniach - mówił straszne rzeczy, szeptał mi do ucha, co mi zrobi. Na szczęście byliśmy w kuchni. Wyszukałam dłonią patelnię - przygryzłam wargę - i uciekłam, zanim...
Kolejna łza spłynęła po moim policzku. Spuściłam głowę. Harry odezwał się pierwszy raz, odkąd zaczęłam mu opowiadać.
- Co się stało, potem? - spytał zachrypniętym głosem.
- Nic - wyszeptałam. - Powiedziałam dziadkom, a on wylądował w więzieniu. Nigdy więcej o nim nie słyszałam.
Zapadła cisza.
- Byłam taka głupia - kręciłam głową. On puścił moje dłonie, na co zareagowałam przerażeniem. Podniosłam wzrok, i zobaczyłam go, jak wstawał od stołu i szedł w moją stronę. Klęknął przede mną, znowu chwytając moje dłonie. Widziałam jego zaczerwienione od płaczu oczy.
- Przepraszam - wyszeptałam.
- Nie możesz mnie za nic przepraszać - powiedział, wstając. Ja również podniosłam się z miejsca. Popatrzyłam w jego zielone oczy.
- Nie możesz - wyszeptał. - Za nic. Wszystko, co dałaś mi w życiu, było dobre i nie możesz przepraszać ani mnie ani siebie za nic, co uczyniłaś. To była wina tylko i wyłącznie tego dupka, i nie możesz zadręczać się myślą, że to twoja wina, że uwiódł cię i próbował wykorzystać. Nie możesz. Tak?
Nie odpowiedziałam.
- Obiecaj mi Han, że nigdy nie będziesz przepraszać za to, jak wspaniała jesteś. Obiecaj, że nie będziesz przepraszać za błędy innych, gorszych od ciebie ludzi - powiedział stanowczo. Chwilę patrzyłam w milczeniu, ale w końcu wyszeptałam:
- Obiecuję.
Mocno się do niego przytuliłam. Głowę wtuliłam w jego gorący, nagi tors. Kołysał mną lekko, jego silne ramiona chroniły mnie przed sztormem, jaki mną targał. Wdychałam zapach jego perfum. Byłam pewna tego człowieka. Byłam pewna nas.
- Harry?
- Tak?
- Kocham cię...
*****
Hej
Tajemnic Han jest mnóstwo i będę je powoli odkrywać, powodując spięcia, ale i takie urocze sytuacje.
Pierwszy raz wyznała mu miłość! Jak zareaguje?
Do zobaczenia
xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz