piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 12.

Cztery dni, odkąd usłyszałam rozmowę Harry'ego. Cztery dni, odkąd widziałam jego uśmiech na żywo, cztery, odkąd poczułam na sobie jego usta.
Pierwszego dnia wróciłam zalana do domu. Na szczęście kluczyk grzecznie leżał pod wycieraczką. Wtoczyłam się do pustego, jak się okazało, domu. Ukradłam jedną butelkę z barku wujka i wczołgałam się na górę. Nie zdążyłam opróżnić butelki z alkoholu, bo ledwo położyłam się na łóżku, znużył mnie sen.
Drugiego dnia w mojej głowie zawitał kac-morderca. Ostatkiem sił schowałam butelkę pod łóżko i padłam, ale młoteczki w mojej głowie pracowały. Ten dzień przeznaczyłam na płakanie i wyrzucenie emocji. Głowa bolała mnie tak, że zasnęłam około ósmej wieczorem. To były zdecydowanie najgorsze 24 godziny.
Trzeciego dnia obudziłam się jak nowo narodzona, póki ciężar myślenia nie spadł na moje barki. Stawiałam wszystkie 'za i przeciw' przeciwko Harry'emu. Nic nie jadłam, nie poszłam do toalety, myślałam tylko. 'Przeciw' wyszło nieco więcej, ale jedno 'za' przeważyło szalę.
Kocham go. Z tą myślą zasianą w mojej głowie położyłam się na łóżku i zasnęłam.
Czwarty dzień jest dzisiaj. Dokładniej jest piąta rano.

Powlokłam się do łazienki ogarnąć nieco swoją twarz. Wyglądałam strasznie. Miałam zapuchnięte oczy, spierzchnięte usta, w ogóle wyglądałam jak potwór. Umyłam się i wysuszyłam włosy. Jak na złość, dzisiaj wyglądały naprawdę fatalnie. Kiedy wyczołgałam się z łazienki, w głowie zaświtała mi myśl, jak pierwszej wyciągnąć rękę.
Kiedy rzuciłam ręcznik na fotel w pokoju, zeszłam do kuchni. Nieco pobudzona, wyciągnęłam wszystkie składniki i zaczęłam ubijać ciasto, nucąc pod nosem. Zdałam sobie sprawę, jak głodna jestem po czterech dniach głodówki. Wzięłam jabłko i kontynuowałam pracę. Dodałam różne składniki i masę w foremkach wrzuciłam do piekarnika. Zapach ciągnął się po kuchni. Kiedy moje ciastka się piekły, ja pobiegłam na górę się ubrać. Wyglądało, jakby miało być dzisiaj trochę chłodniej, więc ubrałam przetarte, ciemne dżinsy i biały podkoszulek, a na to czarny sweter. Na nadgarstku spoczął mój zegarek i kilka bransoletek.
Kiedy nakładałam tusz na rzęsy, rozległo się charakterystyczne piknięcie. Rzuciłam się w kierunku ciastek. Pospiesznie spakowałam je do pudełka i na wierzch przykleiłam zapisaną karteczkę. Wyszłam cicho z domu, bez zamykania drzwi na klucz. Przeszłam na drugą stronę ulicy i cichutko podbiegłam pod apartament Harry'ego. Położyłam pudełko na wycieraczce przed drzwiami i się ulotniłam

Harry.

Cztery dni. Minęły cztery dni, odkąd widziałem ją po raz ostatni.
Pierwszego dnia wypiłem kilka piw i w ogóle czułem się jak dupek. Nie byłem pijany, choć o to właśnie się starałem. Postanowiłem dać jej czas do namysłu, więc nie zadzwoniłem ani razu. Zasnąłem na kanapie.
Drugiego dnia zacząłem się niepokoić. Zadzwoniłem do niej kilka razy, wysłałem parę wiadomości, ale nie dostałem odpowiedzi. Zacząłem się zastanawiać, czy ona jeszcze mnie chce, czy odpuściła. Wtedy poczułem łzę na swoim policzku. Płakałem przez nią już drugi raz. Bezsilnie opadłem na fotel i przyciągnąłem do siebie jej koszulę, którą zostawiła podczas tego pechowego nocowania. Zasnąłem odurzony jej zapachem.
Trzeciego dnia, mieszanka emocji zaczęła przejmować nade mną kontrolę. Rozwaliłem szklankę, wrzeszczałem i płakałem jednocześnie. Cały dzień, a noc spędziłem na oglądaniu "Wilka z Wall Street". Zasnąłem ponownie na kanapie.
Czwarty dzień jest dzisiaj. Dokładniej jest ósma rano.
Opadłem zrezygnowany na oparcie kanapy. Czułem, jak zapuchnięte oczy mam. Uznałem, że warto wyjść w końcu z domu. Moje włosy wyglądały okropnie. Chciało mi się jęczeć, tak jak robi to Han za każdym razem, kiedy próbuje doprowadzić swoje włosy do perfekcji, ale ja naprawdę kocham ten nieład na jej głowie.
Zarzuciłem na siebie jedną z moich koszulek. Ubrałem spodnie, ale zrozumiałem, że nie wiem, co zrobić, kiedy już wyjdę. Powlokłem się do kuchni z żalem spojrzałem na wnętrze mojej opróżnionej lodówki. Mam pretekst. Zajebiście. Przed wyjściem spojrzałem jeszcze w lustro. Wyglądałem nawet przyzwoicie, ale na pewno nie jak Harry Styles, do którego przywykłem.
Kiedy otworzyłem drzwi frontowe, moim oczom ukazało się jakieś pudełko. Wydawało się znajome. Han. Porwałem opakowanie i oderwałem przyczepioną kartkę. Moje serce lekko trzepotało, budząc się do życia, kiedy czytałem jej pękate, schludne pismo.
"Zapomniałam o mojej obietnicy. Przepraszam. W środku masz tyle babeczek, że chyba nawet Tobie nie uda się ich zjeść.
H."
Prawie rozwaliłem pokrywkę od pudełka, kiedy gwałtownie je otworzyłem. Po moim mieszkaniu rozniósł się zapach bananów, jagód, czekolady... wszystkiego. Łapczywie chwyciłem pierwsze ciastko i ugryzłem potężny kawałek. Nie wiem co mnie podkusiło, ale odblokowałem telefon i napisałem sms'a do Han.

Do: Księżniczka 
Dziękuję za ciastka.
H.

Nawet nie liczyłem, że odpisze. Nie miałem do niej o to pretensji. Dzwonek mojego telefonu przyprawił mnie prawie o zawał. Chwyciłem urządzenie i zobaczyłem.

Od: Księżniczka
Nie ma sprawy. Gdzie wychodziłeś?

Odpisuję natychmiastowo.

Do: Księżniczka
Skąd wiesz, że gdzieś wychodziłem?

Od: Księżniczka
Chyba nie otworzyłeś drzwi wejściowych dla kaprysu?

Do: Księżniczka
Słuszna uwaga. Do spożywczego.

Od: Księżniczka 
Poczekasz 15 minut? Ogarnę tylko to gniazdo na głowie.

Przez chwilę jestem zdziwiony, ale przed oczami staje mi grymas pięknej dziewczyny, kiedy mówi o swoich włosach. Klikam w klawiaturę. Chcę odpisać coś czułego, albo chociaż "Chętnie", ale nie chcę przegiąć.

Do: Księżniczka
Jasne. Będę czekał na dole.

W odpowiedzi wysłała emotkę biegnącego człowieka. Kończę babeczkę, a resztę szczelnie zamykam. Biegnę do lustra i widzę uśmiech na mojej twarzy, którego za nic nie mogę się pozbyć, i nie chcę. Jak w skowronkach zbiegam na ulicę. Czekam pod bramą do swojego bloku, wpatrując się w dom jej rodziny. Wydaje mi się to jednak dość głupie, więc po prostu podchodzę pod sam budynek, w którym jest teraz ta piękna dziewczyna. Czuję, jak moje serce bije jak szalone, ale zamiera, jak zaczynają się otwierać drzwi i ona staje mi w drzwiach.
Jeśli ja wyglądam dzisiaj przyzwoicie, to ona wygląda perfekcyjnie. Skanuje jej ciało, ciało, za którym tęskniłem. Uśmiecha się, ale lżej niż zazwyczaj w mojej obecności. Jest czymś zmartwiona, a ja z bólem uświadamiam sobie, że podjęła decyzję co do naszego chorego związku. I mam dziwne przeczucie, że mi się nie spodoba. Widzę jej lekko zapuchnięte oczy.  Ona płakała z mojego powodu. To boli bardziej niż to, co czułem przez ostatnie cztery dni - fakt, że doprowadziłem ją do płaczu.
- Dlaczego marszczysz czoło? - z zamyślenia wyrywa mnie jej miękki głos, pełen jeszcze tego młodzieńczego uroku. Teraz zauważam, że jest już blisko mnie, ale w bezpiecznej odległości.
- Myślałem o tym, co ci zrobiłem - wypalam bez zastanowienia. Widzę w jej oczach niepewność, ale po chwili przyciąga mnie w mocnym uścisku. Odwzajemniam go, opierając głowę na jej ramieniu. Ona chowa swoją twarz w zagłębieniu mojej szyi. Czuję, że to nie jest przyjacielski uścisk, i to napełnia mnie nadzieją. Stoimy tak przez kilka dobrych minut. Wdycham jej zapach. Ona kichnęła lekko, a zabrzmiało to tak słodko, że rozpływam się w środku. Odsuwam się od niej, a ona ode mnie i zaczyna pocierać ręką swoje oczy. Kicha znowu. Ten dźwięk jest jednym z moich ulubionych, jest jak czysta słodycz. W końcu na mnie patrzy z rozbawieniem, ale i małą nutką zakłopotania.
- Na zdrowie - chichoczę lekko.
- Dziękuję - mówi, zanim kicha znowu. Kiedy już upewnia się, że nie zrobi tego znowu, gestem pokazuje, żebyśmy poszli w stronę sklepu.
- Coś się stało? - pytam z rękoma w kieszeniach.
- Mam alergię - odpowiada z chichotem.
- Na co?
- Na orzeszki i pyłki - odpowiada. Jest dzisiaj niewiarygodnie słodka i dziecinna. To, jak powiedziała słowo "orzeszki" dosłownie doprowadza mnie do obłędu.
- Po co idziesz do sklepu? - pytam, zmieniając temat. Jej policzki oblewa delikatny rumieniec, ale wzrok ma pewny.
- Głupio się przyznać, ale w sumie to był pretekst, żeby cię zobaczyć. Nawet nie zabrałam pieniędzy - odpowiada.
- Tak? - unoszę brew, a ona przewraca oczami.
- Przepraszam, nie chciałam podnosić twojej samooceny.
Chichoczę lekko. Ona spogląda na mnie przez chwilę, a po chwili dołącza. Patrzeć na jej uśmiech jest jakimś darem od Boga. Kiedy kończymy, ona pyta:
- A ty po co się wybierasz?
- Uzupełnić lodówkę.
Uśmiecha się wesoło, aż przystajemy pod sklepem. Otwieram jej drzwi, a ona kiwa głową z rozbawieniem. Przechodzi obok mnie, a ja podążam jej śladami do środka. W jej towarzystwie zapominam, że jestem sławny. Uświadamiam sobie, że to pierwszy raz, kiedy razem gdzieś wyszliśmy i boję się, że zrazi się moimi fankami. W sumie, od dłuższego czasu boję się jej czymkolwiek urazić. Biorę koszyk. Kręcimy się między alejkami, gadając o głupotach i śmiejąc się. Kilkoro ludzi odwraca się w moją stronę, niektórzy robią mi zdjęcia, ale dla mnie to codzienność. Han zdaje się to ignorować, zachowuje się naprawdę bardzo stosownie do tej nietypowej sytuacji. Kiedy chwyta mój nadgarstek, moje serce przyspiesza.
- Harry, kupisz mi lizaka?
Patrzy na mnie tymi hipnotyzującymi, słodkimi, wielkimi oczami błagalnie z uśmieszkiem błądzącym na ustach.
- A czemu miałbym to robić? - pytam zadziornie.
- Harry, Harry, Harry - jęczy z teatralnie wykrzywioną twarzą. Śmieję się.
- Dobrze, kupię ci lizaka - odpowiadam.
- Dziękuję - wykrzykuje i całuje mnie w policzek. Biorę głęboki oddech i ona to zauważa. Uśmiecha się i bierze truskawkowego lizaka, wywracając nim młynka.
- Dlaczego lizak? - pytam, starając się powstrzymać drżenie mojego głosu.
- Zwykle żuję miętówki, ale zapomniałam z domu. Lizaki są następcami.
Rzeczywiście, od naszego pierwszego spotkania zauważyłem, że Han zawsze trzyma pokaźną ilość miętowych gum w torebce. Żuje je prawie cały czas i nawet to jest dla mnie uosobieniem jej perfekcji.
- Mhm - potakuje w zamyśleniu. Ona bierze głęboki oddech i zwraca tym moją uwagę. Koszyk spoczywa u moich stóp, kiedy łapie jej spojrzenie.
- Wiesz, że podjęłam decyzję co do nas? - patrzy na mnie smutnym wzrokiem. Moje oczy się rozszerzają z przerażenia. Ona zaraz odejdzie, to jest pożegnanie, nie, to nie może się skończyć.
- Uważam, że powinniśmy trochę przystopować. Przyznaję, że pojechałam z tym nocowaniem - mówi. Jestem zszokowany. Czy ona bierze winę na siebie?
- Han, nie obwiniaj się, to ja zachowałem się jak idiota - zaczynam, ale ona delikatnie przybliża się do mnie. Kładzie mi ręce na szyi i całuje w usta.

*****

Hej
No ja nie lubię długich kłótni, lubię, jak cały czas dzieje się coś nowego.
Taka już sobie jestem.
Dzięki
xxx

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz