Lekko wykrzywiłam twarz w grymasie.
- Nie nazwałabym tego zwiedzaniem, ale było fajnie - odpowiadam. - A ty jak spędziłeś czas?
Siadam na blacie, podczas, kiedy Harry przygotowuje przekąski.
- Na nagrywaniu płyty, w sumie nic ciekawego - wzrusza ramionami, wsypując popcorn do miski.
- No co ty, to musi być strasznie ciekawe - patrzę na niego z niedowierzaniem. On odwzajemnia spojrzenie i przerywa swoją pracę. Idzie w moim kierunku i staje mi między nogi, ręce opierając po obu stronach moich bioder. Przybliża się lekko. Teraz jestem od niego wyższa, siedząc na tym blacie.
- Ciekawsze jest spędzanie czasu z tobą - mówi i krótko mnie całuje. - Ale sądzę, że to będzie świetna płyta - dodaje, kiedy się ode mnie odsuwa, ale natychmiast powraca na swoje miejsce.
- W ogóle, co to miały być dzisiaj za akcje? Doprowadzały mnie do szału - kontynuuje, obejmując mnie w talii.
- O, udało mi się? - udaję zdziwienie, patrząc mu w oczy.
- Jak cholera, nic tylko zerwać z ciebie sukienkę na środku ulicy - mówi, pocierając nosem o mój.
Czuje, jak moje policzki oblewają się rumieńcem. Spuszczam wzrok i zaczynam bawić się palcami. Nie powiem, było mi bardzo miło, że doprowadziłam Stylesa do krańca, ale wiem, że nie spodobałabym mu się bez ubrań. Zaczynają się we mnie odzywać kompleksy. Po za tym: mam piętnaście lat, jestem dziewicą, halo!
- Coś się stało? - pyta, podnosząc mój podbródek dwoma palcami tak, że nie mam wyjścia i muszę spojrzeć mu w oczy.
- Nie, jestem po prostu zaskoczona. Wiesz, nikt nigdy mi czegoś takiego nie powiedział - na wpół kłamię. To prawda, od nikogo wcześniej nie usłyszałam podobnej uwagi, ale to nie to było powodem mojego zakłopotania.
- Przykro mi, kochanie, ale musisz się przyzwyczaić, bo ja zamierzam mówić coś takiego często - uśmiecha się. Przeczesuje jego cholernie piękne włosy.
- Pamiętaj, że wiem, gdzie masz łaskotki - komentuję, a jego uśmieszek momentalnie znika. Odsuwa się, ale ja jeszcze szybko całuję go w nos i zeskakuję z blatu.
Resztę czasu w kuchni spędzamy na przygotowaniu jedzenia. Kiedy przekąski grzecznie stoją na stoliku przed kanapą, a chłopak bawi się z telewizorem, żeby puścić film, ja pytam:
- Harry?
- Tak? - pyta bez odwracania wzroku.
- Mogę iść się przebrać?
- Jasne, możesz iść gdzie chcesz - odpowiada z rozbawieniem.
- Dzięki - uśmiecham się.
Bez wstawania z kanapy sięgam po torbę, żeby wyciągnąć piżamę. Przerzucam ubrania na jutro, ale po tych ciuchach, których szukam, nie ma śladu. Docieram do dna i uświadamiam sobie, że jej zapomniałam. Ale te szorty są niewygodne, nie mam zamiaru w nich spać.
- Um... Harry? - zagaduję znowu.
- Tak? - pyta ponownie z rozbawieniem.
- Masz może pożyczyć coś, w czym będę mogła spać?
W tym momencie Harry odwraca się do mnie z zadziornym uśmieszkiem.
- A musisz spać w czymś? - pyta, podchodząc.
- Chociaż jakaś koszulka, Styles - jęczę, a on delikatnie całuje mnie w policzek.
- A może być moja? Dokładniej ta? - wskazuje na materiał na sobie. Dotykam ubrania i całuje Harry'ego w usta,
- Jak najbardziej.
Kiedy chłopak zdejmuje swoją koszulkę i ponownie się nade mną pochyla, mi zapiera dech w piersi. Jest idealny w każdym, cholernym calu. Przesuwam ręką po jego wyćwiczonym torsie, patrząc na ruchy jego mięśni. Czuję, jak mnie obserwuje, ale nie zwracam na to uwagi. Widziałam go już bez koszulki, ale teraz wydaje się być jeszcze piękniejszy. Śledzę kontur jednego z jego tatuaży. On zaczyna ciężej oddychać, ale nie rusza się. Po chwili podnoszę na niego wzrok i całuję w usta. On łapie mnie w talii i przekręca tak, że teraz on siedzi na kanapie, a ja na nim. Pogłębiam pocałunek. Moje ręce biegną wzdłuż jego klatki piersiowej, a chwilę później spoczywają na jego szyi. On łapie mnie za biodra, cały czas pogłębiając pocałunek. Lekko się na nim poprawiam, a on cicho jęczy, przygryzając moją dolną wargę, co dosłownie doprowadza mnie do obłędu. Wplątuję palce w jego włosy i zaczynam się nimi bawić, nie przerywając pocałunku, tylko na chwilę, żeby złapać oddech. Jego ręce zaczynają biegnąć w górę mojego ciała. Podnosi moją koszulkę i trzyma dłonie na mojej talii.
Nie, nie, nie teraz, teraz jest jeszcze za wcześnie. Za wcześnie, Han, nie daj się.
Odrywam się od niego i całuję jeszcze raz, ale lekko i krótko.
- Idę się przebrać - oznajmiam szeptem, schodząc z jego kolan.
Harry.
Powoli wstaję z kanapy, żeby włączyć ten cholerny film. Han chyba poszła do mojej sypialni, bo łazienka jest w przeciwnym kierunku. Nie chce jej przeszkadzać. Cholernie chce ją zobaczyć nagą, ale nie mogę przesadzić. Muszę pamiętać, że jesteśmy razem jeden dzień, a ona ma jebane piętnaście lat.
Nigdy bym nie uwierzył, że kiedykolwiek umówię się z niepełnoletnią dziewczyną. Zawsze byłem typem, który wolał doświadczone, starsze kobiety, a tu zjawia się ta śliczna małolata i zawładnęła moim sercem w niecałe dwa tygodnie. Muszę popracować na budowaniem dystansu.
Schylam się po swoje dresy i szybko przebieram, żeby móc potem wygodnie usiąść z Han na kanapie. Kiedy mam już na sobie wygodne ubranie, dalej próbuję włączyć ten pieprzony telewizor.
Myślę o jej ustach, pełnych ustach i ciemnych oczach, kiedy słyszę z tyłu delikatne chrząknięcie. Odwracam wzrok i moim oczom ukazuje się czysta perfekcja. Han stoi w wejściu do salonu, ma na sobie moją koszulkę. Sięga jej do połowy uda i idealnie opina się na jej biodrach. Włosy w nieładzie okalają jej twarz. Z uśmiechem przekracza próg pokoju i zdmuchuje kosmyk włosów sprzed włosów.
- Masz wygodne koszulki - mówi po chwili.
- Wiem, zajebiście wygodne - potwierdzam z rosnącym uśmiechem. - Usiądź, już prawie rozgryzłem to ustrojstwo.
Słyszę jej cichy śmiech. Klęczę tyłem do niej, ale potrafię wyobrazić sobie teraz jej twarz.
Ostatnimi czasy, jeszcze przed naszym pierwszym pocałunkiem już miewałem chwile, w których przed oczami stawał mi obraz nas za kilka lat. Han kiedyś wspomniała, że chciałaby mieszkać w Londynie i bardzo dobrze, bo ja też. Często wyobrażałem sobie, jak leży głową na moich kolanach i czyta książkę. Nie wiem dlaczego, ale chciałbym móc tak kiedyś zrobić. Przed snem wyobrażam sobie nas w zwyczajnych, codziennych sytuacjach i jest to doskonały widok. Z żadną dziewczyną tak nie miałem. Mam w dupie to, czy jest szczupła, bo kocham jej krągłości. Mam w dupie wszystko, bo kiedy na nią patrzę to czuję, jak coraz bardziej się w niej zakochuję. Z początku to miała być zabawa, ale teraz widzę, że to coś poważniejszego. Będę musiał się przyznać kilku znajomym, którzy widzieli wywiad, że to nie jednak nie jest "pierwsza lepsza dziwka", jak ją określiłem. Ale jeszcze nie dzisiaj. Po co ja ich w ogóle okłamałem, że ona nic dla mnie nie znaczy?
W tym momencie wciskam przycisk, który włącza mój telewizor. Odwracam się tryumfalnie w stronę dziewczyny, a ona z rozbawieniem zaczyna mi przyklaskiwać. Sięgam do dolnej szafki pod tym nieszczęsnym ustrojstwem i wyjmuję kilka filmów. Wyciągam w jej kierunku opakowania, a ona kręci głową ze śmiechem i schodzi z kanapy. Siada obok mnie na kolanach.
- Wybierzmy razem - mówi.
Przeglądamy kilka propozycji, a ja obserwuję jej reakcję na każdego kandydata. Jej oczy lekko zabłyszczały, więc zwracam się w stronę filmu. No no no, ona ma naprawdę dobry gust.
- Może to? - pytam, wyciągając "Wilka z Wall Street".
- Właśnie o tym myślałam - potwierdza moje przypuszczenia. Już sięgam do odtwarzacza, kiedy ona powoli składa na moim policzku pocałunek i odchodzi. Jak zahipnotyzowany siedzę z ręką w górze, póki nie słyszę cichych sprężyn w kanapie. Wtedy szybko wkładam płytę i puszczam film. W menu wybieram dla niej napisy w jej języku. Siadam na kanapie obok niej, zażenowany jak jakiś gimnazjalista, nawet nie wiedząc, czym jestem zakłopotany. Czekam na jej ruch, jak się zachowa w stosunku mnie. Ona szybko się przysuwa i opiera się głową o moje ramię. Szybko oplatam ją rękoma z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy. Ona też mnie lekko obejmuje i wygodnie się we mnie wtula. Mógłbym zostać w tej pozycji do końca dni. Jest teraz taka kochana, taka bezbronna, jest moja.
Widzę, że oglądała już ten film kilka razy, bo czasem śmieje się przed samym żartem i przygryza wargę przed jakąś ważną sceną. Ja znam go na pamięć, więc po prostu ją obserwuję. Jest tak cholernie piękna, zawsze jest taka piękna. Kiedy narzeka, marudzi, złości się, boi, ale najpiękniejsza jest w pełni szczęścia, kiedy jej uśmiech pojawia się na jej twarzy.
- Mówiłam ci, zrób zdjęcie, będzie na dłużej - cicho mamrocze, nie odwracając wzroku od ekranu telewizora. Pewnie poczuła, się w nią wgapiam od dobrej godziny. W odpowiedzi całuję ją w czoło, a ona spogląda na mnie z uśmiechem.
Han.
Dlaczego każda dziewczyna nie może mieć takiego szczęścia, jakie ja odczuwam teraz, wpatrzona w Harry'ego? Śledzę linię jego szczęki, obserwuję lekko rozchylone, malinowe usta, idę wzdłuż jego twarzy do szmaragdowych oczu, zwróconych ku mnie. Błyszczące, głębokie, zielone spojrzenie Harry'ego sprawia, że zapominam o całym świecie. Nieznacznie pochyla się nade mną. Muska mnie swoimi ustami z uśmiechem. Odsuwam się i zaczynam mu całować szyję. On przechyla głowę w prawo, abym miała lepszy dostęp. Film nie ma znaczenia, i tak oglądałam go milion razy.
- Han - mówi, sadzając mnie na swoich kolanach - zrobisz mi malinkę?
Czuję lekkie ciepło pulsujące w moich policzkach. Bawię się kilkoma kosmykami jego włosów, kręcąc je w niedbałe loki. Z przepraszającym uśmiechem patrzę mu w oczy.
- Chętnie, ale nie wiem jak to zrobić - w myślach dodaję, że nigdy nie miałam okazji do nauki.
On kładzie swoje duże dłonie na mojej talii i oznajmia:
- To nie jest trudne. Spróbuj.
Zażenowana pochylam się nad jego szyją. On znowu przechyla głowę w prawo. Odgarniam kilka jego niesfornych kosmyków i gryzę delikatnie jego skórę. Chwilę później zaczynam zasysać powietrze. Uścisk jego dłoni zwiększa się lekko i słyszę jego ciężki oddech, na co uznaję, że mi wychodzi. Smakuję jeszcze przez chwilę jego skóry, aż odrywam się od niego, patrząc na fioletowo - różowy ślad na jego szyi. Udało się. On zaczyna czule i długo całować skórę na moich ledwo widocznych obojczykach. Odchylam głowę do tyłu. Jego ręce zjeżdżają trochę niżej i łapią mnie za biodra. Przyciska mnie bliżej siebie. Ja kładę swoje przedramiona na jego barkach. Składa niedbałe pocałunki na mojej szyi i dekolcie. Jęczę cicho i zaczynam leniwie kręcić kółka swoimi biodrami.
- Jesteś... taka... wspaniała - szepcze Harry między jednym pocałunkiem a drugim. Zaciska dłonie na moich udach. Pochylam się na nim i zmuszam do spojrzenia mi w oczy. Kiedy już to robi, łapię jego podbródek i dalej czule całuję. I my jesteśmy jeden dzień? Niemożliwe.
- Mogłabym całować cię bez przerwy - szepczę mu prosto w usta i znowu się w nie wpijam. Przygryza moją dolną wargę, a ja cichutko jęczę. Znowu się łączymy. Wplatam palce w jego włosy i ciągnę nimi lekko. Pogłębia pocałunek, błądząc językiem po moim języku.
W tym momencie, jak na znak, odzywają się nasze telefony. Mój rozbrzmiewa w taktach "Clouds", a telefon Stylesa prostym dzwonkiem I Phone'a. On jęczy głośno.
- Nie wierzę, właśnie teraz?
Sięgam po obydwa urządzenia i jeden daję Harry'emu.
- Wyjdę, żeby nie przeszkadzać - mówię, wstając z jego kolan.
Wychodzę z salonu i odbieram telefon. Widzę w otwartych drzwiach, że Harry robi to samo. Rzuca mi czarujący uśmiech. Nie słyszę, o czym rozmawia, więc kieruję się dalej do kuchni.
- Halo? - słyszę w słuchawce.
- No hej - mówię do mojej przyjaciółki.
- Hej, Han, wiem, że to wyjdą jakieś kurewsko drogie ceny za połączenie, przepraszam, ale chciałam sobie pogadać - mówi Zuza.
- Zuz, nie ma sprawy, naprawdę - kłamię. Przecież przed chwilą przerwano mi najpiękniejszą chwilę w moim życiu! - Jak w Polsce?
- Bez ciebie, słabo - jęczy. - Było kilka naprawdę dobrych imprez.
- Serio? - dołączam się do jej jęku.
- Nieźle zakrapiane, a ty siedzisz sobie w tej Anglii.
- Nie mówię, że się nudzę.
- Dlaczego w końcu zostajesz tam na całe wakacje?
- Nic ważnego - kłamię znowu.
- A mają tam chociaż trawę?
- Jak cholera - kłamię ponownie.
- To chociaż tyle. Oki, szmato, ja lecę do Adasia, robi domówkę.
- Pozdrów go ode mnie - rzucam.
- Jak chuj - mówi, po czym kończy połączenie.
Wzdycham ciężko. Tak wygląda moje życie w ojczyźnie. Co prawda, ogarnęłam się trochę z piciem i ćpaniem, a od zawsze paliłam tylko sporadycznie, ale jednak... Wstydzę się tego. Z Harrym o tym zapominam, ale co, jeśli to przetrwa do końca wakacji i dowie się, jakie wiodę życie na co dzień?
Biorę kilka uspokajających oddechów i kieruję się w stronę salonu. Może Harry też zakończył rozmowę? Niestety, stoi tyłem do mnie, z urządzeniem przy uchu. Kiedy cicho podchodzę, żeby go objąć, ale nieszczęśliwie słyszę kawałek konwersacji.
- Słuchaj, wcześniej mówiłem o niej jak o dziwce, ale nie jestem pewien, czy to prawda.
Co?
- Może jak ją zaliczę, to mi przejdzie. A ty, chuju, mi w tym właśnie przeszkodziłeś.
To sen, to sen, proszę, powiedz, że to sen.
- Zobaczymy, jak w końcu będę się z nią pieprzył.
Nie, nie, jesteśmy razem dobę, to nie może się teraz popsuć. To nie może być tak, że raz jest wspaniale, a potem wszystko się pieprzy. To jest za wcześnie.
- Ehh... ma na imię Han.
Ja?
Ja pierdolę, jestem dla niego dziwką? Niby powiedział, że nie jest tego pewien, ale kurwa, co to ma być za rozmowa? Czuję pojedyncze łzy spływające po policzkach. Nie wiem, czy jestem na niego wściekła, ale jestem na pewno rozczarowana, i nie mam zamiaru udawać, że nic się nie stało.
- Zaczynam coś do niej czuć, ale zobaczymy, jaka jest w łóżku.
Czuję, jakbym dostała w policzek. Nie chce dalej tego słuchać, więc mówię:
- Niedoświadczona, chyba ci się nie spodoba.
Odwraca się do mnie gwałtownie. Ma w oczach wypisane przerażenie. Szybko kończy połączenie i zaczyna mówić:
- Han, to nie tak...
- Wiem, że to nie tak. Zawsze jest nie tak, jak myślę - mówię, sięgając po swoją torbę.
- Han, proszę, wysłuchaj mnie.
- Nie, Harry, ty mnie wysłuchaj - mówię z przewieszoną torbą przez ramię. Przełykam kilka łez i patrzę w jego oczy. Nie chce być słaba. - To naprawdę zabolało. Mimo, iż w jakiś pojebany sposób powiedziałeś, że już - kładę nacisk na to jedno słowo - nie jestem dla ciebie tylko dziwką, to nie wiem, czy łatwo pogodzić mi się z faktem, że kiedyś byłam. Byłaś pierwszym zauroczeniem w moim życiu, więc przepraszam, ale nie możesz mieć pretensji, że to boli - mówię na jednym wdechu. - Muszę po prostu wszystko przemyśleć, więc lepiej będzie, jak po prostu pójdę.
Patrzy na mnie z bólem i zdziwieniem w oczach.
- Więc - mówi cicho - nie skreślasz mnie od razu?
- Mam wrażenie, że nie potrafię - odpowiadam szeptem. On podchodzi i łapie mnie za nadgarstek. Patrzę mu w oczy.
- Dziękuję - zaczyna. - Ja naprawdę coś do ciebie czuję.
Spuszczam wzrok i biegnę do drzwi wyjściowych. Kładę rękę na klamce.
- Ale nie mówię, że nie zmienię zdania - mówię ze spuszczoną głową i wychodzę z jego apartamentu.
Kiedy wybiegam na zewnątrz, mam wrażenie, że się uspokajam. Harry przecież nie zrobił nic aż tak złego. Zmienił zdanie, przyznał się do tego. Musiałam mu po prostu to wyrzucić pod wpływem emocji. Co nie zmienia faktu, że to boli, kiedy ktoś ma cię za dziwkę.
Wraz z następnym podmuchem powietrza dociera do mnie, że nie mam gdzie dzisiaj spać. Jestem sama w nocy w obcym mieście już drugi raz podczas dwóch tygodni. Tylko tym razem Styles mnie nie uratuje. Z nadzieją patrzę w stronę swojego domu, ale w oknach nie świeci się światło.
Skręcam więc w prawo, bo nie mam na tyle odwagi, żeby wrócić do apartamentu. Idę i myślę, co robić przez najbliższe kilka godzin. Nieźle nakrapiane imprezy w uszach rozbrzmiewają mi słowa Zuz. Mam wrażenie, że to wszystko jest zaaranżowane - telefony, ucieczka i bar 24H na drugim końcu ulicy, do którego wchodzę.
Harry.
Jestem zdezorientowany.
Wybiegła z domu, ale nie powiedziała, że to koniec. Jestem zmartwiony, bo pewnie włóczy się po zdradliwych ulicach Londynu w środku nocy. Nawet, jeśli nie chce mnie widzieć, to nie mogę pozwolić, żeby coś jej się stało. Jestem wściekły na siebie, że odebrałem ten pieprzony telefon i zamiast powiedzieć wprost, że ją kocham, robiłem głupie wymówki "zobaczymy, jak zaliczę". Kiedy usłyszałem wtedy jej głos zza pleców, zamarło mi serce. Myślałem, że to koniec, że odejdzie i złamie mi serce, ale nie. Ona "musi to przemyśleć".
Cholera, naprawdę się o nią martwię. Jeśli ktoś jej coś zrobił.
Ale pewnie wróciła prosto do domu, bez oglądania się. Pewnie leży w łóżku myśląc o tym, jakim dupkiem jestem. Nie mam o co się martwić. Ale jednak się martwię.
*****
Hej
Pierwsza kłótnia, huh? Wiem, że dużo włożyłam do tego rozdziału, a wy poznaliście
ciemną stronę bohaterki, ale... nieważne. Oby Han nic się nie stało? Zależy od mojego humoru.
Po prostu nie mogłam wytrzymać w tej sielskiej atmosferze, bańce zakochanych.
No... także cóż. Pa?
xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz